Blog powstawał na przestrzeni wielu lat. Za marność starych tez nie odpowiadam:)
Jak nie pisać o człowieku? 9 komentarzy
Napisano dnia 20 kwietnia 2009, w Ogólne
Niemal tydzień temu wracałem do domowych pieleszy nowym autobusem komunikacji miejskiej (odpowiednio już zdewastowanym) trzymając w ręku szesnasty tegoroczny numer „Polityki”. Na okładce obraz brudnego, rozczulającego dziecka leżącego w starej pościeli, w tle upaskudzona ściana. Obok dziecka zapowiedź artykułu tygodnia: „Nasze slumsy. Jak żyje polski trzeci świat. Strona 108”. Numer ten posiadałem już od godzin kilku, lektura tegoż artykułu była więc już nieco wyczekana. Liczyłem na wrażliwe, dogłębne świadectwo o tym, czego nie zaświadczy się w centrum dużego miasta, co nie jest oficjalną rzeczywistością. Maiłem nadzieję na małe katharsis i, nie ukrywam, na punkt wyjścia dla kilku słów na joggerze. No i się, przynajmniej w tej ostatniej kwestii, nie zawiodłem.
Artykuł jest po prostu OBRZYDLIWY. „Sto lat” nagrane przeze mnie via „Ivona” na urodziny przyjaciółki niosło w sobie głębszy ładunek emocjonalny, głębszą refleksję i wyraz zrozumienia. Opis namnażania bakterii z mojego podręcznika od biologii ma w sobie więcej człowieczeństwa, więcej wrażliwości czy czułości wręcz.
Nie wiem, jaka ma być konwencja tego artykułu. Przypomina mi on techniczny opis bugów systemu operacyjnego albo pisma medyczne mojego Ojca, w których nie ma „człowieka”, jest zaś „pacjent”, „jednostka chorobowa”, „środek farmakologiczny” i „optymalna dawka”. Czytając to po raz któryś zacząłem nabierać wrażenia, że autorka próbowała zrobić z tego opowieść pisaną językiem opowiadanych. Próba była to, co najmniej, nieudana. Monolog stoi na poziomie dialogów znanych ze „Świata wg Kiepskich”. No urodziła się, no kradła sobie, no zaszła w ciążę jako nastolatka, no ojciec nieznany no, no i siedziała sobie w zakładzie karnym, no. Nie jest to pisane językiem ludzi prostych, nie. Jest to pisane językiem prostackim. Posłużę się cytatem. „Krystek, lat 17, do policji nic nie ma. Jak ściągną mundury, robią to samo, czyli jedzą i dupczą żony”. Nic, tylko być dumnym z polskich badaczy patologii społecznych. Są z nimi, jakby to ująć, za pan brat.
By lepiej zrozumieć, nazwijmy to, „niuanse językowe” można sobie wyobrazić jakiegoś inteligenta, profesora wychowanego od dziecka wśród książek i w przednim towarzystwie. Język jego jest szczytem finezji i polotu, pełen barwnych porównań czy mądrze brzmiących słów. Tenże profesor wybiera się na ulicę zapadłej dzielnicy, słucha parę minut języka dwóch mentów, po czym wraca na uniwersytet i zaczyna prowadzić wykład nieudolnie używając tego języka. Dla studentów od razu stanie się to sytuacją komiczną, może żenującą. Coś w stylu rapującej Violetty Villas. Różnica jest jedna jedyna. Villas nie rapowałaby raczej o głodnych, przemarzniętych i brudnych dzieciach.
A do pisania (śpiewania?) o ludzkiej biedzie i nieszczęściu trzeba mieć dużą dawkę wrażliwości. Nie rozumiem redaktora naczelnego „Polityki”, który taki gniot nie tylko wpuścił do numeru, ale i wrzucił na okładkę. Czyżby chęć przyciągnięcia czytelników chwytającym za serce tytułem i zdjęciem? Nie można pisać o biedzie nie posiadając wystarczającej zdolności empatii(której tu WYRAŹNIE brakuje!), by wczuć się w sytuację opisywanych. Tak samo trudno jest pisać o cierpieniu nigdy go nie doświadczając, o starości będąc młodym, czy o śmierci najbliższych, gdy wciąż mamy pełen garnitur rodzinny.
Sam nie jestem mistrzem słowa, zwłaszcza mówionego. Me prace pisemne budziły u moich polonistek grymas na twarzy wprost wyrażający staropolskie WTF?, zaś wypowiedzi ustne do dziś są rzczej bełkotliwe. Mimo wszystko uważam, iż jeżeli pisze się o tak nieuniknionej i tragicznej sytuacji jak ta, w której znajdują się opisywani, to nie można tego tak wulgaryzować, przy tak zbanalizowanej i merytorycznie pustej treści. Zwłaszcza, gdy czytają to potem tysiące ludzi. I gdy bierze się za to pieniądze.
9 komentarzy do wpisu pt. “Jak nie pisać o człowieku?”
KC, 20 kwietnia 2009 o godzinie 21:19:13:
Odrzucające. Jak dobrze, że ten artykuł nie wpadł w ręce mi... Bieda i patologia to zdecydowanie poważna i tragiczna tematyka, do której powinno się podejść z pewną dozą wrażliwości. Jeśli autor tekstu uważał, że jego zwulgaryzowanie pozwoli trafić mu do dzisiejszej społeczności, zdecydowanie się przeliczył :|
Bełkotliwe wypowiedzi ustne?! NIE DOCENIASZ SIĘ :)
KP, 20 kwietnia 2009 o godzinie 21:28:08:
Autorka. Bardzo ceniona w środowisku, z tego, co mi wiadomo.
>Bełkotliwe wypowiedzi ustne?! NIE DOCENIASZ SIĘ :)
Kolega Trobin i Anonim mieliby inny pogląd na tę sprawę :P
KC, 20 kwietnia 2009 o godzinie 21:31:38:
No cóż... Nic mi na ten temat nie wiadomo. Ale może to i lepiej, że znam tę bardziej elokwentną wersję Ciebie ;)
KP, 20 kwietnia 2009 o godzinie 21:32:25:
Po prostu nigdy nie byłaś u nas na polskim!
KC, 20 kwietnia 2009 o godzinie 21:34:21:
Tego nie da się ukryć! :D
Dodek, 21 kwietnia 2009 o godzinie 16:56:25:
Wulgaryzacja to też środek artystyczny, który zwykle ma pewien cel. Nie wszyscy co prawda o tym wiedzą, ale nie wszyscy muszą pisać prace nie powodujące grymasu na twarzy polonistek.
Im więcej się obcuje ze sztuką, tym większą się ma na tę sztukę wrażliwość. Nawet jeżeli jest to tylko sztuka użytkowa.
KP, 21 kwietnia 2009 o godzinie 17:00:09:
Ale to nie był środek artystyczny. Bo i tekst nie był dziełem sztuki, a zwykłą publicystyką. To był zwyczajny prymitywizm. Zapewne założony, ale absolutnie badziewnie wykonany.
Co do polonistek, to dzisiaj zostałem wyraźnie doceniony:):):) Ogólnie to nie wina nauczycielek była, iż grymasy miały takie, a nie inne. Poczytaj wcześniejsze wpisy ("Miasto Zieleni n"), to zobaczysz ten nieład i brak zmysłu pisarskiego:):):)
Podaję również link do artykułu w sieci
http://www.polityka.pl/polityka/print2.jsp?place=Text03&news_cat_id=&news_id=287618&layout=18&page=text
Dodek, 21 kwietnia 2009 o godzinie 17:31:41:
// Kończyłem już komentarz, gdy odtwarzacz Flash zawiesił mi przeglądarkę - ech, te niewolne technologie.
Dla mnie publicystyka też jest sztuką, ale to akademicka dyskusja.
Przeczytałem artykuł (miło, że podałeś link). Ogólnie rzecz biorąc, moje wrażenie jest raczej pozytywne. Myślę, że cel został osiągnięty - sytuacja została opisana dosadnie, ale chyba dokładnie. Górnolotne sformułowania raczej by tutaj nie pasowały. Wulgaryzowanie ma zresztą całkiem głębokie korzenie w literaturze pięknej. Komentarza brak, bo nie jest potrzebny, zresztą elegancki literacki język nie pasowałby do reszty budowanej ze zdań pojedynczych.
Czy wykonanie jest badziewne? Rzeczywiście, gdzieniegdzie artykuł jest nieco przerysowany, znajdzie się też kilka niedoróbek warsztatowych - mi jednak nie przeszkadza to w odbiorze treści. I nie jest to pisane językiem prostackim - jest to stylizowane na język nizin społecznych i to język mówiony. Wiele sformułowań, czy nawet samych sposobów konstrukcji zdań, jest jednak charakterystycznych dla języka literackiego, tym bardziej gorzka jest ich wymowa.
Myślę, że autorka zdawała sobie sprawę z tego, że nie wszystkim się to sposoba, ale jak ktoś powiedział - jeżeli to, co robisz, nikogo nie oburza, to znaczy, że robisz to źle.
KP, 22 kwietnia 2009 o godzinie 02:07:54:
>Dla mnie publicystyka też jest sztuką, ale to akademicka dyskusja.
Tak, ale jak piszesz do gazety o problemie z przeklinającymi na ulicach dresami, to nie brzmi to "Stoją ...ane ...je i .......alają ...wami jak popadnie".
>Górnolotne sformułowania raczej by tutaj nie pasowały.
A kto mówi o górnolotności? Ja mówię o wrażliwości, empatii, której tu absolutnie zabrakło. Dla mnie artykuł ten nie miał żadnej wartości, bo niczego z sobą nie niesie prócz kilku krótkich biografii. Babcia zasnęła nad nocnikiem i prawie spaliła przez to barak. No i? Jak to ma się do biedy?
>I nie jest to pisane językiem prostackim - jest to stylizowane na język nizin społecznych i to język mówiony.
Masz rację, o tym też napisałem:) Problem nie tkwi w próbie stylizacji, lecz w tym, iż była ona absolutnie nieudana. Stoi to w opozycji do przed dwutygodniowego artykułu o heroiniarzach w Gdańsku i terapii metadonowej. Tam język na poziomie przeplatał się z relacjami, z językiem opisywanych dołów społecznych. Ale sam artykuł stał na bardzo wysokim poziomie, prócz relacji były tam jeszcze własne słowa, komentarz, wnioski, wkład. Tu tego nie ma.
Na początku myślałem, że tekst napisał ktoś tam mieszkający. Że to ręka wyciągnięta przez gazetę do biednych, gest, "krok inny niż zawsze". Ale nie, autorka ceniona i nagradzana, a tu taki gniot.
Dodaj komentarz:
Dyskutujesz z ludźmi, a nie maszynami, odnoś się więc do nich z należnym im szacunkiem. Jeżeli chcesz odnieść się do merytorycznej zawartości bloga i komentarzy, podzielić się jakimś swoim spostrzeżeniem czy uwagą- rób to śmiało i się nie krępuj. Jeżeli zaś nudzisz się w domu i zależy Tobie tylko na powkurzaniu innych użytkowników sieci- wracaj do klocków.
SZUKAJ

Kuba Pakulski
Szczecinianin. Fascynat filozofii, historii i nauk społecznych. Piszący dla przyjemności i praktyki. Radykalnie umiarkowany czerwony liberał. Antyklerykał pełen życzliwości dla wierzących, którego serce bije po lewej stronie. Słucha wszystkiego, co da się zamknąć w trójkącie Judas Priest- Enya- Miles Davis.
Kontakt:
e-mail: jakub.pakulski małpka gmail.com
jabber: kuba.pak666 jabber.wp.pl
gg: 9933809
