Agnostyk o źródłach sensu 3 komentarze

Napisano dnia 29 grudnia 2009, w Ogólne, Przemyślenia Filozoficzne

Jednym z głównych argumentów teistów za istnieniem Boga jest kwestia sensu. Bez Boga- twierdzą- życie byłoby sensu pozbawione. Bo po co dobrze żyć, skoro nie ma istoty najwyższej, która byłaby gwarantem odpowiedniej gratyfikacji za niesienie swego krzyża? Innymi słowy, po co kupować od przydrożnego sklepikarza losu na loterię, której nie ma? Moim zdaniem, problem ten jest jeszcze jednym argumentem za przyjęciem stanowiska życzliwego i ateistom, i świadomym wierzącym agnostycyzmu. A oto kilka zdań na poparcie tej tezy.

Czytaj dalej...



Dziecięca nienawiść 23 komentarze

Napisano dnia 29 grudnia 2009, w Ogólne, Polityka..., Przemyślenia Filozoficzne

Przed paroma dniami gen. Wojciech Jaruzelski podzielił się w programie „Tomasz Lis na żywo” taką oto refleksją: dlaczego w Polsce, kraju najlżejszego spośród europejskich, komunizmu, wciąż z taką zawiścią i nienawiścią próbuje się rozgrywać kwestie, które od dawna powinny leżeć w kompetencji wyłącznie historyków? Nie da się ukryć, że wiele jest tu na rzeczy. Władza bezkrwawo przeszła w ręce opozycji, a to, co ona z nią zrobiła, to już zupełnie inna kwestia. Minęło dwadzieścia lat. Czy to nie dość, by emocje opadły?

Czytaj dalej...



Jakim prawem? 15 komentarzy

Napisano dnia 29 grudnia 2009, w Ogólne, Polityka..., Przemyślenia Filozoficzne

Przy okazji 70. rocznicy agresji ZSRR na Kresy Wschodnie II RP na demotywatorach i w innych sieciowych miejscach publicznych pojawiło się mnóstwo materiałów albo nawołujących do zemsty na „ruskich”, albo po prostu traktujących o tej napaści i jej następstwach. Śledziłem również... opisy na gg pewnego młodego nacjonalisty, mieszkającego gdzieśtam. Zarówno je, jak i demoty, przeglądalem z pewnym rozbawieniem. Treść ich bowiem wyglądała zazwyczaj „Walczyliśmy do końca!!!”, „KATYŃ- Przebaczamy, ale nie zapomnimy!!!” itp. Co mnie w tym śmieszy, a czasem bulwersuje? Owo „-my”. Dlaczego? Ano dlatego, że demoty te są najczęściej mocno dziecięcego pochodzenia, z całym zestawem błędów ortograficznych czy interpunkcyjnych. Jakim prawem, synku, piszesz „walczyliśmy!!!”? Walczyłeś?

Czytaj dalej...



Pytanie podatkowe 4 komentarze

Napisano dnia 24 grudnia 2009, w Ogólne, Polityka...

Przed paroma dniami rozpocząłem prace nad projektem „Wolni od pieniędzy”. Zakłada on powstanie serwisu społecznościowego, w którym każdy mógłby zaoferować swoje usługi. Zapłatę za nie otrzymywałby w wirtualnej, niewymienialnej na realną, walucie, wedle cen uzależnionych od czasu poświęconego na wykonanie pracy. Pozwala to z jednej strony przeprowadzić postulowane uwolnienie od pieniądza realnego, a z drugiej zaś uniknąć problemów związanych z wymianą barterową. Do tego praca byłaby równo wyważana. Mielibyśmy więc aktywność finansowo bezinteresowną, aczkolwiek potencjalnie dla pracującego korzystną, ze względu na możliwość wymienienia zarobionej waluty wirtualnej na którąś z oferowanych przez innych użytkowników usług.

Projekt szerzej omówię przy innej okazji. Wstrzymałem prace nad nim ze względu na podatkowe wątpliwości. Brat mój nastraszył mnie, że każda taka wymiana musi być opodatkowana. Dokładnie nazwy podatku podać nie potrafił. Stąd pytanie do osób zorientowanych- jak to zakwalifikować? Jako darowiznę i ostrzec użytkowników przed przekroczeniem granicy wolnej od podatku? Jako wymianę bezpieniężną, a jeżeli tak, to jak ma się do tego prawo podatkowe? Czy jako aktywność wolną od podatku?

Czytaj dalej...



Szacunek dla pracy. 12 komentarzy

Napisano dnia 19 grudnia 2009, w Ogólne, Przemyślenia Filozoficzne

Jestem cholerykiem. Nie, nie na co dzień. W dni zwyczajne staram się być wyrozumiały. Nie, nie oznacza to, że jeżeli ktoś umówi się ze mną na wykonanie czegoś, otrzyma miesiąc czasu, by zrobić swoją część pracy i w przeddzień terminu wyśle mi przed północą sms-a o treści „Sorry, nie zdążyłem”, ew. uszkodzi wszystkie swe środki komunikacyjne i przestanie przychodzić do szkoły, to będę go głaskał po główce i mówił „Wiesz... fajnie, że jesteś”. W takiej sytuacji trafia mnie szlag, zwłaszcza, gdy ja swoją część wykonam. Czemu? Są dwa powody. Przede wszystkim- staram się myśleć zadaniowo. Dostaję termin, dostaję zadanie i wtedy istnieją dla mnie trzy rzeczy: termin, zadanie/ce i środki do wykonania/osiągnięcia go. Jeżeli się już w coś angażuję, to staram się dać z siebie wszystko, by cel osiągnąć. Zwłaszcza, gdy jest to jakaś praca grupowa. Wszystko musi być zrobione tak dobrze, jak się dało, albo jeszcze lepiej. I nieważne, jaki będzie tego koszt społeczny/szkolny/zdrowotny. Mam zrobić i zgodziłem się na to, to zrobię to. Z tego wynika powód drugi- doświadczywszy następstw takiego oddania się pracy nauczyłem się szanować pracę innych ludzi. W związku z tym nie znoszę, gdy ktoś nie szanuje mojej pracy. Ale tu nie tylko o to chodzi.

Zauważyłem, że większość ludzi nie zauważa tego, że ich działania dotykają innego człowieka. Nie chodzi tylko o sytuacje typu „idę korytarzem i trącam kogo popadnie”. W tym sensie człowiek to nie tylko nogi i ręce, to również jego własność, spokój, prawa i PRACA. W ten sposób buduje się wokół materialnego człowieka jego swego rodzaju przestrzeń- przestrzeń własności i w/w. Teoretycznie ja, jako człowiek otoczony swoją przestrzenią, powinienem szanować przestrzeń każdego innego człowieka. Jak jednak szanować to, czego się nie widzi?

Czytaj dalej...



Bash bezsennych 1 komentarz

Napisano dnia 18 grudnia 2009, w Ogólne

Dźwiewiątkowo-muzyczno-przedwigiliny dialog ludzi, którym szkoda nocy na sen:) :

Czytaj dalej...



Logika sinusoidalna 10 komentarzy

Napisano dnia 12 grudnia 2009, w Ogólne

Jakoś w październiku:
-Pani Profesor, ja w sprawie zaliczenia kartkówki.
-A gdzie byłeś?
-Jak co piątek, szpital kliniczny na Pomorzanach.
-A to spokojnie, nie ma sprawy. Może coś się wymyśli, a teraz- cześćpapadowidzenia.

Jakoś w listopadzie
-Pani Profesor, ja w sprawie zaliczenia kartkówki.
-A gdzie byłeś?
-Jak co piątek, szpital kliniczny na Pomorzanach.
-Ale ty nie masz jeszcze wcześniejszej oceny?
-Wiem, zgłaszałem się z tym w zeszłym miesiącu. Powiedziała Pani, że coś Pani wymyśli.
-Taak? Ale wiesz, nie ma kłopotu, wszystko jasne. Dowidzeniacześć.

Wtorek, 01.12.09
-Ty nie masz żadnych ocen!
-Tak, wiem. Zgłaszałem się w tej kwestii do Pani dwa razy. Powiedziała Pani, że coś Pani wymyśli.
-Ależ nie ma sprawy! Wszystko jest w porządku.
[przerwa]
-Pani Profesor, to jak będzie z tymi zaliczeniami?
-Coś się wymyśli, teraz mi się nie chce.

Piątek, 04.12.09
-Pani Profesor, ja w sprawie zaliczeń.
-Głowa mnie boli, przyjdź następnym razem.

Wtorek, 08.12.09
Awantura na pół szkoły, że ocen nie mam i zaliczać nie chcę. Rozpowiadanie bzdur, że nie przychodzę na zaliczenia, że sprawa była zgłaszana wychowawcy wielokrotnie (nie była ani razu), że teraz to już tylko nieklasyfikowanie, oblanie, sierpień i nie ma zmiłuj.

Środa, 09.12.09
Telefon do mej szanownej rodzicielki. Że [powtórzone co wyżej], ale że w drodze wyjątku będzie mi dana szansa. Mam się zgłaszać do odpowiedzi na lekcji. Poza tym Pani Profesor podzieliła się swoimi ciekawymi spostrzeżeniami na temat olimpijczyków, tj, że biorą się za olimpiady tylko po to, żeby mieć zwolnienia przed nimi i nic nie robić. Boki zrywać.

Piątek, 11.12.09
[po pół godziny trzymania ręki w górze w celu udzielenia odpowiedzi na zadawane pytania]
-Jakub, czy ty chcesz do toalety ?
-??
-No bo się zgłaszasz.
-Zgłaszam się do odpowiedzi na pytania.
-Oooo nie, z tobą to ja rozmawiać nie będę! To taka twoja metoda! Nic nic nic nic nic nic i... nagle zaczynasz się zgłaszać, żeby nałapać plusów z aktywności! Ale ja to PRZEWIDZIAŁAM i nie dam się złapać! Nie zaliczysz samym zgłaszaniem się!
-Pani Profesor, przecież ja od trzech miesięcy regularnie zgłaszam się w sprawie zaliczenia materiału...
-A WIĘC TO JA JESTEM WINNA, TAAAAAAAK?? Jesteś strasznie niesprawiedliwy! Ale ja już to wiem! Jak jakiś nauczyciel PRZEPROWADZI NA MNIE ATAK, to będę wiedziała, kto to zainspirował!!!

Czytaj dalej...



Minął listopad. 1 komentarz

Napisano dnia 06 grudnia 2009, w Ogólne

Tym razem dość prywatnie. Tam, gdzie byłoby zbyt prywatnie- jest ogólnikowo. Słowo klucz- uporządkowanie się.

Minął listopad. No, listopad i pierwszy tydzień grudnia. Gdy kończył się październik stwierdziłem, że zaczęły się najcięższe miesiące tego roku szkolnego. Ma to swoje podłoże zdrowotne- chroniczne problemy z oczami, które bardzo źle reagują min. na wilgotne i zimne jesienne powietrze i wiatr, nie mówiąc o pochodzenia alergicznego światłowstręcie i ogólnej nadwrażliwości oczu. Na szczęście intensywnie odwiedzam alergologa, więc przyszły listopad powinien być już od części tych dolegliwości wolny:). Drugim powodem życiowego przesilenia były prace badawcze, które musiałem oddać. Terminy miałem wyznaczone na 7, 24 i 25 listopada. Ostatecznie stanęło na 7, 27 i 3.12. Łącznie wyszło tego 40 stron, 35 różnych pozycji bibliograficznych, z 40 cytatów. Przez cały listopad normalnie przespałem może z 5-6 nocy, z wyjątkiem samego początku, kiedy jakaś infekcja rozłożyła mnie zupełnie. Nie jest to wcale takie nieuzasadnione ani głupie. Alergia na roztocza sprawia, że każdy sen powyżej 6 godzin staje się zupełnie nieefektywny. Wstaję rano i widzę tylko opuchliznę oczu;) Gdy noc piątek/sobota przespałem bez budzika i limitu, wstałem z oczyma opuchniętymi jak po spotkaniu trzeciego stopnia z czyjąś pięścią. Zasypiając na lekcjach czułem się mniej zmęczony, niż wówczas. Ale mniejsza o to, szczerze wierzę, że i tu odczulanie pomoże.

Mało zabrakło, a uznałbym sam listopad za najmilszy mi od dawna miesiąc. Praca z książkami, dobieranie cytatów, opracowywanie tekstów, wynajdywanie wyszukanych określeń i finalne spisywanie tego w postaci własnego tekstu dostarczały mi mnóstwo satysfakcji, spełnienia i radości. Świadomość, że mogę się skupić na tym co lubię, co kocham i z czym chcę żyć i nie martwić się resztą przedmiotów również dawała mi dziką radość. Nie mogę nie wspomnieć o osobach, które nad tym wszystkim merytorycznie czuwały. Ciekawym doświadczeniem jest siedzieć późno w nocy przed komputerem ze świadomością, że po drugiej stronie wiernie siedzi kto inny i sprawdza wcześniejsze fragmenty. To buduje nie tylko wdzięczność, ale również swoistą więź. I wstyd, gdy ma się świadomość, że mimo wysiłku drugiej strony nie zdążyło się na czas. Jedna osoba i grupa wokół niej zebrana zasłużyła na osobne omówienie, bowiem cośrodowe spotkania zeń umożliwiły mi ustanie na mentalnych nogach przez te wariackie tygodnie. I chyba jest tego świadoma.

Radość z pracy malała, gdy wraz z upływem czasu teksty zwiększały się objętościowo, ale nie przybliżała się chwila ich skończenia, gdy twórczość zastąpiła rutyna metodyczna i językowa. Im więcej pracy, tym mniej, chciałoby się sparafrazować. Drugim nieprzyjemnym czynnikiem były pewne osobiste rozgrywki, które w imieniu całej klasy pewna osoba (na wsparcie której powinienem móc liczyć) postanowiła uskutecznić w najcięższym dla mnie momencie, jakim zdecydowanie był ostatni czwartek miesiąca. Początkowo przybiły mnie one niemiłosiernie, miałem ochotę rzucić to wszystko w cholerę. Godzina namysłu, chodzenia w kółko z butelką wody mineralnej w rytm „Vengeance” Mystic Prophecy pozwoliła uporządkować myśli, uspokoić duszę i zebrać w sobie siły do jeszcze wydajniejszej pracy, co poskutkowało zmieszczeniem się w ostatecznych terminach. Stwierdziłem, że nie będę się przejmował kompleksami i żałosnymi resentymentami człowieka, który, nie mogąc poradzić sobie z sobą samym, kąsa cel, za który nikt go nie skarci i który się pewnie nie obroni (przeliczył się). Jednocześnie kilka krytycznych uwag z zewnątrz pozwoliły wygrać ten konflikt na moją korzyść, rozładować napięte stosunki z paroma osobami z klasy i skutecznie odgryźć się prowodyrowi. Zrobił wówczas coś, co mogło mnie skutecznie upupić na długie tygodnie, ale ostatecznie iście cudownie doprowadziło do skutków zupełnie przeciwnych. W miniony piątek porządkowałem swoje stosunki z dwoma najwartościowszymi dla mnie rówieśniczkami, odbudowałem stare, nieco wcześniej przykurzone przyjaźnie i nabrałem życiowej energii, której deficyt odczuwałem wcześniej nie przez tygodnie, lecz całe miesiące. To iście wspaniałe uczucie być w „my”, a nie poza nim, z powrotem mieć dwie od lat bliskie sercu duszyczki ze świadomością, że są na każde zawołanie. Jednocześnie nieco przytłacza świadomość odpowiedzialności z tego wynikającej, ale warta jest ona swych następstw.

Czytaj dalej...




« Wcześniejsze wpisy Późniejsze wpisy »

Kuba Pakulski
Szczecinianin. Fascynat filozofii, historii i nauk społecznych. Piszący dla przyjemności i praktyki. Lewicowiec, umiarkowany anarchista, skrajny antynacjonalista. Antyklerykał, którego serce bije po lewej stronie. Dziewiątkowicz z pięcioletnim stażem. Od lat aktywny w mikronacjach. Słucha wszystkiego, co da się zamknąć w trójkącie Judas Priest- Enya- Miles Davis.

Kontakt:
e-mail: kuba.pak666 wp.pl
jabber: kuba.pak666 jabber.wp.pl
gg: 9933809


SZUKAJ


KATEGORIE

ARCHIWUM

Linki

META