Szacunek dla pracy. 12 komentarzy
Napisano dnia 19 grudnia 2009, w Ogólne, Przemyślenia Filozoficzne
Jestem cholerykiem. Nie, nie na co dzień. W dni zwyczajne staram się być wyrozumiały. Nie, nie oznacza to, że jeżeli ktoś umówi się ze mną na wykonanie czegoś, otrzyma miesiąc czasu, by zrobić swoją część pracy i w przeddzień terminu wyśle mi przed północą sms-a o treści „Sorry, nie zdążyłem”, ew. uszkodzi wszystkie swe środki komunikacyjne i przestanie przychodzić do szkoły, to będę go głaskał po główce i mówił „Wiesz... fajnie, że jesteś”. W takiej sytuacji trafia mnie szlag, zwłaszcza, gdy ja swoją część wykonam. Czemu? Są dwa powody. Przede wszystkim- staram się myśleć zadaniowo. Dostaję termin, dostaję zadanie i wtedy istnieją dla mnie trzy rzeczy: termin, zadanie/ce i środki do wykonania/osiągnięcia go. Jeżeli się już w coś angażuję, to staram się dać z siebie wszystko, by cel osiągnąć. Zwłaszcza, gdy jest to jakaś praca grupowa. Wszystko musi być zrobione tak dobrze, jak się dało, albo jeszcze lepiej. I nieważne, jaki będzie tego koszt społeczny/szkolny/zdrowotny. Mam zrobić i zgodziłem się na to, to zrobię to. Z tego wynika powód drugi- doświadczywszy następstw takiego oddania się pracy nauczyłem się szanować pracę innych ludzi. W związku z tym nie znoszę, gdy ktoś nie szanuje mojej pracy. Ale tu nie tylko o to chodzi.
Zauważyłem, że większość ludzi nie zauważa tego, że ich działania dotykają innego człowieka. Nie chodzi tylko o sytuacje typu „idę korytarzem i trącam kogo popadnie”. W tym sensie człowiek to nie tylko nogi i ręce, to również jego własność, spokój, prawa i PRACA. W ten sposób buduje się wokół materialnego człowieka jego swego rodzaju przestrzeń- przestrzeń własności i w/w. Teoretycznie ja, jako człowiek otoczony swoją przestrzenią, powinienem szanować przestrzeń każdego innego człowieka. Jak jednak szanować to, czego się nie widzi?
Miała dziś [w piątek- przyp. tłumacza] miejsce wigilia szkolna. Grono pedagogiczne, plus nieliczni w tym roku uczniowie, plus jeszcze mniej liczni kombatanci. Gwoździem wigilii był, obok oczywiście życzeń i opłatka, program artystyczny przygotowany przez uczniów pod muzycznym kierownictwem wspominanego wczoraj kolegi Kuby W. i opieką naszej polonistki. Przygotowania trwały miesiąc i był to naprawdę ogrom pracy włożony w złożenie tego w spójną całość. Obok świetnych, od lat śpiewających, solistek, do przerobienia Maestro dostał kilka zupełnych amatorek, które wcześniej w takich imprezach udziału nie brały. On i dziewczyny sporo z siebie dali- na pierwszej próbie nowe koleżanki miały problem nawet ze złapaniem dźwięku, co dopiero z jego utrzymaniem i płynnym śpiewem (do tego stopnia, że rozsyłałem im tunery komputerowe, by mogły utrzymywanie czystego dźwięku ćwiczyć w domu z mikrofonem w ręku(-:). Efekt końcowy był piorunujący- świetnie brzmiący chór, bezproblemowo wykonujący naprawdę niełatwe partie, dzielone na głosy z różną dynamiką etc. Serce przy ich śpiewie biło naprawdę mocno. Mój udział w tym był skromny- dwie kwestie na gitarze elektrycznej, jedna na basowej. Ważniejszym było to wszystko sprawnie nagłośnić.
