Kryzys to kiepska wymówka dla uproszczenia podatków 23 komentarze

Napisano dnia 02 września 2011, w ekonomia, niższe podatki, Ogólne, podatki, Polityka, prawo

* Zmniejsz podatek - oddaj krew [KLIK!]

Od czterech lat słyszymy, że się nie da, bo jest kryzys (ale tak naprawdę go nie ma i jesteśmy zieloną wyspą). Budżet bilansuje się czekaniem i liczeniem na wzrost PKB. Nie da się uprościć prawa podatkowego (Jak to szło? 3x15?), nie da się skasować KRUS-u, ruszyć wydatków strukturalnych, nie da się też zrobić porządku z finansowaniem Kościoła. Kryzys tłumaczy wszystko, choć to naprawdę kiepska wymówka.

Platforma Obywatelska obiecała 3x15, a więc wyraźne uproszczenie systemu podatkowego. Zamiast dwóch stawek podatkowych (18% i 32%), kilku metod rozliczania się przedsiębiorców (ogólnie liniowe 19% + niezmierzona jaskinia ciekawostek) oraz całej masy różnych stawek podatku VAT (zwolnienie, 0%, 5%, 7%, 8%, 23%) obowiązywałyby trzy podatki (jednolity dochodowy, jednolity od firm i jednolity VAT) równej wartości – 15%. Decydujący argument „przeciw” jest miażdżący – Polski nie stać na takie rozwiązanie. No chłopaki, no co wy! Obniżka?! Kryzys jest!

Dziwnym trafem nikt nie przyjmuje do wiadomości, że uproszczenie takie nie musi wiązać się z obniżką podatków. Nikt nie broni, by było to na przykład 3x18% jak proponuje Ruch Poparcia Palikota, lub nawet 3x20%. W całościowym wymiarze może być to niewielka podwyżka podatków i wcale nie zadusi ona wzrostu gospodarczego. Wystarczy sprawić, by przedsiębiorcy i obywatele mieli niższe dodatkowe koszty związane z odprowadzaniem podatków. A to naprawdę nie jest trudne - zacznijmy od zmniejszenia objętości ordynacji podatkowej i komentarzy do niej do rozmiarów niewymagających kupna dodatkowego regału.

* Deficyt budżetowy nie zawsze jest zły [KLIK!]

Mając kilkanaście różnych podstawowych podatków i łącznie prawie pięćdziesiąt wszystkich rodzajów podatków nie da się biegle i bezproblemowo w nich poruszać prowadząc działalność oderwaną od prawa podatkowego. Nawet prowadząc stosunkowo proste operacje trzeba wiedzieć jakie koszty jak potraktować. Wiesz, że za kupno pickupa na firmę możesz sobie odliczyć cały VAT a za kupno bliźniaczego modelu bez „paki” już tylko 60% i nie więcej niż 6 tysięcy (ktoś mi to wytłumaczy?)? Wykonałem w tym roku kilkanaście albo kilkadziesiąt zleceń (a potem uznałem, że mam wakacje...;) i mam w papierach kosmiczny burdel. Mam rachunki z odliczonymi składkami, bez składek, z dwoma różnymi kosztami przychodu i mam ochotę kogoś zastrzelić. Można by rzec - „Jedna umowa zlecenie – tyle możliwości!”. Zamiast tego wolałbym płacić nawet dwadzieścia procent podatku i mieć pewność, że od kwoty x NA PEWNO muszę zapłacić 20% podatku i nic więcej (a etatowcy zapłacą jeszcze zryczałtowane i niskie składki). I że nie ma znaczenia, czy jestem studentem, pracownikiem najemnym czy emerytem. I że nie dostanę wezwania do zapłaty dwóch groszy podatku.

* Strefa EURO wciąż w nie najgorszej sytuacji [KLIK!]

Kuriozalna jest również mnogość podatków VAT. Wiesz, że ciasteczka z krótką datą przydatności obłożone są inną stawką VAT niż ciasteczka z długą datą przydatności do spożycia? I że co innego oznacza „zerowa stawka podatku VAT” a co innego „produkt zwolniony z podatku VAT”? Wydawałoby się, że „zero” oznacza tyle co „zwolniony” (nie oznacza). A jeżeli zastanawiasz się jak wyprać pieniądze z nielegalnego źródła przejrzyj różne metody rozliczeń CIT. Ktoś kiedyś wpadł na genialny pomysł, że solaria mogą płacić zryczałtowany i dość niski podatek. Możesz też naprawiać pończochy – zapłacisz kilkadziesiąt złotych miesięcznie podatku. Jeżeli widziałeś kiedyś solarium, w którym nie ma nikogo prócz obsługi (lub Twój sąsiad zacznie chodzić w pończochach) – wiedz, że coś się dzieje.

