Wychodzenie na idiotę to całkiem fajna sprawa
Jeżeli zapytasz ludzi czego się boją najbardziej, odpowiedzą zapewne: śmierci, utraty zdrowia, samotności itp. Gdybyś jednak mógł prześwietlić świadomość odpowiadających, zobaczyłbyś zapewne jeszcze jeden lęk — lęk przed wyjściem na idiotę. A zwłaszcza strach przed wygłupieniem się przed szeroką publicznością. Jakby było się czego bać...
Czytaj dalej...
Nauczyciel to nie rzemieślnik
Im bliżej końca swojej edukacji się znajduję (o czym czasem daję znać), z tym większym dystansem patrzę na szkolne role jakie powinny być ogrywane i jakie odgrywane są w rzeczywistości. W większości przypadków nauczyciele wyszli już z funkcji belfrów i coraz częściej zachowują się jak dobrzy opiekunowie, którzy raczej zachęcą i podadzą dłoń, niż pociągną za włosy do celu. Rok szkolny maturzystów kończy się przecież za niecałe trzy miesiące. Nie ma sensu nikogo do niczego zmuszać ani działać wbrew niemu — za trzy miesiące i tak nie będzie już uczniem. Jeżeli w większości przypadków (przynajmniej moich) relacje wchodzą na nowy poziom serdeczności, to nie zawsze tak jest.
Czytaj dalej...
Czas maturalny, czas tracony
Do egzaminów maturalnych pozostało niewiele więcej niż cztery miesiące. Deklaracje maturalne od długiego czasu są już złożone. Wydawałoby się, że maturzyści (przynajmniej ci, którym na maturze zależy) powinni móc w stu procentach poświęcić się przygotowaniom do matury bądź innych egzaminów dających im wstęp na studia. Ale nie mogą bo... mają szkołę.
Czytaj dalej...
Nigdy więcej...
Kaloryfer grzeje na pełnej mocy, maszyna licząca grzeje, ciało grzeje, a w pokoju stopni Celsjusza dziewięć z tendencją spadkową. Zasługa mojej nowej klimatyzacji , tj. pęknięć w ścianach obiegających cały pokój dookoła. Wczoraj śmiałem się z warszawiaków i innych zasypanych śniegiem miejscowości. Otóż publicznie przyznaję- nie zrobię tego nigdy więcej!
Czytaj dalej...
Odnaleźć ethos
Uważam, że język stanowi świetną drogę do bogatego poznania kultury, w ramach której się go używa. Można go wykorzystać na wiele różnych sposobów, ale efekt jest z grubsza ten sam: ujawnienie wielości znaczeń. Przykład? Niemieckie „przepraszać”, „entschuldigen”, składa się z negatywnego przedrostka „ent-” (odpowiednik „de-”, jak w „demobilizacji”), przymiotnika „schuldig” i końcówki czasownika. „Schuldig” (od „die Schuld”— wina, dług) oznacza „winny”, zarówno w sensie finansowym jak i odpowiedzialności za czyny. Przepraszając kogoś zdejmujemy więc z siebie, chociaż częściowo, winę za czyn i dług, jaki nim ”zaciągnęliśmy”. Zresztą, polskie „przepraszam” też jest dość ciekawe. „Prosić” kogoś o wybaczenie tak długo, aż się go „przeprosi”.
Czytaj dalej...
Zaufanie
Powiedzieć, że dobra przyjaźń opiera się na zaufaniu, to tak, jakby stwierdzić, że za dnia bywa jaśniej niż w nocy. „Móc komuś zaufać” jest często sprowadzane do „móc komuś wierzyć” lub „móc liczyć na dyskrecję”, a przecież to tylko przejawy zaufania, nie chodzi o samą wiarę. Owszem — wiara w drugiego człowieka jest podstawą społeczeństwa w ogóle. Nie będę się stosował do sprzecznych z moim interesem zasad życia społecznego (prawa, moralności etc), bez wiary, że i wobec mnie reszta społeczeństwa będzie się do tych zasad stosowała. Jednak czy zostawienie otwartego samochodu w centrum miasta jest przejawem zaufania? Nie, to raczej wiara w ludzką uczciwość. Czym więc jest zaufanie?
Czytaj dalej...
Świat ocieka zajebistością
Są takie chwile, w których nie potrzeba nic więcej, jak tylko patrzeć. Lub słuchać. Lub po prostu być. Momenty, w których doświadczamy piękna świata. Nie takiego powierzchownego piękna — kwiatek jest ładny, więc świat jest ładny — lecz piękna znacznie głębszego, piękna metafizycznego. Zwracam na to uwagę, bowiem doświadczenie to wraca ostatnio do mnie z dość dużą częstotliwością.
Czytaj dalej...
Pytania?
Raz na jakiś czas przychodzi czas szerszej refleksji. Nie tylko tej powierzchownej, codziennej- „Kurde, powinienem był wstać dziś rano...”- ale i tej szerszej „Dokąd idę?”. Oczywiście nie w sensie orientacji przestrzennej, lecz życiowej.
Oznacza to, że coś zaczyna domagać się odpowiedzi. Powoli, najpierw po cichu, ale z czasem coraz częściej i dobitniej. Aż czuje się, że to Pytanie stoi obok nas. Lub raczej- za nami. Tak, że gdy piszę te słowa, rzuca wątły cień na kartkę. Raz na jakiś czas kładzie mi rękę na ramieniu, mówiąc przy tym jakby „Pamiętaj- wciąż tu jestem. Wciąż mi nie odpowiedziałeś”.
Czytaj dalej...
Być!
Być!
Dzisiejsza scena ze szkoły. Zajęcia z piwnicy mieliśmy, dzięki Bogu, przeniesione do sali na parterze. Powodem był grający w podziemiach gitarzysta cierpiący na, powiedzmy, „syndrom nadużycia przesteru”:). W trakcie lekcji do sali wpada jedna ze sprzątaczek i zagaduje nauczyciela:
—Ale Pan tu tylko dzisiaj ma te lekcje?
—Nie, w następne dni też.
—Ale ja tu... POSPRZĄTAŁAM!!!
—Ale my tu nie brudzimy.
—Ale tu jest posprzątane!
—Ale my tu nie brudzimy. Proszę Pani, my... my wzniosłą myślą uszlachetniamy Pani pracę!
—U... co?!! To po co tu było sprzątane?!!
—No przecież nie pobrudzimy. Agnieszko, jak chcesz pić, to na korytarz!
—Słyszeliście?? [do nas] Macie tu nie pobrudzić!
Cóż... „Uszlachetnić” a „up...dolić” to jednak dwa zupełnie różne słowa :)
