Odpowiedzialność 8 komentarzy

Napisano dnia 21 maja 2010, w Ogólne, Polityka

Jak postawisz sobie betonowy dom na torfowisku lub bagnie i pewnego dnia wracając z pracy stwierdzisz, że chyba się zapadł pod ziemię, to ponosisz za to 100% odpowiedzialności.

Jak postawisz dom na piaskach i po pewnym czasie będziesz do niego wchodził oknami na poddaszu, to będzie to w 100% Twoja wina.

Jak postawisz sobie namiot na Zakopiance i mimo zbliżających się świateł samochodu nie zwiniesz go z drogi i samochód go rozbije, możesz się spodziewać odpowiedzialności— być może nawet karnej— za spowodowanie niebezpieczeństwa.

Jak postawisz sobie chałupę na skraju krateru aktywnego wulkanu, by zaoszczędzić na ogrzewaniu, to będzie to w 100% Twoja wina.


Ale jak wybudujesz się na terenach zalewowych, postanowisz zaoszczędzić na ubezpieczeniu, olejesz zbliżającą się powódź, dasz się zalać razem z rodziną i dobytkiem— spodziewaj się specustaw finansujących Twoją głupotę, strażaków zapieprzających na 300% normy, byle uratować Twoją durną łepetynę, premierów święcących oczyma za wybranych przez Ciebie lokalnych włodarzy. Jedyne, czego nie musisz się spodziewać, to odpowiedzialność.

<<Poprzedni>> <<trackback>> <<Następny>>



8 komentarzy do wpisu pt. “Odpowiedzialność”

bbartlomiej, 21 maja 2010 o godzinie 01:05:41:

  • Popieram. Dając teraz odszkodowania państwo popiera "niemyślenie" i "nieprzewidywanie" takich ludzi. Ciekawe czy jak ja wysadzę dom, bo gazu nie zakręcę, to też mi się będzie należało?

ooc, 21 maja 2010 o godzinie 01:09:26:

  • Ludzka głupota nie zna granic. Jak Niemcy rozbudowywali miasta nad Wartą czy Odrą, to zawsze zostawiali poldery. Teraz buduje się na nich budynki mieszkalne "z widokiem na rzekę", a podatnicy muszą płacić, jak domek się zatopi.

torero, 21 maja 2010 o godzinie 09:37:11:

  • Nie poznaję Kolegi, poważnie. Z treścią notki oczywiście się zgadzam, ale... Ty również pojęcie odpowiedzialności traktujesz wybiórczo i po uważaniu, robiąc to, co zarzucasz innym. Czemu ograniczać je tylko do namiotu na Zakopiance czy powodzi? Człowiek jest kowalem własnego losu wszędzie, również na rynku pracy, zbierając na własną emeryturę czy robiąc inne rzeczy, przy których wsparcie miłosiernego rządu nie budzi ztcmw Twoich większych sprzeciwów.

bolek, 21 maja 2010 o godzinie 09:53:47:

  • Prawda jest taka, że ludzie nie myślą i ktoś musi to robić za nich. Dlatego mamy obowiązkowe ubezpieczenia emerytalne, OC, obowiązek nauki do 18 roku życia etc. Winę ponoszą nie tylko osoby, które dom wybudowały ale także te, które na to pozwoliły. A wszyscy wiemy, że uzyskanie pozwolenia na budowę i wszystkich wymaganych dokumentów to droga przez mękę z powodu różnych procedur, które mogłyby ale nie służą eliminacji takich przypadków.

thot22003, 21 maja 2010 o godzinie 12:14:55:

  • ale ktos musi wydac pozwolenie, ktos musi zaprojektowac. domy sie buduje na swiecie w miejscach gdzie wystepuja trzesienia ziemi. ale materialy i konstrukcja sa tak oparowane, by straty byly jak najmniejsze.

    a ja sie zastanawiam nad czyms takim: po co sie ubezpieczac, skoro i tak panstwo da kase? czyli ubezpieczenie to pieniazde wyrzucono - doslownie - w bloto. czy nie lepiej samemu to odkladac?

