Współczesne utopie? 6 komentarzy
Napisano dnia 22 kwietnia 2009, w Ogólne, Przemyślenia Filozoficzne, Przemyślenia Globalne
Człowiek od dawien dawna szuka lepszych rozwiązań społeczno-politycznych niźli te, które oferuje mu rzeczywistość. Za twórcę pierwszej utopii zwykło się przyjmować Tomasza Morusa, choć i Państwo Platona posiada cechy społecznego manifestu. Wydawać by się mogło, że po katastrofie realnego socjalizmu myśli utopijna została zupełnie pogrzebana. Złudne to mniemanie.
Autorzy utopii postulowali niemal całkowite przekształcenie rzeczywistości, na co ona nie za bardzo chciała się zgodzić. Właśnie ów opór świata realnego obszedł bokiem Armin Mikos von Rohrscheidt zakładając w październiku 2002 roku w Poznaniu Królestwo Scholandii- jedną z pierwszych w Polsce mikronacji. Mikronacje jako takie funkcjonowały na zachodzie już w latach siedemdziesiątych. W Polsce jednakże przyjęły zupełnie inną niźli zachodnia formę. Miast aspirować do roli reformatorów świata realnego usadowiły się w bezpiecznej przestrzeni świata... wirtualnego.
Czym właściwie są mikronacje?
W państwach zachodnich mikronacje przyjmowały niejednokrotnie komiczną postać. Właściciel skrawka ziemi ogłaszał swoją niepodległość i powstanie na nim nowego państwa. W Polsce przybrały one zupełnie inną formę, istnieją praktycznie jedynie w internecie. Za swe zadanie stawiają sobie jak najwierniejsze odwzorowanie rzeczywistości, próbując oczywiście pozbawić tę kopię wad oryginału.
W mikronacjach odnajdujemy więc pełną strukturę państwową. Największe wirtualne państwa są monarchiami konstytucyjnymi o w pełni demokratycznych mechanizmach wyłaniania władzy. Prócz urzędu Monarchy funkcjonują w nich również parlamenty (czasem kilkuizbowe) z posłami z wyboru, senatorami z tytułu przynależności do arystokracji, czy czasem samozwańczymi przedstawicielami narodu. Do sprawnego funkcjonowania państw potrzebne są oczywiście rady ministrów wraz z licznymi ministerstwami. Administracja niższego rzędu składa się z prefektur bądź księstw. Każde państwo posiada co najmniej kilka miast otwartych (takich, w których można zamieszkać). Każde państwo opiera swe funkcjonowanie na własnej, autorskiej konstytucji. Na jej bazie powstają akty prawne, ustawy, rozporządzenia etc. Jest więc oczywistym, iż funkcjonują sądy i trybunały honorowe i stanu. Działa nawet wirtualny ONZ- Organizacja Polskich Mikronacji (OPM). Pod jej pieczą powstają międzynarodowe konwencje dotyczące chociażby szkolnictwa, czy uznania, oczywiście wirtualnych, tytułów naukowych.
Rządy państw wirtualnych kładą duży nacisk na rozwój kulturalny swych mikronacji. W mikroświecie funkcjonują liczne biblioteki i galerie, zawierające autorskie teksty mieszkańców v-świata. Podejmowano nawet próby tworzenia muzyki tylko na użytek wirtualnych odbiorców. Funkcjonują rozgłośnie radiowe, wirtualne kina i teatry. Powstało nie jedno opowiadanie, którego akcja toczy się w wirtualnej rzeczywistości.
Główną jednak sferą rozwoju kulturalnego jest prasa. Organów prasowych są dziesiątki, różnej specjalizacji: od prasy satyrycznej, po poważne organy ekonomiczno-polityczne. Jedną z pierwszych decyzji towarzyszących ustanowieniu nowego państwa jest utworzenie zalążka rynku prasowego. Nie zawsze jednak udaje się utrzymać poziom liczby publikacji wysokiej jakości. Pisanie jest przecież czasochłonne, a przy wciąż niewielkim gronie odbiorców nie zawsze daje ono wystarczającą satysfakcję. Reakcją na taki stan rzeczy stały się agencje prasowe. Obecnie funkcjonują dwie znaczące agencje informacyjne: starsza Grodziska Agencja Prasowa (GAP), oraz młodsza Agencja Prasowa Scholandii (APSik). O czym nie wolno zapomnieć, zdarzyły się również akty paskudnych plagiatów dzieł realnych mistrzów pędzla. Jest to jasny sygnał, iż z ideałem do czynienia nie mamy.
