Pytania?
Raz na jakiś czas przychodzi czas szerszej refleksji. Nie tylko tej powierzchownej, codziennej- „Kurde, powinienem był wstać dziś rano...”- ale i tej szerszej „Dokąd idę?”. Oczywiście nie w sensie orientacji przestrzennej, lecz życiowej.
Oznacza to, że coś zaczyna domagać się odpowiedzi. Powoli, najpierw po cichu, ale z czasem coraz częściej i dobitniej. Aż czuje się, że to Pytanie stoi obok nas. Lub raczej- za nami. Tak, że gdy piszę te słowa, rzuca wątły cień na kartkę. Raz na jakiś czas kładzie mi rękę na ramieniu, mówiąc przy tym jakby „Pamiętaj- wciąż tu jestem. Wciąż mi nie odpowiedziałeś”.
Pytanie to jest o tyle złośliwe, że każda z możliwych odpowiedzi niesie swoje koszty. Jednak brak odpowiedzi to też, często najgorsza z możliwych, odpowiedź. Stąd- trzeba zwrócić się o pomoc. Do kogo? Zacząć trzeba od przyjaciół. Tych najbliższych- serca i rozumu, ale też ciała. I tu pojawia się problem. Bo serce lubi mówić „Tak! To ta decyzja! To właśnie ta jedyna osoba! To ta inicjatywa! Ta dziedzina! Te zajęcia!”. Rozum zaś odpowie pewnie- „Owszem, ale to takie koszty, taka odległość, tacy ludzie, tyle materiału, ta pora”. A ciało doda „Wiesz, ja się w te kłótnie między sercem a rozumem mieszać nie będę, no ale sorry stary- albo dwie godziny snu więcej, albo w trzy dni masz tu pogotowie strajkowe.”.
Trzeba się więc zwrócić do przyjaciół wciąż bliskich, lecz już nieco dalszych. Tych, co mają własne ciała, rozumy i serca. Oni mogą pomóc. Dać siłę, by Pytanie uznało same siebie za bezprzedmiotowe i usunęło się w cień, z którego nie wyjdzie, aż siła ta się nie wyczerpie. Podpowiedzieć, co zrobić. Podpowiedzieć dobrze [„Daj sobie spokój (bo to faktycznie nie ma sensu)”, „Dasz radę (bo wiem, że dasz)”] lub zaszkodzić [„Idź na całość! (No bo... co z tego, że fizycznie i psychicznie nie dasz rady i prędzej czy później się wykoleisz? Jakoś tak żal, żebyś przerywał to, co sympatycznie się zaczęło...)”].
Na Pytanie jednak odpowiedzieć trzeba samemu. To przy nas ono stoi, na naszą kartkę rzuca cień. Pytanie może też stanąć za plecami tych, którzy próbują nam pomóc. Ale to już będzie inne, pewnie mniejsze, pytanie. Pytanie o to, jak doradzić na w rozprawie z tym naszym- Pytaniem.
Pytania wracają. Na część odpowiadam właściwie, na część nie. Tegoroczny rozkład priorytetów „edukacyjnych” okazał się być zupełnym niewypałem, a od totalnej kompromitacji dzieliło mnie najpierw 0 (słownie: zero), potem 1,3 pkt (na 120). Czyli 1%. W granicy błędu statystycznego.
Odbiłem to sobie w sferze prywatnej. Najpierw znalazłem cośrodową ostoję, oazę spokoju, która pomogła odzyskać orientację w przestrzeni wartości i pozwoliła odbudować poczucie własnej wartości. Potem naturalną koleją rzeczy przyszła odbudowa dwóch starych, dobrych i sprawdzonych przyjaźni. Wracają również inne dawne i ongiś bardzo serdeczne znajomości. Mam z kim witać się na korytarzu. Jednocześnie udało się wspólnie zbudować bardzo sympatyczne relacje z inną osóbką, zmierzające powoli ku stabilnej przyjaźni. A teraz jestem w trakcie współtworzenia bardzo sympatycznych relacji z wulkanem autentyczności, oceanem głębi pytań i akumulatorem potencjałów odpowiedzi. Chcieć więcej?
I w tym momencie mocniej zacisnęło dłoń na moim ramieniu, a cień na kartce uległ znacznemu uwyraźnieniu.
