Naukowa intymność
Przed oczyma masz szkic artykułu- zbiór propozycji, przemyśleń, które przed dokładniejszym dopracowaniem poddane zostają weryfikacji. Stąd każdy komentarz, każda uwaga i wątpliwość będzie dla mnie podwójnie cenna. Dziękuję.
W sobotę wieczór w me łapska wpadła książeczka „Jak być uczonym?” Michała Hellera. Jest to dziełko niewielkie (60 stron), napisane bardzo przystępnym i przyjemnym w odbiorze językiem. Książeczka zachwyca schludnością wydania, które rekompensuje dość wysoką (jak na objętość) cenę. Tyle recenzowania, naprawdę gorąco ją polecam. Do rzeczy.
Dwa światy
W rozdziale drugim- „Uwagi o etyce i metodyce pracy naukowej”- pisze Heller między innymi o rozdzielaniu dwóch porządków życia- porządku pracy naukowej, badawczej oraz porządku „całej reszty”. Podsuwa on praktyczny pomysł, jak rozgraniczenie owo przeprowadzić z teorii w życie- proponuje zakup drugiego biurka. Jedno służyć ma do pracy bieżącej (korespondencja, roboty papierkowe, zadania domowe- co kto musi). Siedząc przy nim jestem „sobą dnia codziennego”- takim sobie Kubą Pakulskim, który na jutro musi przygotować heglowską interpretację dziejów, na pojutrze nauczyć się optyki geometrycznej, podstaw trygonometrii etc. Ponadto ma pomyśleć nad algorytmami pod zaległy serwis, przeorganizować bloga i przygotować projekt pomnika na potrzeby mikronacji. Winien również przyozdobić pewną kopertę i... fajnie by było zjeść jeszcze jakąś kolację. Innymi słowy- jestem sobą, ze swoimi wszystkimi obowiązkami, potrzebami i chwilowymi planami.
Drugie biurko zaś nabiera charakteru niemal sakralnego. Nie znajdziesz na nim ani korespondencji prywatnej, ani służbowej. Ani szkolnych podręczników. Ani nic innego obrzydliwie codziennego. Znajduje się na nim co innego- aktualna lektura (nie literatura lekka, lecz lektura konkretna), stos notatek, zdarte ołówki, wypisy cytatów, innymi słowy- przedmiot badań, narzędzia je ułatwiające oraz rodzące się owoce poszukiwań. Narzędzia to nie tylko ołówki i pióra, to również kubki z herbatą, zdjęcia dzieci czy kochanki i wszystko to, co ułatwić nam może pracę. I nic więcej.
Do tego biurka nie siadamy już jako Jan Kowalski z mnóstwem problemów na głowie. Należy otoczyć je [tj biurko- przyp. tłumacza] jakąś obowiązkoszczelną powłoką. Gdy przy nim siadam, nie ma już ważnych telefonów (Potrzebujesz czegoś, przyjacielu? Pisz sms.), na gwałt potrzebnych dokumentów, przykrych komentarzy z korytarza czy przechwyconych plotek. Jestem ja, przedmiot pracy i cała wymieniona wcześniej otoczka. I nic więcej. Pozwala się to skupić na tym, co ważne. Ważne nie tylko dzisiaj, lecz ważne prawdziwie. Na tym, co chciałbym, chciałbyś uczynić ważną częścią swojej wiedzy, świadomości, drogi życiowej. Czy to będzie kilkusetstronicowy buch, blok rysunkowy, pięciolinia czy jakakolwiek inna intelektualna aktywność- to już sprawa Twojego wyboru.
Przestrzeń nie tylko fizyczna
Heller powołuje się również na prawo narastania, choć tu bardziej odpowiednimi punktami odniesienia są też niezłe (choć albo zbyt zdawkowe, albo zbyt skonkretyzowane) pozycje „ Motywacja” Toma Gormana oraz „Panuj nad swoim czasem” zbiorowego autorstwa. Sama intymność przestrzeni jako miejsca pracy nie wystarczy. Potrzebna jest jeszcze przestrzeń czasowa i emocjonalna. Trzeba to sobie jasno powiedzieć- jeżeli do, powiedzmy, 21.oo sobie z bieżącymi problemami nie poradziłem, to danego dnia już sobie z nimi nie poradzę. Do 23.oo bowiem zamykam się w swoim świecie, w powłoce chroniącej biurko numer dwa. Trzeba jasno określić warunki dostępu do tego świata. „Chodź, zobacz nowe firanki”- nie, zdecydowanie nie. „Na jutro potrzebny mi felieton!”- sorry, za późno mnie informujesz. Ale „Potrzebuję Twojej pomocy”- owszem. Dopóki nie jest to pomoc przy doborze serwetek do obrusa.
Rozróżnij- piszą Jim Billington i spółka (owo wydawnictwo zbiorowe)- rzeczy ważne od rzeczy pilnych. Rzeczom ważnym zawsze dawaj pierwszeństwo w hierarchii priorytetów. Codziennie pierdoły realizuj do pewnego momentu. Potem bezwzględnie weź się za to, co ważne. Czyli, w naszym przypadku, usiądź przy drugim biurku.