Godzinny harmonogram dostaliśmy jasny- od dziewiątej do dziesiątej trwa dekoracja sali, o dziesiątej do jedenastej wchodzimy ze sprzętem, o dwunastej zaczyna się próba generalna. Kolumny wynieść z piwnicy pomogli nam koledzy z klasy (dziękuję), przez co pierwszy etap poszedł dość sprawnie. Potem wszystko zaczęło się sypać. Wnieśliśmy kolumny na salę i zaraz zaczęliśmy tłumaczenie, że nie, nie wnieśliśmy ich tu po to, by dekorujący mogli składować na nich ścinki i odpady papierowe. Przynieśliśmy sobie trzy stoły (trzy dość masywne stoły, po schodach na górę), a gdy wróciliśmy się po przyniesione nam przez koleżankę krzesła, stoły rozjechały się po wszystkich końcach sali. Bo przecież stanie na stole zamiast stania na krześle to +2 do lansu. Dwa od razu zabraliśmy oburzonym gimnazjalistom, na trzeci zdążył się już wrąbać jakiś chłopak. W trepach. Mówię mu- skończycie, wyczyść stół i odstaw na miejsce, potrzebujemy go. Nie odstawił. I nie wytarł. Rozstawić kolumny? Nie, bo dzieciaki biegają i pospadają. OK. Rozwinąć kable? Nie, bo porozrywają. Przygotować mikrofony i wzmacniacze? Nie, bo tam drabina jeszcze musi stanąć, by można było zawiesić dekoracje (skończyli o czternastej- ledwo cztery godziny poślizgu). Nie mówiąc już o absolutnym debilizmie, jakim było odłączenie nam przedłużacza, z którego szedł prąd na kilkanaście różnych urządzeń (Czemu to g...o przestało działać...), by wpiąć zasilanie migoczących lampek na ścianie. Jakby nie można było wpiąć ich w nasz przedłużacz...
Nie wiem, jaki mieliśmy przez to poślizg. Duży. Najważniejsze było jednak to, że wszystko zaczynało się w dużym pośpiechu i nic nie było przygotowane gruntownie i spokojnie. A to wymuszało korygowanie wszystkich błędów na bieżąco. Latanie od mikrofonu do mikrofonu, od kolumny do kolumny. I gadanie jak do ściany, żeby nie siadać na kablach, bo sygnał odłączają. I żeby się o kolumny nie opierać, bo polecą. I żeby się tak nie drzeć, bo próba jest. Łącznie nad wyregulowaniem wszystkiego pracowaliśmy trzy godziny. Wszystko było dopięte na ostatni guzik, równo wymierzone, nawet kolumny poustawiane tak, by linie na parkiecie sali gimnastycznej wyznaczały zakres sceny. Mikrofony chóru wyczulone tak, by zbierać chór, a nie szum wokół. Nasze Panie było słychać na drugim końcu szkoły w połowie przerwy. Mikrofony solistek poprawione korektorem graficznym, by śpiewniej to wszystko brzmiało. Nie, nie obyło się bez spięć. Nie jestem typem człowieka, który gdy po trzech godzinach latania słyszy wyrzuty od sporo spóźnionej, dopiero co przybyłej solistki, „ile to jeszcze??!!!”, będzie pisał jej laurkę lub uniżenie błagał o pozostanie. Ale ogólnie pracowaliśmy w bardzo fajnej, choć (ze względów czasowych) zwariowanej atmosferze. Efekt był kapitalny- wszystko gotowe. Na koniec wyregulowaliśmy głośność elektryka i basu. Nad tonem i barwą pracowaliśmy na dwóch wcześniejszych zerówkach. Nie było to łatwe- z typowo heavy metalowej gitary i słabego pieca uzyskać ciepłe, przyjemne i akceptowalne dla klasycznego multiinstrumentalisty brzmienie. Efekt był zadowalający. Teraz już tylko wyrównaliśmy głośność. Potem kilka indywidualnych prób, dopracowanie szczegółów i koniec tej części. Wszystko wyłączyłem, zebrałem mikrofony w jednym miejscu.
Na odchodne potwierdziłem godzinę próby z jednym z dwóch zespołów grających na tej samej wigilii. O tym, że będą grać dowiedziałem się zupełnie przez przypadek, gdy prowadziłem poszukiwania zaginionego wzmacniacza i mikrofonu. Nie chcę z siebie robić jakiejś szarej eminencji, ale takie rzeczy fajnie by było wiedzieć nieco wcześniej. Koniec końców, nikt nie miał takich możliwości, by zepsuć im ten występ, jak nagłaśniający. Z oficjalną grupą kwestie ustawień omawialiśmy na tydzień przed wigilią. Wszystko- liczbę mikrofonów, ich przydział, przeznaczenie, układ osób i sprzętu. Maestro i ja z charakterystycznym dla nas obydwu upierdliwym perfekcjonizmem ustawialiśmy wszystko, co można było ustawić. A tu teraz trzeba przecież wygospodarować miejsce na perkusje, sprzęt gitarzystów i jakiś Lebensraum dla tych zespołów. Gdyby nam, nieświadomym innych grup, weszli w piątek po domizianiu przez nas wszystkiego i zaczęli się rozstawiać, to by dopiero poznali, co to znaczy duet Wnuk i Pakulski w szale bojowym. Ale wszystko poszło gładko- w ten przeddzień ustaliliśmy, że po swojej czwartkowej próbie zostawią naszą kolumnę, wzmacniacz i mikrofon na sali (mikrofonu nie zostawili, kolumnę wrzucili nam na szafę...:)), że przyjdą na 14:30 się rozstawić, że na 15:30 zrobimy im próbę. Potwierdziłem godzinę i wyszedłem.
Jak wróciłem, świeciło się wszystko, co mogło się świecić. Wszystko było włączone. „Ktoś to ruszał? Nieeeeeeeeeeeee, skąd???”. Nie ruszałem, ale wiesz, ten mikrofon nie działa. Jeden z podwójnego zestawu nagłaśniającego chór. Od razu żaróweczka w głowie: no pięknie, dziewczyny miesiąc zasuwały, żeby się przygotować, a teraz idzie się to... Prawie godzina szamotaniny ze sprzętem, żeby to naprawić. Nieskutecznej. W międzyczasie znalazł się jeden zaginiony mikrofon, naprawiliśmy inny zestaw. Zamiast obiecanych pięciu były cztery. Jeden zabrałem chórowi, walcząc przy tym z prowadzącym zespół. Trudno, komuś trzeba. Kolejna godzina opóźnienia.
Nie, nie była to łatwa godzina. Jeden z zespołów postanowił sobie pograć mimo braku mikrofonów. I mimo powtarzanych i przeplatanych coraz ostrzejszymi przekleństwami próśb i ponagleń, by przestali i pozwolili nam (ja+informatyk+opiekun zespołów) doprowadzić sprawę do końca. Ponagleń oczywiście nieskutecznych. Po którymś razie usłyszałem dudnienie. Cholernie znajome dudnienie. Po chwili zorientowałem się, że basista drugiego zespołu też postanowił sobie pograć. Hmm. Na moim sprzęcie.
-Kolego, co ty robisz?
-Gram.
-Ale ty wiesz, że to mój prywatny sprzęt, nie?
-No wiem. No i co?
-No to, że wypadałoby się zapytać, czy można...
-??? A tak w ogóle, masz aktywne przetworniki??
-Nie.
-To czemu ustawienia są takie do dupy?
-Nawet nie próbuj...
Potem prośba, by przestał grać, bo sprawdzamy mikrofony i nic nie słychać. Skinął, że przestanie. I gra dalej. Kolejna prośba. To samo. Trzecia, czwarta. Aż informatyk nie wyłączył wzmacniacza basowego. Spokój? Nie. Bo po chwili rozlega się równie znajomy dźwięk. Hmmm, gitary elektrycznej. Hmm, na moim wzmacniaczu. Tym razem gitarzysta tego zespołu postanowił sobie pograć. Znów ta sama gadka, znów ta sama reakcja. Ten jednak miał mniej instynktu samozachowawczego. Postanowił sobie pokręcić. Nie zauważyłem, ciepła i miła dla ucha gitara zabrzmiała już na samej wigilii nie tylko ostro i narowiście, ale do tego dwa razy głośniej, niż powinna. Nie mówiąc o tym, że z solo w „Cichej nocy” nie zostało nic, bo strun do trzeciej włącznie w ogóle nie było słychać. Nie wiem, czy to takie trudne do zrozumienia, że na gitarze elektrycznej grają również ludzie, którym zależy, by brzmiała ona adekwatnie do granego materiału bez topienia dźwięku w tonie przesteru. W naszym przypadku przygotowanie sprzętu nie polegało na jedynie jego włączeniu. I trochę czasu na wyregulowanie brzmienia poświęciliśmy. O rzucanych na ziemię kablach na trasie szybkiego i masowego ruchu Maestro-chór wspominać chyba nie trzeba. Gdyby ktoś na nie skoczył i wyłamał końcówki, to też by nie był winnych.
Czy tego naprawdę nie widać? Że ktoś ZAPIER....LAŁ przez miesiąc, tydzień czy ostatnie cztery godziny, żeby to wszystko działało? Że to coś NALEŻY do kogoś innego i że WYPADAŁOBY zapytać o możliwość korzystania z tego? Że NIE WYPADA rozregulowywać CUDZEGO sprzętu na godzinę przed imprezą? Że po prostu PEWNYCH RZECZY SIĘ NIE ROBI, bo naruszają one w jakiś sposób czyjąś przestrzeń? Że „CISZA!!!” oznacza „ciszę”, a nie „Dajcie czadu chłopaki!!!”?
Nasza część wigilii wypadła rewelacyjnie. Jest to pierwsza impreza szkolna, w trakcie której nic nie nawaliło. Raz tylko koleżanka wyszła z wyłączonym mikrofonem. Dziewczyny cudownie wyglądały i jeszcze lepiej śpiewały, recytatorzy też byli bezbłędni. Błędu z gitarą chyba nie było słychać. Potem życzenia, opłatek, trochę jedzenia, dalej śpiewanie, znowu jedzenie. A potem występy zespołów. Pierwszy grał instrumentalny (ci od moich wzmacniaczy). Trudno to ocenić, bo gitara była wyciszona. Bas brzmiał tak, jak ma brzmieć bas w tego typu muzyce- to, czy był adekwatny to wigilii szkolnej, to inna kwestia. W drugim przypadku też wyciszyło partię solową jednej gitary. Miały one najbardziej przeze mnie nielubiane brzmienie gitar elektrycznych :) Za to basista i perkusistka grali bardzo sprawnie, zwłaszcza ten pierwszy. Miło czuło się jego grę na żebrach:) Natomiast skutek tych dwóch występów był dość, hmm, wymierny. Uczniom się podobało, natomiast kombatanci zaczęli masowo opuszczać salę, za nimi poszli nauczyciele. Wigilia skończyła się szybciej niż zwykle. Pół godziny sprzątania sprzętu. Za dwadzieścia dziewiąta było po wszystkim.
Następnym razem zabiorę ze sobą kartkę: NIE DOTYKAĆ!!! KOPIE PRĄDEM!!!
A mikrofony pomaluję w barwy maskujące.
Ludzie. Tak się, kurde, nie robi...
12 komentarzy do wpisu pt. “Szacunek dla pracy.”
vmario, 19 grudnia 2009 o godzinie 09:54:57:
Jak się jest perfekcjonistą, to się z założenia ma przerąbane. Zawsze ktoś z zewnątrz wlezie z buciorami (tu nawet całkiem dosłownie) lub ktoś z wewnątrz nawali. Trzeba umieć czasem wrzucić na luz, a czasem huknąć. Reakcja ludzi na Twój trud to przede wszystkim kwestia wychowania. Jeżeli ktoś wyniósł z domu postawę olewactwa, to będzie się z nim słabo współpracowało. Jeżeli na dodatek rodzice nie nauczyli go szacunku do czyjejś pracy, to będzie bruździł, i to niekoniecznie ze złośliwości, ale z czystej głupoty.
Takie osoby trzeba w miarę możliwości wychowywać, a jak są starsze, to po prostu wyciągać konsekwencje. No i przy publicznych imprezach zawsze należy pamiętać, że wystarczy odwrócić się na 5 sekund, a wszystko, co nie jest przykute łańcuchem do kaloryfera może zniknąć, a jak jest przykute -- w jakiś sposób uszkodzone, rozregulowane, wybrudzone itp.
Z ludźmi można stworzyć wielkie rzeczy, a widownia/odbiorcy/czytelnicy potrafią wspaniale reagować, ale bez poprawki na buractwo co poniektórych można się nabawić nerwicy.
aniołek, 19 grudnia 2009 o godzinie 13:56:01:
Brawo! :) Cieszę się, że mimo licznych przeciwności, udało się wam dać wspaniały występ. Jak widać, dni przepełnione ciężką pracą, opłaciły się:)
W sumie to trzeba mieć niezłe nerwy i wiele cierpliwości, żeby wytrzymać psychicznie w takim zamieszaniu ^^ Niestety, nie każdy szanuje i docenia pracę i poświęcenie innych, ale do tego to już zdążyłam się przyzwyczaić... Przyzwyczaić, bo tolerować chyba nigdy nie będę.
Dodek, 19 grudnia 2009 o godzinie 14:15:18:
Ja to bym chyba przypierdolił komuś, kto mnie nie zna, a wziął moją gitarę bez pytania.
KP, 19 grudnia 2009 o godzinie 14:18:46:
@vmario
"Jeżeli ktoś wyniósł z domu postawę olewactwa, to będzie się z nim słabo współpracowało"
Właśnie to mnie najbardziej zdziwiło. Nawet argumenty typu "bądźcie cicho, bo zostało 20 minut do próby oficjalnej grupy. Jak tego nie naprawimy, to w ogóle nie zagracie przed" nie trafiały, a przecież powinny. To nie był mój występ (milknąca gitara nie sprawia, że chciałbym się pociąć), lecz ICH.
Zwłaszcza, że to nie są głupi ludzie. Nie mówię o gimnazjum, tu wszystko można zrzucić na wiek, lecz o tych zespołach. Czy dedukcja "nie ma sprzętu=> nie ma występu" nie jest... oczywista?
"No i przy publicznych imprezach zawsze należy pamiętać, że wystarczy odwrócić się na 5 sekund, a wszystko, co nie jest przykute łańcuchem do kaloryfera może zniknąć, a jak jest przykute -- w jakiś sposób uszkodzone, rozregulowane, wybrudzone itp."
Wszystko było na sali, jedne drzwi zamknięte, a drugie od strony głównego korytarza. Poza tym, lekcje były już skończone. LICZYŁEM, że tym razem (zeszły rok) nikt nic nie zrobi. No...
Można też spojrzeć na to z drugiej strony- "przyszliśmy sobie pograć, a on nam nie pozwala; na buractwo nic nie poradzimy!!!" :)
@aniołek
"Cieszę się, że mimo licznych przeciwności, udało się wam dać wspaniały występ."
Hmm... Widziałaś?^^
"Przyzwyczaić, bo tolerować chyba nigdy nie będę."
No i to jest chyba najwłaściwsza konkluzja:)
@Dodek
Nie, gitary nikt nie wziął. Owszem, przestawił. Były ułożone przy piecach pod choinką w odpowiedniej kolejności, potem ktoś od nas przełożył je w drugi róg /sektora dźwiękowego/:) Grali na samych wzmacniaczach. Co nie zmienia faktu, że na cudzym sprzęcie.
Kontybal, 22 grudnia 2009 o godzinie 00:43:50:
Wiesz, jeśli chodzi o występy zespołów w 2. części wigilii, to myślę, że były potrzebne, bo do tego momentu była ona taka jakaś sztampowa (co nie zmienia faktu, że artyści występujący wcześniej byli również niezwykli, wręcz magiczni, a w momencie, kiedy mikrofon okazał się wyłączony odpowiednio i dyskretnie zareagowałeś, co wtedy odnotowałem w swej pamięci :), a potem zaczęło dziać się coś innego. I naprawdę świetnie im to wyszło. Byłem pod wrażeniem ich umiejętności, zwłaszcza, że wielu z nich znam osobiście! Co do kombatantów, no to zrozumiałe, że nie wszystkim się podobało, ale wokalista drugiego zespołu mi opowiadał, że podbiegła też do niego potem pewna starsza pani (może pod Monte Cassino pracowała w sekcji medycznej?) i powiedziała "Dziękuję, dziękuję Panu bardzo, to było naprawdę niesłychane w moim życiu!". Także gusta są różne. Chciałbym też wziąć w obronę gimnazjalistów, którzy również dużo przecież pomogli, a jakoś te ozdoby musieli umieścić i nie wiem co chcesz tłumaczyć wiekiem? No, nawet jeśli już, to nie generalizujmy, bardzo tego nie lubię (no, chyba, że ktoś to robi z przymrużeniem oka...), w końcu sami jeszcze całkiem niedawno byliśmy w gimnazjum.
Na zakończenie jeszcze raz gratuluję efektu i perfekcji, która mimo wszystko myślę jest cechą jak najbardziej pozytywną (a na pewno w Twoim wypadku).
KP, 24 grudnia 2009 o godzinie 13:37:54:
Jasne, że były potrzebne. I fajnie, że zagrali. Oby częściej, to zawsze trochę życia w naszej nie zawsze żywotnej szkole. Co nie zmienia faktu, że trochę dyscypliny by się przydało, bowiem, przy całym szacunku dlań, grali w przerwach. Powiedzmy, że jako support:D A supporty powinny starać się nie wchodzić w drogę innym:)
"może pod Monte Cassino pracowała w sekcji medycznej?"
Albo żona kombatanta.
"Chciałbym też wziąć w obronę gimnazjalistów, którzy również dużo przecież pomogli, a jakoś te ozdoby musieli umieścić i nie wiem co chcesz tłumaczyć wiekiem?"
Nigdzie nie napisałem, że nie pomogli. Natomiast napisałem, że przynieśliśmy sobie trzy stoły i zaraz trzy podsunęli. I że takich rzeczy się nie robi, ale w ich przypadku można to jeszcze tłumaczyć wiekiem;)
"w końcu sami jeszcze całkiem niedawno byliśmy w gimnazjum."
No ba, w gimnazjum sam pewnie bym tak zrobił;)
"Na zakończenie jeszcze raz gratuluję efektu i perfekcji, która mimo wszystko myślę jest cechą jak najbardziej pozytywną (a na pewno w Twoim wypadku)."
Dziękuję w imieniu własnym i reszty zespołu:)
jaff, 24 grudnia 2009 o godzinie 14:04:56:
Skąd ja to znam...
Ale zdarzają się jeszcze ciekawsze sytuacje.
Podłączasz sprzęt, okazuje się że potrzeba 5 mikrofonów, a masz tylko 3 baterie. 30 minut do apelu, no nic, zostawiam sprzęt z kartką "Nie dotykać" i podłączonymi mikrofonami na próbę, szybko do dyrektora po kasę i do najbliższego sklepu po baterie. Wracam... Kartki oczywiście już nie ma, bo spodobała się komuś na zapiski, sprawdzam mikrofony. Pierwszy działa, drugi już nie i trzeci nie. Okazało się, że i baterie z mikrofonów się komuś spodobały...
Były 3 mikrofony sprawne i 3 zostały, a później kazanie od prowadzącej apel, że jeżeli zajmuję się sprzętem to wszystko musi być sprawne...
Taki to interes...
P.S. Wesołych Świąt życzę :)
KP, 24 grudnia 2009 o godzinie 14:25:54:
No ba:) Próba od siódmej rano, wszystko wymiziane, a o dziewiatej, na piętnaście minut przed zakończeniem, zjawia się kilka pań profesor, które MUSZĄ stanąć przed całą szkołą. Ale nie ma miejsca. No to zabierzcie ten głośnik. No nie zabierzemy, bo to wszystko ustawione jest. No to one obrócą te kolumnę, bo im głośno (obracają na mikrofony). Proszę nie obracać, bo będą mikrofony sprzęgały. Obracają. Spowrotem do starej pozycji i- proszę nie obracać. Obracają. Jeszcze raz do starej pozycji i- proszę nie obracać! Obracają. Wyłączenie kolumny. Po chwili komentarz, że co to za nagłośnienie, że dyrekcji w ogóle nie słychać!
:)
A w tym roku geograf zasugerował, żeby zmienić korekcję graficzną dla wokalistek. Przygotowałem mikrofon przeznaczony tylko dla solistek, z podbitym sopranem. Bardzo fajnie na nim na próbach brzmiały. Żadna go nie wzięła;) Mimo wszystko brzmiały świetnie.
Na pewne rzeczy po prostu trzeba wziąć poprawkę. W sumie pozytywy przeważają nad negatywami;)
W tym roku muszę znaleźć sobie następców. Zastanawiałem się, jakie ogłoszenie napisać. Z jednej strony ma zachęcać, z drugiej zaś nie mogę nikogo wkopać. No i mam problem:)
Kontybal, 24 grudnia 2009 o godzinie 14:59:23:
Napisz tak, żeby zachęcało, ale żeby jednocześnie nie skłamać ;)
Cóż, co do gimnazjalistów, to niewykluczone, że jakiś nauczyciel pozwolił im na wzięcie stołów, a poza tym jak mieli cokolwiek wieszać, skoro nie było jeszcze krzeseł? Prawdą jest, że osoby, które je wzięły, powinny je potem odstawić i wytrzeć, ale to miejmy nadzieję jednostkowe przypadki.
Wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku tak na marginesie!
KP, 24 grudnia 2009 o godzinie 15:24:59:
Krzesła były od dawna. Też my przynieśliśmy. I nikt im niczego nie kazał. Wnieśliśmy, wzięli sobie- to nastąpiło jedno po drugim;)
Wesołych, spokojnych i niematerialnych świąt:)
ola, 30 grudnia 2009 o godzinie 15:50:05:
tak, Wigilia wyszła nam pierwszorzędnie. Roboty było mnóstwo, postaram się taktownie pominąć to, że nuty dostałam kilka dni przed występem a jedne nawet tego samego dnia ;)
Co ruszania gitar, wzmacniaczy etc. Pewnie wiesz co czułam, gdy weszłam na salę/próbę i usłyszałam potwornie skrzekliwe dźwięki swojego instrumentu...
P.S. O koleżankach instrumentalistkach, jak pięknie grały, już się nie wspomniało ;)
KP, 30 grudnia 2009 o godzinie 15:56:20:
"tak, Wigilia wyszła nam pierwszorzędnie. Roboty było mnóstwo, postaram się taktownie pominąć to, że nuty dostałam kilka dni przed występem a jedne nawet tego samego dnia ;)"
Przynajmniej nie prowadziłaś nielegalnych przygotowań:)
"Co ruszania gitar, wzmacniaczy etc. Pewnie wiesz co czułam, gdy weszłam na salę/próbę i usłyszałam potwornie skrzekliwe dźwięki swojego instrumentu..."
Hihihih :D
"P.S. O koleżankach instrumentalistkach, jak pięknie grały, już się nie wspomniało ;)"
Oj, wspomniałem, jak pięknie śpiewały! I wyglądały!;)
Dodaj komentarz:
Dyskutujesz z ludźmi, a nie maszynami, odnoś się więc do nich z należnym im szacunkiem. Jeżeli chcesz odnieść się do merytorycznej zawartości bloga i komentarzy, podzielić się jakimś swoim spostrzeżeniem czy uwagą- rób to śmiało i się nie krępuj. Jeżeli zaś nudzisz się w domu i zależy Tobie tylko na powkurzaniu innych użytkowników sieci- wracaj do klocków.

Kuba Pakulski
Szczecinianin. Fascynat filozofii, historii i nauk społecznych. Piszący dla przyjemności i praktyki. Lewicowiec, umiarkowany anarchista, skrajny antynacjonalista. Antyklerykał, którego serce bije po lewej stronie. Dziewiątkowicz z pięcioletnim stażem. Od lat aktywny w mikronacjach. Słucha wszystkiego, co da się zamknąć w trójkącie Judas Priest- Enya- Miles Davis.
Kontakt:
e-mail: kuba.pak666 wp.pl
jabber: kuba.pak666 jabber.wp.pl
gg: 9933809
Szukaj
KATEGORIE
ARCHIWUM
- Lipiec 2010
- Czerwiec 2010
- Maj 2010
- Kwiecień 2010
- Marzec 2010
- Luty 2010
- Grudzień 2009
- Listopad 2009
- Październik 2009
- Wrzesień 2009
- Sierpień 2009
- Lipiec 2009
- Czerwiec 2009
- Maj 2009
- Kwiecień 2009
- Marzec 2009
- Luty 2009
- Styczeń 2009
- Grudzień 2008
- Listopad 2008
- Październik 2008
- Wrzesień 2008
- Lipiec 2008
- Czerwiec 2008
- Maj 2008