Twoja poczta jest bezpieczna

3 komentarze

Od jakichś czterech miesięcy regularnie bywam w dawnym miejscu zamieszkania. Mieszkanie jeszcze nie jest sprzedane (jeżeli ktoś jest zainteresowany, to proszę na priv :D). Mieszkaliśmy tam półtorej dekady, więc na stary adres idzie mnóstwo korespondencji. Od jakichś dwóch miesięcy przywożę ją regularnie do nowego domu. Co w tym dziwnego? Eee, nie mam klucza do skrzynki. Któregoś razu po prostu zobaczyłem, że jest dużo poczty. Na dnie skrzynki leżało „Moje Miasto”, a na nim pęk listów i awizów. Wystarczyło włożyć dłoń do skrzynki i unieść gazetę. Reszta wysypała się wprost do drugiej dłoni.

Europejskie bezpieczeństwo
W bloku są skrzynki pocztowe zestandaryzowane do wymagań UE. Powinno to sprawić, że będą w 100% bezpieczne. Nie są. Do ich otwarcia nie potrzeba łomów a do wyjęcia listów dłoni anorektyczki. Nie jest też wymagane liczenie na idiotyzm listonosza czy roznoszącego gazety. Czasem można poradzić sobie dłonią rozmiaru zeszytu A5. Innym razem trzeba sobie pomóc okularami. W sumie opróżnienie skrzynki to góra dwie-trzy minuty. Poczta do plecaka i do domu.

Bezpieczeństwo osiedlowe
Przeprowadzka nie rozwiązała tego problemu. Dopóki dom nie był ogrodzony płotem, skrzynka wisiała przy drzwiach. Towarzyszyło temu poczucie pełnego bezpieczeństwa- kto bowiem wejdzie na cudzą posesję po to, by kraść listy? Brak ogrodzenia miał jednak swoje inne wady, głównie nie chronił przed dzieciarnią (której wokół jest MNÓSTWO). Zanim płotu nie było, działy się różne rzeczy. Raz jakiś dzieciak rozbroił gniazdo elektryczne zostawione pod planowane jeszcze wówczas zewnętrzne żaluzje. Po prostu któregoś razu wracając ze wsi zobaczyliśmy zwisające ze ściany kable. Szkoda, że nie były pod prądem. Najsympatyczniejszą sytuację miałem jednak na rozpoczęcie pierwszej klasy liceum. Zostawiłem buty na tarasie (taras od strony ogrodu). Godzina 6:30 rano, o 7:00 mam być w szkole, wychodzę po buty i... butów nie ma. Jeden leżał u jednego sąsiada na ogrodzie, drugi u drugiego. Obydwa były ogrodzone. Gdy w końcu dostałem je z powrotem, pojawił się inny problem. Były bez sznurówek. Po tych i innych schizach postanowiliśmy z drugą połówką bliźniaka postawić sobie wspólny płot. Skrzynka wylądowała na płocie. Błąd, błąd, błąd.

Do niedawna sprawdzałem pocztę po prostu wkładając dłoń w szczelinę i wyjmując ew. listy. Któregoś razu zorientowałem się, że tej czynności z rozdziabionymi gębami przygląda się trójka kilkulatków. Od tego czasu grzecznie chodzę po klucz. Przed paroma tygodniami jednak byłem świadkiem innej ciekawej sytuacji. Nalewając sobie porannej herbaty usłyszałem metaliczne „łup, łup, łup”. Wyglądam przez okno- stoi facet z dzieckiem przy skrzynce, mały ledwo sięgając rąbie pokrywką od niej. Słów dziecka nie słyszałem, ojca-owszem. „To jest skrzynka pocztowa, chodźmy dalej. Listy tu się wrzuca, chodź. Tak, przez ten otwór. Wyjmują sobie, no chodź. Tak, przez ten otwór” i pociągnął dzieciaka dalej. Początkowo planowałem zwęzić wlot skrzynki płytką o nieszlifowanych krawędziach, ale chyba sobie odpuszczę. By nie drzeć listów.

Bezpieczne skrzynki
Tematem pewnie bym się nie zainteresował, gdyby nie długi czas oczekiwania na nowy kod Adsense od Google. Raz nie doszedł do starego mieszkania, drugi raz do nowego domu. Przez cały ten czas wyświetlałem reklamy charytatywne, dopiero niedawno się to zmieniło. Już widzę minę dzieciaka podjaranego tekstem „UWAGA! W ŚRODKU WAŻNE INFORMACJE NT KONTA!!!”. Poza tym spora część spodziewanej korespondencji prywatnej po prostu nie dochodziła, od zwykłych pocztówek, po listy z Niemiec. Awiza są na szczęście na tyle małe, że po nie nawet ręka noworodka nie sięgnie. Ale inne listy nie. Sam ostatnio dużo zamawiam na allegro i są to zamówienia robione na zasadzie „W piątek zamawiam, we środę muszę mieć przeczytane”. Nie każdy nadaje książki paczką, niektóre lądują w skrzynce. A to tylko jeden rodzaj przesyłki. Ukraść można inne rzeczy- umowy (ostatnio koperty od home.pl listonosz nie zmieścił do skrzynki i sterczała z niej na ulicę...), dokumenty (zaświadczenia o niższych tytułach olimpijskich dostaje się pocztą). Nie po wszystko przecież będziemy jeździć na pocztę. Pieniędzy nikt już pocztą nie wysyła, ale wciąż można dużo stracić. A na pewno traci się poczucie bezpieczeństwa własnej korespondencji. A „moja mojość jest mojsza”, jak mawiał Heidegger. A ja bardzo nie lubię, jak ktoś rusza coś, co jest bardziej mojsze, niż jegojsze.

Ogólne

<< POPRZEDNI WPIS >>
<< NASTĘPNY WPIS >>

Komentarze

Akira, 31 października 2009 o godzinie 17:43:50:

Radek, 31 października 2009 o godzinie 18:24:23:

KP, 31 października 2009 o godzinie 19:07:41:

Dodaj komentarz: