Blog powstawał na przestrzeni wielu lat. Za marność starych tez nie odpowiadam:)

Bo Polska jest w nas 9 komentarzy

Napisano dnia 14 października 2009, w Ogólne, Polityka, Przemyślenia filozoficzne

Ostatnimi czasy na joggerze pojawiło się kilka tekstów-manifestów dotyczących kraju, w którym przyszło nam żyć. Naszym kraju. Kolejności chronologicznej były to moje skromne „I have a dream”, „Polska jest jak PHP” Claygirl, oraz przedruk Zbyszka Czernika „Żyjemy w kraju” z racjonalisty.pl (autor: Łukasz Dąbrowiecki). Jeżeli kogoś pominąłem, to nie ze złej woli (dopisać się można w komentarzach). Swoich wypocin komentować nie będę, natomiast chciałbym się odnieść do dwóch pozostałych tekstów. Na pewno nie będzie to nacjonalistyczny osiedlowo-gówniarzerski jazgot o tym, że Polska jest tak naprawdę piękna i wspaniała (bo nie jest), ale to wszystko wina bliżej nieokreślonej „masonerii” czy „żydokomuny” (bo to wina Polaków). Mimo wszystko może być ciekawy :)

„Polska jest jak PHP”

Teza artykułu jest parafrazą wypowiedzi Karola Kozuba ("W PHP można pisać dobre programy, ale język tego nie wspiera.") :

"W Polsce można żyć dobrze i szczęśliwie, ale kraj tego nie wspiera."

Pierwsze pytanie, które się nasuwa, brzmi: co to właściwie jest ten „kraj”? Kraj to instytucje polityczne? Nie, raczej nie. To jest państwo. Kraj to ustrój? Kultura? Historia? Prawo? Góry i niziny? Gospodarka? Czy może raczej społeczeństwo? Europejską protoplastą „kraju” jest grecka polis, gdzie polis to nie tylko „miasto-państwo”, jak się zwykło tego uczyć na historii. To wszystko to, co odróżnia społeczeństwo od stada zwierząt, tj organizacja społeczeństwa, prawo pisane i zwyczajowe, historia polis, instytucje państwowe, w końcu tradycyjna pozycja rodów szlacheckich i ludzie to polis tworzący. Aleksiej Łosiew pisze, że polis to: „całe życie społeczne i społeczno-polityczne zorganizowane w jedną całość. […] Inaczej mówiąc, grecką polis należy rozumieć jako najmniejsza jednostkę historyczną obejmującą to wszystko, co należy do społecznej kultury w jej całokształcie”. Innymi słowy: polis było wszystkim. Ale kto był polis? Motto greckich kolonizatorów brzmiało: Gdziekolwiek WY będziecie, tam będzie Wasze polis!. Nie „gdziekolwiek będzie wasz władca”, czy też „wasze miasto”. Istotą polis uczyniono społeczeństwo i ludzi je tworzących. Hannah Arendt pisze w „Kondycji Ludzkiej”, że rzeczywistością polityki jest typ interakcji między ludźmi, dla których państwo użycza jedynie sceny (za Niną Gładziuk, „Tysiąc oczu Polis”). Można to przekształcić na parafrazujące „państwo to scena, aktorami ludzie”. Dlaczego jest to tak ważne? Bowiem sceną może być scena Teatru Narodowego. Ale równie dobrze może to być ulica, ławka w parku czy piwnica. Owszem, w ciepłym fotelu ogrzewanego budynku ogląda się przedstawienie przyjemniej. Ale równie dobrze można usiąść na chodniku czy trochę postać. Zresztą, naszą ambicją winno być w miarę częste wchodzenie na scenę, a nie siedzenie przed nią. Czy to poprzez żywe uczestnictwo w życiu społecznym, czy choćby przez bloga.

Kolejnymi przykładami wartymi przywołać jest wybitny XX-wieczny myśliciel chrześcijański Józef Tischner, który to twierdził, że to nie system polityczny czyni ludzi szczęśliwymi, lecz oni sami. Można do tego dodać tezę Thich Nhat Hanh'a, który to w książeczce „Każdy krok niesie pokój” stwierdza między wierszami, że „pokój jest w nas”. Nie w państwie, nie systemie, lecz w ludziach. Nawet, jeżeli przyjmiemy, że system rozbudowanej pomocy społecznej uczyni społeczeństwo absolutnie szczęśliwym (a nie uczyni), to ktoś na funkcjonowanie tego systemu musi zapracować. Czyli źródłem społecznego szczęścia nie jest system, lecz opodatkowana praca, opodatkowana aktywność ludzka. Itd.

W oparciu o powyższe dwa akapity można przekształcić tezę na

"W Polsce można żyć dobrze i szczęśliwie, ale ludzie tego nie wspierają."

A po usunięciu podmiotu nieokreślonego na:

"W Polsce człowiek może żyć dobrze i szczęśliwie, ale ludzie tego nie wspierają."

A stąd prowadzą co najmniej dwie drogi.

Droga pierwsza
W gruncie rzeczy to... z jakiego powodu ludzie mają ułatwiać Ci życie dobre i szczęśliwe? To tylko i wyłącznie Twój interes, by tak żyć! Albo, którą cenię wyżej:

Droga druga
W zasadzie to teza ta brzmi tak: nie możemy żyć godnie, bo tego sobie nie ułatwiamy. Ale zaraz... czyja to wina? Jest to relacja jest na linii my-my, bądź ja-my. Zawsze jednak pierwszy człon zawiera się w drugim, stanowi jego część. Czyli To również od Ciebie zależy, czy będziesz mogła liczyć na wsparcie reszty społeczeństwa. Bowiem to Ty jesteś jedną trzydziestoośmio milionową reguł przez nie ustalanych. A to nie tylko korzyści, lecz również odpowiedzialność za całokształt.


Żyjemy w kraju...
Na wstępie zaznaczam, iż z treścią merytoryczną dotyczącą nadużyć kościoła katolickiego w sferze publicznej w pełni się zgadzam. Mnie tez wk..... denerwuje sytuacja, w której kapelan jakiejś służby zarabia kilkukrotność zarobków mundurowych+ mieszkanie służbowe+ samochód za samo bycie na miejscu (vide: celnicy). Irytuje mnie to, że na lekcje religii w szkole etat i sala znajduje się zawsze, a lekcje etyki miewałem i od piątej godziny po południu, a za gros czasu ze mną spędzonych (liczba przekraczająca tysiąc kilkaset godzin) szkolny filozof nie otrzymywał ani grosza. Wpienia mnie to, że od każdej złotówki płaconego podatku prawie trzy grosze idą na obowiązkową daninę na jedyną_słuszną_religię. O lęku polityków przed gniewem biskupów nie wspominając. Mimo to nie mogę sobie odmówić małej formalnej zabawy nad przedstawionymi tezami, w oparciu o spostrzeżenia z wcześniejszej części.

Weźmy pierwszą tezę

— Żyjemy w kraju, gdzie głowa jednego z wyznań podczas swych wizyt jest fetowana przez czynniki państwowe, a na przygotowanie jej podróży, choć nie jest wizytą dyplomatyczną, wydawane są środki publiczne z budżetu państwa.

I przekształćmy ją na raczej:

— Żyjemy w kraju, gdzie większość społeczeństwa akceptuje to, że głowa jednego z wyznań podczas swych wizyt jest fetowana przez czynniki państwowe, a na przygotowanie jej podróży, choć nie jest wizytą dyplomatyczną, wydawane są środki publiczne z budżetu państwa.

I analogiczny zabieg przeprowadźmy z każdą tezą. Otrzymamy wówczas krytykę nie „kraju”, ale społeczeństwa, czyli nas wszystkich. Bowiem kto decyduje o tym, że szkoła x nie podaje godziny rozpoczęcia roku szkolnego, lecz godzinę mszy? Dyrektor. A skoro uczniowie i ich rodzice nie doprowadzili do zmiany tego stanu, to oznacza, że społeczeństwo na taki stan się zgadza. Itd., itd... Jeżeli rzeczywistość jest rąbnięta, to równie porąbane musi być społeczeństwo. Bowiem ono ją tworzy.


Jaki to ma cel?
No właśnie, po co tych tysiąc kilkaset słów rozgryzania innych słów? Ano po to, by uświadomić sobie, że Polska jest w nas. Że to nie od państwa zależy, jak będziemy żyli, lecz od nas, bowiem koniec końców to my te państwo determinujemy. Gdyby społeczeństwo miało rozwinięty zmysł samozachowawczy, empatii i szacunku dla pracy (a nasze nie ma), to nie byłoby potrzeby budowania silnego państwa socjalnego. Gdyby krajów zachodnich nie zalewały nacje ze społeczeństw bez ww zmysłów (również Polacy), to ich model państwa socjalnego nie bankrutowałby. Wniosek z tego wypływa następujący- to społeczeństwo stanowi, w jakich warunkach żyje. A każdy z nas jest jego częścią.


<<Poprzedni>> <<trackback>> <<Następny>>



9 komentarzy do wpisu pt. “Bo Polska jest w nas”

Isk, 15 października 2009 o godzinie 02:38:08:

  • Wg mnie w końcówce pierwszej części dopuściłeś się, może nie nadużycia, ale przynajmniej pominięcia aspektu. Jest tak:
    "(...) Czyli źródłem społecznego szczęścia nie jest system, lecz opodatkowana praca, opodatkowana aktywność ludzka. Itd.

    W oparciu o powyższe dwa akapity można przekształcić tezę na

    \"W Polsce można żyć dobrze i szczęśliwie, ale ludzie tego nie wspierają.\""
    Jeśli dobrze rozumiem zabieg, to wynikiem powinno być: "W Polsce można żyć dobrze i szczęśliwie, ale opodatkowana praca, opodatkowana aktywność ludzka tego nie wspierają." a stąd prowadzą dwie (początkowo) drogi. Twoja, później dzielona dalej, albo stwierdzenie, że opodatkowanie (lub ogólne jego wykorzystanie) nie wspiera [człowieka] w dążeniu do szczęścia...
    I jeszcze: ostatni akapit całego wywodu potwierdza słuszność porównania z PHP, więc chyba się jednak z nim zgadzasz ;)

stan, 15 października 2009 o godzinie 12:11:05:

  • Mi osobiście tytuł notki kojarzy się z hasłem reklamowym filmu o Popiełuszce "wolność jest w nas" :P

    Jak najbardziej zgadzam się z przesłaniem. Od siebie dodam, że szczęście zależy głównie nie od tego, co jest wokół nas, ale tego, jak na to reagujemy. Posiłkując się Twoim przykładem, zapewne możemy powiedzieć, że filozof uczący etyki pewnie jest szczęśliwy, gdyż niektórzy nawet mimo niesprzyjających warunków chcą się z nim uczyć.
    Jaki wyciągam z tego wniosek? Screw the rest, do what you love and be happy!

KP, 15 października 2009 o godzinie 22:03:12:

  • @Isk
    Ano po to pogrubiłem "ludzka", by zwrócić uwagę na rolę człowieka w tym fragmencie, a nie podatków z niego ściąganych:) Nie przekształcaj mi tego na manifest UPR :P Bo się nie dam;)

    Natomiast co do tezy- nie oparłem się na niej, lecz spróbowałem ją przekształcić tak, by nie uderzała w jakiś bliżej nieokreślony "kraj", lecz ludzi go zamieszkujących. Jeżeli na przykład masz tezę "Im bardziej pada tym ziemia jest suchsza" i wyprowadzasz z niej tezę z nią sprzeczną (by wykazać jej bezsens), to czy oznacza to, że na niej się opierasz?

    @stan

    Tak, wiem, ten film popsuł mi mnóstwo fajnych aforyzmów. Z większości musiałem zrezygnować, co by mi nie pisali, że jestem jakiś kościelny...;)

    To, co piszesz, jest oczywiście (stoicko) słuszne. Niemniej ja do tego podchodzę również od strony personalizmu, tj nie tylko "szczęście we mnie dla mnie", lecz "szczęście w nas (a, b, c, d) dla nas (od a dla b, od b dla c, od c dla a etc). Czyli chodzi mi raczej o to, że to człowiek człowiekowi daje poczucie szczęścia, a nie system czy "kraj" ;)

stan, 16 października 2009 o godzinie 21:18:58:

  • Kuba

    Zdaję sobie sprawę, że nazwa tego bloga to "społecznie", ale z Twoimi poglądami zgodzić się nie mogę. Albo może trochę inaczej, szanuję je, ale są dla mnie nie do przyjęcia. No bo co, człowiek, który zdecyduje się na samotną pracę badawczą na Arktyce nie ma możliwości, żeby być szczęśliwy? Poza tym nie bardzo wiem na czym miało by polegać owo poczucie szczęścia, które mielibyśmy innym przekazać. Po prostu komfortu psychicznego, że mamy się do kogo zwrócić w ciężkiej chwili? Więzień, którego nikt nie odwiedza w więzieniu, którym wszyscy wokoło gardzą też nie jest szczęśliwy?

    Być może od strony formalnej Twoje poglądy są słuszne, ale ciekaw jestem jak odpowiesz na moje pytania.

    Póki co upieram się, że "szczęście jest we mnie (w nas) dzięki mnie (nam)"

KP, 16 października 2009 o godzinie 21:21:18:

  • A ja zupełnie nie rozumiem, skąd Twój komentarz;)

    "To, co piszesz, jest oczywiście (stoicko) słuszne. Niemniej ja do tego podchodzę również od strony personalizmu"

    "niemniej (...) również", nie "mylisz się, bowiem...";) "również" oznacza, że przyjmuję Twoją wypowiedź i dodaję doń swe uwagi ;)

Isk, 16 października 2009 o godzinie 21:22:38:

  • Ale na pytania nie odpowiedziałeś :D

KP, 16 października 2009 o godzinie 21:28:12:

  • Myślałem, że sprostowanie będzie równoznaczna z odpowiedzią ;)

    Oczywiście nie zaprzeczę, że może być szczęśliwy, bowiem zaprzeczyłbym własnym poglądom. Nacisk na społeczeństwo wziął się stąd, że teksty, do których się odnosiłem, traktowały o społeczeństwie, nie o jednostce;)

    Część wykładni moich dawnych poglądów znajduje się również w tekście "Logika szczęścia-logika sukcesu" będącym krytyką fragmentu książki Gadacza. Ale musiałbym to jeszcze raz przeczytać, by wiedzieć, czy mogę się pod tym podpisać dziś ;)

Isk, 16 października 2009 o godzinie 21:32:41:

  • Traktowały o społeczeństwie, bo tak je potraktowałeś - już ustaliliśmy, że to tylko Twoje założenie ;)

    Do którego, pozwolę sobie nadmienić, masz pełne prawo...

KP, 16 października 2009 o godzinie 21:34:16:

  • No nie, ja je sprowadziłem TYLKO do ludzi, natomiast poprzednie mówiły o ogólniejszym "kraju". Istnieje kraj bez społeczeństwa? ;)

    To już tylko zabawy definicyjne. Meritum chyba jest już jasne.


Dodaj komentarz:

Dyskutujesz z ludźmi, a nie maszynami, odnoś się więc do nich z należnym im szacunkiem. Jeżeli chcesz odnieść się do merytorycznej zawartości bloga i komentarzy, podzielić się jakimś swoim spostrzeżeniem czy uwagą- rób to śmiało i się nie krępuj. Jeżeli zaś nudzisz się w domu i zależy Tobie tylko na powkurzaniu innych użytkowników sieci- wracaj do klocków.

SZUKAJ


Kuba Pakulski
Szczecinianin. Fascynat filozofii, historii i nauk społecznych. Piszący dla przyjemności i praktyki. Radykalnie umiarkowany czerwony liberał. Antyklerykał pełen życzliwości dla wierzących, którego serce bije po lewej stronie. Słucha wszystkiego, co da się zamknąć w trójkącie Judas Priest- Enya- Miles Davis.

Kontakt:
e-mail: jakub.pakulski małpka gmail.com
jabber: kuba.pak666 jabber.wp.pl
gg: 9933809