Strefa Euro w wcale nie najgorszej sytuacji
Przez ostatnie miesiące ekonomiści skupieni byli na kryzysie długu w krajach Eurostrefy. W tysiącach prasowych i blogowych artykułów, telewizyjnych wypowiedzi itp. ogłoszono, że zbliża się definitywny koniec eurogrupy. Ma ona rzekomo nie być w stanie unieść ciężaru swojego długu. Ja tymczasem proponuję spojrzeć na liczby.
Grecja nie musi utonąć
Szczególnie zdziwiły mnie opinie, że Grecja musi upaść – niezależnie od europejskiej pomocy. Absurd! Grecki deficyt pierwotny (a więc przed obsłużeniem długu, bez kosztów odsetek) wyniósł w Grecji 4,9% (a więc był na podobnym poziomie co nasz tegoroczny deficyt nominalny...). Grecki minister finansów zapowiedział, że w przyszłym roku Grecy będą mieli nadwyżkę pierwotną (tj, że przed opłaceniem odsetek będą na plusie). Grecki dług szacowany jest obecnie na ok 360 mld euro. Jeżeli zostanie on spłacony obligacjami europejskimi przy oprocentowaniu ok 3%, to koszt jego obsługi spadnie ponad pięciokrotnie do dziesięciu miliardów euro rocznie. To mniej więcej 4% greckiego PKB – wcale nie kosmiczna kwota. Przy zapadalności obligacji rzędu piętnastu lat i średnim wzroście gospodarczym 2% relacja długu do PKB zmaleje o ok 1/3 i powróci do akceptowalnego poziomu. Nie ma więc powodu twierdzić, że unijna pomoc dla Grecji nie może być skuteczna.
* Zmniejsz podatek - oddaj krew [KLIK!]
Europejskie obligacje
Dotknąłem ważnego tematu – tzw. euroobligacji. Unia Europejska jako całość pozostaje największą gospodarką świata generując w 2010 PKB rzędu 16,3 biliona dolarów. Oznacza to, że posiada olbrzymią zdolność kredytową, którą można wykorzystać walcząc z kryzysem długu w państwach członkowskich UE. Mówi się, że najczarniejszy scenariusz ratowania strefy euro pochłonie około biliona euro. Odsetki od tej kwoty wynosiłyby 30 miliardów euro i stanowiłyby niecałe dwa promile europejskiego PKB. Ratowanie krajów zagrożonych bankructwem miałoby więc polegać na wykupieniu złego długu (wysoko oprocentowanego, powyżej sześciu procent) i zastąpieniu go długiem tańszym – europejskim. Bilion euro to kwota wystarczająca do wykupienia całego długu greckiego, portugalskiego i irlandzkiego oraz sporej części długu hiszpańskiego. Cały europejski dług publiczny wynosi około 13 bilionów euro, ale większa jego część należy do stabilnych krajów takich jak Niemcy.
Walka z deficytami trwa
Większość europejskich stolic albo ma bezpiecznie niski dług, albo rozpoczęła walkę z deficytem. Włochy i Polska zapowiedziały zbilansowanie swoich budżetów do 2015 roku, budżet największej europejskiej gospodarki – Niemiec – ma tylko 3,3% deficytu i planuje niemal go uniknąć w 2016, w tym samym czasie deficyt brytyjski ma wynosić mniej niż 1%. Gospodarki te wytwarzają łącznie prawie połowę europejskiego PKB, więc realizacja ich planów w znaczącym stopniu wpłynie na sytuację w całej Unii, gdy nie są to przecież jedyne oszczędzające kraje. Niebezpiecznymi punktami na mapie Europy pozostają Hiszpania (planowane 3% deficytu w 2013) i Francja (analogicznie), które najprawdopodobniej przeliczyły się w swoich planach. Wszystkie te kraje generują około 70% PKB UE i – jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem – za pięć lat będzie to zdrowe, nieobciążone nadmiernym długiem publicznym PKB.
Wciąż najwięksi
Gospodarka UE pozostaje największą gospodarką na świecie. Jeżeli plany redukcji deficytów zostaną zrealizowane i przez następnych kilka lat nie nastąpi kolejna fala recesji to kraje europejskie wyjdą z kryzysu zadłużenia i prawdopodobnie długo do niego nie wrócą. Albo ja jestem nadmiernym optymistą, albo wcale nie zmierzamy ku katastrofie.
Zobacz też:
- Nieśmiertelność - Idea w praktyce
- Akcyza od paliw i tak jest zbyt niska
- Etyka niezależna Tadeusza Kotarbińskiego