KP, 21 maja 2010 o godzinie 22:52:54:

  • @ooc

    >Teraz buduje się na nich budynki mieszkalne "z widokiem na rzekę"

    "Oferujemy Tobie dom przy samej rzece. Nie byle jaka to rzeka! Raz na jakiś czas pofatyguje się do Twojego progu, by Cię odwiedzić i o sobie przypomnieć."

    @torero

    Faktycznie, odsuwam się lekko od lewicy gospodarczej na rzecz społecznej. Ale pozostaję obrzydliwym ideowo lewicowym pragmatykiem. O emeryturach pisałem tak, jak pisałem, bo uważam, że to najlepsze wyjście w gruncie rzeczy ukracające państwo socjalne. Wszyscy pracujący ponoszą identyczne obciążenia, wszyscy dostają identyczne świadczenia— to nawet leży dość blisko podatku pogłównego tak lansowanego przez UPR. Poza tym— powszechna, choć minimalna, emerytura oznaczałaby jednocześnie likwidację całego szeregu innych świadczeń społecznych (bo po co one, skoro każdy emeryt otrzymuje wystarczające minimum?), zabezpieczenie całej masy ludzi niezdolnych już do bycia kowalami własnego losu, rozładowanie potencjalnego elektoratu Samoobrony i LPR-u, a to wszystko przy wciąż niskich kosztach. Lubię prostotę, ale z lewicowych zasad nie rezygnuję. Zasady mi mówią— starszych ludzi nie można zostawić na lodzie. Prostota zaś podpowiada, by system był nieskomplikowany.

    Analogicznie ma się rzecz z rynkiem pracy. Uważam, że skoro komuś noga się powinęła, to państwo powinno dać mu krótkotrwałą— acz wyraźną— pomoc, nie by "stanął na nogi", jak mawiają, lecz by na tych nogach ustał. Nie tylko dlatego, że jest człowiekiem i (i tu następuje rozwinięcie typowo lewicowej retoryki), lecz również z powodów pragmatycznych. Jeżeli mam wybór pomiędzy zostawieniem człowieka samemu sobie, żeby zaraz mu się banki do dupy dobrały, a udzielaniem mu pomocy przez trzy miesiące, w trakcie których znalazłby pracę i pozostał _zdrową_jednostką_społeczną_, znów płacącą podatki i wywiązującą się z umów— uważam, że warto zaryzykować. Zresztą, prawo można pisać tak, by pomoc uzależniona była od wcześniejszego bycia w porządku wobec społeczeństwa. Wymagać minimum czasu przepracowanego od ostatniego zasiłku, a—co za tym idzie— minimum zapłaconych podatków etc. Mniejszą opłacalność miałaby szara strefa i oszustwa podatkowe. Myślę, że odpowiednio funkcjonalizując podatki i pomoc społeczną można by na tej drugiej nawet nieco zarobić, a nie tylko stracić.

    Aktywne państwo != złe państwo. Znowu przykład, jeżeli budżet ma wyłożyć x milionów złotych dofinansowania dla jakiegoś genialnego studenta, w wyniku czego powstanie ileś miejsc pracy i wartościowy produkt, duża wartość dodana i wysoki wpływ do budżetu, to- czemu nie? Co prawda wolałbym, by państwo wykładało tylko pieniądze, a decyzja leżała w rękach jakichś organizacji pozarządowych, ale tu mamy do czynienia z czystym rachunkiem ekonomicznym.

    Ponadto, są jeszcze takie sfery życia politycznego, w których nawet sprawni kowale mogą mieć spore problemy, bo są tylko pojedynczymi kowalami. Przykładem jest system finansowy, z którym ani ja, ani Ty w pojedynkę sobie rady nie damy. Tu tylko państwo może wziąć go krótko za pysk i zabezpieczyć dzielnie kujących swój los kowali przed niweczącą ich wysiłki chciwością jednostek. Tak rozumiem jedno z podstawowych zadań państwa— chronić mnie przed szkodliwymi działaniami ludzi, którzy bezpodstawnie nastają na moją wolność, majątek, pracę, wiedzę, edukację i szeroko rozumianą "mojość".

    I w końcu istota mojego rozumienia lewicowości— wspólnotowość. Oglądałem fragment reportażu, wypowiedź wściekłego faceta wyrzucającego z siebie, że oni [pracownicy czegośtam- przyp. tłum.] sami musieli kupić worki, przywieść piasek i— o zgrozo!— sami muszą układać sobie wały z worków z piaskiem. Przepraszam, ale czyje to miejsce pracy? Moje, Twoje, czy jego? Gdy nas w lutym zasypało (a mieszkam dość wysoko, jak na zachodniopomorskie warunki), zebraliśmy się w grupę pięciu wolnych od obowiązków facetów i odkopywaliśmy samochód za samochodem. Urlop—nie urlop, ferie—nie ferie, każdy wolny brał szuflę czy łopatę i od szóstej rano chodziliśmy od domu do domu, od podjazdu do podjazdu i te micry, seicenta, agile i inne maleństwa wyciągaliśmy. Potem facet jeździł po drogach osiedlowych większym Subaru i rozjeżdżał śnieg. Nikt nie czekał na pomoc od miasta, ta przyszła dopiero po tygodniu.

    @bolek, thot22003

    Nie myślałem o pozwoleniach, to faktycznie warto przemyśleć.

Lis, 27 maja 2010 o godzinie 17:04:01:

  • Kubo, nie wszyscy zalani zostali przez budowanie sie w niewlasciwych miesjach. Chocbi ci, ktorych dosiegnela woda z przerwanego walu pod Plockiem. Gdyby i do nich stosowac zasade ze waly w koncu moga zostac przerwane i glupota jest budowac sie w takim miejscu nalezaloby wysiedlic 1/5 warszawy, ktora tez w przypadku przerwania walow bedzie pod woda. A przeciez Warszawa szczesliwie unika powodzi od lat.
    Co zas sie tyczy specustawy - moim zdaniem bardzo dobrze, ze takie cos powstaje, choc na razie jest to kielbasa wyborcza. Skoro podobna ustawa pomogla szybko przeskakiwac etapy budowy drog, to i w przypadku walow pomoze i dzialkowcy z Wroclawia przestana miec tyle do gadania. Mam nadzieje, ze pomoze to tez w (prze?)budowie walow w Warszawie, gdzie problemem sa (wg wladz) ekolodzy.

mia, 06 czerwca 2010 o godzinie 18:25:00:

  • czyżby dzielnica Wrocławia, która została po raz kolejny zalana, jest winna sama w sobie? tak. a raczej, minister, który zatwierdził uchwałę jej budowy a nie zadbał o zabezpieczenia. Ale mieszkańcy? Nie-e. :)


Dodaj komentarz:

Dyskutujesz z ludźmi, a nie maszynami, odnoś się więc do nich z należnym im szacunkiem. Jeżeli chcesz odnieść się do merytorycznej zawartości bloga i komentarzy, podzielić się jakimś swoim spostrzeżeniem czy uwagą- rób to śmiało i się nie krępuj. Jeżeli zaś nudzisz się w domu i zależy Tobie tylko na powkurzaniu innych użytkowników sieci- wracaj do klocków.

SZUKAJ


Kuba Pakulski
Szczecinianin. Fascynat filozofii, historii i nauk społecznych. Piszący dla przyjemności i praktyki. Lewicowiec, skrajny antynacjonalista i umiarkowanie czerwony liberał. Antyklerykał pełen życzliwości dla wierzących, którego serce bije po lewej stronie. Słucha wszystkiego, co da się zamknąć w trójkącie Judas Priest- Enya- Miles Davis.

Kontakt:
e-mail: jakub.pakulski małpka gmail.com
jabber: kuba.pak666 jabber.wp.pl
gg: 9933809


ZOBACZ TAKŻE:

STRONĘ WSPIERAJĄ: