Świat ocieka zajebistością
Są takie chwile, w których nie potrzeba nic więcej, jak tylko patrzeć. Lub słuchać. Lub po prostu być. Momenty, w których doświadczamy piękna świata. Nie takiego powierzchownego piękna — kwiatek jest ładny, więc świat jest ładny — lecz piękna znacznie głębszego, piękna metafizycznego. Zwracam na to uwagę, bowiem doświadczenie to wraca ostatnio do mnie z dość dużą częstotliwością.
Masz za sobą fizycznie i psychicznie męczący dzień. Kilkanaście godzin bieganiny, trudnych wyborów, silnych napięć między Tobą, a ważnymi dla Ciebie ludźmi. I nieprzespaną noc. O trzeciej trzydzieści mkniesz pośpiesznym wśród pól zachodniej Wielkopolski. Po chwili zaczyna świtać, łąki wypełniają się delikatnym, pomarańczowym blaskiem. Światło rozprasza się wśród gęstniejącej mgły, wkrótce niemal niknie w mleku spowijającym pola. Przez uchylone okno wkrada się delikatny podmuch wiatru, owiewa zmęczone oczy. Mgła tańczy szarpana wagonami, unosi się, opada i wiruje. W tanecznym szaleństwie obija się o domy, drzewa. Tańczy dla Ciebie, gdy reszta śpi, pije lub bluzga na cały świat w przedziałach. I mówi: jeszcze kilka godzin— wytrzymasz, albo wszystko ewidentnie spieprzysz.
Dwa dni później siedzisz już na ławce szczecińskiego parku. Jest koło drugiej. Większa część populacji siedzi w pracy, więc bliskość miasta nie jest tak bolesna. Obok stoi przypięty do ławki rower, na kolanach leży plecak, książka. Zamykasz oczy, uspokajasz oddech. Bawisz się nim, liczysz wdechy, oddzielasz się od świata. Spod kół jeżdżących wkoło rowerów strzela żwir, czasem ktoś zaśmieje się na widok Ciebie, niby śpiącego na ławce. Śmiech jednak oddala się, znika żwir, zanika czas, świadomość. Jesteś tylko Ty i — no właśnie — doświadczenie metafizycznego piękna.
Trudno jest mi wskazać warunki, których spełnienie leży u podstaw takiego doświadczenia. Ma ono w sobie coś z iluminacji, a więc nie da się ściśle ująć go w słowa, uporządkować, zracjonalizować. Jest to pewna droga ku górze — z doświadczenia niższego (doświadczenia piękna zieleni jako po prostu piękna zieleni) przechodzimy do doświadczenia czegoś wyższego (doświadczenie piękna zieleni jest drogą ku doświadczenia piękna świata jako całości). Zdaje się, że niezbędne jest oczyszczenie lub poukładanie duszy, rozumianej oczywiście filozoficznie, nie religijnie. Oczyszczenie to jest o tyle konieczne, że nasze codzienne poznanie odbywa się jakby przez mgłę. Możesz sobie wyobrazić, że pomiędzy Tobą a światem jest cały szereg szyb. Jedne są zabarwione na różne kolory, inne załamują światło czy zasłaniają część obrazu. Te szyby to wychowanie, nauka, religia, lęki, uprzedzenia, uwielbienie dla jakiegoś wycinka rzeczywistości, nienawiść do wycinka innego. Słowem- wszystko to, co siedzi w naszej głowie i wpływa na nas w trakcie poznawania świata. Rzecz leży w tym, by te szyby usunąć, a przynajmniej wypłukać je z barw, odkształcić załamania i przywrócić jak najrzetelniejszy obraz świata. Motyw ten występuje w fenomenologii (pod nazwą redukcji transcedentalnej), filozofii kartezjańskiej, wschodniej i innych. Można do tego problemu podejść również od strony Kanta. Nasze nawyki myślowe prowadzą do kategoryzowania rzeczywistości tak, jak sortujemy sztućce czy talerze. Jeśli ślimak jest dla nas szkodnikiem, to nie będziemy go postrzegali jako nośnik piękna właśnie dlatego, że dla nas jest szkodnikiem.
Bariery te można usunąć dwoma drogami — pozytywną i negatywną. O drodze pozytywnej mówić będziemy wówczas, gdy będą one usuwane celowo, na przykład drogą medytacji filozoficznej. Droga negatywna wiąże się z doświadczeniami negatywnymi, których skutkiem ubocznym jest przeczyszczenie naszej świadomości („wybicie” szyb). Przykładem może być człowiek przez długi czas poświęcający się pracy, który w wyniku redukcji etatów zostaje bez słowa pożegnania wyrzucony. Jego świadomość aksjologiczna (tj. związana z wartościami) wyczulona była głównie na pracę. Gdy ta nagle znika, znika też przedmiot, który określał jego życie, na którym było ono skupione. Wybite zostały te szyby, które postawiła przed nim praca. To umożliwia ponowne spojrzenie na świat. Nie bez powodu wspomniałem wcześniej o ślimaku. Podczas ostatniej powodzi całą Polskę obiegły zdjęcia ślimaka przeczekującego falę na jakiejś tyczce. Czy gdyby woda nie „wymyła” z naszej świadomości szkodniczej tożsamości ślimaka, patrzylibyśmy nań w ten sam sposób?
Wiemy już mniej więcej jakie są źródła doświadczenia piękna metafizycznego, w jaki sposób się go doświadcza. Opuszczę tutaj uszczegółowienie tego procesu, są to bowiem przeżycia bardzo intymne, osobiste i jednostkowe. Można się natomiast zastanowić, jakie są następstwa tych doświadczeń. Osoby doświadczające ich rzadko lub w ogóle po raz pierwszy mogą pogłębić dzięki nim proces wybijania szyb. Wobec tego, co nosi jakieś znamiona wieczności, to, czego doświadczamy na co dzień i na czym się koncentrujemy wydać się może błahostką, szczegółem niewartym dawnej uwagi. Wiele spośród dawnych lęków i trosk okaże się być mniejszymi problemami, niż nam się wydawało. Zyskać może na tym nasza odwaga etyczna, odwaga mężnego stawania wobec bytu(1). Sprawy ważne, acz przez nas zlekceważone, mogą wrócić z większą jeszcze siłą. Możemy poczuć potrzebę przeciwstawienia się złu, odkręcenia (nawet nie z naszej winy zaistniałych) nieprzyjemnych sytuacji, naprawienia czegoś, czy po prostu wzięcia się do pracy. W moim przypadku zawsze pojawia się poczucie spokoju duszy, wyciszenie, lekkie znieczulenie na świat. Owszem, zrobię to, co mogę, by coś naprawić. Ale nie rzucę się z tego powodu pod pociąg, bo to niczego nie naprawi, a bardzo wiele zepsuje.
Osobnym przypadkiem byłoby doświadczenie lęku, też metafizycznego. Ten piękniejący w przebłyskach świat nie jest przecież niezmienny. Może, owszem, dalej pięknieć, ale może też się stoczyć. Stąd może pojawić się lęk, że ten świat może zostać nam pewnego dnia odebrany. Wniosek? Tak, jak warto starać się go poprawić (bo na absolutną naprawę raczej nie mamy co liczyć), tak warto również bronić tego, co już mamy. Warte to ochrony, bo mogłoby być znacznie gorzej.
Praktyczne kroki rozwoju duchowego
Zobacz też:
