Być!

Dodaj komentarz

Być!

Dzisiejsza scena ze szkoły. Zajęcia z piwnicy mieliśmy, dzięki Bogu, przeniesione do sali na parterze. Powodem był grający w podziemiach gitarzysta cierpiący na, powiedzmy, „syndrom nadużycia przesteru”:). W trakcie lekcji do sali wpada jedna ze sprzątaczek i zagaduje nauczyciela:

—Ale Pan tu tylko dzisiaj ma te lekcje?
—Nie, w następne dni też.
—Ale ja tu... POSPRZĄTAŁAM!!!
—Ale my tu nie brudzimy.
—Ale tu jest posprzątane!
—Ale my tu nie brudzimy. Proszę Pani, my... my wzniosłą myślą uszlachetniamy Pani pracę!
U... co?!! To po co tu było sprzątane?!!
—No przecież nie pobrudzimy. Agnieszko, jak chcesz pić, to na korytarz!
—Słyszeliście?? [do nas] Macie tu nie pobrudzić!

Cóż... „Uszlachetnić” a „up...dolić” to jednak dwa zupełnie różne słowa :)

Wolność
Mam trzeci dzień wolnego. Po całym semestrze zasuwania na sto kilkadziesiąt procent swej wcześniejszej normy jest to uczucie wprost niesamowite. Większość piątkowego wieczoru spędziłem leżąc na macie i słuchając płytki „Winter Songs” Roba „The Metal God” Halforda. Jest tam coś o typowo świątecznym charakterze, ale nie brakuje też pierwszorzędnego heavy metalu, czego zresztą po tytanie tego gatunku można się było spodziewać. Pod ręką miałem coś do jedzenia i w zasadzie ruch po żarcie był moją jedyną czynnością większej tego wieczora:) Oprócz oczywiście rozpływania się w stwierdzeniu „Jezu, ja na jutro... NIC NIE MUSZĘ!”.

Tak się miło składa, że po dwóch tygodniach ferii mam jeszcze dwa (w porywach do trzech) tygodnie zwolnień. Tych oczywiście nie będzie mi dane wykorzystać nawet w małej części. Potem miesiąc do szkoły i prawie miesiąc wolnego— tydzień mój, tydzień na wyjazd klasy plus święta Wielkiej Nocy. Miesiąc szkoły i długi weekend. Miesiąc i wakacje. Szykuje się słodziutki semestr:-)

Zabawy słowne
Lubię rozbijać wielkie słowa na czynniki pierwsze i chyba nawet nieźle mi to idzie. Uwielbiam refleksje typu Miniowego doszukiwania się zła jako cechy immanentnej człowieka, które zresztą skomentowałem. Gdy pewien ktoś dwa tygodnie temu poprosił mnie o korektę krótkiego pisemka urzędowego, pisałem mu odpowiedź zawierającą frazę „byle zdążyć!”. Potem uznałem ją za niepotrzebną i postanowiłem wykasować. Przez pośpiech usunąłem niecały fragment [„by(le zdąży)ć!”] i wyszło mi z tego banalne „być!”. Uczucie iluminacji było niesamowite:). Człowiek nagle odkrywa, że uczynił istotą swego trybu życia coś, co wysysa go na samą skórę i kości. Pismo nie było pilne, więc odpowiedź zmieniłem „będziesz niestety musiał poczekać do jutra”. Jakbym jutro miał na to więcej czasu...:-)

Następne dwa tygodnie...
...upłyną pod znakiem pracy na przyszłość i nadganianiem przeszłości. Muszę odrobić zaległości joggerowe (mam pełną teczkę notatek), wiszę ludziom dwie strony (których realizacja przyprawia mnie o gęsią skórkę...), luty, marzec i kwiecień to nie będą łatwe miesiące (jakby poprzednie były prostsze). Najważniejsze— „być!”. Ok, bycie byciem, ale od jutra do roboty.

Ogólne, Osobiste

<< POPRZEDNI WPIS >>
<< NASTĘPNY WPIS >>

Komentarze

Dodaj komentarz: