@ooc
>Teraz buduje się na nich budynki mieszkalne "z widokiem na rzekę"
"Oferujemy Tobie dom przy samej rzece. Nie byle jaka to rzeka! Raz na jakiś czas pofatyguje się do Twojego progu, by Cię odwiedzić i o sobie przypomnieć."
@torero
Faktycznie, odsuwam się lekko od lewicy gospodarczej na rzecz społecznej. Ale pozostaję obrzydliwym ideowo lewicowym pragmatykiem. O emeryturach pisałem tak, jak pisałem, bo uważam, że to najlepsze wyjście w gruncie rzeczy ukracające państwo socjalne. Wszyscy pracujący ponoszą identyczne obciążenia, wszyscy dostają identyczne świadczenia— to nawet leży dość blisko podatku pogłównego tak lansowanego przez UPR. Poza tym— powszechna, choć minimalna, emerytura oznaczałaby jednocześnie likwidację całego szeregu innych świadczeń społecznych (bo po co one, skoro każdy emeryt otrzymuje wystarczające minimum?), zabezpieczenie całej masy ludzi niezdolnych już do bycia kowalami własnego losu, rozładowanie potencjalnego elektoratu Samoobrony i LPR-u, a to wszystko przy wciąż niskich kosztach. Lubię prostotę, ale z lewicowych zasad nie rezygnuję. Zasady mi mówią— starszych ludzi nie można zostawić na lodzie. Prostota zaś podpowiada, by system był nieskomplikowany.
Analogicznie ma się rzecz z rynkiem pracy. Uważam, że skoro komuś noga się powinęła, to państwo powinno dać mu krótkotrwałą— acz wyraźną— pomoc, nie by "stanął na nogi", jak mawiają, lecz by na tych nogach ustał. Nie tylko dlatego, że jest człowiekiem i (i tu następuje rozwinięcie typowo lewicowej retoryki), lecz również z powodów pragmatycznych. Jeżeli mam wybór pomiędzy zostawieniem człowieka samemu sobie, żeby zaraz mu się banki do dupy dobrały, a udzielaniem mu pomocy przez trzy miesiące, w trakcie których znalazłby pracę i pozostał _zdrową_jednostką_społeczną_, znów płacącą podatki i wywiązującą się z umów— uważam, że warto zaryzykować. Zresztą, prawo można pisać tak, by pomoc uzależniona była od wcześniejszego bycia w porządku wobec społeczeństwa. Wymagać minimum czasu przepracowanego od ostatniego zasiłku, a—co za tym idzie— minimum zapłaconych podatków etc. Mniejszą opłacalność miałaby szara strefa i oszustwa podatkowe. Myślę, że odpowiednio funkcjonalizując podatki i pomoc społeczną można by na tej drugiej nawet nieco zarobić, a nie tylko stracić.
Aktywne państwo != złe państwo. Znowu przykład, jeżeli budżet ma wyłożyć x milionów złotych dofinansowania dla jakiegoś genialnego studenta, w wyniku czego powstanie ileś miejsc pracy i wartościowy produkt, duża wartość dodana i wysoki wpływ do budżetu, to- czemu nie? Co prawda wolałbym, by państwo wykładało tylko pieniądze, a decyzja leżała w rękach jakichś organizacji pozarządowych, ale tu mamy do czynienia z czystym rachunkiem ekonomicznym.
Ponadto, są jeszcze takie sfery życia politycznego, w których nawet sprawni kowale mogą mieć spore problemy, bo są tylko pojedynczymi kowalami. Przykładem jest system finansowy, z którym ani ja, ani Ty w pojedynkę sobie rady nie damy. Tu tylko państwo może wziąć go krótko za pysk i zabezpieczyć dzielnie kujących swój los kowali przed niweczącą ich wysiłki chciwością jednostek. Tak rozumiem jedno z podstawowych zadań państwa— chronić mnie przed szkodliwymi działaniami ludzi, którzy bezpodstawnie nastają na moją wolność, majątek, pracę, wiedzę, edukację i szeroko rozumianą "mojość".
I w końcu istota mojego rozumienia lewicowości— wspólnotowość. Oglądałem fragment reportażu, wypowiedź wściekłego faceta wyrzucającego z siebie, że oni [pracownicy czegośtam- przyp. tłum.] sami musieli kupić worki, przywieść piasek i— o zgrozo!— sami muszą układać sobie wały z worków z piaskiem. Przepraszam, ale czyje to miejsce pracy? Moje, Twoje, czy jego? Gdy nas w lutym zasypało (a mieszkam dość wysoko, jak na zachodniopomorskie warunki), zebraliśmy się w grupę pięciu wolnych od obowiązków facetów i odkopywaliśmy samochód za samochodem. Urlop—nie urlop, ferie—nie ferie, każdy wolny brał szuflę czy łopatę i od szóstej rano chodziliśmy od domu do domu, od podjazdu do podjazdu i te micry, seicenta, agile i inne maleństwa wyciągaliśmy. Potem facet jeździł po drogach osiedlowych większym Subaru i rozjeżdżał śnieg. Nikt nie czekał na pomoc od miasta, ta przyszła dopiero po tygodniu.
@bolek, thot22003
Nie myślałem o pozwoleniach, to faktycznie warto przemyśleć.