SZUKAJ
Kuba Pakulski:
Szczecinianin, mieszkający aktualnie w Warszawie, a myślący głównie o powrocie na lubuską wieś. Radykalnie umiarkowany czerwony liberał. Nieskrywany amator
pytania "Jak można to zrobić prościej, taniej i wydajniej?".
Blog poświęcony jest ideom maści wszelakiej - od nowych perspektyw rozwoju, komentarzy ekonomicznych, po niestygnące spory polityczno-filozoficzne.
Czasem coś policzę, czasem zajrzę do słownika, innym razem skrócę trzy stulecia sporu filozoficznego do trzech akapitów i aż sam się tym zdziwię.
Komentarze
licealista, 19 grudnia 2010 o godzinie 00:24:06:
Zal, 19 grudnia 2010 o godzinie 00:25:37:
Nie zgadzam się.
Matura jako taka jest egzaminem, który ma za zadanie stwierdzić, czy coś wyniosłeś ze szkoły. Jest ona tworzona z uwzględnieniem programu nauczania realizowanego przez szkołę. Innymi słowy, szkoła realizując program przygotowuje do matury. Czyż nie?
Zgadzam się jedynie, że dyskusyjna mogłaby być skuteczność tego przygotowania do matury. Wiele osób samodzielnie podejmuje kroki w celu przypomnienia sobie tego, czego nauczyli się przez lata nauki. W przypadku tak nieefektywnego działania mogłaby przynajmniej nie przeszkadzać w samodzielnej nauce, ale... To przecież publiczny twór jest, prawda? ;] Nie ukrywajmy jednak, że nawet w obecnej formie nie uniemożliwia ona podejmowania samodzielnej nauki.
Z mojej strony muszę przyznać, że mi szkoła nie przeszkadzała i bez specjalnych przygotowań zdałem maturę w stopniu umożliwiającym mi zakończenie co najmniej jednego kierunku studiów.
KP, 19 grudnia 2010 o godzinie 00:35:09:
@licealista Oczywiście, że nie. Nie wszyscy muszą mieć maturę. Dla mnie liceum nie jest jednak "obowiązkiem", to przykra konieczność określona przez chęć studiowania.
@Zal Po części nie zrozumiałeś, po części masz rację, po części się mylisz. Matura nie ma w swym zamyśle sprawdzać jedynie wyniesionej ze szkoły wiedzy, lecz również umiejętności. Czytanie ze zrozumieniem, rozumienie ze słuchu, umiejętność napisania ogłoszenia w języku obcym itp- to wszystko sprawdza umiejętność (lub ma sprawdzać).
Owszem- program jako całość przygotowuje do matury, tylko część tego programu ma jednak jakikolwiek maturalny sens. Podstawy Przedsiębiorczości sensu maturalnego nie mają, a mam je w trzeciej klasie.
Nie krytykuję sensu istnienia takich przedmiotów jak WOK, PP, WOS itp w ogóle. Uważam jedynie, że nauczanie ich w klasie trzeciej jest bezsensowne. Klasa trzecia= matura. Matura!= PP i WOK.
Nie twierdzę również, że szkoła uniemożliwia kształcenie się indywidualne. Większość wiedzy, którą zdobyłem w czasie liceum, zdobyłem sam. Szkoła jednak znacznie ten proces utrudnia, gdyż 1) trzeba w niej siedzieć; 2) trzeba w jakiś sposób się do niej przygotowywać 3) życie ucznia kręci się wokół niej. Pochłania czas i zaangażowanie.
To, że w obecnych warunkach da się przygotować do matury nie oznacza, że są one dobre. Mogłyby być lepsze i o to mi głównie chodzi ;)
Łukasz "Alvarus" Jasiński, 19 grudnia 2010 o godzinie 00:39:47:
Winhelp, 19 grudnia 2010 o godzinie 00:58:15:
KP, 19 grudnia 2010 o godzinie 01:19:56:
@Alvarus Wyraźnie jest napisane, że mnie matura prawie nie dotyczy, w nagłówku piszę również o "innych egzaminach dających wstęp na studia". Ja skupiam się na olimpiadach, tytuły z których dają mi wejście na uczelnie. Szkoła zabiera czas i energię, które mógłbym poświęcić na przygotowania olimpijskie. I — jeżeli rozpatrywać problem personalnie — z tego właśnie powodu szkoda mi czasu na 20 nieproduktywnych godzin. Rozpatrując problem szerzej: szkoła zabiera czas i energię w momencie edukacji, w którym powinna już tylko ostatecznie wspierać i dopingować. Narzuca obowiązki, które trudno traktować poważnie, jeżeli się myśli o dobrze napisanej maturze.
Co do mojej wiedzy — o nią się nie martw. Średnią z ostatnich matur próbnych mam na poziomie 90%, w swoim życiu napisałem już kilka matur próbnych na 100% (rozstrzał od filozofii, poprzez matematykę, na biologii kończąc).
Winhelp: masz rację, trzeba być totalnym idiotą, żeby nie poradzić sobie z maturą podstawową. Z rozszerzeniami różnie to bywa, czasem nie widać różnicy (na przykład dla mnie fizyka rozszerzona jest prostsza od podstawy), czasem różnice są kolosalne. Nie zazdroszczę osobom zdającym rozszerzoną chemię czy biologię, to są przedmioty pochłaniające zazwyczaj olbrzymią ilość czasu i energii.
unnami, 19 grudnia 2010 o godzinie 03:19:57:
No dobra ale bez przesady, z tego co pamiętam to trzeci rok w LO był najbardziej lajtowy i baaaaaardzo wiele rzeczy nam popuszczali i darowali nauczyciele - "bo maturzyści". Tak więc nie wiem po co te narzekanie, nie zdarzyło mi się siedzieć od 8 do 15 czy nawet 14 w trzeciej klasie LO. nawet jeśli to tak od 15 do 20 z godzinną przerwą możesz się uczyć, więć dziennie masz 4h nauki, tygodniowo 28h, miesięcznie ileś tam... dla chcącego nic trudnego.
I jeszcze coś, co mi też pisali tu na joggerze jak pisałem o maturze (i mieli racje) - POCZEKAJ DO PIERWSZEJ SESJI! :D:D:D
anoriell, 19 grudnia 2010 o godzinie 09:30:20:
Pocieszę, że matura to najbardziej męczący psychicznie egzamin życia. Cały rok rodzice i nauczyciele trują, że trzeba się uczyć, że trzeba zdać, że to ważne żeby się dostać na studia! A potem po tym roku powtarzania i wysłuchiwania jaki to poważny egzamin okazuje się, że połowa odpowiedzi jest zawarta w pytaniach ;)
System nauki na studiach jest zdecydowanie bardziej przystępny - trzy dni przed egzaminem i piękne 4 w indeksie. ;)
Kiedy narzekałam na liceum wszyscy naokoło mówili mi: "Najpiękniejszy czas w twoim życiu - jeszcze będziesz tęsknić za tym liceum." Nic z tych rzeczy. LOSUX
KP, 19 grudnia 2010 o godzinie 12:07:33:
@unnami no to ja w planie mam albo zajęcia od ósmej do 16, albo od jedenastej godzinę wychowawczą-okienko-PP-WOS. Do tego dochodzą oczywiście godziny olimpijskie.
W Twoich obliczeniach zabrakło czasu powrotu do domu :-) To, że można siedzieć od 15 d0 20 nie oznacza, że nie dałoby się lepiej przygotować siedząc od 14 czy od 13. I o to głównie chodzi :-)
Co do studiów to fakt, słyszałem, że na studiach jest tylko gorzej. Nie raz koledzy studenci wyskakiwali z tekstami typu "tęsknię za porządkiem i sprawnością naszego liceum". Obym ja nie musiał :-)
@Anoriell być może, ale raczej nie dla mnie. Mam za sobą tyle egzaminów (ustnych, pisemnych), że to będzie co najwyżej wisienka u tortu. No i nie będzie jej dużo.
Za liceum (moim liceum, nie liceum w ogóle) tęsknić będę na pewno (choć najchętniej już bym je opuścił). Po sześciu latach człowiek się przywiązuje. Ale to nie oznacza, że nie widzi wad systemu.
Lilim, 19 grudnia 2010 o godzinie 12:58:16:
To może ja dodam coś od siebie jako nauczyciel.
Po pierwsze - to jak wygląda siatka godzin zależne jest od szkoły. Jeżeli, z jakiegoś powodu, dyrekcja i rada pedagogiczna podjęła decyzję, że w klasie maturalnej mają być takie przedmioty jak WoS czy PP, to niestety pretensje można mieć tylko do nich.
Po drugie - czy jest to bezsensowne? Z własnego doświadczenia wiem, że przedmioty te są na tyle lekkie, że nie wymagają specjalnego przygotowania. Oczywiście, najlepiej gdyby w klasie maturalnej uczeń wybierał sobie tylko te przedmioty z których zdaje egzamin. Problem w tym, że w przypadku szkół publicznych jest to właściwie niemożliwe.
Po trzecie - narzekać zawsze się będzie - teraz organizacja roku jest kiepska, a jak człowiek pójdzie na studia to dopiero zobaczy co to jest "kiepska organizacja". Na pocieszenie dodam, że po ukończeniu studiów zatęsknisz za sprawną i bezproblemową organizacją z lat ubiegłych.
Cieszę się, że zwróciłeś uwagę na fakt, że obraz nauczyciela utrwalony w społeczeństwie wcale nie ma tak wiele wspólnego z rzeczywistością.
Oczywiście abstrahuję tu od samej sprawy jakości naszej matury oraz przygotowania do niej. Niestety nasz system edukacji to jeden wielki Frankenstein, gdzie na papierze wszystko jest cacy, a w rzeczywistości...
bobiko, 19 grudnia 2010 o godzinie 13:11:55:
Pamiętaj autorze, ze jesteś w liceum, a tam uczy się wszystkiego po trochu - taka prawda. Ale zawsze w porównaniu do innych absolwentów jesteś o kilka cegiełek wyżej, mimo braku tytułu technika zawodu.
Czas klasy maturalnej wspominam bardzo ciepło, gdyż ten okres przeleciał tak szybko, ze nie było czasu na zastanawianie się nad egzystencją życia :) Po prostu robiliśmy to, co chcieliśmy a do tego współpracowaliśmy z nauczycielami. Zalecany jest lajt do tych przedmiotów, które nie są wiązące a mogą pomóc.
I mogę Cię zapewnić, ze wiedza, którą niby zdobyłeś w tym LO, nie zmarnuje i przyda się na studiach.
Tak więc, podchodz na lajcie do tego wszystkiego, pilnuj tylko przedmiotów maturalnych ale też szanuj nauczycieli wysiłek. I ciesz się każdym dniem w tej szkole. :)
Studia są bardzo ciekawym wyzwaniem i doznaniem aleee... też musisz wiele nacierpieć aby cokolwiek tam robić. :) A sesja? taka 4xmatura ;)
unnami, 19 grudnia 2010 o godzinie 13:52:42:
Na studiach gorsza jest tylko sesja a tak wszystko jest piękne, wcale nie tęsknię za usystematyzowanym planem zajęć w LO, wole studia, chce iść na wykład to idę, nie chcę to nie idę (częściej); nie muszę wstawać na ósmą, bo rzadko mam na tę godzinę zajęcia, w tym semestrze np. najwcześniej wstawać muszę na 11.30. I podoba mi się że co pół roku jest nowy plan i nowe zajęcia. LO jest nudne pod tym względem.
anoriell, 19 grudnia 2010 o godzinie 13:54:03:
bobiko, 19 grudnia 2010 o godzinie 13:56:31:
KP, 19 grudnia 2010 o godzinie 14:17:44:
@Lilim
1. To wiem, dlatego w miarę możliwości pisałem "w moim liceum" a nie "w liceach w ogóle" :-)
2. To oczywiście zależy od nauczyciela. Dla mnie np. WoS żadnym wyzwaniem nie jest, ale klasa jest pytana co lekcję z materiału lekcyjnego i prasowego (każdy musi mieć przygotowane dwa artykuły z prasy o określonym profilu). W innych klasach u innych nauczycieli są nieraz sprawdziany z kosmicznej masy materiału. Nawet gdyby te lekcje były /łatwe proste i przyjemne/, to i tak trzeba na nich siedzeć. Najzwyczajniej w świecie widzę frustrację ludzi siedzących na okienku tylko po to, by pójść na PP. Mnie też to wkurza.
PS. Frankenstein, przynajmniej w oryginalnej wersji Mary Shelley, nie był potworem lecz genialnym biochemikiem i filozofem, który tego potwora stworzył. A nie o to chyba Tobie chodziło :-) (To bardzo powszechny błąd).
@bobiko Ludzi zawsze staram się szanować i w tej materii nie mam sobie wiele do zarzucenia. W pełni rozumiem to, że nauczycielom też średnio przypada do gustu nauczanie niszowych przedmiotów w klasach maturalnych i że po prostu muszą to robić. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to kłopotliwe dla uczniów.
Lilim, 19 grudnia 2010 o godzinie 17:01:14:
@KP
2. Chyba że tak to wygląda, to faktycznie problem. Wypadałoby porozmawiać z dyrekcją, o ile ta jest skora do wysłuchania uczniów - co prawda dla Was nic to nie zmieni, ale może w następnych latach pójdą po rozum do głowy.
Co do Frankensteina - faktycznie, zapędziłem się. Dziękuję za zwrócenie uwagi :-)
KP, 19 grudnia 2010 o godzinie 17:03:48:
Lilim, 19 grudnia 2010 o godzinie 23:50:33:
@KP - Prawidłowe podejście, nawet nie wiesz jak bardzo mnie ono cieszy. Zbyt często obserwuję uczniów (również studentów) którzy nie wykorzystują swoich praw, "bo ich za to udupią". Nie można tak rozumować, nie można się na coś takiego godzić. Skoro u Ciebie dyrekcja należy do tych bardziej ludzkich (prawidłowo), to warto sprawę poruszyć, nawet jeśli skorzystają na tym już wasi następcy.
Minio, 20 grudnia 2010 o godzinie 20:44:31:
Ten wpis ma trochę wydźwięk „uczniowie chcieliby się uczyć do matury, ale szkoła im przeszkadza”. Błąd. Uczniowie mogliby zakończyć liceum w styczniu, a mimo to zdecydowana większość z nich do matury by się nie przygotowywała. Z własnej woli przygotowywać się będzie jakiś mizerny odsetek całości, a jednocześnie są to ludzie na tyle ogarnięci, że ten czas spędzony w szkole przeszkadzać im nie będzie.
Poza tym nie ma znaczenia czy miejsce na studia miałeś zarezerwowane już w pierwszej klasie LO, czy też załapałeś się z listy rezerwowej. Liczy się to co pokażesz na egzaminie oraz — o ile masz nieszczęście studiować jeden z kierunków który został skrzywdzony przez wprowadzenie systemu bolońskiego (obroniły się medycyna i psychologia, nie wiem czy coś jeszcze) — to ile będziesz pracował we własnym zakresie. Bo to co przekazuje się na studiach dwustopniowych jest jakąś marną namiastką tego co było na jednolitych (których poziom i tak systematycznie się staczał od wielu lat) (nie dotyczy politechnik, gdzie system dwustopniowy funkcjonuje już od wielu lat — chodzi o te kierunki, które w tej chwili oddają ostatnich studentów studiujących trybem jednolitym).
KP, 20 grudnia 2010 o godzinie 20:48:53:
@Lilim Nie, ciche siedzenie na pewno nie jest moją cechą ]:->
@Minio Raczej: uczniowie mogliby robić pierdyliard różnych rzeczy, ale marnują czas na nieproduktywnych zajęciach. To, co by robili, to już ich sprawa. PP i okienka w żaden sposób mnie do matury nie przygotują.
Drugi akapit pozostał nieco niezrozumiany. Jaki egzamin masz na myśli?
Minio, 20 grudnia 2010 o godzinie 21:15:02:
KP: mam na myśli egzamin na studiach. W liczbie pojedynczej, bo zazwyczaj w dowolnym czasie przygotowujesz się tylko na jeden. No i na 5 egzaminów w sesji z 4 możesz mieć bdb, a jedna ndst może Ci nieźle nabrudzić, z uniemożliwieniem ukończenia studiów włącznie .
KP, 20 grudnia 2010 o godzinie 21:16:36:
Minio: Okej, załapałem. To, że będę grzecznie siedział do końca marca w szkole również nie sprawi, że egzaminy pójdą mi lepiej :-)
Zresztą, nawet przy dawnym modelu (koniec roku w lutym) i tak chodziłbym na zestaw zajęć, na których mi zależy. Ale to byłoby góra 15 godzin (a nie 30).
xxxx, 25 stycznia 2011 o godzinie 20:04:09:
Dodaj komentarz: