Między pomocą zwierzętom a oszołomstwem 2 komentarze

Napisano dnia 13 października 2009, w Ekologia, Ogólne, Polityka...

Była sobie w Szczecinie Stocznia. W Stoczni pracowali stoczniowcy. Stoczniowcom przypadły do gustu pojawiające się na terenie ich pracy koty. Zaczęli je dokarmiać. Tajemnicą poliszynela jest, że używali do tego celu niesmacznych kanapek przygotowywanych przez kochające żony [potrzebne źródło]. Wkrótce koty od nich się uzależniły i zaczęły rozmnażać. Ale pewnego dnia Stocznia upadła. Stoczniowcy dostali rządowy pakiet pomocowy. I tu się pojawił problem. Kociej specustawy bowiem nie było.

Liczyć tak, jak najwygodniej
Informacje o liczbie kotów na terenie Stoczni są róże. Są ludzie, którzy tam pracowali i przez cały okres pracy widzieli jednego kota. Ogólnie stoczniowcy mówią o liczbie 50, czasem 100 kotów. Niższą kwotę potwierdza administracja Stoczni. Niewiele, nie? Za mało, by zbić na tym jakikolwiek kapitał. Więc trzeba zacząć kręcić. Pani z imienia i nazwiska podana w artykule „Gazety..." podała kwotę 500 kotów. Na tym da się już jakieś lody ukręcić, nie? Ale odpowiedź społeczeństwa wciąż była marna. I do tego na ogół wykpiewająca. Więc ta sama pani na spotkaniu z młodzieżówką jednej ze szczecińskich partii stwierdziła, że tych kotów jest tam 4000 [słownie: cztery tysiące] sztuk. To jakby trochę więcej, niż 50, nie?

Bezsensowna pomoc
Strategia Zwierzęcego Telefonu Zaufania to zbiórka karmy i dokarmianie kotów. Załóżmy, że jest ich 50 i że jeden kot wcina pół puszki (powtarzam obliczenia bardziej w tej kwestii obeznanej osoby). Wychodzi co najmniej 50 PLN na karmę+ jakiś ryż do zwiększenia jej wartości energetycznej. Umówmy się, że to 70 PLN. Czyli 2100 miesięcznie. Ale zaraz! Tych kotów jest przecież 4000! ZTZ, by je dokarmić, potrzebuje ok. 170 tysięcy złotych miesięcznie. Jest to kwota dla szczecińskiego „rynku" organizacji pomocy zwierzętom astronomiczna. Warto robić dla niej szum.

Załóżmy jednak, że ktoś wyłoży te pieniądze na jeden miesiąc. Koty zostaną nakarmione. I? Co w miesiąc później? Dwa miesiące? Trzy? Co to zmieni? Nic! Koty wciąż będą potrzebowały stałej, cholernie kosztownej pomocy. Co więcej, czemu ma służyć fundowanie im pieskiego (hehe) życia? Temu, by się tam mnożyły bez końca? Kto będzie odpowiadał za los kolejnych zwierząt? Oczywiście nie ZTZ.

Bowiem ZTZ ma jasno określony pogląd na szczecińskie organizacje pomocy zwierzętom. Jego kierowniczka zapytana o to, co robią pozostałe organizacje w stoczni odpowiedziała, że w Szczecinie nie ma innych organizacji. Pewnie biedaczka nie wiedziała, że rozmawia z wolontariuszem TOZ-u, posiadającego własną lecznicę, program adopcyjny i, przede wszystkim, grupę oddanych działaczy. To, że ZTZ jest jedyną organizacją nie przeszkadza mu oczywiście żądać pomocy od pozostałych (rzekomo nieistniejących). Bo na konferencji prasowej łatwo zgrywać ostatniego Mohikanina. Ale jak przychodzi co do czego, to najlepiej, by inni zajęli się twardą i wymierną pomocą- tj odławianiem i sterylizacją zwierząt. Oraz ew. przewiezieniu ich w inne, przygotowane przez TOZ i ludzi dobrych woli miejsce.

Albo nie! Niech się nie zajmują! [notka z 07.10]. Bo przecież wyjdzie na jaw, że nie ma żadnych 4000 kotów. I że w kilka tygodni można ich problem rozwiązać albo znacznie zmniejszyć. I co wtedy? Co ze zbiórkami karmy i pieniędzy pod supermarketami i w szkołach? Co z przypływem kapitału i komitetami ochrony zwierząt? Jakoś przecież tą cholerną emeryturę spędzić trzeba.

Szum i dmuchanie bańki
Najlepszy stosunek ma do tego administracja upadłej Stoczni. Ma to wszystko bowiem głęboko w d...., twierdząc, że dość mają kocich oszołomów. Dość pomocy, która nie wniesie nic, prócz powstania wielkiej kociej armii, która prędzej czy później rozleje się po mieście. Gdy temat się w TOZ-ie pojawił, przedstawiono dwie drogi- odpuścić sobie zabawę w kotka i myszkę, albo spełnić żądania ZTZ. Ja optowałem za pierwsza opcją twierdząc, że cała sprawa to sposób na wylansowanie się i zdobycie środków. Decyzja jednak była kompromisowa i szlachetniejsza od mojego stanowiska- robić swoje. Po cichu. Bez szumu medialnego. Aż do czasu, gdy ZTZ wybrał opcję „mnożymy kociaki!!!". Mi to nic nie szkodzi, mieszkam z dala od Stoczni, a na koty jestem uczulony tylko w niewielkim stopniu. Pewnego jednak pięknego [?] dnia pani P. stwierdzi, że ma te koty tam, gdzie ma je Stocznia. I że wszystko przez to, że inni nie chcieli pomóc. I że niech oni się teraz tym zajmą.

I będzie problem.

I kto wie, czy nie czterotysięczny?

<<Poprzedni>> <<trackback>> <<Następny>>



2 komentarze do wpisu pt. “Między pomocą zwierzętom a oszołomstwem”

Kontybal, 14 października 2009 o godzinie 00:26:11:

  • To co napisałeś wymaga kilka słów wyjaśnienia ode mnie. Po pierwsze, pani prezes ZTZ-u nigdy nie była na spotkaniu młodzieżówki owej partii. Owszem, kontaktowała się z jej działaczami, których po prostu już wcześniej znała, ale całą młodzieżówkę zaangażowali jej poszczególni członkowie (dwóch konkretnie), a nie p. Piątkiewicz. Po drugie, młodzieżówka ta ze względu na zagrożenie przejęcia pieniędzy (tych 170 tysięcy, o których pisałeś) postanowiła przekazywać tylko i wyłącznie jedzenie (sucha karma + puszki) oraz klatki dla kotów (bo gdzie pieniądze, tam niedaleko od afery). Po trzecie, zapewniono tę młodzieżówkę, że koty będą wyłapywane i sterylizowane - był to jeden z warunków współpracy. Po czwarte, te 4000 to faktycznie przesadzona liczba (nikt w nią nie uwierzył), ale jak tłumaczono to po prostu koty stoczniowe szczecińskie + gdyńskie, i stąd ten wynik (chociaż szczerze mówiąc i tak uważam go za przesadzony). Po piąte, uważam, że pomoc jest tu potrzebna, bo jak każdy zlekceważy temat, to jednak te koty nie mają dobrej przyszłości. Szkoda, że ZTZ i TOZ wojują ze sobą (nie wiem z czyjej winy, nie mnie to oceniać, nie jestem związany z żadną z tych organizacji, a jedynie z samą akcją pomocy), bo razem mogły by zrobić dużo i może jednak warto, żeby TOZ także tutaj podziałał, niekoniecznie we współpracy z ZTZ-em, ale niezależnie. Zawsze to jakaś pomoc, zwłaszcza, jeśli chodzi o sterylizację, czyż nie?

KP, 22 listopada 2009 o godzinie 02:14:30:

  • Najnowsza wersja: kotów jest 6000. Ale się mnożą!!!

    ;)


Dodaj komentarz:

Dyskutujesz z ludźmi, a nie maszynami, odnoś się więc do nich z należnym im szacunkiem. Jeżeli chcesz odnieść się do merytorycznej zawartości bloga i komentarzy, podzielić się jakimś swoim spostrzeżeniem czy uwagą- rób to śmiało i się nie krępuj. Jeżeli zaś nudzisz się w domu i zależy Tobie tylko na powkurzaniu innych użytkowników sieci- wracaj do klocków.

Kuba Pakulski
Szczecinianin. Fascynat filozofii, historii i nauk społecznych. Piszący dla przyjemności i praktyki. Lewicowiec, umiarkowany anarchista, skrajny antynacjonalista. Antyklerykał, którego serce bije po lewej stronie. Dziewiątkowicz z pięcioletnim stażem. Od lat aktywny w mikronacjach. Słucha wszystkiego, co da się zamknąć w trójkącie Judas Priest- Enya- Miles Davis.

Kontakt:
e-mail: kuba.pak666 wp.pl
jabber: kuba.pak666 jabber.wp.pl
gg: 9933809


Szukaj


KATEGORIE

ARCHIWUM

Linki

META