"Krwią żołnierzy zdobędziemy kontrakty!"
W ten sposób uzasadniano w Polsce opłacalność udziału naszych żołnierzy w okupacji Iraku. Mieliśmy budować drogi, mosty, odbudowywać miasta, a przede wszystkim- zbroić nową iracką armię. Dróg nie potrafimy wybudować u siebie, mosty trafiają nam się równoległe do rzek, z miast odbudowywaliśmy tylko szkoły (ze zbiórek w kraju…), a broń eksportujemy do Indii i Malezji. Co z Irakiem?
W Iraku daliśmy się, delikatnie mówiąc, wykorzystać. Nie chcę wdawać się w ogólną ocenę zysków i strat naszej obecności tam, skupię się powierzchownie na naszych zeszłorocznych gospodarczych koneksjach. A właściwie to mogę opisać nasz eksport do Iraku bardzo szeroko, każdemu kontraktowi poświęcając co najmniej stronę. Bo nie wyeksportowaliśmy niczego.
Największym eksporterem broni pozostały oczywiście USA. W zeszłym roku wysłały sprzęt za 59,34 miliarda dolarów, z czego 22%(ok. 13 mld) przypada na Irak właśnie. Pozostałe irackie źródła broni miały wartość zaledwie dwudziestu milionów dolarów.
Jak jesteśmy w Iraku traktowani gospodarczo niech świadczy postępowanie w sprawie irackiej broni pancernej. Irak planuje do końca 2011 roku posiadać 2000 czołgów. Mają to być stare, używane T-72 skupowane w Europie Wschodniej za grosze, modernizowane w Stanach do standardu T-91 i wysyłane do Iraku. Kto ma mieć większe doświadczenie w rewitalizacji sprzętu, jak nie kraj, który przez lata go eksploatował i produkował i wciąż produkuje? Czy kraj, który produkuje ulepszone wersje T-91 na eksport nie ma większego doświadczenia z tym modelem związanego, niż firma, z której pierwszej dostawy „zmodernizowanych” T-72 część czołgów jechała jak na syndromie dnia dzisiejszego? Pracę przy każdym czołgu wyceniono na 3,2 mln dolarów, łącznie prawie sześć i pół miliarda. Przy takim dopływie waluty żaden Goldman Sachs nam by nie zagroził.
W przeciągu ostatnich pięciu lat podpisano umowy zbrojeniowe na kwotę 226,73 mld dolarów. Z tego: 138,11 mld USA; Rosja: 43,21; Francja: 36,10 mld; Niemcy: 23,63 mld; Polska zaś- 1,653 mld. Za Australią i Ukrainą, ale przed Austrią i Singapurem.
