Bo władza musi mieć "to coś"... 3 komentarze
Napisano dnia 19 sierpnia 2009, w Ogólne, Polityka...
Tekst ten jest już znacznie spóźniony. Najpierw awaria komputera, potem ponad tygodniowy wyjazd na wieś, znacznie opóźniły jego złożenie i ostatecznie- publikację tutaj. Niemniej (polubiłem ostatnio to słowo) osiem dni ciszy i spokoju to kawał czasu, stąd do miasta wróciłem z mnóstwem szkiców i notatek. Poniższych kilka słów to również zbiorek kilku notatek, którym postarałem się nadać w miarę spójną formę.
Źródła
Powodem napisania tych kilku słów były niewątpliwie zajścia spod hali KDT. Nie jestem Warszawiakiem i nie śledziłem sprawy wcześniej. To, co widziałem, to krótki reportaż w TVN24 i zdjęcia z akcji. Pech (?) chciał, że akurat wychodziłem na małą przejażdżkę rowerową. Droga ma wiodła przez salon, a tam stał włączony telewizor. Reportaż jak za czasów PiS-u. Biedni kupcy, straszna władza, sami oburzeni mieszkańcy. Może (i powinno) być to przyczynkiem do refleksji nad tzw. „obiektywnością mediów”. Gdy bowiem ta sama stacja wyczuła nastroje społeczne, zaczęła stopniowo zmieniać ton relacji. Gdy dwie godziny później z tejże przejażdżki wróciłem (też przez salon), to już kupcy byli „tymi złymi”. Zmieniono proporcje oburzonych i zadowolonych rozmówców. A wieczorem kupcy zostali przedstawieni jako skończeni bandyci bez żadnego poparcia społecznego. Nie to mnie jednak obchodziło. Obraz gazowanych ludzi, bitych kobiet. Szturmu na halę. To wystarczyło, by stwierdzić, że coś jest nie w porządku.
Historyczna analogia
Wybrałem jedno zdjęcie i opatrzyłem fragmentem odezwy Generała Wojciecha Jaruzelskiego z dania 13 grudnia 1981. Prowokacyjna analogia celowa. Gdyby bowiem zajście takie miało miejsce ćwierćwiecze temu, to kupcy byliby dziś symbolem walki z komunizmem. Gdyby miało to miejsce trzy lata temu, to kupcy obok pielęgniarek staliby w czołówce zwycięzców PiS-u (co piszę jako gorliwy antypisowiec). Natomiast skoro ma to miejsce dziś, w drugiej Irlandii, kraju cudów i posła Gowina, to... „Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego. Ale najpierw spuść mu niezły wpierdziel”.
Kwestia oceny
Prawo stało niewątpliwie po stronie władzy. Tak, jak przy niemal każdej pacyfikacji zakładów pracy w trakcie Stanu Wojennego. Obydwie strony parły do konfrontacji i były do niej przygotowane. Tak, jak we wczesnych latach osiemdziesiątych, co świetnie ilustruje cytat z Władysława Frasyniuka ze zjazdu walnego „Solidarności” z grudnia 81'. Cytuję z pamięci, ale sens oddam wiernie. „Oto Rutowski daje władzy alternatywę. Walczcie, to wam spuścimy niezły wpierdziel. Albo nie walczcie i wtedy to wam dopiero wpierdolimy.” Nie muszę chyba dodawać, że postanowienia i atmosfera tego zjazdu przesądziły o wprowadzeniu Stanu Wojennego.
Jak uczy historyczny przykład, zgodność z prawem nie determinuje ostatecznego etycznego czy politycznego zwycięstwa. Obecna władza ma jednak jeden niewątpliwy atut- przychylne media i powolne społeczeństwo. Bezeń wynik konfrontacji mógł być bowiem zupełnie inny. Zarówno w jej politycznym jak i etycznym wymiarze. Do mnie bowiem, abstrahującego od oceny medialnej, wciąż wraca pytanie- czy to w ogóle było konieczne? Czy nie obeszłoby się bez tej bitwy, bez demonstracji siły, wyzwisk, zniszczeń, bólu i płaczu?
Władza „od... dla” czy „nad... przeciw”?
Na bazie powyższych zdań można zadać powyższe pytanie. Czy oczekujemy modelu władzy „od ludzi dla ludzi”, czy też „nad ludźmi przeciw nim”? Czy władza ma służyć znajdywaniu kompromisów, czy ślepemu i siłowemu wykonywaniu prawa? A jeżeli już musi sięgnąć po rozwiązanie siłowe, to czy model akcji przy KDT był modelem właściwym? To nie byli górnicy demolujący miasto, ani stoczniowcy palący opony. Czy po nieudanej próbie pokojowej egzekucji prawa nie można było dać publicznego ultimatum i odczekać kilka dni, aż kupcy medialnie się skompromitują? Odciąć gaz, wodę i prąd i poczekać, aż przejdzie im ochota na zadymy? Czy naprawdę nie dało się inaczej?
Kwestia ekonomiczna
Nie pamiętam dokładnej liczby, ale znalazłem informację o dwóch tysiącach pracujących tam ludzi. Dwa tysiące ludzi pracujących na siebie. Jedna strona twierdzi, że zapewniła tym ludziom nową pracę. Druga zaś, że wysyła się ich na bezrobocie. Abstrahując od tej konkretnej sytuacji chciałbym wyrazić jedną natrętnie do mnie powracającą wątpliwość. Wątpliwość co do logiki polityki gospodarczej naszych władz wszelkiego szczebla. Logiki, wedle której lepiej pozbawić chleba tysiąca rodzin drobnokupieckich, za to postawić nowy supermarket. Lepiej wysyłać pracujących NA SIEBIE ludzki na bezrobocie, w zamian robiąc miejsca pracy pracujące na korporacje, szefów, prezesów, udziałowców i resztę wielkospółkowej drabiny, gdzie większość efektów ich pracy i tak finalnie wypłynie za granicę?
Ideologiczny ładunek powyższych pytań może przeszkadzać. Niemniej (znów) to mali i średni przedsiębiorcy nieśli na swych barkach gross ciężaru transformacji ustrojowej, kolejnych kryzysów regionalnych i obecnego kryzysu globalnego. A nikt z „władzy” się z nimi nigdy nie liczył i nie liczy. Bo jak ktoś nie zatrudnia 500 osób i nie zapewnia 20% dochodów gminie, to przecież nie jest żadnym kandydatem do rozmów.
Końcówka
Pytanie o to, „jaka powinna być władza”, wraca od dwóch i pół tysiąclecia. I wracać będzie zawsze, gdy jeden człowiek będzie miał możność decydowania o losie drugiego, zupełnie mu obcego człowieka. Co dopiero, gdy ma decydować o życiu tysięcy ludzi? Warto jednak, by władza zawsze pamiętała, kto ją legitymuje. I by w ludziach, którymi rządzi, zawsze widziała ludzi, którzy czują, myślą i też żyją. Władza bez tej świadomości to sobiepaństwo. Co tu dużo mówić- władza musi mieć gest.
3 komentarze do wpisu pt. “Bo władza musi mieć "to coś"...”
leperr, 19 sierpnia 2009 o godzinie 22:35:05:
primo. nie ma co oglądać telewizji. ona kłamie, nawet bardziej niż inne media. i nie ważne, czy rządzi nią farfał, kwiatkowski czy inny wildsztajn.
secundo. zastrzegam, że sprawą się nie interesowałem szczególnie.
tertio. porównywanie kupców '09 do stoczniowców '80 to może i ładna figura retoryczna, ale ocierająca się o nadużycie. protesty społeczne wówczas miały większy wymiar i wynikały z czego innego. teraz to jest sprawa o mniejszym zasięgu i kupcy biją się o co innego. owszem, o pracę i chleb, ale w imię innych idei walczą, a raczej w imię innych racji jest im to, że użyję tego słowa 'odbierane'.
quattro. naprawdę sprawie nie nadawałbym tak epickiego rozmiaru. wszystko zaczęło się przed dekadą, gdy jakiś urzędniczyna przyklepał budowę tymczasowego baraku. wiadomo, w Polsce lubujemy się we wszelakich tymczasowościach, które nieopatrznie stają się rozwiązaniami finalnymi. chwała władzy, że zechciała naprawić błąd sprzed kilku lat. równocześnie tej samej władzy chała, że nie poradziła sobie z zapewnieniem eksmitowanym jakiegoś ekwiwalentu i chałka za beznadziejnie prowadzoną akcję egzekucyjną. mogli się tego spodziewać.
KP, 19 sierpnia 2009 o godzinie 23:08:51:
Witaj:)
Ad 1.
Sam wstawiłem ten wątek, dopisując kawałek o "obiektywności mediów". Gdybym miał się oprzeć na relacjach telewizyjnych, to przejechałbym po kupcach walcem. Podstawą były impresje po zobaczeniu zdjęć.
Ad 2.
A ja od tej konkretnej sprawy starałem się na końcu odskoczyć.
Ad 3.
No ba, zajścia miały niewątpliwie znacznie większy wymiar. Co do innych podstaw- tu bym polemizował. Była część aktywistów politycznych, której ustrój się nie podobał. Ale reszta strajkowała, by wywalczyć coś dla siebie. Podwyżkę, obietnicę, przywilej. Cokolwiek.
Ad 4.
Przed wyolbrzymieniem też starałem się uciekać. By nie wyszedł czysto ideologiczny bełkot. Nie mniej mając wybór między tekstem jałowym a tekstem naładowanym pewną dawką przerysowania, wolałem już to drugie.
Kontybal, 21 sierpnia 2009 o godzinie 18:27:31:
Przeprowadzona w KDT akcja policji była poprzedzona miesiącami rozmów z kupcami, w których miasto oprócz nowej hali w innym miejscu za 3 lata proponowało 200 różnych lokalizacji w pasażach handlowych (a to raczej nie jest miejsce, gdzie klientów brakuje - wręcz przeciwnie). Na żadną kupcy się nie zgodzili, więc co można było zrobić w takiej sytuacji, skoro teren KDT nie należał do kupców i oni już wtedy kiedy się tam pojawili wiedzieli, że kiedyś będą musieli się przenieść i nie są tu na wieczność. Ponadto, komornik przyszedł dopiero po pół roku od wyroku sądowego, więc wiadomo było co się stanie. Mówienie o bitych kobietach czy gazowanych ludziach jest nieuzasadnione, bo gazowanie to uśmiercanie ludzi w komorach gazowych, a nie rozpylenie gazu (który nie jest groźny dla życia podkreślmy) w celu obrony przed agresywnymi wobec funkcjonariuszy ludzi. Kobiety zaś (mężczyźni z resztą też) były siłą wyprowadzane z KDT lub broniono się przed ich agresją, ale nie bito ich, bo tak się komuś podobało, tylko dlatego, że była to jedyna droga przeprowadzenia egzekucji komorniczej. Owszem, byli w PRL-u ludzie walczący przede wszystkim o zarobki, a nie o wolność, ale należy zauważyć, że wtedy zamieszki były odpowiedzią na bezprawie władzy i brak innych możliwości wyegzekwowania swych praw (związki zawodowe, wolne wybory, wolność myśli, religii, przekonania zagwarantowane zagwarantowane ratyfikowanymi przez PRL Międzynarodowymi Paktami Praw Człowieka z 1966 r.). Dziś żyjemy w demokratycznym państwie, którego prawo stanowią obywatele. Piszesz też, że należy wspierać małą i średnią przedsiębiorczość, a to jest jej niszczenie. Oczywiście, należy wspierać (stąd te 200 lokalizacji), ale w granicach prawa i nie kosztem innych. Ci ludzie nie zostali wysłani na bezrobocie - wybrali je sami. Nieprawdą jest, że w zamian powstaną miejsca pracy z obcym kapitałem - w zamian ma powstać Muzeum Sztuki Współczesnej i nowa linia metra, a jak wiadomo, to napędza turystykę, z której korzystają właśnie mali przedsiębiorcy, nie mówiąc już o tym, że na stacjach metra można zbudować pasaże handlowe. To jest właśnie to wspieranie małej przedsiębiorczości, a przy okazji skorzystają na tym mieszkańcy Warszawy. W tym świetle mówienie, że nikt nigdy się nie liczył z małym i średnim biznesem jest po prostu nieprawdą (zwłaszcza, że kupcom kilkakrotnie przedłużano umowę o dzierżawie gruntów pod KDT).
Owszem, mogłoby do tego nie dochodzić, gdyby kupcy dążyli do kompromisu, a przynajmniej szanowali wyroki sądowe. Egzekucja więc nie była prowadzona przeciwko ludziom, tylko dla nich, czego dowodzą sondaże opinii publicznej wśród warszawiaków (59% poparło egzekucję).
Co do obiektywności mediów, to już zależy od prywatnych odczuć widzów - każdy ma inne, jedni lubią TVN24, inni Polsat, inni TVP, a niektórzy Telewizję TRWAM.
Dodaj komentarz:
Dyskutujesz z ludźmi, a nie maszynami, odnoś się więc do nich z należnym im szacunkiem. Jeżeli chcesz odnieść się do merytorycznej zawartości bloga i komentarzy, podzielić się jakimś swoim spostrzeżeniem czy uwagą- rób to śmiało i się nie krępuj. Jeżeli zaś nudzisz się w domu i zależy Tobie tylko na powkurzaniu innych użytkowników sieci- wracaj do klocków.

Kuba Pakulski
Szczecinianin. Fascynat filozofii, historii i nauk społecznych. Piszący dla przyjemności i praktyki. Lewicowiec, umiarkowany anarchista, skrajny antynacjonalista. Antyklerykał, którego serce bije po lewej stronie. Dziewiątkowicz z pięcioletnim stażem. Od lat aktywny w mikronacjach. Słucha wszystkiego, co da się zamknąć w trójkącie Judas Priest- Enya- Miles Davis.
Kontakt:
e-mail: kuba.pak666 wp.pl
jabber: kuba.pak666 jabber.wp.pl
gg: 9933809
Szukaj
KATEGORIE
ARCHIWUM
- Lipiec 2010
- Czerwiec 2010
- Maj 2010
- Kwiecień 2010
- Marzec 2010
- Luty 2010
- Grudzień 2009
- Listopad 2009
- Październik 2009
- Wrzesień 2009
- Sierpień 2009
- Lipiec 2009
- Czerwiec 2009
- Maj 2009
- Kwiecień 2009
- Marzec 2009
- Luty 2009
- Styczeń 2009
- Grudzień 2008
- Listopad 2008
- Październik 2008
- Wrzesień 2008
- Lipiec 2008
- Czerwiec 2008
- Maj 2008