Wielkim sukcesem mikronacji jest ich dorobek naukowy. Prócz największego i nie mającego (póki co...) w swojej klasie konkurencji KUS-u (Królewski Uniwersytet Scholandii) działają liczne ośrodki badawcze konkretnych wirtualnych państw, organizacji czy ideologii. Podejmują one różnorodną tematykę rozważań. Prócz publikacji w formie wykładów pojawiają się zupełnie twórcze dzieła dotykające zagadnień czysto wirtualnych (jak choćby z dziedziny ekonomiki wirtualnej) bądź posiadających realne źródła. Od reinterpretacji Marksa, aż po teorię libertarianizmu. Od przenoszenia myśli chrześcijańskiej na grunt wirtualny, aż po tworzenie wirtualnych kościołów ateistycznych. Poziom refleksji bywa na tyle głęboki, że nie jeden realny myśliciel zawodowy mógłby swym wirtualnym odpowiednikom pozazdrościć.
Nie zapomniano o systemach gospodarczych, co jest kolejnym wyróżnikiem polskich mikronacji na arenie międzynarodowej. Struktury gospodarcze są dość zbliżone do tych realnie istniejących, główny podział gospodarki oparty jest na rozróżnieniu dóbr „materialnych” (uwzględnionych w informatycznym systemie gospodarczym) od dóbr „niematerialnych”, czyli usług. Dóbr systemowych jest całkiem sporo, mimo, iż systemy gospodarcze są relatywnie ubogie. Opierają się one na tzw. potrzebach systemowych (termin wprowadzony przez wirtualną myśl ekonomiczną), które spełnione być mogą w różnym stopniu, z różną efektywnością i polotem. Widocznym problemem jest niedobór popytu, spowodowany brakiem „potrzeby zaspokajania potrzeb”, jak również ograniczonym efektem motywacyjnym (wirtualna jednostka zazwyczaj nie odczuwa potrzeby posiadania więcej i lepiej, nie ma więc głównego motoru gospodarki). Drugim filarem gospodarek są usługi, opierające się głównie na usługach informatycznych, dziennikarstwie oraz pracy naukowej. Tu zaś zauważa się niedobór pracowników. Istnieją oczywiście środki akumulacji dóbr, czyli pieniądze, indywidualne dla większości krajów. Mamy więc różne waluty (arminy, liberty etc) o różnej sile nabywczej. Funkcjonują banki centralne, pojawiają się próby bankowości prywatnej. Mówiąc o pieniądzach warto wspomnieć o jeszcze jednym- mikronacje są organizacjami non-profit. Nikt na nich nie zarabia i nikt nań nie płaci.
Głównym budulcem mikronacji są jednakże ludzie. Często zupełnie od siebie różni ludzie o nie zawsze czystych wobec współuczestników zamiarach. Jest to jedna z przyczyn, dla których mikronacje nie aspirują do miana roli państw idealnych. Zdarzają się u nas zupełnie na poważnie odbierane afery zarówno na szczytach władzy, jak i na poziomie szarych mieszkańców wirtualnego świata. Odnotowano niejeden przypadek oszustwa, kradzieży czy złamania prawa. Finałem takich sytuacji jest zazwyczaj interwencja sił porządkowych i skierowanie sprawy do sądu. Orzeczenia wydawano po rozmaitych przestępstwach, od zwykłej potwarzy, aż po wyjątkowo perfidne przekręty gospodarcze. Niemal zawsze jednak zasada ograniczonego zaufania połączona z daniem delikwentowi „drugiej szansy” kończyła się sukcesywnym naprawianiem przez niego swoich błędów.. Człowiek i jego twory nie są idealni, ale mają zdolność stawać się lepszymi.
Mnogość państw
Jak dotąd pojawiła się nazwa jednej mikronacji- Królestwa Scholandii. Błędnym byłoby jednak twierdzenie, że jest ona jedyną mikronacją. Prócz niej do tak zwanej „Wielkiej Trójki” wirtualnego świata należy jeszcze Księstwo Sarmacji oraz Królestwo Dreamlandu. Ponadto funkcjonują dziesiątki mniej lub bardziej do planktonu zbliżonych państw i państewek. Większość z nich upada po krótkim czasie, lecz niektóre bronią się przed (bardzo silną!) konkurencją i potrafią przez lata egzystować na arenie wirtualnego świata. Między konkretnymi państwami nawiązywane są bogate kontakty dyplomatyczne. Od wspólnych konwencji, niewielkich umów, aż po wieloletnie sojusze lub jawne wrogości. Mimo, iż kilkakroć ogłaszano już „wirtualne wojny”, to każdy kraj ma świadomość, iż jedyne efektywne uderzenia są możliwe w kontekście paraliżowania systemów informatycznych. To zaś jest zagrożone w pełni realnymi konsekwencjami. Często więc walczy się innymi metodami- zakładając pseudopaństwa „wykarmione i utrzymane na kpinie”, lub też, w pełni cywilizowany sposób, poprzez konkurencję sportową, naukową bądź propagandową.
Wystarczająco to dużo, by wykształcić własną specyfikę i niepowtarzalną kulturę. W pełni uzasadnione jest mówienie o wirtualnych narodach posiadających własną historię, kulturę i tożsamość. Pojawia się tutaj kolejny bezcenny aspekt mikronacji- przekraczanie granic pomiędzy poszczególnymi wirtualnymi państwami i narodami i spotkanie z Innym. W wydaniu wirtualnym jest to nie mniej ekscytujące i wciągające niż poznawanie realnych krajów i ich kultur. Uczy nas to ponadto umiejętności rozumienia Inności w codziennych sytuacjach. Zmusza również do spostrzeżeń dotyczących ludzkiej wartości, stereotypów bądź dogmatów, co może ułatwić dostrzeganie i usuwanie niejasności i uproszczeń w naszych obrazach świata realnego.
Od klasycznej utopii mikronacje różni jeszcze jedno- wirtualna tożsamość ich uczestników, niezależna od naszych codziennych przejawów realnej aktywności życiowej. Daje to uczestnikom „zabawy w państwo” niespotykane w życiu realnym możliwości. Będąc na co dzień niskiego szczebla pracownikiem administracji państwowej, w mikronacji nic nie przeszkodzi Tobie sięgnąć po fotel Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji. Będąc realnym studentem równie dobrze możesz być wykładowcą wirtualnego uniwersytetu (z własnym tytułem Profesora net.). Ciężką pracą można dojść do tego, do czego rzeczywistość z różnych powodów nie chce nas dopuścić.
Jednym z głównych aspektów wirtualnego życia jest właśnie dążenie do realizacji własnych celów, pragnień i ambicji. Myli się jednak ten, kto uważa mikronacje za tani i niskich lotów zamiennik rzeczywistości- tutaj nikim nie zostaje się za dobre chęci. Owszem, ścieżka kariery jest w porównaniu z życiem realnym znacznie ułatwiona, ale do wszystkiego dochodzi się ciężką pracą. Pracą procentującą nie tylko w wirtualnym państwie, lecz również w życiu realnym. Ani życie codzienne, ani coraz bardziej nastawiona na... ćwiczenie pamięci szkoła nie zmusiła mnie nigdy do takiej gimnastyki umysłowej jak zwykła, codzienna praca w mikronacjach. To, co wypracowałem, pozostanie we mnie. Ze zdolności, których mikronacje wymagają do zwykłego funkcjonowania w wirtualnej rzeczywistości każdy współtwórca korzysta na codzień w pełni realnej pracy, szkole czy rodzinie.
Dla kogo ten fenomen?
Odpowiedź na to pytanie jest dla mnie oczywista. Dla wszystkich. Każdy zapalony społecznik, lubiący kontakt z drugim człowiekiem, mający sobą coś do zaprezentowania i chcący czegoś nowego doświadczyć, odnajdzie swoje miejsce w wirtualnym państwie. Niewątpliwie jednak trzeba mieć pojęcie chociaż o podstawach obsługi przeglądarki internetowej (co wciąż nie jest normą), bowiem rzecz się dzieje w internecie, a trudno poruszać się weń, nie odwiedzając go. Być może jest to wartościowy powód, by przełamać niechęć do sieci?
Szczególnie jednak polecam mikronacje młodym. Zarówno młodym fizycznie, jak i młodym duchem. Wirtualne państwa są świetnym miejscem by zdobywać wiedzę, doświadczenie, umiejętność współżycia w społeczeństwie i by popełniać błędy. Popełniać błędy w przestrzeni wirtualnej i nie powtarzać ich już w świecie realnym. Uczyć się odpowiedzialności i umiejętności współpracy, zanim jeszcze świat realny będzie tego od nas wymagał. Być kimś, gdy codzienność pozwala co najwyżej być.
Gdy pracowałem jako prefekt jednej ze scholandzkich prowincji miałem obowiązek pomagać młodym Scholandczykom na starcie, tłumaczyć im ideę i zasady mikronacji. Jednym z najczęściej powtarzających pytań było „Czyli Scholandia to taka gra?”. Owszem. Gra w życie.
6 komentarzy do wpisu pt. “Współczesne utopie?”
Aeth Rhiannios, 22 kwietnia 2009 o godzinie 19:35:18:
Taki członek mikronacji to trochę jak drwal, który po pracy idzie dla rozrywki ścinać drzewo za domem.
KP, 23 kwietnia 2009 o godzinie 17:00:03:
W znacznej mierze- owszem:)
KvLS, 24 kwietnia 2009 o godzinie 13:07:55:
'Działa nawet wirtualny ONZ- Grodziska Agencja Prasowa (GAP)oraz młodsza Agencja Prasowa Scholandii (APSik).' - Czy tylko ja nie rozumiem sensu tego zdania?
Ale artykuł ogólnie bardzo dobry. Wykop! :-)
KP, 24 kwietnia 2009 o godzinie 20:43:54:
Oj, źle zapisałem odnośnik i kilka akapitów ucięło. Poprawione.
Federacja Al Rajn, 14 maja 2009 o godzinie 14:56:44:
Nadal trwa propaganda lansująca jedynie trzy państwa z czego już dwa chylą się ku upadkowi. Jest wiele innych zasłużonych dla v-świata państw niż te 3 wspomniane w tekście.
KP, 14 maja 2009 o godzinie 16:00:52:
Propaganda? Te trzy państwa były, są i jeszcze długo będą podstawą dla istnienia mikroświata. Gdyby nie one, to co by zostało? Prócz Austro-Węgier nie ma dorównujących Scholandii czy Sarmacji v-państw. Wandystan i Al Rajn? Proszę mnie nie rozśmieszać.
Upadek? Ja bym życzył Al Rajnowi, by wiecznie był w takim upadku, jak Dreamland czy Sarmacja. To i tak byłoby wielkie osiągnięcie.
Dodaj komentarz:
Dyskutujesz z ludźmi, a nie maszynami, odnoś się więc do nich z należnym im szacunkiem. Jeżeli chcesz odnieść się do merytorycznej zawartości bloga i komentarzy, podzielić się jakimś swoim spostrzeżeniem czy uwagą- rób to śmiało i się nie krępuj. Jeżeli zaś nudzisz się w domu i zależy Tobie tylko na powkurzaniu innych użytkowników sieci- wracaj do klocków.

Kuba Pakulski
Szczecinianin. Fascynat filozofii, historii i nauk społecznych. Piszący dla przyjemności i praktyki. Lewicowiec, umiarkowany anarchista, skrajny antynacjonalista. Antyklerykał, którego serce bije po lewej stronie. Dziewiątkowicz z pięcioletnim stażem. Od lat aktywny w mikronacjach. Słucha wszystkiego, co da się zamknąć w trójkącie Judas Priest- Enya- Miles Davis.
Kontakt:
e-mail: kuba.pak666 wp.pl
jabber: kuba.pak666 jabber.wp.pl
gg: 9933809
Szukaj
KATEGORIE
ARCHIWUM
- Lipiec 2010
- Czerwiec 2010
- Maj 2010
- Kwiecień 2010
- Marzec 2010
- Luty 2010
- Grudzień 2009
- Listopad 2009
- Październik 2009
- Wrzesień 2009
- Sierpień 2009
- Lipiec 2009
- Czerwiec 2009
- Maj 2009
- Kwiecień 2009
- Marzec 2009
- Luty 2009
- Styczeń 2009
- Grudzień 2008
- Listopad 2008
- Październik 2008
- Wrzesień 2008
- Lipiec 2008
- Czerwiec 2008
- Maj 2008
