Epoka Lodowcowa 3
Ponad dwa tygodnie temu zostałem zaproszony na Epokę Lodowcową 3. W zasadzie nie miałem żadnego powodu, by się nie zgodzić. Do filmu tego mam dość osobisty stosunek z jednego względu- raz próbowano przechrzcić mnie imieniem sympatycznego, acz głupawego, gadatliwego i ogólnie rozmemłanego leniwca (ależ mi się nic nie chce...). Szybko jednak zmieniono zdanie i, ze względu na mój środkowy palec wesoło sterczący w kierunku nadających, spróbowano zamienić to na „Lessie, wróć!!!”. I to się jednak, na całe szczęście, nie przyjęło. Bądź, co bądź. Niedziela, dziewiąty lipca, cholernie wcześnie rano (jedenasta?). Ucztę czas zacząć.
Na samym początku pojawiła się podstawa do niezłego rozeźlenia. Nikt z zapraszających mnie nie uprzedził, że film wyświetlany jest „3D”. Następstwa dla mnie miało to dość... bolesne. Musiałem zrezygnować z okularów przeciwsłonecznych, a te adaptery oka do obrazu trójwymiarowego nie dawały żadnej ochrony przed światłem (a jak się ogląda film „Epoka Lodowcowa”, to jest tam trochę śniegu i bieli). Bez przejściówek obraz był zbyt rozmazany, więc musiałem oglądać go w goglach, mrużąc oczy przez praktycznie cały film. To był dla mnie wielki minus.
Od strony technicznej do obrazu nie mam zarzutów. Odniosłem jedynie wrażenie, iż postacie były bardziej... cukierkowe. Zapewne to efekt oglądania ich w kinie (wcześniejsze wersje widziałem w domu) i tego cholernego trójwymiaru. Niemniej leniwiec 3.0 wyglądał tak, jak w wersjach poprzednich. Mamuty też. Duży plus.
Nieco inaczej wygląda ma ocena zawartości filmu... No nie, „nieco” to zbytni eufemizm. W tym filmie nieprzemyślane było wszystko- fabuła, adresaci, humor, zwroty akcji. Odnosiłem wrażenie, iż twórca scenariusza idąc dalej z akcją szedł na zasadzie- trochę w prawo, a teraz w lewo, do przodu, do tyłu... w prawo czy w lewo? Fabuła była po prostu nudna, przeładowana i nieprowadząca do nikąd. Znalazł jaja, wykluły się dinozaury, przyszła mamusia, zabrała je, poszli go szukać, znaleźli... I? Gdzie w tym tak charakterystyczny dla wcześniejszych filmów absurd, komizm, nieprzystawalność bohaterów? Poza sceną nad rozpadliną śmierci(?) nie było czuć tego, co w tych filmach po prostu najlepsze. Zdaje się, że autorzy chcieli upchnąć tyle wątków, ile tylko się dało. I wyszło, jak wyszło. Najlepiej widać to chyba na przykładzie tropikalnego oposa (imiona od razu zapomniałem, jak zwykle). Postać bez sensu, bez charakteru, niespójna i rozlatująca się co krok. Raz wielki bohater, po chwili usłużny mężunio, bohater, pajac, szukający rodziny, bohater. I?
Najbardziej zawiódł mnie humor. A raczej jego tandetność, prymitywność, czy wulgarność wręcz. Prócz kilku świetnych scen nie było w zasadzie nic śmiesznego w tym filmie. Leniwiec, który wcześniej rozkładał mnie samym sposobem bycia, tym razem był po prostu nudny. Żarty sytuacyjne sztuczne, docinki nieśmieszne. Wynika to chyba z nieprzemyślanego adresata. Na widowni siedziało mnóstwo dzieci. Ale nie usłyszałem ani jednego śmiejącego się dziecka. Częściej śmiali się ludzie dorośli, dla których żarty o niezdecydowanej żonie każącej przestawić jedną sofę multum razy czy wyrywającym się na wolność mężu były po prostu dużo bardziej zrozumiałe. A dzieci? Ja zza fotela słyszałem kwestie „Ile jeszcze” i „Co to jest poród?”.
Apropos porodu. Te sceny mogli sobie odpuścić. Po prostu mogli sobie odpuścić.
Reasumując. Film jest słaby. Mimo mego dość wartkiego poczucia śmieszności nie bawiło mnie to. Wyszliśmy z kina w pięć osób, wśród płaczących i zmęczonych dzieci i zażenowanych dorosłych. Ja od płaczu, z trudem bo z trudem, ale jednak, się powstrzymałem. Ale zażenowani byliśmy całą piątką. Jak można było z czegoś takiego, jak Epoka Lodowcowa zrobić coś TAKIEGO, jak Epoka Lodowcowa 3?
