Od obiektu do Osoby

9 komentarzy

Czyszcząc swoją pamięć podręczną przypomniałem sobie newsa sprzed n lat [n€(0,5>]. Była to informacja o nieudanym napadzie na sklep z komputerami, we Włoszech bodajże. Pewien mężczyzna postanowił obrabować tę szlachetną instytucję. W tym celu wtargnął doń, sterroryzował sprzedawcę-właściciela atrapą broni, zwinął dwa laptopy i rozpoczął ucieczkę… na piechotę. Gdy sprzedawca zorientował się, że broń to atrapa, kazał swemu asystentowi zawiadomić karabinierów, sam zaś podjął równie pieszą próbę pościgu, co uciekający zauważył. Zbliżamy się do sedna sprawy. Goniący w pewnym momencie potknął się i wywrócił, złamał nogę. Słysząc krzyk bólu uciekający obejrzał się i… zatrzymał. Wrócił do człowieka, którego przed chwilą okradł, odłożył laptopy, podniósł gościa i zaniósł powrotem do sklepu. Potem wrócił po sprzęt, zaniósł je właścicielowi, przeprosił i wraz z nim czekał na przyjazd pogotowia. Nie doczekał się, zwinęła go policja. Zapytany, dlaczego to zrobił, odparł „Bo było mi go żal…”.

Ha, ciekawa sytuacja. Nie chodzi o sam motyw zła przeradzającego się w dobro. Temat złoczyńcy, który w nagłym akcie olśnienia pojmuje, iż popełnił czyny mniej lub bardziej straszne, jest tematem tak starym, jak sama literatura. Jako, ze takie olśnienia były, są i będą społecznie pożądane, dzieła dotykające tego zagadnienia weszły na stałe do kanonu lektur. Chciałbym raczej zwrócić uwagę na powód tak diametralnej zmiany zachowania- „Bo było mi go żal”. MI (było) ŻAL GO. On, jako osoba, zaczął żywić ludzkie uczucia do niego, jako osoby. Przede wszystkim zaś doniosłe jest powiązanie „sprzedawcy” z „osobą”.

Spróbujmy prześledzić „szlak kradzieży”, ze szczególnym naciskiem na rolę okradanego. Nie wnikając w determinanty kradzieży- przyszły złodziej podejmuje decyzję o jej dokonaniu. Wybiera towar, wybiera sklep(okrada sklep, a nie człowieka, bo przecież człowieka w życiu by nie dotknął!), obmyśla pierwszy plan napadu. Ten, kogo będzie okradał (sklep), jest jakimś tam obiektem, nie trzeba więc słychać imperatywu „nie kradnij”, a przy szybkim przebieraniu nóżkami ani kodeks karny, ani cywilny nie stanowi żadnego zagrożenia. Wybiera się do owego sklepu, by dopracować plan napaści i inne aspekty przedsięwzięcia. Jeżeli nie zrezygnuje z kradzieży oznacza to, że albo przezwyciężył w sobie kulturową „nadbudowę”, albo wciąż widzi w swym planie jedynie obiekty.

Dokonuje napadu. Grozi śmiercią dwóm obcym facetom, gdyby Ci nie oddali mu oczekiwanego towaru. To przecież jedynie dwie przeszkody na drodze ku sukcesowi. Zabiera łup i ucieka. W pewnym momencie słyszy krzyk, odwraca i widzi wijącego się z bólu człowieka. Nie „sprzedawcę”, nie jakiś kłopotliwy element planu, lecz żyjącą i czującą osobę. A skoro to cierpiący z jego winy człowiek, to warto by było mu pomóc, nie? To też czyni, płacąc za swą decyzję niemałą przecież cenę.

Przemiana nastąpiła, gdy w świecie przedmiotów pojawił się człowiek. Jakże często i my sami postrzegamy świat jedynie przedmiotów? Co ciekawsze jednak, ilekroć budzi nasze nieme zdziwienie fakt, że w absolutnie niespodziewanych momentach spośród tych często znienawidzonych przedmiotów człowiekopodobnych wyłania się konkretny człowiek jako osoba, który przecież sam w sobie to dość ciekawe i przyjemne zwierzę?

Ogólne, Przemyślenia filozoficzne

<< POPRZEDNI WPIS >>
<< NASTĘPNY WPIS >>

Komentarze

Dodek, 05 kwietnia 2009 o godzinie 15:02:13:

KC, 05 kwietnia 2009 o godzinie 15:39:48:

KP, 05 kwietnia 2009 o godzinie 15:45:37:

KC, 05 kwietnia 2009 o godzinie 15:52:39:

KP, 05 kwietnia 2009 o godzinie 15:53:53:

kkk, 21 kwietnia 2009 o godzinie 00:57:42:

KP, 21 kwietnia 2009 o godzinie 16:57:49:

kkk, 21 kwietnia 2009 o godzinie 17:16:14:

KP, 21 kwietnia 2009 o godzinie 17:20:50:

Dodaj komentarz: