Dlaczego się starzejemy? 8 komentarzy

Napisano dnia 11 marca 2011, w Ogólne, Przemyślenia filozoficzne

Cytowany przy każdej możliwej okazji Benjamin Franklin stwierdził, że dwie tylko rzeczy pewne są w życiu: śmierć i podatki. Podatki zostawmy na inną okazję, zdecydowanie łatwiej uciec przed nimi niż przed starością. Perspektywa dłuższego (nieskończonego?) życia leży u podstaw wielu karier, zarówno naukowych jak i teologicznych. Jacy są podstawowi kandydaci na przyczyny starzenia się?

1. Czas
Najszerzej rozpowszechnione jest przekonanie, że starzejemy się ze względu na upływ czasu, zużywamy się jak maszyna, silnik, klamka u drzwi. To jego upływ zbliża nas wszak do śmierci, to przez mijający czas stajemy się starsi, wyglądamy starzej. Oczywista oczywistość? Nie do końca.

Dowodem obalającym tezę o dominującym wpływie czasu na starzenie się jest niemal każdy z nas. Pierwszych osiemnaście — dwadzieścia parę lat naszego życia nie jest przecież czasem rozpadu organizmu lecz jego rozwoju, niemal niezależnie od trybu życia. Rośniemy, dojrzewamy, młodniejemy. Dopiero mniej więcej między osiemnastym a dwudziestym piątym rokiem życia tendencja ta odwraca się. Przez kolejnych dwadzieścia kilka lat człowiek musi już stymulować swój umysł i ciało, by te się rozwijały (podczas gdy w czasie dojrzewania w sporej mierze stymulują się one same). Później nawet najbardziej intensywne bodźce rozwojowe nie będą w stanie zatrzymać spadku formy i starzenia się sześćdziesięcioletniego i starszego ciała. Nie zmienia to jednak faktu, że to nie czas powoduje starzenie się. Gdyby powodował — starzelibyśmy się przez całe życie, od narodzin. Zapytaj się dziesięciolatka, czy czuje się bardziej staro niż czuł się jako sześciolatek.

Starzenie się nie jest powodowane przez czas, natomiast rozgrywa się w czasie. Analogicznie przemieszczenie kulki nie jest powodowane przez czas ruchu, jedynie ilościowo od niego zależy.

* Etyka niezależna Tadeusza Kotarbińskiego [KLIK!]

2. Kalorie
Druga popularna teoria głosi, że starzenie się wynika z naszego obżarstwa. Wszak ludzie otyli zazwyczaj cieszą się gorszą kondycją i w ogóle żyją krócej. Wniosek jest prosty: jeść mniej! Ale nie mniej o dwieście czy trzysta kilokalorii. Skrajni zwolennicy poglądu o destrukcyjnym wpływie kalorii na nasze życie przechodzą na diety tysiąca kilokalorii twierdząc, że jest to kwota wystarczająca do przeżycia.

Niewątpliwym plusem tej koncepcji jest nazwa diety. Zdecydowanie łatwiej jest nakłonić kogoś na Dietę 1000-kcal! niż na np. Dietę 1235 kcal!, tak jak więcej jest chętnych na przykazań dziesięć zamiast ośmiu (okrągła dziesiątka!). Merytorycznych dowodów na skuteczność tej metody nie ma jednak zbyt wiele. Dowodem przeciw niej jest natomiast śmiertelność jej twórców. Roy Walford, który miał dzięki niej dożyć stu dwudziestu lat, zmarł jako osiemdziesięcioparolatek. Będąc złośliwym można również zredukować ją do absurdu twierdząc, że idąc tokiem myślenia zwolenników Diety 1000-kcal! powinniśmy w ogóle zrezygnować z jedzenia by zapewnić sobie nieśmiertelność.

Dużym plusem diet Walforda jest natomiast ich zbilansowanie zawartości witamin i składników odżywczych. Walford nie mógł przecież pozwolić, by głupi niedobór magnezu czy wapnia popsuł mu wyniki. Wystarczy pomnożyć proponowaną masę posiłków tak, by uzyskać satysfakcjonującą ilość kalorii. Otrzymamy ładnie zbilansowaną dietę!

* Trzydziestolecie Heavy Metalu [KLIK!]

3. Tlen
Walford trafił blisko innego problemu — metabolizmu. Tlen, którym oddychamy, dla pierwszych mieszkańców ziemi w nawet minimalnym wymiarze był zabójczą trucizną. Za przystosowanie do życia w atmosferze z tak wysoką zawartością tlenu płacimy wysoką cenę. W wyniku procesów metabolicznych zostają uwolnione wysoko reaktywne wolne rodniki atakujące między innymi komórkowe DNA i przyspieszające procesy starzenia. To przez nie dosłownie — uwielbiam ten zwrot! — rdzewiejemy od środka. Gdy słyszysz reklamę z słowem przeciwutleniacz, chodzi o związek blokujący działanie właśnie wolnych rodników. Popularnym przeciwutleniaczem jest witamina C, najbezpieczniejszym zaś — magnez. Magnez jest o tyle wskazany, że ma ogólne działanie detoksykujące, między innymi wybija — teoretycznie nieusuwalny — ołów z komórek, co usprawnia działania choćby układu nerwowego. Największą zaś jego zaletą jest brak jakichkolwiek następstw przedawkowania, to jeden z najbezpieczniejszych leków, przez niektórych ochrzczony mianem witaminy C XXI wieku.

Tezę o dominującym wpływie oddychania tlenowego na starzenie się potwierdzają na przykład doświadczenia zakonów buddyjskich i długa tradycja medytacji oddechowej. Przekazy z pogranicza historii i mitologii głoszą, że żyli mnisi buddyjscy, którzy drogą spowolnienia oddechu dożywali stu kilkudziesięciu lat. Abstrahując od jakości egzystowania na jednym oddechu na minutę, spowolnienie tempa życia (również na jego komórkowym poziomie) spowalnia i proces starzenia się.

4. Ewolucja, seks i masoni
Starzenie się jest również uważane za mechanizm ewolucyjny, który pozwala usunąć słabsze osobniki i zrobić miejsce nowym, młodszym. Śmiertelność ma również przyśpieszać obieg materiału genetycznego wśród populacji, co przyśpiesza procesy ewolucyjne i redukuje liczbę fałszywych i szkodliwych genów w puli.

* Psychologia rozumiejąca — Karl Jaspers [KLIK!]

Bolesne i pełne chorób starzenie się człowieka jest również następstwem naszego cyklu biologicznego. Model stosunkowo długiej opieki rodzicielskiej nad potomstwem sprawia, że zapewnienie ciągłości gatunku wymaga wieloletniej sprawności seksualnej (by zdążyć naprodukować dzieci) . Stąd żyjemy dłużej i wolniej, ale i droga ku śmierci jest dużo przykrzejsza niż na przykład u małych gryzoni, które dynamicznie się rozmnażają i krótko żyją, za to ich naturalna śmierć to w większości nagłe i najprawdopodobniej bezbolesne zawały serca (nie wiemy na pewno — problem polega na tym, że niełatwo jest dogadać się z myszami, zwłaszcza tymi martwymi). Jeżeli więc nie korzystasz z życia, najprawdopodobniej oddajesz swą nagrodę za nieprzyjemną końcówkę życia.

W końcu istnieje oczywiście szereg teorii spiskowych, wedle których lekarstwo na starzenie się jest już od dawna znane i zostało utajnione przez liberalno-komunistyczno-masońsko-żydowsko-niemiecko-rosyjsko-azjatycko-europejsko-sobotnio-niedzielny tajny spisek. Życie z świadomością możliwości uniknięcia bądź odsunięcia w czasie śmierci byłoby na pewno zgoła inne niż to, którego doświadczamy. Wystarczy zastanowić się nad losem, który spotkałby najprawdopodobniej nikomu już niepotrzebne religie (a może wręcz przeciwnie — doświadczenie bezsensu nieskończonej egzystencji rozpaliłoby na nowo religijność?). Inne ciekawe następstwo — zmiana stosunku do kary śmierci (której jestem przeciwnikiem), morderstwa i eutanazji . Co innego zabić kogoś, kto i tak umrze, co innego pozbawić życia osobę zdolną do nieśmiertelności. Zabójstwo śmiertelnego człowieka jest już zbrodnią olbrzymią, co dopiero zabójstwo kogoś, kto mógł być nieśmiertelny?

Jakkolwiek możliwość nieśmiertelności kojarzę głównie z rozszyfrowaniem tajemnicy świadomości i nauczeniem się kopiowania jej (np. do nieśmiertelnych nośników elektronicznych), perspektywa wygodnego i bezbolesnego przedłużenia życia do na przykład dwustu lat jest co najmniej ciekawa. Wyobraź sobie, że rozmawiasz z adiutantem Napoleona, który widział przejazd pierwszej kolei parowej w Europie, rozmawiał i z Grzegorzem XVI, i z Marksem, przeżył dwie wojny światowe, rewolucję kulturową i informatyczną. Abstrakcja? To teraz wyobraź sobie, że i Ty to przeżyłeś!


Zobacz też:

<<Poprzedni>> <<trackback>> <<Następny>>



8 komentarzy do wpisu pt. “Dlaczego się starzejemy?”

Teksasiński, 12 marca 2011 o godzinie 01:47:30:

  • Stąd fascynacja ludzi wokół mitu wampiryzmu (pomijając te dość oczywiste grzeszno- krwiopijcze jej źródła)- życie teoretycznie nieograniczone ramami czasowymi. Osobiście bardzo lubię jedną z ostatnich scen "Wywiadu z wampirem" w której Louis opowiada o przemianach kulturowo- technologicznych, których był świadkiem. Bardziej lubię w tym filmie jedynie scenę, gdy Lestat gra sonatę "Księżycową" Beethovena.

    Jak widzę życie wieczne? Na pewno nie "duchowo", jestem- delikatnie to ujmując- areligijny. To zależy. Czy obdarzeni będziemy nim tylko my (tortura samotności i obserwowania vanitas), czy szersze grupy. Jeśli to drugie- pozostaje kwestia płodności. To jak wtedy z mnożeniem się, jakoś trzeba nierzednące rzesze wykarmić?

    Jakie środki realizacji? Cyborgizacja, klonowanie organów z komórek macierzystych, nanoroboty- przedłużające łańcuchy telomerowe w każdej pojedynczej komórce, odtwarzające zerwane połączenia nerwowe, samemu "wchodząc" w miejsce obumarłych komórek, pielęgnujące selektywnie nicie DNA i RNA poprzez wycinanie uszkodzonych fragmentów i zastępowanie ich syntetycznie uzyskanymi fragmentami na wzór oryginału.

KP, 12 marca 2011 o godzinie 11:20:24:

  • @Teksasiński "Wywiad z wampirem" dopisany do listy "Must see!" :-)

    Co do reszty komentarza — nie opisywałem tego bo 1) nie jest to do końca zbieżne z tematem; 2) planuję opisać to osobno, w najbliższym czasie :-)

Przemysław Bajno, 12 marca 2011 o godzinie 14:21:04:

  • Trochę biologii:
    U organizmów eukariotycznych chromosomy z obu stron zakończone są powtarzającą się sekwencją nukleotydów tworzących telomer.

    *Telomer* - fragment chromosomu, zlokalizowany na jego końcu, który zabezpiecza go przed uszkodzeniem podczas kopiowania. Telomer skraca się podczas każdego podziału komórki. Proces ten, będący "licznikiem podziałów" chroni komórki przed nowotworzeniem, ale przekłada się na proces starzenia się.

    Nie jest to całkowicie potwierdzona teoria, ale ma sens, poza tym wg mnie starzenie musi być zapisane w naszej genetyce.

KP, 12 marca 2011 o godzinie 20:17:58:

  • @Przemysław Bajno o telomerach nie pisałem właśnie ze względu na niepewność tej teorii. To, że nie rozumiemy mechanizmów starzenia się, może wynikać właśnie z faktu, że zależy on od wciąż zbyt słabo znanej genetyki.

Drax, 13 marca 2011 o godzinie 11:49:48:

  • Jeżeli teoria wiążąca starzenie się z telomerami jest słuszna, to proces ten jest zapisany nie w naszym genomie, ale w samej mechanice replikacji DNA. Jeżeli tak, to starość nie wydaje się możliwa do uniknięcia, chociaż...

    Słyszałem, że po sklonowaniu organizmu przez wyekstrahowanie DNA z dowolnej jego komórki i zaszczepieniu go do komórki macierzystej, telomery zostały w tajemniczy sposób odbudowane do długości typowej dla noworodka... (DISCLAIMER: nie jestem pewien, czy to dokładnie tak było powiedziane; mogłem coś pomylić.)

KP, 13 marca 2011 o godzinie 12:02:21:

  • @Drax telomery samoczynnie odbudowują się w komórkach rakowych.

    Artykulik o enzymie odbudowującym telomery:

    http://www.kenayag.com.pl/serwis1/index.php?option=com_content&view=article&id=75:co-wiemy-na-temat-starzenia-sie-wykad&catid=34:vademecum-zdrowia

Drax, 13 marca 2011 o godzinie 12:22:07:

  • Interesujący, chociaż tekst jest kiepskiej jakości. Często się powtarza, a raz nawet sam sobie zaprzecza. Chwilę mi zajęło, zanim się zorientowałem, o co mu chodzi. Źle się to czyta.

KP, 13 marca 2011 o godzinie 12:27:57:

  • Podrzuciłem jako ciekawostkę. Najbardziej zaciekawiło mnie 2000 mg witaminy C, przy ok. 60 mg dziennnego zapotrzebowania. Reszta to raczej ciekawostki.


Dodaj komentarz:

Dyskutujesz z ludźmi, a nie maszynami, odnoś się więc do nich z należnym im szacunkiem. Jeżeli chcesz odnieść się do merytorycznej zawartości bloga i komentarzy, podzielić się jakimś swoim spostrzeżeniem czy uwagą- rób to śmiało i się nie krępuj. Jeżeli zaś nudzisz się w domu i zależy Tobie tylko na powkurzaniu innych użytkowników sieci- wracaj do klocków.

SZUKAJ


Kuba Pakulski
Szczecinianin. Fascynat filozofii, historii i nauk społecznych. Piszący dla przyjemności i praktyki. Umiarkowanie czerwony liberał. Lewicowiec, umiarkowany anarchista, skrajny antynacjonalista. Antyklerykał, którego serce bije po lewej stronie, w którego żyłach płynie czerwona krew. Dziewiątkowicz z sześcioletnim stażem. Słucha wszystkiego, co da się zamknąć w trójkącie Judas Priest — Enya — Miles Davis.

Kontakt:
e-mail: kuba.pak666 wp.pl
jabber: kuba.pak666 jabber.wp.pl
gg: 9933809


ZOBACZ TAKŻE:

Linki