I po liceum... 11 komentarzy

Napisano dnia 13 kwietnia 2011, w Ogólne, Osobiste

Do oficjalnego końca maturalnego roku szkolnego pozostało teoretycznie jeszcze piętnaście dni, ale układ kalendarza jest taki, że w zasadzie już dziś mogę z czystym sumieniem powiedzieć „skończyłem liceum”. Nie będę kłamał, że jest mi z tego powodu strasznie przykro i że nie czekałem na ten moment. Zwłaszcza ostatnia klasa była wielkim marnotrawstwem czasu. LO kończę z niezłym chyba wynikiem średniej ok 4,85, po trzech dość spokojnych latach.

Jak można wyczytać z notki autorskiej, kończę IX LO w Szczecinie, profil informatyczno-matematyczny. Wybrałem tę szkołę z trzech głównych powodów — nauczyciela matematyki (odeszła po roku), nauczyciela informatyki (odszedł zanim zaczął się pierwszy rok) i jednodniowego drugiego semestru (który w tym roku trwał miesiąc). Poza tym chodziłem do gimnazjum przy dziewiątce i znałem tę szkołę doskonale. Od początku miałem zamiar iść swoimi ścieżkami, to po co miałem sobie utrudniać życie nowym i nieznanym środowiskiem? Na starych śmieciach przynajmniej nie miałem większego problemu z zapewnieniem sobie dozy niezależności i wolności.

Układ nauczycieli miałem niemal idealny, zwłaszcza w pierwszej klasie. Oprócz małych tarć obeszło się prawie bezkonfliktowo. Tym, co lubię w dziewiątce najbardziej, jest swobodna współpraca między nauczycielami i uczniami. Większa część grona nie pracuje w szkole za karę i z naprawdę sporym zaangażowaniem wykonuje swoją pracę. Zdarzają się wyjątki, ale w dziewiątce to mendowaci pedagodzy są wyjątkami z dobrej reguły, nie na odwrót. Prawie nigdy nie miałem większych problemów z załatwieniem czegokolwiek, szkoła zazwyczaj szła na rękę uczniom. Też nie zawsze, ale — w porównaniu z innymi szkołami — było naprawdę nieźle.

Imprezy szkolne, które w innych szkołach są zamknięte tylko dla nauczycieli (typu wigilie szkolne), u nas były otwarte głównie na uczniów. Wszelkie wyjazdy, wymiany, programy itp. odbywały się zazwyczaj w świetnej, luźnej i przyjaznej atmosferze. Piszę zazwyczaj, bo zawsze zdarzają się wyjątki (zwłaszcza w tak sporej i zróżnicowanej szkole). Inną fajną zaletą dziewiątki jest możliwość wzięcia udziału w ciekawych projektach międzynarodowych. Ja udzielałem i udzielam się w tych niemieckojęzycznych i zauważam szereg korzyści z nich płynących.

Sprawy nieco pokomplikowały się w drugiej klasie, po zmianie nauczyciela matematyki. Powiem tylko tyle, że stażyści nie powinni dostawać klas z rozszerzoną matematyką. Efekt był taki, że całego programu matematyki klasy II LO musiałem nauczyć się sam, w tydzień. Ma to swoje plusy — nauczyłem siebie, więc jestem w stanie nauczyć nawet największego matematycznego głąba. Ogólnie z każdego konfliktu z nauczycielem (zdarzyły się chyba tylko dwa) wychodziłem na swoje, bez zbędnej wojny. Analogicznie reszta klasy, jeżeli uczniowie wykazali dobrą wolę to zazwyczaj sprawy rozwiązywane były po ich myśli lub przynajmniej bez niepotrzebnych spięć.

Największym plusem Dziewiątego Liceum Ogólnokształcącego z Oddziałami Dwujęzycznymi imienia Bohaterów Monte Cassino w Szczecinie (pełna nazwa...:-)) była spora doza wolności i prawo do obrania własnej ścieżki. Jeżeli tylko ktoś wyrobił sobie opinię solidnej marki (tj. jak obiecał, że zaliczy w innym terminie, to faktycznie zaliczył), mógł załatwić wszystko (oczywiście w ramach zdrowego rozsądku). Jeżeli do kwietnia zajęty byłem przygotowaniami do olimpiad, materiał z lutego czy marca mogłem zaliczyć (i zaliczałem) w maju. I nikt nie robił mi z tego powodu trudności. Najlepszym tego dowodem jest fakt, że będąc w klasie informatyczno-matematycznej doszedłem do tytułu laureata Olimpiady Literatury i Języka Polskiego, finalisty Olimpiady Filozoficznej i półfinalisty Olimpiady Historycznej. I nikt z grona — z jednym małym i chwilowym wyjątkiem — mi w tym nie przeszkadzał. Wręcz przeciwnie, życzliwe wsparcie widać było na każdym kroku i to naprawdę pomagało.

Podobno właśnie zacząłem najfajniejszy etap w życiu — nic nie muszę. Pierwszy raz od trzech lat zupełnie nic nie muszę! Mogę bezstresowo i bezkarnie rozpływać się w muzyce i wyrównywać mały deficyt snu. Maturę zdaję w formie namiastkowej, matematykę w podstawie (zieeew...) i niemiecki w rozszerzeniu (na wszelki wypadek). Wejście na upragnione studia mam już w kieszeni. Jedyne, co muszę zrobić, to nie przespać rekrutacji na studia. Niewiele, prawda?

Wypadałoby znaleźć jakąś pracę. Trudno jest jednak szukać pracy z trzema olimpiadami i jednym dużym projektem niemieckojęzycznym w CV. Szkoda było by zmarnować ten czas (ponad pięć miesięcy wolnego). Chciałbym złapać coś związanego z pracą ze słowem i nad słowem oraz zdobyć choć trochę tak cennego doświadczenia. Pewnie skończy się na tym, że będę je zdobywał na blogu (którego muszę zresztą nieco odkurzyć) ale... zobaczymy;-)

Tymczasem czytam swoje zeszłoroczne refleksje i postanawiam zrobić wszystko, by w tym roku nie musieć powtarzać ich dopiero w sierpniu.


Zobacz też:

<<Poprzedni>> <<trackback>> <<Następny>>



11 komentarzy do wpisu pt. “I po liceum...”

Dodek, 13 kwietnia 2011 o godzinie 15:01:44:

  • A gdzie będziesz studiować?

KP, 13 kwietnia 2011 o godzinie 15:08:06:

  • Planuję Kolegium międzywydziałowe, a w ramach tego prawo i WNE. NA WNE jest fajny kierunek- Studia Ekonomiczno-Menadżerskie, połączenie ekonomii i zarządzania, kończy się prawem napisania dwóch licencjatów (ekonomia i zarządzanie). Jeżeli będę mógł studiować to w ramach międzywydziałowych — będę wniebowzięty.

Dodek, 13 kwietnia 2011 o godzinie 15:13:07:

  • A, MSEM, znam paru ludzi z tego.

    W zasadzie jeżeli masz olimpiady, to dostajesz się od ręki -- tak jest ze studiowaniem na JSIMie, JSEMie (imo jak chcesz robić ekonomię, to fajniej niż na MSEMie, ale co kto lubi), na MISMaP to nawet mnie chcieli bez olimpiady przyjąć. Nie wiem w sumie jak jest z innymi kierunkami, których nazwy są skrótowcami zaczynającymi się na M, ale strzelam, że podobnie. W każdym razie, życzę powodzenia, studiowanie dwóch kierunków to hmm niezapomniane doznania, w każdym razie na MIMie.

    Zamierzasz mieszkać w akademiku czy coś wynajmować?

KP, 13 kwietnia 2011 o godzinie 15:17:29:

  • dzięki za wskazówki. To byłyby w zasadzie trzy kierunki (prawo+ekonomia+zarządzanie). Muszę to jeszcze porządnie przemyśleć, choć znam takich, co dają radę.

    Co do mieszkania — jeszcze nie wiem. Wogóle nad tym nie myślałem, jeszcze trzy dni temu siedziałem w Wawie na olimpiadzie. Jak uda mi się znaleźć jakąś porządną pracę (pierwsza rozmowa rekrutacyjna jutro :-) ), to spróbuję coś wynająć. Jak się nie uda — pozostanie akademik.

Dodek, 13 kwietnia 2011 o godzinie 15:22:22:

  • Nie ma co się zastanawiać, jeżeli masz taką możliwość, to koniecznie na to idź. :) Ludzie raczej nie żałują, że zrobili więcej niż było trzeba -- co najwyżej, że nie starali się tak, jak mogli się starać.

    Warto mieszkać w akademiku, bo wtedy jest się bliżej centrum wydarzeń. Akademiki mają swoje wady, np. warunki mieszkaniowe, ale doświadczenia i znajomości raczej trudno zastąpić.

KP, 13 kwietnia 2011 o godzinie 15:36:14:

  • zastanawiam się czy dam radę, ale odpowiedź jest na 99% pozytywna. Dałem radę pociągnąć trzy olimpiady z jako takim sukcesem, dam i radę z trzema kierunkami. Dużo trudniejsze godzinowo są Studia Ekonomiczno-Matematyczne, tam obowiązkowych godzin jest (teoretycznie) tyle, co w liceum. Na Ekonomiczno-Menadżerskich jest większa dowolność kształtowania planu zajęć.

    No i główna zaleta MISH- rysuję sobie plan studiów tak, jak chcę (granicach rozsądku).

    Co do akademików, to słyszałem takie opinie i polecano mi je. Zwłaszcza znajomości rysują się ciekawie. Tych trochę już mam. No i jogger, ledwo puściłem wpis, dostałem zestaw wskazówek w komentarzu i propozycję pracy na maila :-)

Dodek, 13 kwietnia 2011 o godzinie 15:50:11:

  • Eeee tam, jeżeli jesteś ogarnięty, to sobie poradzisz. Zarówno ja, jak i wszyscy moi znajomi studiujący więcej niż jeden kierunek i tak bierzemy dodatkowe przedmioty ponad program, ja mam w tym semestrze w sumie dwanaście, w tym dwie gwiazdki. Znam jednego kolesia z JSEMu który oprócz tego studiował jeszcze na SGH i miał w zeszłym roku siedemnaście przedmiotów w semestrze -- to akurat ekstremum i istotnie nie zaliczył wszystkiego, ale chyba udało mu się z trzynastoma albo czternastoma.

    Problemem nie jest ilość godzin, tylko trudność przedmiotów, w każdym razie jeżeli idziesz w miarę normalnym tokiem. Gorzej gdy wbijają ci się kolizje zajęć, wtedy bywa nieciekawie, jeżeli nie masz znajomych, którzy chodzą z tobą na zajęcia -- o ile łatwo się nauczyć materiału, którego się nie widziało na zajęciach, to znacznie trudniej jest domyślić się, że trzeba oddać jakąś pracę domową, jeżeli nie słyszało się, że jest zadana.

    Jeżeli idziesz jak owieczka normalnym programem i nie opierdalasz się za bardzo, to raczej nie ma czego się bać, do tego stopnia, że po pierwszym roku pewnie przyjdzie ci do głowy, żeby na drugim roku zrobić jeszcze kawałek trzeciego.

d33tah, 13 kwietnia 2011 o godzinie 21:40:10:

  • O, trzy kierunki! :P Sam w tym roku eksperymentuję w ten sposób - informatyka, zarządzanie i informatyka w zarządzaniu. Nie powiem że studiuję bezproblemowo, ale póki co daję radę ;)

KP, 14 kwietnia 2011 o godzinie 01:06:41:

  • Cała moja opinia na temat szkoły wyrażona w tym wpisie ma oczywiście charakter *czysto historyczny*. Nie przyjmuję roszczeń od przyszłych uczniów IX LO, gdyby ci się rozczarowali

Trobin, 14 kwietnia 2011 o godzinie 20:51:17:

  • Oj Kubo, Kubo! Przecież nasze LO jest taaaakie wspaniałe! :-D już niedługo i nic z niego nie zostanie. Trochę szkoda, ale cóż, taka kolej rzeczy. Zasłużyło sobie.
    Jeszcze raz gratuluję sukcesów, zazdroszczę luzu, jaki już masz i trzymam kciuki z pracę! :-) cóż to za posada? ;-)

KP, 14 kwietnia 2011 o godzinie 21:06:52:

  • Oh, Trobinie! Przecież wiem! Trochę dziś w nocy przesadziłem. Każdemy się zdarza.

    Dziękuję za miłe słowa! Copywriter, bardzo fajne warunki. Już ją dostałem, 4 godziny temu :-)


Dodaj komentarz:

Dyskutujesz z ludźmi, a nie maszynami, odnoś się więc do nich z należnym im szacunkiem. Jeżeli chcesz odnieść się do merytorycznej zawartości bloga i komentarzy, podzielić się jakimś swoim spostrzeżeniem czy uwagą- rób to śmiało i się nie krępuj. Jeżeli zaś nudzisz się w domu i zależy Tobie tylko na powkurzaniu innych użytkowników sieci- wracaj do klocków.

SZUKAJ


Kuba Pakulski
Szczecinianin. Fascynat filozofii, historii i nauk społecznych. Piszący dla przyjemności i praktyki. Umiarkowanie czerwony liberał. Lewicowiec, umiarkowany anarchista, skrajny antynacjonalista. Antyklerykał, którego serce bije po lewej stronie, w którego żyłach płynie czerwona krew. Dziewiątkowicz z sześcioletnim stażem. Słucha wszystkiego, co da się zamknąć w trójkącie Judas Priest — Enya — Miles Davis.

Kontakt:
e-mail: kuba.pak666 wp.pl
jabber: kuba.pak666 jabber.wp.pl
gg: 9933809


ZOBACZ TAKŻE:

Linki