Akcyza od paliw i tak jest zbyt niska 20 komentarzy

Napisano dnia 01 lutego 2011, w Ekologia, Ogólne, Polityka...

Szczerze współczuję kierowcom wjeżdżającym na stacje benzynowe. Gdybym miał tyle płacić za każdy pokonany przeze mnie kilometr najpewniej bym się rozpłakał. Jednak mało który właściciel samochodu tankuje paliwo ze świadomością, że i tak jest suto dotowany przez resztę społeczeństwa.

Dochody z akcyzy od paliw oscylują wokół 22 miliardów złotych rocznie. Jak na warunki naszego budżetu są to olbrzymie pieniądze. Mimo wszystko wpływy te nie pokrywają kosztów funkcjonowania transportu samochodowego. Nie, drogi kierowco, nie płacisz sam za swój samochód płacąc za paliwo i OC. Koszty nie zamykają się nawet w kosztach budowy, naprawy i obsługi dróg, są znacznie szersze. Zanieczyszczasz miasto hałasem, spalinami, zajmujesz olbrzymią przestrzeń i dewaluujesz wartość nieruchomości. Obniżasz wydajność pracy całego miasta, skracasz średnią długość życia. W końcu blokujesz w korkach bardziej wydajne systemy transportu.

* Pięć sposobów jak dać się wydymać przez internet [KLIK!]

Szacunkowe koszty
Olaf Swolkień z Instytutu Spraw Obywatelskich(1) podaje wyliczenia instytutu INFRAS w Zurychu, wedle którego w krajach starej Unii koszty zewnętrzne (a więc wyżej wymienione zanieczyszczenie hałasem itp) transportu wynoszą ok 7-8% PKB, gdy w Polsce szacunki oscylują wokół 12%. 12% z polskiego PKB za 2009 rok to suma 168 mld złotych (przypominam, że akcyza to 22 mld), z czego 96% generuje transport samochodowy. Wynikałoby z tego, że akcyza od paliw równoważy koszty w ok. 13%. Oczywiście można i należy z rezerwą podchodzić do wszystkich danych szacunkowych, jednak skala dysproporcji jest naprawdę olbrzymia. Możesz oczywiście z oburzeniem stwierdzić, że płacisz jeszcze OC. Masz rację. Wpływy z OC wynoszą około 5 mld złotych, koszty leczenia ofiar wypadków — ok 20 mld. Dodajesz, że płacisz za przejazd autostradami. Znów masz rację. Jednak opłata za przejazd autostradą rekompensuje tylko bezpośrednie koszty jej budowy. Pośrednie — już nie.

* Na czym polega ten cały Witz z OFE? [KLIK!]

Jeżeli nadal mi nie wierzysz czy uważasz, że uprawiam retoryczną szarlatanerię — proponuję Tobie następujące ćwiczenia intelektualne. Przejdź się przez centrum miasta nocą i zaobserwuj, jak wielka część przestrzeni służy samochodom, a jak niewielka ludziom. Stojąc przy kluczowych skrzyżowaniach postaraj się wyobrazić sobie na ich miejscu park, plac zabaw, las, skwer (tak, wiem, to tanie zagranie w stylu gdybyśmy zamiast kupowania broni pomogli dzieciom w Afryce...). Jeżeli myślisz praktyczniej — postaw tam zabudowania i spróbuj wyliczyć ich wartość. Następnie przejdź się za dnia ulicami, włącz muzykę z odtwarzacza mp3 na satysfakcjonującą Ciebie głośność. W środku nocy odtwórz ją z tą samą głośnością. Boli?

* Tiry na Tory! — uzasadnienie akcji [KLIK!]

Samochód jest jak rower z kwadratowym ogumieniem
Wysokie koszty jazdy samochodem nie wynikają z zachłanności polityków, przyczyna jest bardziej prozaiczna. Idea, że by przemieścić jednego człowieka z miejsca na miejsce potrzeba blaszanej puszki o wymiarach 4x2m jest po prostu absurdalna. Samochód zajmuje 30 razy więcej miejsca niż pieszy (przestrzeń zajmowana przez sam samochód, ulice, parkingi a przestrzeń zajmowana przez pieszego i chodniki) i 96% energii zużywa na przemieszczenie siebie samego, nie Ciebie. Takich kosztów przestrzennych i środowiskowych nie jest w stanie wytrzymać żadne duże miasto. Prędzej czy później zacznie dusić się korkami i spalinami. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby nie fakt, że dusi się całe miasto, nie tylko kierowcy.

Wzrost refundacji kosztów
Żaden polityk nie odważyłby się dziś na podwyżkę akcyzy za paliwo. Samo podniesienie cen nie byłoby wcale zbrodnią. Jeżeli te 160 mld kosztów zostałoby faktycznie rozłożone na kierowców to ilu kierowców wyjechałoby jutro do pracy samochodem (przy cenie paliwa koło10 złotych)? Wzrost akcyzy oznaczałby wyższą odczuwalność absurdalności transportu samochodowego po stronie jego użytkowników. Nawet paliwo po 6-7 złotych (tak tylko gdybam!) skutecznie zachęciłoby do refleksji nad sensem korzystania z samochodu w codziennym dojeżdżaniu do pracy.

* Etyka niezależna Tadeusza Kotarbińskiego [KLIK!]

Sama podwyżka akcyzy jest jednak dobrą drogą do niepokojów społecznych. Podatki powinny być funkcjonalizowane. Jeżeli miałaby nastąpić podwyżka akcyzy o, powiedzmy, 20 groszy na litrze (ok. 3 mld złotych), to chciałbym usłyszeć z ust ministrów finansów i infrastruktury zapewnienie, że pieniądze te zostaną przeznaczone dla samorządów na wzrost wydajności transportu. Nie, nie na nowe drogi. Chciałbym zobaczyć projekty spójnych systemów ścieżek rowerowych, które pozwalają dojechać do celu, nie do następnego skrzyżowania; parkingi na obrzeżach miast i szybkie tramwaje/autobusy przejmujące pasażerów samochodów, inwestycje w systemy zarządzania ruchem drogowym i akcje społeczne uświadamiające nam, że nadużywany samochód do śmierć dla miasta.

Ja generuję minimalne koszty zewnętrzne mojego transportu. Raz na kilka dziesięcioleci wymienia się chodnik, po którym chodzę, wyrównuje ścieżkę rowerową (jeżeli takowa istnieje), czasem dostawia sygnalizację świetlną. Przy następnym tankowaniu uśmiechnij się do mnie i podziękuj, że dotuję także Twój samochodzik :-)


1. Swolkień Olaf, Polityka transportowa, Łódź 2008


Zobacz też:

<<Poprzedni>> <<trackback>>



20 komentarzy do wpisu pt. “Akcyza od paliw i tak jest zbyt niska”

Trobin, 01 lutego 2011 o godzinie 00:28:37:

  • Cóż, ja odczułem absurdalność jazdy samochodem - postanowiłem przenieść się (przynajmniej na część czasu) do autobusu. Koszty rosną, korki się zwiększają, powietrze można kroić nożem... a to wszystko cena za to, żebym nie musiał być narażonym na ścisk w autobusie. Z dwojga złego - wolę siedzieć samemu przy włączonym radiu we własnym aucie, niż być wgniatanym w drzwi przez innych pasażerów :-).
    Ale na to trzeba mieć pieniądze!

KP, 01 lutego 2011 o godzinie 00:32:44:

  • Ja aktualnie bazuję na transporcie pieszo—autobusowo—tramwajowym. Dziennie przechodzę pięć—sześć kilometrów, przejeżdżam koło ośmiu. Niestety, większa część pieszej wycieczki przebiega przez miasto, wzdłuż ulic (muszę ułożyć sobie jakieś alternatywne ścieżki), więc jest i głośno, i zapachowo nieprzyjemnie. Mimo wszystko wolę truć się w ruchu niż truć się stojąc tramwajem w korku :-)

Piotrek, 01 lutego 2011 o godzinie 00:35:00:

  • Mógłbyś przedstawić metodę jaka została przyjęta przy obliczeniu "kosztów hałasu"?
    Jakby nagle ludzie przestali jeździć prywatnymi samochodami, koszty utrzymania dróg, infrastruktury itd. należałoby przerzucić wg przedstawionej przez Ciebie metody na pozostałych użytkowników, czyli głównie transport zaopatrzeniowy. Ile wtedy kosztowałby bochenek chleba dowieziony do Twojego spożywczaka? Zacząłbyś się wtedy zastanawiać nad absurdalnością jedzenia chleba?

    Tak, wiem, że gdyby jeździło tylko zaopatrzenie, koszt infrastruktury byłby mniejszy. Wbrew pozorom jednak nie wiele mniejszy niż teraz.

KP, 01 lutego 2011 o godzinie 01:03:37:

  • @Piotrek powołałem się na szacunkowe wyliczenia instytutu INFRAS. Jeżeli interesuje Ciebie metodologia wyliczania tych wartości: infras.ch/e/index.html

    >Jakby nagle ludzie przestali(...)

    Koszty utrzymania infrastruktury nie są bezpośrednio powiązane z użytkownikami dróg, pieniądze na nią idą z budżetu. Nie zostałyby więc przerzucone jedynie na transport zaopatrzeniowy, lecz na wszystkich obywateli razem wziętych. Tak jak to w zasadzie jest teraz.

    Swoją drogą — prezentujesz bardzo ciekawy tok myślenia. "Zbudowaliśmy niewydajny i drogi system transportu, więc nie możemy go reformować, gdyż jest niewydajny i drogi".

Piotrek, 01 lutego 2011 o godzinie 01:23:15:

  • W sytuacji, gdy po drogach jeżdżą głównie samochody prywatne zakładasz, że to ich użytkownicy powinni ponosić koszty tego transportu płacąc 10 zł za litr benzyny.
    Natomiast w sytuacji, dy z tych dróg korzystaliby wyłącznie użytkownicy, nazwijmy to, instytucjonalni, przyjmujesz pozostawienie sposobu utrzymania tego systemu takim jak jest teraz. Skąd ta sprzeczność?

    Gdyby racjonalna alternatywa wobec transportu samochodowego istniała, to byłaby stosowana. Takie są prawa wolnego rynku. Nikt przecież nie jeździ na drugi koniec Europy samochodem, bo samolot jest porównywalny cenowo i szybszy i tak samo nikt nie porusza się po centrum prawdziwej metropolii autem jeżeli może metrem.

    Jeżeli alternatywy będą wystarczająco atrakcyjne, ludzie zaczną z nich korzystać zgodnie z teorią racjonalnego wyboru.

KP, 01 lutego 2011 o godzinie 01:31:11:

  • @Piotrek

    >Skąd ta sprzeczność?

    Nie ma tu żadnej sprzeczności. Dochody z akcyzy od samego transportu zaopatrzeniowego wystarczyłyby, by utrzymać infrastrukturę, ew. dopłata byłaby względnie niewielka. Za to większość kosztów z tych 160 mld by zniknęła.

    Ale dzięki za to pytanie, zmusiło mnie do chwili pogłówkowania nad odpowiedzią.

    >Gdyby racjonalna alternatywa wobec transportu samochodowego istniała, to byłaby stosowana. Takie są prawa wolnego rynku.

    Hah! Nie mamy wolnego rynku. Nikt w Europie nie ma. Transport samochodowy jest atrakcyjniejszy od alternatyw z tego powodu, że jest masowo dotowany. Gdyby nie był i gdyby zbilansować koszty transportu samochodowego w jego ramach, to mało kto by z niego korzystał (vide: benzyna po 10 i więcej zł).

Piotrek, 01 lutego 2011 o godzinie 01:48:42:

  • Na czym polega dotowanie transportu samochodowego, jeżeli dochody z ruchu zaopatrzeniowego pokryłyby koszty?
    Przecież działa efekt skali, jeżeli samochodów jest więcej, to koszt utrzymania infrastruktury jest w przeliczeniu mniejszy (nie bezpośrednio, bo więcej aut > droższa infrastruktura, ale proporcjonalnie, bo nie 2x więcej aut > 2x droższa infrastruktura - np. gruntów pod drogę musisz wykupić z grubsza tyle samo, a to lwia część kosztów, niezależnie od tego czy po drodze jedzie 1000 czy 50 aut, trzeba ją odśnieżyć tak samo).
    Tak więc, jeżeli wpływy z akcyzy na obecnym poziomie za ruch zaopatrzeniowy pokryłyby koszty, to przy tej ilości samochodów akcyza powinna generować czysty zysk.
    A jeżeli przy mniejszej liczbie samochodów wysokość akcyzy zostałaby urealniona - koszty zostałyby z pewnością przerzucone na transportowany towar, co drastycznie podniosłoby ceny podstawowych produktów.

    Powtarzam pytanie, czym więc konkretnie jest dotowanie transportu jeśli nie kosztami budowy i utrzymania infrastruktury? Tymi miliardami za hałas i mityczne koszty zewnętrzne?

Piotrek, 01 lutego 2011 o godzinie 02:14:48:

  • Tak w skrócie po przemyśleniu pod prysznicem:
    Zakładamy:
    -system transportowy generuje koszty
    -użytkownicy generują wpływy nie pokrywające jednak w pełni kosztów
    -użytkownicy prywatni powinni zaprzestać użytkowania systemu
    -jest pula użytkowników, którzy nie mogą zaprzestać użytkowania ststemu (policja, karetki, służby komunalne i techniczne, zaopatrzenie, niepełnosprawni i przede wszystkim sama alternatywa wobec transportu prywatnego - autobusy)

    Co następuje:
    -wpływy spadają znacznie - ilość użytkowników systemu spada przecież drastycznie
    -koszty utrzymania systemu spadają w mniejszym stopniu (duże parkingi można polikwidować, zamiast czteropasmówek zwykłe jezdnie, nadal trzeba jednak o to dbać i konserwować. Cały czas jest to obciążeniem dla środowiska).

    Wniosek:
    -deficyt w samofinansowaniu się systemu transportowego pogłębia się.

    Oczywiście, osobiście jestem zwolennikiem zrównoważonego systemu komunikacyjnego, wielkim fanem rozwiązań Park&Ride, przeciwnikiem jazdy autem w centrach miast, gdzie zagęszczenie czyni komunikację miejską bardziej efektywną. Rozumiem wady i zalety różnych rozwiązań.

    Należy zauważyć też że komunikacja publiczna jest dotowana w procentowo większym stopniu, szybka kolej czy tramwaje nie są nigdzie rentowne nawet w utrzymaniu, nie mówiąc już o budowie). Możliwe że bilet MPK pokrywający w pełni koszty inwestycyjne i utrzymania również kosztowałby 10 złotych. Każdy transport musi być sowicie finansowany, trzeba wybrać tylko optymalny model.

    Powyższy wywód miał na celu czerpanie przyjemności z zabawy dyskusją, czego, mam nadzieję, również doświadczasz biorąc w niej udział.

KP, 01 lutego 2011 o godzinie 02:35:24:

  • Miałbyś rację, gdyby na te 160 mld składały się tylko koszty odśnieżania i utrzymania dróg. Ale tak nie jest. Głównie chodzi o koszty zewnętrzne, pośrednie, takie jak zanieczyszczenie hałasem, koszty zdrowotne, zmniejszona wydajność pracy itp. Tych kosztów akcyza w obecnej formie nie rekompensuje.

    Natomiast samo utrzymanie dróg byłoby możliwe nawet przy zmniejszonych wpływach z akcyzy.

    Gros pozostałych kosztów zniknąłby, gdyby transport został zracjonalizowany. Tak jak pisałem w artykule a Ty zaznaczyłeś w komentarzu: park&ride (wielkie parkingi na obrzeżach z których komunikacja miejska dowozi pasażerów do centrum), wypożyczalnie rowerów i spójne systemy ścieżek rowerowych, częściowe ograniczenie ruchu samochodowego w centrum itp. Złotym środkiem byłoby wyważenie wszystkich środków komunikacji, ale pierwszym krokiem musi być odrzucenie głupiego i fałszywego przekonania, że jedynym sprawnym środkiem transportu jest samochód.

    Miałem przyjemność przez krótki czas mieszkać w Lubece, której centrum obchodziło się w ogóle bez samochodów i świetnie na tym wychodziło.

    >Powyższy wywód miał na celu czerpanie przyjemności z zabawy dyskusją, czego, mam nadzieję, również doświadczasz biorąc w niej udział.

    Gdybym nie czerpał, w ogóle nie prowadziłbym bloga. Jogger to nie wykop, tu nie zaczyna się dyskusji od "Paskudny, obrzydliwy lewaku, nie czytałem tego tekstu ale już ciebie nie lubię!" :-)

Wild dog, 01 lutego 2011 o godzinie 03:52:53:

  • Nie rozumiem dlaczego dalej produkuje się takie przestarzałe samochody.

    Technologia jest już na tyle zaawansowana żeby budować samochody na inne paliwa.

hcz, 01 lutego 2011 o godzinie 06:17:59:

  • Jakkolwiek jest wiele racji w tym, co napisałeś, to jedna rzecz mi się nie podoba. Porównujesz wpływy z akcyzy vs. wszelkie możliwe koszty transportu samochodowego, jakie da się wymyślić. A gdzie podatki płacone przez producentów i sprzedawców samochodów i wszystkiego co do jeżdżenia samochodem jest niezbędne? Gdzie podatki płacone przez firmy budujące i remontujące drogi? Gdzie podatki płacone przez pracowników zatrudnianych przez wyżej wymienionych? Sporo ludzi żyje z tego, że część z nas stoi w korkach w swoich blaszanych puszkach. Nie jest to wszystko takie proste...

jbg, 01 lutego 2011 o godzinie 07:50:21:

  • >>Jednak mało który właściciel samochodu tankuje paliwo ze świadomością, że i tak jest suto dotowany przez resztę społeczeństwa.<<

    To jedno zdanie zawiera w sobie już manipulację. Sugeruje czytelnikowi, jakoby użytkownicy samochodów płacili tylko akcyzę wliczoną w koszt benzyny, natomiast unikali płacenia podatku PIT, VAT itd.
    A przecież każdy posiadacz samochodu jest także płatnikiem innych podatków np. od osób fizycznych.

    Udowodnić można każdą tezę, nawet najbzdurniejszą.

jaro, 01 lutego 2011 o godzinie 09:05:33:

  • Skoro wszyscy płacimy za transport, to dlaczego go nie używać? Chętnie bym zamienił auto na teleporter, ale póki go nie wymyślono, to nie będę się tłukł z plebsem autobusem w którym latem śmierdzi, a zimą jest zimno. O czekaniu na przystankach nie wspomnę.
    Tak, rowerzyści dopłacają do transportu, poza kwotą, z której korzystają (no bo nawet jak zamówią części do rowerka, to ktoś je przywieść musi). Ale ja tak samo dopłacam do bezrobotnych, rencistów, ubogich, wielodzietnych, studentów, budowy ściezek rowerowych itd.
    Dlatego mam w pompce koszty jakie generuje mój duzy samochod z silnikiem 2.0. Dalej będe nim jezdził. Z przyjemnością :]

torero, 01 lutego 2011 o godzinie 09:38:37:

  • A idźże z taką analizą...

    1. Nie uwzględniłeś spływającej na drogi części VATu.
    2. Nie uwzględniłeś podatku od środków transportu - fakt, nie jest on płacony przez fizycznych samochodziarzy, ale również [teoretycznie] powinien finansować koszty utrzymania dróg.
    3. Uwzględniasz niemierzalny komfort. Doskonale. Uwzględnij w takim razie część przypadków, gdzie jadąc samochodem, oszczędzamy czas [w ścisłym centrum Krk sam przesiadam się na MPK]. Myślę, że nie będzie przesady w stwierdzeniu, że sporo dojeżdżających na drugi koniec wielkiego miasta na dojeździe samochodowym zyskuje dziennie ok. godziny czasu. Przemnóż to przez ilość dni roboczych. Razy ilość dojeżdżających w ten sposób.
    4. Dodaj do tego niższą zachorowalność, wynikającą z wyjęcia części populacji z siedliszcza smarkających, kaszlących i niewiadomoco jeszcze roznoszących pasażerów MPK.
    5. Dodaj większy komfort psychiczny, wynikający z braku konieczności oglądania buractwa, odbywania podróży na stojąco, możliwości zapalenia fajki, możności podróżowania w ciszy / posłuchania swojej ulubionej muzyki i paru innych rzeczy.
    6. Bilansowanie podatków i kosztów wg działalności - OK. Pod warunkiem, że będziemy konsekwentni i do końca będziemy trzymali się zasady, w myśl której dany podatek płacą tylko korzystający z jego dobrodziejstw. Z najwyższą przyjemnością zapłacę nawet 20 zł za litr, jeśli jednocześnie wszystkich innych podatków zapłacę miesięcznie powiedzmy 30 zł, nie będąc zmuszanym do opłacania państwowej emerytury, państwowego szkolnictwa, NGO w typie np. takiego Biedronia czy innych czerwonych fanaberii.

    EDIT: lokalizacja przy ruchliwej arterii negatywnie rzutuje wg Ciebie na wartość lokalu. Hm. Mam nadzieję, że miałeś na myśli tylko lokale mieszkalne, bo jeśli również komercyjne... to wróżę Ci zawrotną karierę w nieruchomościach :D

    Stary, dopiero teraz widzę, że jesteś naszym koniem trojańskim w obozie lewaków, szacun! :D

Feanor, 01 lutego 2011 o godzinie 20:02:10:

  • Pewnie, przerzućmy się na wygodne autobusy i rowerki, a kierowcy niech płacą 10 złotych za litr, lub popełniają harakiri. Wy, obywatele wielkich miast macie problem ze zrozumieniem, że ogromna część kierowców, to mieszkańcy wsi rozsianych między miastami, dojeżdżający do pracy. Kiedy ma się do wyboru wstać x wcześniej żeby zapieprzać na rowerku y kilometrów na z-stopniowym mrozie do szkoły/pracy lub pojechać wygodnie samochodem, to już nie tak łatwo być modnym i poprawnym politycznie ekologiem. Autobusy? To jest coś, co kursuje wewnątrz dużych miast, ewentualnie przewozi pasażerów między nimi. W mojej okolicy chociażby, czyli raczej niewielkie miasto + najróżniejsze rozsiane wokół niego w różnej odległości wioski jedyne, na co można liczyć (oczywiście nie wszyscy) to busy. Płacisz równowartość ceny paliwa przejazdu własnym samochodem, jesteś uzależniony od kursów np. raz na dwie godziny, no i, delikatnie mówiąc nie jest to wygodna jazda. Każdy kto miał okazję tego doświadczyć na bardziej tłocznych kursach wie, że często można tam tylko pomarzyć o możliwości chwycenia się barierki, czy wyprostowania pleców, jak w autobusach. I to nie są autobusy, że przystanek jest co kawałek i możesz niemal spod samego domu dojechać pod sam zakład pracy/szkołę. W takich warunkach zarówno rowerkiem, jak i busem traci się średnio 1-2 godziny dziennie, w przeciętnych przypadkach. Obrazując - tak jakby zamiast iść do pracy na 8 godzin iść na 10.
    Podniesienie akcyzy na paliwo? Pewnie, brzmi fajnie i medialnie, tak ekologicznie, zielono i unijnie. Ludzie się przesiądą na rowery, a my będziemy żyli w pięknym, pachnącym państwie pełnym kwiatów i zieleni. Weź pod uwagę jednak to, że wyższe ceny paliwa == droższy transport towarów. Droższy transport towarów (import składników z zagranicy, przewóz półproduktów między fabrykami, przewóz z fabryki do hurtowni, z hurtowni do sklepu, a do tego chociażby potrzeba podwyżek związana z większymi wydatkami pracowników na paliwo) oznacza znacznie droższe produkty w sklepach i nie tylko. Do tego oczywiście droższy transport publiczny, jak chociażby te busy. W rezultacie piękny, liberalny pomysł jak zwykle godzi z całym impentem w najbiedniejszych, nawet jeśli ci samochodami nie jeżdżą. Pomysł tak durny, że aż mam wrażenie, że nasz rząd niedługo na niego wpadnie.
    Pewnie, że utopijna wizja zielonych trawiastych ścieżek z ludźmi spacerującymi do pracy, uśmiechniętych robotników w wygodnych autobusach dowożonych spod domu do pracy, niczym na amerykańskich filmach z żółtymi autobusami szkolnymi czekającymi na uśmiechnięte dzieci przed ich domami i dżentelmenów ściągających swe kapelusze na powitanie gdy przejeżdżają obok siebie na swych bicyklach brzmi ładnie i w ogóle fajnie. Szkoda tylko, że ignoruje się w niej wszystkie inne następstwa takich zmian.
    Pewnie, jakiś zmian trzeba. Ale podwyżka akcyzy to nic innego jak wbijanie śruby, która nie chce się dokręcić, młotkiem. Może należałoby zacząć od usprawnienia komunikacji publicznej, przerzucenia większej ilości transportu z tirów na kolej, ulg dla busiarzy, etc.

jbg, 01 lutego 2011 o godzinie 20:11:43:

  • @Feanor

    Dziękuję. Trafiłeś w sedno.
    KP może swoje analizy umieścić głęboko, bardzo głęboko ;)

    PS
    Dodam od siebie, że dojeżdżam do pracy własnym samochodem, ponieważ nie kursują tam żadne inne środki masowego rażenia.

torero, 01 lutego 2011 o godzinie 22:47:38:

  • > W rezultacie piękny, liberalny pomysł

    Ej no. Wypraszam sobie.

KP, 02 lutego 2011 o godzinie 00:23:37:

  • @Wild dog kwestia różnych lobbies i przyzwyczajeń.

    @jbg

    >To jedno zdanie zawiera w sobie już manipulację. Sugeruje czytelnikowi, jakoby użytkownicy samochodów płacili tylko akcyzę wliczoną w koszt benzyny, natomiast unikali płacenia podatku PIT, VAT itd.

    Zadziwiają mnie Twoje zdolności... hm... /twórczej/ interpretacji. Ani słowem nie napisałem, że ktokolwiek unika płacenia podatków.

    >A przecież każdy posiadacz samochodu jest także płatnikiem innych podatków np. od osób fizycznych.

    No i co z tego? Tym razem napiszę prostszym językiem, na jakimś banalnym przykładzie.

    Miś i Zając mają sad. Zarówno Miś jak i Zając chodzą po sadzie i rozdeptują spadające owoce. Co więcej, Miś trąca drzewka brzuszkiem i zrzuca bardzo wiele niedojrzałych owoców. Dlatego Miś i Zając umówili się, że każdy z nich będzie płacił specjalny podatek od użytkowania sadu (tak jak akcyza jest w swym założeniu podatkiem od korzystania z dróg). Jednak straty powodowane przez Misia są tak wielkie, że trzeba je refinansować z pozostałych podatków. Zając strat nie powoduje (lub powoduje minimalne), ale mimo to jego podatki idą na odbudowę sadu. Zając dotuje szkody wywołane przez Misia.

    >Udowodnić można każdą tezę, nawet najbzdurniejszą.

    Są tezy, które bronią się same — czystą matematyką.

    @jaro

    >z plebsem autobusem

    "ksiońrze" się znalazł.

    >Ale ja tak samo dopłacam do bezrobotnych, rencistów, ubogich, wielodzietnych, studentów, budowy ściezek rowerowych itd.

    O to to to! Samochodziarze stoją w jednej linii z bezrobotnymi, górnikami i rolnikami utrzymywanymi przez resztę społeczeństwa. Sam tak ostro sformułowanej tezy stawiać nie chciałem, liczyłem, że ktoś z komentujących się z nią wsypie ;>

    @torero bez przesady z "analizą". Zauważam problem, wskazuję na niego i zachęcam do refleksji i ujrzenia innego wymiaru rzeczywistości, bez żadnych naukowych uzurpacji.

    Ad 1, 2. Jak wyżej pisałem Piotrkowi — koszty utrzymania dróg to pikuś w porównaniu z kosztami zewnętrznymi. Akcyza drogi utrzymuje z nadwyżka, to jest oczywiste i potwierdzone przeze mnie wyżej. Całej reszty kosztów jednak nie refunduje.

    Ad 3. To też jest pośrednio związane z wykorzystaniem transportu masowego. Zakładając, że w mieście nie byłoby samochodów (to tylko założenie, nie postulat!), nie byłoby również korków, więc komunikacja miejska byłaby wiele sprawniejsza. To oczywiście tylko gdybanie. Przywołam przykład Hamburga, w którym miałem okazję sporo mieszkać przez ostatnich szesnaście lat. Jeżeli chcesz dojechać na drugi koniec miasta musisz wbić na obwodnicę, bo inaczej utkniesz na wiele godzin w centrum. Chcesz dojechać do centrum — metro albo deklaracja masochizmu.

    Oczywiście autobusowe MPK nigdy nie będzie tak szybkie jak komunikacja samochodowa. Natomiast zmniejszenie ilosci niepotrzebnie używanych samochodów w miastach leży właśnie w interesie osób przejeżdżających z jednego krańca miasta na drugi, gdyż zmniejsza to korki i przyśpiesza transport. Jeżeli sieć ścieżek rowerowych i sprawniejsza komunikacja miejska spowoduje zmniejszenie ruchu, to skorzystają na tym głównie kierowcy.

    Ad 4. ciekawe, nad tym nie pomyślałem. Nie wiem jednak, czy miałoby to jakąś wymierną wartość.

    Ad 5. Cały Witz polega na tym, że piszesz o komforcie samochodziarzy. A ja zwracam uwagę na to, że powoduje on duuży dyskomfort niesamochodziarzy ;>

    Ad 6. Zdecydowanie zgadza się to z istotą artykuliku.

    W każdym punkcie trafiasz w jakiś problem. I dobrze. Ukazuje to w jak bardzo wielowymiarowym świecie żyjemy. Tym bardziej nie warto wbijać się w szablonowe myślenie, bo ono do nikąd dziś nie prowadzi.

    Ad. Edit miałem oczywiście na myśli lokale prywatne.

    Co do mojej trojańskości — nie jestem ideologicznie nastawiony. Lewicową mam wrażliwość, nie ideologię :-)

    @Feanor

    Napisałem gdzieś, że akcyza powinna wynosić 10 złotych? No? To czego kwękasz?

    Zwracam uwagę na absurdalną niewydajność obecnego modelu komunikacji. Wskazuję, że psioczenie na wysokość akcyzy jest śmieszne i wynika z totalnej ignorancji. Zauważam, że gdyby koszty transportu miały być zbilansowane akcyzą, to paliwo stałoby po kilkanaście złotych na litrze. I w związku z tym dodaję, że nikomu nie powinno bardziej zależeć na zracjonalizowaniu transportu i zmniejszeniu pustego ruchu samochodowego niż samym kierowcom. Również Tobie powinno na tym zależeć. Jeżeli kiedyś jakiś maniak ekologii dorwie się do władzy i rzetelnie sobie policzy bilans kosztów i strat (i pewnie podbije o 200%, jak to na maniaków ekologii przystało ;>) i postanowi zbilansować transport, to samo odpalenie samochodu będzie kosztowało majątek.

    >Płacisz równowartość ceny paliwa przejazdu własnym samochodem

    I to mimo wielomiliardowej składki na samochodziarzy, pamiętaj.

    >Może należałoby zacząć od usprawnienia komunikacji publicznej, przerzucenia większej ilości transportu z tirów na kolej, ulg dla busiarzy, etc

    To to to to! Im sprawniej funkcjonuje kolej (zapraszam do lektury tego), im więcej ludzi jeździ rowerami po ścieżkach rowerowych a nie ulicach, im więcej ludzi sprawnie zostanie dowiezionych komunikacją miejską do celu, tym lepsze warunki będziecie mieli Wy — kierowcy z konieczności.

    @jbg 2 przeczytaj notkę nad formularzem dodawania komentarzy. Merytorycznie albo wracaj do klocków.

jbg, 02 lutego 2011 o godzinie 08:00:57:

  • @KP

    Tak wrócę do swoich klocków, ponieważ merytorycznie twoje wywody są słabe. Próbujesz je bronić stosując karkołomne fikołki.

    Analizujesz problem w oderwaniu od innych aspektów, pomijasz różne zagadnienia (uczepiłeś się akcyzy, a przecież w cenie paliwa jest także VAT i opłata paliwowa - czy to także policzyłeś?).

    Popraw mnie, ale to chyba nazywa się demagogia.

jbg, 02 lutego 2011 o godzinie 08:09:53:

  • I jeszcze jedno. Przestudiuj jakie wpływy państwo ma z tytułu podatków pośrednich i jaką cześć z nich stanowią wpływy ze sprzedaży samego tylko paliwa.

    Wtedy porozmawiamy.


Dodaj komentarz:

Dyskutujesz z ludźmi, a nie maszynami, odnoś się więc do nich z należnym im szacunkiem. Jeżeli chcesz odnieść się do merytorycznej zawartości bloga i komentarzy, podzielić się jakimś swoim spostrzeżeniem czy uwagą- rób to śmiało i się nie krępuj. Jeżeli zaś nudzisz się w domu i zależy Tobie tylko na powkurzaniu innych użytkowników sieci- wracaj do klocków.

Kuba Pakulski
Szczecinianin. Fascynat filozofii, historii i nauk społecznych. Piszący dla przyjemności i praktyki. Umiarkowanie czerwony liberał. Lewicowiec, umiarkowany anarchista, skrajny antynacjonalista. Antyklerykał, którego serce bije po lewej stronie, w którego żyłach płynie czerwona krew. Dziewiątkowicz z sześcioletnim stażem. Słucha wszystkiego, co da się zamknąć w trójkącie Judas Priest — Enya — Miles Davis.

Kontakt:
e-mail: kuba.pak666 wp.pl
jabber: kuba.pak666 jabber.wp.pl
gg: 9933809


SZUKAJ


KATEGORIE

ARCHIWUM

Linki

META