Wolałbym płacić 20% podatku i móc pójść do dowolnego urzędu bez pieniędzy. Chciałbym, by informacja „egzamin praktyczny na prawo jazdy kat. B kosztuje 122 złote” oznaczała, że zapłacę 122 złote a nie 122 złote + opłaty za opłatę. Chciałbym zapłacić te dwa głupie punkty procentowe podatku więcej i mieć pewność, że operacja kartą (a więc operacja bezkosztowa!) nie będzie przy okienku liczona dwa razy drożej niż płatność gotówką bo WORD poprawia swój bilans moim kosztem. A dokładniej – że w ogóle nie będzie liczona.

Nie chcę ulgi na internet, becikowego ani wspólnego rozliczania małżonków (kompletny absurd!). Chcę za to, by setki urzędników zajmujących się szukaniem dwugroszowych błędów w fakturach lub pomyłek przy odliczeniu wymienionych ulg zajęły się – wybaczcie urzędnicy! – nieco uczciwszą pracą. Im prostsze prawo i metody rozliczeń, tym mniej możliwych błędów do popełnienia i mniej osób potrzebnych do kontrolowania oświadczeń. A co za tym idzie – więcej wykwalifikowanych i jakże skrupulatnych pracowników na rynku pracy. Czysta korzyść dla gospodarki.

Ogólna zasada jest prosta – im prostszy system, tym tańszy system. Oczywiście istnieje wyjście alternatywne. W Polsce istnieją dwie nieopodatkowane grupy zawodowe – prostytutki i księża. Wybór pozostawiam Tobie.

<<Poprzedni>> <<trackback>> <<Następny>>



23 komentarze do wpisu pt. “Kryzys to kiepska wymówka dla uproszczenia podatków”

quest, 02 września 2011 o godzinie 09:53:50:

  • >Nikt nie broni, by było to na przykład 3x18% jak proponuje Ruch Poparcia Palikota, lub nawet 3x20%

    To uciekinierzy z PO jeszcze ośmielają się cokolwiek proponować? Palikot był wiceprezesem największego ugrupowania w parlamencie i wtedy , tak zwyczajnie, miał szanse na zmiany. On jednak latał z penisami i krzyczał o dożynaniu watahy PiS.

    Proponowanie jakichkolwiek zmian na tym etapie (na jego poziomie) to zwyczajne plucie wyborcy w twarz. Jeśli jakimś cudem dostanie się do parlamentu, to i tak nic nie zrobili ze względu na brak większości/możliwości. Przez cztery lata będzie mamił ludzi twierdząc, że w następnych wyborach muszą być więksi, aby rozbić ten beton, więc "mądry" obywatelu, głosuj na RPP!

    Skoro nic nie zrobił jaki wiceprezes dużego PO, to tym bardziej nic nie zrobili jako prezes partii kanapowej.

torero, 02 września 2011 o godzinie 11:19:51:

  • > W Polsce istnieją dwie nieopodatkowane grupy zawodowe – prostytutki i księża.

    Trzecia prawda góralska.

    "Zgodnie z treścią art. 42 ust. 1 ustawy z 20 listopada 1998 r. o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne (Dz. U. nr 144, poz. 930 ze zm.) osoby duchowne, osiągające przychody z opłat otrzymywanych w związku z pełnionymi funkcjami o charakterze duszpasterskim, opłacają podatek dochodowy w formie ryczałtu od przychodów osób duchownych."

    http://www.podatki.biz/artykuly/13_14620.htm

    No chyba że zaraz zaczniesz dopisywać do złodziei [bo zestawienie kurew i księży w kontekście rzekomo "nieopodatkowanych grup zawodowych" innego celu raczej nie ma] wszystkich płacących PIT na zasadzie ryczałtu. A, i dopisz jeszcze do listy osoby na karcie podatkowej, to dopiero złodzieje...

Remigiusz 'lRem' Modrzejewski, 02 września 2011 o godzinie 11:29:40:

  • Generalnie się zgadzam, poza kawałkiem o wspólnym rozliczaniu. Uważam, że wspólnoty majątkowe *powinny* być rozliczane razem. Podoba mi się system we Francji, gdzie podatki płaci się od sumy zarobków rodziny podzielonej przez pogłowie. Więc dwójka zarabiających rodziców z trójką dzieci ma progi ustawiane tak, jak pięć zarabiających osób razem wziętych. Francja jest jedynym chyba w Europie krajem z dobrą strukturą demograficzną natywnej populacji...

N.N., 02 września 2011 o godzinie 13:10:27:

  • W mętnej wodzie najlepiej rybki pływają. Dziwne, że tego nie wiecie.

wikiyu, 02 września 2011 o godzinie 13:15:50:

  • @Remigiusz - tak ale tą strukturę zapewnia im masowy import obywateli w wieku rozrodczym.

Remigiusz 'lRem' Modrzejewski, 02 września 2011 o godzinie 13:27:26:

  • Nie nie, mi chodzi o natywnych. Białe, od pokoleń Francuskie, rodziny mają po 3-4 dzieciaki.

Remigiusz 'lRem' Modrzejewski, 02 września 2011 o godzinie 13:31:50:

  • > In recent years, immigrants have accounted for one quarter of the population growth - a lower proportion than in most other European countries. According to an INSEE <http://en.wikipedia.org/wiki/INSEE> 2006 study, "The natural increase is close to 300,000 persons, a level that has not been reached in more than thirty years. Net migration is estimated at 93,600 persons, slightly more than in 2005."[ <http://en.wikipedia.org/wiki/Demography_of_France#cite_note-3>

Kuls, 02 września 2011 o godzinie 17:41:53:

  • Wszystko brzmi nieźle, ale tylko na papierze. Wprowadzenie stałej stawki vat na poziomie 18-20% doprowadziłoby do drożyzny (ostatnio nadużywa się tego słowa). Najbardziej ucierpieliby na tym najubożsi, dla których wzrost cen podstawowych produktów (głównie żywności) o 20, czy nawet 30% byłoby poważnym obciążeniem. Żaden rozsądny polityk nie zdecyduje się na to w tym momencie.

Remigiusz 'lRem' Modrzejewski, 02 września 2011 o godzinie 17:44:57:

  • Zwolnić artykuły pierwszej potrzeby z VAT? Nie wiem ile teraz na tym 7% z jedzenia państwo zarabia, może rzeczywiście ich na to nie stać...

Pawel, 02 września 2011 o godzinie 18:32:22:

  • Dzień dobry. A gdzie tu jest RSS?

Shork, 02 września 2011 o godzinie 22:09:20:

  • lewicowiec buahahahahahahaha

Tomek, 02 września 2011 o godzinie 23:25:50:

  • @Kuls - wytlumacz mi, w jaki sposob obnizenie podatkow podniesie ceny towarow i uslug?????????????????? Ja tego w ogole nie rozumiem...

KP, 02 września 2011 o godzinie 23:36:53:

  • @Pawel Witaj, http://spolecznie.com/sledzenie/

    Blipa możesz sobie odpuścić, muszę tu mały porządek zrobić.

    @quest konkretnie - uciekinier. Program Palikota jest bardzo konkretny i w zasadzie w większości mogłaby go zrealizować każda partia. Nie zgodzę się, że nie ma on żadnej zdolności koalicyjnej - gdyby miał dość głosów, by zapewnić większość (a alternatywą dla niego byłby PIS czy SLD) to chcąc nie chcąc partia dominująca by go wzięła. Życzę mu nieco powyżej pięciu procent, tak samo jak życzę ich chociażby PJN-owi (choć to nie moja bajka).

    Tu link do konkretów.
    http://www.lodzkie.ruchpoparciapalikota.pl/sites/default/files/jak%20szybko%20ograniczy%C4%87%20biurokracj%C4%99_0.pdf

    Mam niestety za słabe łącze aktualnie by sprawdzić, czy się otwiera.

    @torero cios celny jak zawsze :) Trzecia prawda? Jak o księdzu to pewnie ta "święta"... :)

    @IRem okej, ale dopiero wówczas, gdy w rodzinie będzie dziecko. Państwo nie ma żadnego interesu w tym, by premiować bycie w związkach małżeńskich. Interes ma tam gdzie są dzieci.

    @Kuls podniesienie VAT-u na towary pierwszej potrzeby to jedyna rzecz, która od początku wydaje mi się trudna do rozwiązania. Można je na przykład w ogóle zwolnić z VAT-u.

    @Shork dziękuję za merytoryczny komentarz.

    @Tomek chodzi o to, że VAT ma sześć różnych stawek. Artykuły pierwszej potrzeby są bardzo nisko opodatkowane ale od większości towarów i usług pobierane jest 23%. I tak przy stawce 18% SMS-y by potaniały ale chleb by zdrożał.

quest, 02 września 2011 o godzinie 23:52:30:

  • [[Mam niestety za słabe łącze aktualnie by sprawdzić, czy się otwiera. ]]

    Nie otwiera się. Zresztą wątpię, czy facet chcący "odebrać kościołowi oświetlenie" (za debatą z JKM) jest dobrym wyborem. Bardzo wątpię.

    Druga wątpliwość to taka: dlaczego konkrety Palikota w ogóle miały by być wiarygodne? Tusk w 2005 i 2007 też miał konkrety, a doświadczenie pokazuje, że jest zwykłym sukinkotem. Palikot przez... 3 lata? był jego zastępcą.

    Wdrażanie edukacji seksualnej jako "czegoś" co ma nas uchronić przed zapaścią demograficzną znowu zniechęca do w/w kandydata. Jak słusznie zauważył JKM, owa edukacja zawsze była tłumaczona tym, że dzieci nie mogą rodzić dzieci. A tu Palikot wyskakuje z czymś zupełnie innym.

    5% PJN-owi? Nie pamiętam u ciebie takiej życzliwości dla członków PiS, gdy występowali pod szyldem macierzy. 5% dla Palikota? Muhahaha. :)

    >Nie zgodzę się, że nie ma on żadnej zdolności koalicyjnej - gdyby miał dość głosów

    Albo mówimy o czymś realnym, albo sobie gdybamy o mrzonkach ściętej głowy. Gdyby normalni ludzie mieli dość głosów, byłoby normalnie. Twoje niezgadzanie się jest bezpodstawne. Palikot nie ma głosów, najpewniej nie przekroczy 1-2% i nie ma zdolności koalicyjnej. A przyszłość przyniesie tylko status quo.

Gorlique, 03 września 2011 o godzinie 21:59:13:

  • Co do faktu, iż zmniejszenie podatków powoduje drożyznę. To proste. Mniejsze podatki > więcej pieniędzy w kieszenie podatnika. Więcej pieniędzy w kieszeni podatnika = większa podaż pieniądza na artykuły codziennego użytku. Większa podaż pieniądza = niższa wartość pieniądza. Oczywiście nie jest to w pełni proporcjonalne, ale jest proporcjonalne do korzyści krańcowej sumy pieniędzy.

torero, 03 września 2011 o godzinie 23:22:31:

  • O matko, co za bełkot.

    > Co do faktu, iż zmniejszenie podatków powoduje drożyznę. To proste.

    Marnujesz się. Zgłoś się do Vincenta i skoro działa to w drugą stronę [bo niby czemu ma nie działać?...], dramatyczny spadek cen poprzez wzrost podatków oraz nobelek z ekonomii murowany.

    > Więcej pieniędzy w kieszeni podatnika = większa podaż pieniądza na artykuły codziennego użytku.

    Mistrzuniu, jeśli ktoś ma kwartalnie na chleb 100 zł, to kupi za to 50 bochenków po 2 zł. A - wg Twoich głębokich przemyśleń - jeśli komuś na chleb zostaje kwartalnie 10,000 zł [bo władza obniżyła podatki], to kupi za to:

    a) 5,000 bochenków po 2 zł, bo wzrasta "podaż pieniądza na artykuły codzienne",

    b) 50 bochenków, ale po 200 zł każdy, bo wg Twojej teorii w tzw. międzyczasie zdrożało,

    c) 5 bochenków po 2 zł, jak dawniej, bo więcej nie zje, a resztę przeznaczy na masło i inne artykuły NIEcodzienne, np. RTV?

    Proszę o konkretną odpowiedź. Gdzie wg Ciebie ujawni się owa magiczna nadpodaż pieniądza na artykuły codzienne?

    Patologia ekonomii w swoim apogeum. Ktoś zaczął uważać to kiedyś za "naukę społeczną" i od tej pory każdy absolwent ludowego uniwersytetu keynesizmu - leninizmu, uważający wzory za zbędny balast intelektualny uważa, że ma w kieszeni patent na gospodarkę. I tak to się właśnie kończy.

    Sorry za jazdę po bandzie, ale krew mnie zalewa, gdy czytam taki surrealizm. A poza tym jestem nieco wypity, co wzmaga moją agresję :D

KP, 04 września 2011 o godzinie 05:46:52:

  • @Gorlique to by MIAŁO sens, gdyby:
    - rynek towarów i usług był jednolity - mamy tysiąc buraków i tysiąc złotych. Ile kosztuje jeden burak? A tymczasem - jak pokazał wyżej Torero - nie jest.
    - system ekonomiczny rządził się ścisłymi prawami. Tymczasem ostatnia podwyżka VAT-u o 0,6% spowodowała kilkukrotnie wyższy wzrost inflacji, bo przy okazji tej minimalnej korekty podatku sprzedawcy podnosili swoje marże. W efekcie wzrost cen był dużo wyższy.

    Argument, że wyższy podatek VAT skutkuje niższą podażą pieniądza byłby słuszny sam w sobie gdyby nie te dwa zastrzeżenia powyżej i gdyby nie fakt, że pieniądze z VAT-u nie parują do atmosfery tylko wracają do obywatela od państwa - poprzez zasiłki, pensje budżetówki itp. De facto więc stawka VAT-u powinna być neutralna wobec podaży pieniądza, gdyż co zabierzemy to i tak wróci (tak też nie jest, o czym wiemy).

Gorlique, 04 września 2011 o godzinie 18:35:33:

  • Co do wyliczeń, które raczyliście podać, to właśnie dlatego powiedziałem że: "Oczywiście nie jest to w pełni proporcjonalne, ale jest proporcjonalne do korzyści krańcowej sumy pieniędzy." Zmniejszenie podatków o 10% nie zwiększy cen o 10% tylko o trochę mniej. Czyli teoretycznie niby kupisz więcej bochenków chleba niż przed zmianą podatku, ale nie o 10% więcej. Wynika to z faktu, iż 100zł dla biedaka ma inną wartość, niż te same 100zł dla miliardera. Jeżeli każdy będzie miał więcej pieniędzy to każdy będzie gotowy wydawać więcej. Podobnie jak milioner w zasadzie byłby gotowy dać 100zł za bochenek chleba, bo w rzeczywistości (nie dość, że na te 100zł pracował kto inny - nie milioner) nawet o trochę nie odczuje utraty 100zł. Tutaj również odpowiedź na działanie mechanizmu w drugą stronę - też nie byłoby to proporcjonalne do samej stawki podatkowej, tylko odwrotnie proporcjonalne do wartości krańcowej sumy pieniędzy.

    Poza tym można wyobrazić sobie czysto teoretyczne rozważanie. Podatki to nie danina, jak wydało się uczyć od podstawówki dzieci, ale składka całego społeczeństwa. W grupie można więcej. Zmniejszenie podatków zatem może powodować wystąpienie kosztu alternatywnego wynikającego z niezaistnienia efektu synergii.

    Odnośnie tego, że stawka VATu nie powinna wpływać na podaż pieniądza, to w zasadzie tyczyłoby to się każdego podatku, bo teoretycznie te trafiają do społeczeństwa i tak w kółko. Tylko gdyby tak było, to stawka podatku nie miałaby żadnego znaczenia. Bo niezależnie od stawki bylibyśmy zawsze tak samo bogaci.

    Co do wpływu nadpodaży pieniądza na ceny. Odkąd w Polsce zaczęły bardzo drożeć mieszkania? Między innymi od momentu wprowadzenia na szeroką skalę kredytów mieszkaniowych i programów rządowych typu "rodzina na swoim". Kredyty i programy spowodowały, iż na rynku nieruchomości zapotrzebowanie zmieniło się niewiele, ilość mieszkań też niewiele, a jedynie ilość pieniędzy które miały zostać wydane na mieszkania wzrosła. Dalej, zgodnie z opisywanym przeze mnie schematem, ludzie byli gotowy stopniowo co raz więcej wydawać, a właściciele mieszkań chcieli co raz więcej za swoje mieszkania. --- I dzieje się to mimo, że np w Kielcach jest cała masa mieszkań, które czekają na kupca, niekiedy po 3 lata, a wynajmujący te mieszkania (jak wiemy ceny wynajmu charakteryzują się podobnymi trendami do cen samych mieszkań, tyle że z kilkumiesięcznym opóźnieniem) płacą za wynajem ceny porównywalne, lub niewiele mniejsze od cen w Krakowie, Warszawie czy Wrocławiu.

    I na koniec paradoks. Wszyscy przedsiębiorcy narzekają na to ile się im stawia kłód pod nogi. Nie zauważają jednak, że te kłody są tak samo stawiane innym podmiotom chcącym prowadzić działalność podobną. Zatem jeżeli jakiś przedsiębiorca nauczy się przejść przez te wszystkie kłody, powinien się cieszyć, gdyż de facto od tego momentu jest on bogatszy o to doświadczenie od potencjalnej konkurencji, która właśnie ze względu na brak tego doświadczenia obawia się podjąć działalność. ---

    --- Pokazuje to, że w każdym systemie można się doszukać mechanizmów równowagi. I tu kolejna kwestia. Niezależnie czy to się komuś podoba czy nie, to świat jest tak ułożony, że podatki stanowią w nim formę finansowania spokoju społecznego. W sytuacji niskich podatków, będziemy mieli mały socjal, przez co część społeczeństwa nie będzie potrafiła sobie poradzić. Oczywiście tylko do momentu wprowadzenia mechanizmu równowagi: wersja light: prezesi wyjeżdżają na taczkach, wersja hard: prezesi zwisają przed swoimi siedzibami.

Remigiusz 'lRem' Modrzejewski, 04 września 2011 o godzinie 20:20:41:

  • > I na koniec paradoks. Wszyscy przedsiębiorcy narzekają na to ile się im stawia kłód pod nogi. Nie zauważają jednak, że te kłody są tak samo stawiane innym podmiotom chcącym prowadzić działalność podobną. Zatem jeżeli jakiś przedsiębiorca nauczy się przejść przez te wszystkie kłody, powinien się cieszyć, gdyż de facto od tego momentu jest on bogatszy o to doświadczenie od potencjalnej konkurencji, która właśnie ze względu na brak tego doświadczenia obawia się podjąć działalność.

    Zapominasz o jednej drobnostce: potencjalną konkurencją są również podmioty, które działają w odrobinę innych realiach prawnych. Tak więc Twój przedsiębiorca będzie wiedział jak załatwić NIP, REGON, VAT, zarejestrować się w KRS i załatwić tymczasowe 300pln/miesiąc za ZUS. I nie będzie się już bał podejmować działalności. Tymczasem jego konkurent, mogący działać na tym samym rynku, najpierw podejmie działalność. Potem, jeśli działalność chwyci, to ma trzy miesiące żeby przejść się do urzędu ją zalegalizować. No i płaci na odpowiednik ZUS-u też 300, ale funtów, rocznie. Więc ten pierwszy powinien nie narzekać, nie?

KP, 04 września 2011 o godzinie 20:43:15:

  • >Zmniejszenie podatków zatem może powodować wystąpienie kosztu alternatywnego wynikającego z niezaistnienia efektu synergii.

    Tu mamy jasność, aczkolwiek zapoznaj się z tezą artykułu - brzmi ona, że prostsze podatki są tańsze. Nie "niższe" lecz "prostsze". Że zacytuję fragment: "W całościowym wymiarze może być to niewielka podwyżka podatków i wcale nie zadusi ona wzrostu gospodarczego."

    >Odnośnie tego, że stawka VATu nie powinna wpływać na podaż pieniądza, to w zasadzie tyczyłoby to się każdego podatku, bo teoretycznie te trafiają do społeczeństwa i tak w kółko.

    Niet. Podatek dochodowy sprawia, że w świadomy sposób oddajesz część dochodu. Jesteś świadom, że nie masz x tysięcy, które zarobiłeś. Wysoki podatek dochodowy działa demotywująco, gdyż większa jest kwota, którą musisz oddać. VAT zaś jest dla większości odbiorców obojętny. Widzą cenę "10 PLN" i składka nie ma dla nich znaczenia, nie działa on ani motywująco ani demotywująco (dopóki się go nie zna), nie wpływa więc na motywację, produktywność itp, jedynie "wyjmuje" pieniądze z rynku i wtłacza je ponownie w innej formie.

    >Co do wpływu nadpodaży pieniądza na ceny. (...)

    Co do tezy o nadużywaniu kredytów w gospodarce współczesnej to chyba wszyscy tu są zgodni.

    >I na koniec paradoks.

    Miałby sens, gdyby celem uproszczenia lub skomplikowania systemu było umożliwienie wygrania konkurencji lepszym cwaniakom. Otóż wyższa bariera biurokratyczna sprawia, że cała gospodarka jest mniej wydajna, a więc społeczeństwo - wedle zasad klasycznej ekonomii- jest biedniejsze. Zamiast pracować sto godzin i płacić podatki godzinę pracuje się dziewięćdziesiąt jeden godzin i płaci podatki dziesięć godzin. W tym samym czasie zamiast stu bochenków chleba powstaje 91 bochenków. Na głowę przypada mniej bochenków, więc społeczeństwo jest biedniejsze.

    Gdyby bariery biurokratyczne miały sens to bylibyśmy w czołówce wydajności pracy w Europie. A nie jesteśmy :)

torero, 04 września 2011 o godzinie 21:17:58:

  • W dalszym ciągu piszesz bzdury.

    Jeśli trzymamy się rynku artykułów codziennego użytku czy pierwszej potrzeby, to trzeba założyć, że są one spełniane na bieżąco [śmiem twierdzić, że ludzi nie mogących pozwolić sobie na chleb przez podatki nie jest jednak wielu], a więc popyt jest zaspokojony, zmniejszenie podatków nie wpłynęłoby więc na zwiększenie konsumpcji chleba.

    A NAWET gdyby ten rynek nie był zaspokojony, podwyżka ceny byłaby tylko przejściowa. Jako że po stronie podaży nic się nie zmienia [a już na pewno na niekorzyść producentów - obniżka podatków spowodowałaby również obniżkę kosztów, czyli efekt przeciwny do wzrostu cen], krótkookresowo możnaby jakiś wzrost cen zaobserwować, ale zostałby on bardzo szybko zniwelowany ew. wyższym wolumenem sprzedaży [jeśli już upieramy się, że popyt na chleb nie jest zaspokojony].

    > Zmniejszenie podatków zatem może powodować wystąpienie kosztu alternatywnego wynikającego z niezaistnienia efektu synergii.

    Następna bzdura. Synergia to efekt współdziałania "ilości czynników", nie ich siły. O synergii można mówić, gdy wpływ grupy czynników jest większy, niż wpływ każdego z osobna, a nie w przypadku, gdy siła jednego czynnika ulega zmianie.

    > Odnośnie tego, że stawka VATu nie powinna wpływać na podaż pieniądza, to w zasadzie tyczyłoby to się każdego podatku, bo teoretycznie te trafiają do społeczeństwa i tak w kółko.

    A mówi Ci coś słowo "redystrybucja"? Jak w ogóle możesz mówić o "kółku" w sytuacji, gdzie Twoje pieniądze trafiają na finansowanie biurew czy innych nieefektywnych ciał gospodarki centralnie sterowanej. Podły sylogizm, aż dziw bierze, że posługujesz się nim zupełnie serio - oczywiście, że podatki nie mają wpływu na masę pieniądza w gospodarce w danej chwili, ale co to ma do rzeczy?

    > Kredyty i programy spowodowały, iż na rynku nieruchomości zapotrzebowanie zmieniło się niewiele, ilość mieszkań też niewiele, a jedynie ilość pieniędzy które miały zostać wydane na mieszkania wzrosła.

    Bzdura. Zmianie uległ punkt równowagi i krzywa popytu, która przesunęła się w górę [kredyty i programy spowodowały właśnie to, że np. mieszkanie za 300k była skłonna od pewnego momentu kupić większa ilość osób]. I wskutek przesunięcia się krzywej popytu w górę nowy punkt równowagi ustawił się na prawo i w górę - czyli zaczęło sprzedawać się coraz więcej mieszkań za coraz większe pieniądze.

    > (...) Zatem jeżeli jakiś przedsiębiorca nauczy się przejść przez te wszystkie kłody, powinien się cieszyć, gdyż de facto od tego momentu jest on bogatszy o to doświadczenie od potencjalnej konkurencji, która właśnie ze względu na brak tego doświadczenia obawia się podjąć działalność.

    Gdybyśmy funkcjonowali na oddzielnej planecie, może by miało to rację bytu, odpowiedział Ci już KP. Ale mamy inne państwa i musimy konkurować z tymi, którzy takich obostrzeń nie mają. To raz. A dwa - że te wszystkie obostrzenia funkcjonują również na zasadzie barier wejścia, odsiewających masę początkujących i zmniejszających konkurencję. Firmom, które już siedzą na rynku, przeszkadza to nieco mniej, telewizja urabia resztę lemingów, że ten interwencjonizm i biurokracja to dla ich dobra... a potem wszyscy marudzą na wzięty Deus ex machina korporacjonizm, za umacnianiem którego rzekomo stoi wrogi kapitał i nieprzychylne nam siły.

KP, 05 września 2011 o godzinie 00:05:57:

  • @torero

    Nie za adresowałeś komentarza, myślałem, że polemizujesz ze mną.

    zmniejszenie podatków nie wpłynęłoby więc na zwiększenie konsumpcji chleba.

    Wpłynęłoby jeżeli VAT jest barierą uniemożliwiającą spełnienie potrzeb bieżących. Potrzebuję dziesięciu bochenków a mam na osiem, więc kupuję osiem. Po obniżce VAT-u mam na dziewięć, więc kupuję dziewięć. Popyt rośnie.

    Zmianie uległ punkt równowagi (...)

    @Gorlique chodziło tu raczej chyba o zwiększenie dostępności pieniądza w formie kredytu, a więc i zwiększenie popytu, a więc i skok cen.

    PS. Włączyłem markdown. Nowocześnieję, a co!

    PSS. Liczyłem, że stare komentarze też sformatuje...

torero, 05 września 2011 o godzinie 11:37:18:

  • @KP:

    zmniejszenie podatków nie wpłynęłoby więc na zwiększenie konsumpcji chleba.

    Wpłynęłoby jeżeli VAT jest barierą uniemożliwiającą spełnienie potrzeb bieżących. Potrzebuję dziesięciu bochenków a mam na osiem, więc kupuję osiem. Po obniżce VAT-u mam na dziewięć, więc kupuję dziewięć. Popyt rośnie.

    Do takiej sytuacji odniosłem się w paragrafie, zaczynającym się od "A NAWET..." Zważ poza tym, że mówimy [chyba] o artykułach pierwszej potrzeby, na które popyt jest stabilny i raczej zaspokojony.

    Zresztą gdyby nawet nawet ;) dla najuboższych pojawiły się dodatkowe środki, to wynikający z tego popyt [if any] zostałby w sporej części zniwelowany zmniejszeniem, wywołanym przez odpływ [z tych samych przyczyn] klientów, którzy - mając wcześniej środki tylko na chleb - wskutek wzrostu środków przerzuciliby się na produkty oczko lepsze, czyli np. bułki.


Dodaj komentarz:

Dyskutujesz z ludźmi, a nie maszynami, odnoś się więc do nich z należnym im szacunkiem. Jeżeli chcesz odnieść się do merytorycznej zawartości bloga i komentarzy, podzielić się jakimś swoim spostrzeżeniem czy uwagą- rób to śmiało i się nie krępuj. Jeżeli zaś nudzisz się w domu i zależy Tobie tylko na powkurzaniu innych użytkowników sieci- wracaj do klocków.

SZUKAJ


Kuba Pakulski
Szczecinianin. Fascynat filozofii, historii i nauk społecznych. Piszący dla przyjemności i praktyki. Radykalnie umiarkowany czerwony liberał. Antyklerykał pełen życzliwości dla wierzących, którego serce bije po lewej stronie. Słucha wszystkiego, co da się zamknąć w trójkącie Judas Priest- Enya- Miles Davis.

Kontakt:
e-mail: jakub.pakulski małpka gmail.com
jabber: kuba.pak666 jabber.wp.pl
gg: 9933809


ZOBACZ TAKŻE:

STRONĘ WSPIERAJĄ: