Wolność Finansowa? 12 komentarzy

Napisano dnia 13 czerwca 2009, w Ogólne, Przemyślenia Filozoficzne, Przemyślenia Globalne

Jakiś czas temu, gdy nasz informatyk postanowił wprowadzić na zajęciach elementy składni HTML, skakałem po stronach joggera szukając ciekawych tekstów. Trafiłem min. na „ Moją drogę ku wolności finansowej ” i zbiór wpisów z nią związanych. „Wolność finansowa”...? Nie, tutaj coś nie styka. Pieniądz jako taki zakłada mniejsze bądź większe zniewolenie jednostki. Wynika to z jego struktury, gdzie pieniądz jest bytem społecznym powstałym na skutek umowy społecznej. „Dążenie do większego posiadania, niż to ludziom jest potrzebne, zmieniło właściwą wartość rzeczy, która zależy od jej użyteczności dla życia człowieka, zgodzili się oni, że mały kawałek żółtego metalu, który można było zachować bez zniszczenia bądź zepsucia, winien odpowiadać wartości dużego kawałka mięsa, czy kopca zboża”- John Locke, „Traktat Polityczny II”, księga „O Własności”. „Wymyślenie” pieniądza stało się więc katalizatorem wszystkiego tego, co w człowieku najgorsze- zawiści, chciwości, lenistwa. Dotąd pracował on tylko tyle (aż tyle?), ile musiał, by PRZEŻYĆ. Nie musiał wchodzić nikomu w drogę, bo pożywienia było dość (wedle Locke’a). Odtąd zaczął on pracować, by MIEĆ więcej.

Podobne poglądy odnaleźć można w utopii regresywnej JJ Rousseau. Jednak współczesna antropologia i biologia dostarcza garści dowodów nie tylko na to, iż człowiek nie jest chodzącym dobrem, lecz że złośliwość jest wręcz wrodzona nie tylko człowiekowi, lecz wszystkim zwierzętom. Nie mniej jednak, wyraźne przewartościowanie „przeżyć” na „mieć” w definitywny sposób wpłynęło na kształtowanie się kultury europejskiej. Kultury przez filozofię nazywanej mianem „kultury logosu”, socjologię „kultury konsumpcji”, a najwłaściwszym określeniem wydawałaby się „kultura posiadania”.

Czy więc, skoro pieniądz jest tak głęboko zakorzeniony w naszej kulturze (świadomości?), można się od niego w ogóle wyzwolić? To zależy, co rozumieć poprzez „wyzwolenie”. Jeżeli ma to oznaczać „niekorzystanie”, to na obecnym etapie rozwoju cywilizacyjnego może to już chyba budzić jedynie pełen politowania uśmiech. Jeżeli komuś marzy się spędzenie życia pod chmurką, z dala od bieżącej wody i elektryczności, to jestem pełen uznania i podziwu, ale ja jednak pozostanę przy mydle i ciepłej wodzie.

Sam jednak autor twierdzi, iż wolność finansowa to „stan w którym posiadane aktywa pracują na utrzymanie ich posiadacza, uwalniając go od konieczności parania się pracą zarobkową”. Zastanawia mnie samo stwierdzenie o niekonieczności pracowania, które wydaje się być równie utopijne, co niebezpieczne wręcz. Nie znam autora osobiście, nie znam siły jego charakteru. Ja jednak jestem osobą, która działa wedle maksymy „daj z siebie zawsze dwa razy więcej, niż od ciebie wymagają”. Gdy nie wymagają nic, to mogę dać z siebie nawet sto razy więcej. Wynik mnożenia przez zero jest zazwyczaj porównywalny. A dla takich osób postulat wolności finansowej byłby chyba najatrakcyjniejszy.

Inną kwestią jest kwestia bezpieczeństwa, czy raczej- zagrożeń wiążących się z wieloletnią stagnacją zawodową. Omińmy kwestie charakterologiczne- jedni cieszyli by się życiem i rozwijali, inny leżeli by przed telewizorem podpięci do cysterny z piwem. Załóżmy jednak, w pełni naiwnie i hipotetycznie, że po -nastu latach korzystania z dobrodziejstw życia z odsetek tracimy znaczą część aktywów. Mniejsza o sposób. Akcje tracą wartość, bank upada, dom nam zalewa. Odsetki nie starczają już na życie. I co teraz? Nie mamy pozycji zawodowej, odzwyczailiśmy się od pracy, straciliśmy kompetencje. Iść w KFC pracować?

Autor podzielił swój plan na cztery części:

1. Ustalenie kwoty dzielącej mnie od wolności finansowej
2. Jak najszybsze pozbycie się długów
3. Inwentaryzacja aktywów
4. Plan inwestycyjny, którego zadaniem jest na mnie zarabiać

Więc po kolei.


1. Ustalenie kwoty dzielącej mnie od wolności finansowej

Jest to, zaiste, świetny sposób, by stać się niewolnikiem „wolności finansowej”. Wyznaczenie miesięcznej kwoty minimalnej i pieniędzy potrzebnych, bo z odsetek od nich ją opłacić? Ten tok rozumowania ma przynajmniej dwie wady. Po pierwsze- człowiek był na tyle głupi, by upłynnić miarę wartości, czyli pieniądz (wahania kursów walut, wysoka inflacja). To tak, jakby zrobić układ równań y=x^x=y. Jeżeli w tym roku kwota wynosi powiedzmy 1500 zł, to za rok może być nieurodzaj, skoczą ceny żywności i kwota również musiałaby skoczyć. I co wtedy? Przegłodować deficyt?

Drugą wadą jest płynność odsetek i zysków kapitałowych. raz fundusz może zrobić 50%, innym razem może przegrać nasze pieniądze. Mamy więc dwie wartości x i y. Obydwie ze znacznym marginesem błędu. „Wolność” staje się więc statystyczna i teoretyczna- konwencjonalna, licha i niepewna.


2. Jak najszybsze pozbycie się długów

To jedyny punkt „programu”, z którym się absolutnie zgadzam. Dług jest zniewoleniem o tyle obrzydliwszym od innych finansowych zależności, że praca na spłatę kredytu nie służy bieżącemu poprawieniu stanu materialnego. Nie pracujemy dla siebie, lecz na kredyt. Kredyt ze środka staje się celem, kamieniem na szyi ciągnącym ku dnu. Cóż jednak poradzić, skoro ludzie tak chętnie obwieszają się tymi głazami?


3. Inwentaryzacja aktywów

To najlepszy przykład „maniactwa wolności finansowej”. Wszystko wycenić, by wiedzieć, ile z tego może być odsetek? Dla mnie jest to perspektywa dość przerażająca- każdy posiadany przedmiot identyfikować z jego wartością rynkową? „Ramka ze zdjęciem rodzinnym. 3,50.”


4. Plan inwestycyjny, którego zadaniem jest na mnie zarabiać

Ten punkt jest dla mnie dość problematyczny, głównie ze względów etycznych. Fundusze inwestycyjne walnie przyczyniły się do nadmuchania bańki, której pęknięcie pozbawia obecnie pracy setki tysięcy ludzi. Bogacić się na cudzym nieszczęściu? Dziękuję, postoję.



Reasumując. Uważam zaproponowane rozwiązania za błędne, bo i sam autor nie do końca dookreśla swój cel. Jest nim nie wolność finansowa, lecz wolność od pracy. Bogactwo nie jest samorodne. Żeby ktoś mógł poleżeć, ktoś inny musi postać. Bogaci rodzice, podatnik- ktokolwiek.

W mej opinii należy szukać innych dróg do uwolnienia się spod tyranii pieniądza. Jedną z nich jest właśnie praca, jako środek do zapewnienia sobie wpierw materialnego, potem finansowego bezpieczeństwa. Ale nie tylko. „Pieniądz jest bytem społecznym”- od tego zacząłem. W związku z tym, to w gestii społeczeństwa bądź wspólnot leży moc znoszenia ciążącej siły pieniądza. Rodzina, przyjaciele, czy nawet uczciwy i przyjazny pracodawca- oni wszyscy mogą pomóc, gdy powinie nam się „finansowa” noga. Sami jednak mają prawo do oczekiwania analogicznej pomocy, gdy będą w kłopotach. Można zastosować strategię Obamy, przedstawioną przez niego w „Odwadze Nadziei”. Gdy ma się przed sobą dwa lata w senacie, przez rok trzeba pomagać tylu senatorom, ilu się da. By przez drugi rok korzystać z ich wdzięczności przy walce o prezydenturę. Ale tego nie da się osiągnąć przeliczając wszystko na odsetki.

<<Poprzedni>> <<trackback>> <<Następny>>



12 komentarzy do wpisu pt. “Wolność Finansowa?”

TranS, 13 czerwca 2009 o godzinie 18:23:36:

  • Dziwne masz to rozumowanie.
    Jeśli uda ci się doprowadzić do tego że będziesz miał stały dochód, w wysokości tych 1500 zł, to podejrzewam że nie jesteś człowiekiem który lubi leżeć przed tv.

    Zresztą te wszystkie twoje podpunkty na tym samym się opierają. Jeśli uda ci się to zrobić, to znaczy to że masz jakieś zdolnośći, umiejętności, i na pewno nie grozi ci praca w kfc. Poza tym ja już raz to zrobiłeś to i można spróbować drugi raz :D.

KP, 13 czerwca 2009 o godzinie 19:07:52:

  • >Dziwne masz to rozumowanie.

    To i tak eufemizm:)

    >Jeśli uda ci się doprowadzić do tego że będziesz miał stały dochód, w wysokości tych 1500 zł, to podejrzewam że nie jesteś człowiekiem który lubi leżeć przed tv.

    Telewizji nie lubię. Natomiast chodzi o dochód z odsetek z kapitału, nie dochód z pracy na przykład. Nic nie musisz= nic nie robisz.

    >Jeśli uda ci się to zrobić, to znaczy to że masz jakieś zdolnośći, umiejętności, i na pewno nie grozi ci praca w kfc.

    No nie do końca tak jest. Weźmy sportowca- zarobił na grze dość pieniędzy i skończył karierę. Czy zacznie ją od nowa w wieku 40 lat? Lub analityk gospodarczy, który zarobił na latach analiz. Jeżeli zerwie z tą robotą i wróci do niej po dwudziestu latach, czy odnajdzie się w niej? Niewiele jest już zawodów, w których można pracować z marszu i bez kwalifikacji.

    >Poza tym ja już raz to zrobiłeś to i można spróbować drugi raz :D.

    Pytanie- czy będę w stanie?

Dodek, 13 czerwca 2009 o godzinie 21:38:25:

  • Po krótkim zastanowieniu i zwartościowaniu wymyślonych na szybko określeń stwierdzam, że do Twojej postawy najlepiej pasuje słowo "szlachetna" - chociaż muszę przyznać, że kojarzy mi się ze średniowieczną argumentacją przeciw "lichwiarzom" - "bo nie godzi się, żeby samym aktem posiadania pieniędzy można było zrobić jeszcze więcej pieniędzy".

KP, 13 czerwca 2009 o godzinie 21:52:31:

  • Eee, dzięki :)

    Nie tylko o to chodzi, że się "nie godzi". Nie godzi się nabijać bańki spekulacyjnej, za którą i tak zapłacą pracownicy najemni i podatnicy. Reszta miała raczej wskazać, że propozycja "wolności finansowej" kolegi Schymecka jest co najmniej niepewnej jakości:)

Dodek, 13 czerwca 2009 o godzinie 21:53:54:

  • A czytałeś Russella o moralności pracy? To się bodajże nazywało "Pochwała lenistwa".

KP, 13 czerwca 2009 o godzinie 21:59:38:

  • Tego tekstu akurat nie. Z Russella mam tylko "Wstęp do Filozofii", bardzo fajnie wytłumaczone problemy epistemologiczne. I kawałki książek z filozofii analitycznej.

Dodek, 13 czerwca 2009 o godzinie 22:00:32:

  • http://humanizm.free.ngo.pl/pochwala.html

    To masz, znalazłem w Google i to nawet po polsku :)

KP, 13 czerwca 2009 o godzinie 22:02:05:

  • Heh, dzięki bardzo. Nie znoszę czytać przy komputerze, ale tym razem chyba się zmuszę :)
    Russell w ogóle jest płasko pojmowany. "Russell=filozofia języka"- nie tylko, nie tylko.

Dodek, 13 czerwca 2009 o godzinie 22:03:10:

  • Russell to też sporo luźnych, napisanych giętkim i zabawnym językiem esejów :)

KP, 13 czerwca 2009 o godzinie 22:05:26:

  • Dokładnie to miałem na myśli. Dużo dobrych, lecz często przemilczanych, esejów

Biały, 12 lipca 2009 o godzinie 12:15:45:

  • Jak to się mówi – bez pracy nie ma kołaczy. Znaczy, póki co, wytworzenie dóbr konsumpcyjnych wymaga pewnych nakładów pracy. Sytuacja, w której wszyscy osiągną taką „wolność finansową” jest niemożliwa, bo pieniądze, wbrew rozpowszechnionemu poglądowi, nie pracują (nie pieką chleba, nie składają komputerów).

    Jeśli więc chodzi o to, żeby ustawić się w systemie tak, by zmusić innych do pracowania za nas, to powiedzmy sobie szczerze – chodzi o *władzę*, nie wolność.

KP, 21 lipca 2009 o godzinie 15:18:55:

  • Dokładnie. Pieniądze bez pracy to czysta kradzież.


Dodaj komentarz:

Dyskutujesz z ludźmi, a nie maszynami, odnoś się więc do nich z należnym im szacunkiem. Jeżeli chcesz odnieść się do merytorycznej zawartości bloga i komentarzy, podzielić się jakimś swoim spostrzeżeniem czy uwagą- rób to śmiało i się nie krępuj. Jeżeli zaś nudzisz się w domu i zależy Tobie tylko na powkurzaniu innych użytkowników sieci- wracaj do klocków.

Kuba Pakulski
Szczecinianin. Fascynat filozofii, historii i nauk społecznych. Piszący dla przyjemności i praktyki. Lewicowiec, umiarkowany anarchista, skrajny antynacjonalista. Antyklerykał, którego serce bije po lewej stronie. Dziewiątkowicz z pięcioletnim stażem. Od lat aktywny w mikronacjach. Słucha wszystkiego, co da się zamknąć w trójkącie Judas Priest- Enya- Miles Davis.

Kontakt:
e-mail: kuba.pak666 wp.pl
jabber: kuba.pak666 jabber.wp.pl
gg: 9933809


Szukaj


KATEGORIE

ARCHIWUM

Linki

META