Od obiektu do Osoby 9 komentarzy

Napisano dnia 05 kwietnia 2009, w Ogólne, Przemyślenia Filozoficzne

Czyszcząc swoją pamięć podręczną przypomniałem sobie newsa sprzed n lat [n€(0,5>]. Była to informacja o nieudanym napadzie na sklep z komputerami, we Włoszech bodajże. Pewien mężczyzna postanowił obrabować tę szlachetną instytucję. W tym celu wtargnął doń, sterroryzował sprzedawcę-właściciela atrapą broni, zwinął dwa laptopy i rozpoczął ucieczkę… na piechotę. Gdy sprzedawca zorientował się, że broń to atrapa, kazał swemu asystentowi zawiadomić karabinierów, sam zaś podjął równie pieszą próbę pościgu, co uciekający zauważył. Zbliżamy się do sedna sprawy. Goniący w pewnym momencie potknął się i wywrócił, złamał nogę. Słysząc krzyk bólu uciekający obejrzał się i… zatrzymał. Wrócił do człowieka, którego przed chwilą okradł, odłożył laptopy, podniósł gościa i zaniósł powrotem do sklepu. Potem wrócił po sprzęt, zaniósł je właścicielowi, przeprosił i wraz z nim czekał na przyjazd pogotowia. Nie doczekał się, zwinęła go policja. Zapytany, dlaczego to zrobił, odparł „Bo było mi go żal…”.

Ha, ciekawa sytuacja. Nie chodzi o sam motyw zła przeradzającego się w dobro. Temat złoczyńcy, który w nagłym akcie olśnienia pojmuje, iż popełnił czyny mniej lub bardziej straszne, jest tematem tak starym, jak sama literatura. Jako, ze takie olśnienia były, są i będą społecznie pożądane, dzieła dotykające tego zagadnienia weszły na stałe do kanonu lektur. Chciałbym raczej zwrócić uwagę na powód tak diametralnej zmiany zachowania- „Bo było mi go żal”. MI (było) ŻAL GO. On, jako osoba, zaczął żywić ludzkie uczucia do niego, jako osoby. Przede wszystkim zaś doniosłe jest powiązanie „sprzedawcy” z „osobą”.

Spróbujmy prześledzić „szlak kradzieży”, ze szczególnym naciskiem na rolę okradanego. Nie wnikając w determinanty kradzieży- przyszły złodziej podejmuje decyzję o jej dokonaniu. Wybiera towar, wybiera sklep(okrada sklep, a nie człowieka, bo przecież człowieka w życiu by nie dotknął!), obmyśla pierwszy plan napadu. Ten, kogo będzie okradał (sklep), jest jakimś tam obiektem, nie trzeba więc słychać imperatywu „nie kradnij”, a przy szybkim przebieraniu nóżkami ani kodeks karny, ani cywilny nie stanowi żadnego zagrożenia. Wybiera się do owego sklepu, by dopracować plan napaści i inne aspekty przedsięwzięcia. Jeżeli nie zrezygnuje z kradzieży oznacza to, że albo przezwyciężył w sobie kulturową „nadbudowę”, albo wciąż widzi w swym planie jedynie obiekty.

Dokonuje napadu. Grozi śmiercią dwóm obcym facetom, gdyby Ci nie oddali mu oczekiwanego towaru. To przecież jedynie dwie przeszkody na drodze ku sukcesowi. Zabiera łup i ucieka. W pewnym momencie słyszy krzyk, odwraca i widzi wijącego się z bólu człowieka. Nie „sprzedawcę”, nie jakiś kłopotliwy element planu, lecz żyjącą i czującą osobę. A skoro to cierpiący z jego winy człowiek, to warto by było mu pomóc, nie? To też czyni, płacąc za swą decyzję niemałą przecież cenę.

Przemiana nastąpiła, gdy w świecie przedmiotów pojawił się człowiek. Jakże często i my sami postrzegamy świat jedynie przedmiotów? Co ciekawsze jednak, ilekroć budzi nasze nieme zdziwienie fakt, że w absolutnie niespodziewanych momentach spośród tych często znienawidzonych przedmiotów człowiekopodobnych wyłania się konkretny człowiek jako osoba, który przecież sam w sobie to dość ciekawe i przyjemne zwierzę?


<<Poprzedni>> <<trackback>> <<Następny>>



9 komentarzy do wpisu pt. “Od obiektu do Osoby”

Dodek, 05 kwietnia 2009 o godzinie 15:02:13:

  • Ciekawy wpis.

KC, 05 kwietnia 2009 o godzinie 15:39:48:

  • Złodziej nie miał skrupułów obrabować sklep - to tylko sklep. W momencie, w którym w grę zaczął wchodzić drugi człowiek, obudziły się w nim naturalne, ludzkie instynkty. Może gdyby wcześniej uświadomił sobie, że okradając sklep, wyrządza jednocześnie krzywdę drugiej Osobie, wcale by do tego nie doszło?

    Ciekawa historia. Mimo wszystko zaskakująca.

KP, 05 kwietnia 2009 o godzinie 15:45:37:

  • Mniejsza o to, czy by doszło, czy nie. Chodzi o sam moment uświadomienia sobie, że to, co tam leży, to człowiek, a nie "sprzedawca", "sklep" czy "właściciel". Moment spostrzeżenia doniosłego, zastanawiającego i trudnego do wytłumaczenia.

KC, 05 kwietnia 2009 o godzinie 15:52:39:

  • Racja, chociaż dla mnie to trochę dziwne, że wcześniej myślał o właścicielu sklepu w sposób bezosobowy. Ja jakoś od razu dostrzegam w nich przede wszystkich LUDZI.

KP, 05 kwietnia 2009 o godzinie 15:53:53:

  • Gdyby myślał w kategorii "człowiek", to nie kradłby.

kkk, 21 kwietnia 2009 o godzinie 00:57:42:

  • @KP, często dawniej (bardzo dawno temu(?), he, he!) bywało, że takiemu ze złamaną nogą, lub inną dolegliwością pozbawiającą sprawności ruchowej, wbijano taki specjalny nożyk prosto w serce. Też współczując i widząc w nim człowieka!
    To też "ludzki" odruch.
    Bez okazji. Zauważ, że gołąb zupełnie się nie nadaje na symbol pokoju. To wilk powinien nim być.

KP, 21 kwietnia 2009 o godzinie 16:57:49:

  • Jednak jest to inna sytuacja. Nożyk w serce- masz na myśli pola bitew, tak? "Nóż miłosierdzia", jakoś tak to się nazywało. Inaczej funkcjonował ten zwyczaj, niż przytoczona sytuacja. Ciężko rannego rycerza dobijano, by nie cierpiał. Czemu? Bo każdy spodziewał się, że będąc ciężko rannym zostanie przez kogoś uraczony skróceniem cierpień. Nie było również "przemiany". Różnica polegała na tym, że nie tłukło się dalej toporem, tylko odchylało się płat zbroi i kończyło sprawę.

    Tutaj ze współczucia rodzi się całkowita zmiana postępowania. Ale diabli z nią, mógłby dalej uciekać. Nie zmieniłoby to faktu, iż zobaczył człowieka wśród obiektów. A o to mi głównie chodziło :)

kkk, 21 kwietnia 2009 o godzinie 17:16:14:

  • Wiesz, @KP, tak sobie próbuję "zobaczyć człowieka wśród obiektów". Właściwie, to każdy ma ku temu okazję, ale mało kto ma dość siły i serca. Lekarz, urzędnik, nauczyciel, rodzice w dzieciach, dzieci w starych rodzicach. Patrzymy na innych i często nie widzimy w nich nic, poza obiektem. Obiektem do ominięcia, nakarmienia, załatwienia, pozbycia się natręta czy też doczekania się jego odejścia z przed naszego nosa.

    Czasem coś w gardle ściśnie, gdy dostrzeże się człowieka w bohaterze oglądanego filmu, w czytanej książce lub...

    Trudniej jest zobaczyć ludzi w tych, którzy są od nas w jakiś sposób zależni. A czasem najtrudniej w najbliższych.

KP, 21 kwietnia 2009 o godzinie 17:20:50:

  • Bardzo, w mej opinii, wartościowe spostrzeżenia. Warto dodać doń jeszcze ludzką frustrację- ludziom się NIE CHCE zauważyć, że jak własne dziecko płacze, to czegoś mu najwidoczniej brakuje. Ludziom się NIE CHCE spróbować pojąć, że ktoś nieporadnie zasuwa z tym cholernym PIT-em od okienka do okienka nie po to przecież, by zrobić urzędnikom na złość. Uczeń nie po to przyszedł do szatni, by przeszkadzać szatniarkom i tak dalej, itd. Na ów świat obiektów zwróciłem uwagę na samym końcu wpisu. Ale to prawda- człowiek jest najgorszym potworem właśnie dla swoich najbliższych.

    Oczywiście obrzydliwie to uogólniając.


Dodaj komentarz:

Dyskutujesz z ludźmi, a nie maszynami, odnoś się więc do nich z należnym im szacunkiem. Jeżeli chcesz odnieść się do merytorycznej zawartości bloga i komentarzy, podzielić się jakimś swoim spostrzeżeniem czy uwagą- rób to śmiało i się nie krępuj. Jeżeli zaś nudzisz się w domu i zależy Tobie tylko na powkurzaniu innych użytkowników sieci- wracaj do klocków.

Kuba Pakulski
Szczecinianin. Fascynat filozofii, historii i nauk społecznych. Piszący dla przyjemności i praktyki. Lewicowiec, umiarkowany anarchista, skrajny antynacjonalista. Antyklerykał, którego serce bije po lewej stronie. Dziewiątkowicz z pięcioletnim stażem. Od lat aktywny w mikronacjach. Słucha wszystkiego, co da się zamknąć w trójkącie Judas Priest- Enya- Miles Davis.

Kontakt:
e-mail: kuba.pak666 wp.pl
jabber: kuba.pak666 jabber.wp.pl
gg: 9933809


Szukaj


KATEGORIE

ARCHIWUM

Linki

META