Polityka a odpowiedzialność, prawda. 6 komentarzy
Napisano dnia 18 marca 2009, w Ogólne, Przemyślenia Filozoficzne, Przemyślenia Globalne
Treść referatu przedstawionego (powiedzmy) przeze mnie na IV Sesji Popularnonaukowej. Tekst jest w oryginale, nie chciało mi się już poprawiać licznych błędów składniowych, interpunkcyjnych czy po prostu luk w tekście. Życzę miłej lektury i udanej interpretacji.
Słowo „polityka” wyprowadzać należy od greckiego słowa-klucza: polis. Sam ten źródłosłów jest sam w sobie niezmiernie problematyczny. Polis bowiem to coś więcej niż państwo. Alieksiej Łosiew objaśniając tytuł dialogu „Polityk” zaznacza, że polis to nie tylko zespolenie miasta i państwa, lecz przede wszystkim „całe życie społeczne i społeczno-polityczne zorganizowane w jedną całość. […] Inaczej mówiąc, grecką polis należy rozumieć jako najmniejsza jednostkę historyczną obejmującą to wszystko, co należy do społecznej kultury w jej całokształcie”. Jest więc rzeczą oczywistą, że również znaczenie polityki musiało być dla Starożytnych znacznie bardziej niż dziś szerokie. Jeżeli uwzględni się przy tym dalece posuniętą idealizację (zarówno w potocznym, jak i filozoficznym tego słowa znaczeniu) i polityki jako dziedziny ludzkiej aktywności, i polityka jako pożądanego społecznie zawodu, otrzyma się wówczas obraz polityki jako sztuki powiększania i dbania o dobro wspólne. Oczywiście owo dobro wspólne różnie było pojmowane- u Platona jest nim absolutna jedność państwa-społeczeństwa, u Augustyna zaś zbliżanie się ku Bogu i wypełnianie planu Bożego- ale przez cały okres Starożytności i Średniowiecza była to absolutnie dominująca koncepcja.
Zasadnicze przewartościowania miały miejsce wraz z przełomem kartezjańskim i odkryciem człowieka jako indywiduum. Od czasów Hobbesa funkcjonuje w filozofii społecznej pojęcie polityki jako sztuki przezwyciężania naturalnych sprzeczności pomiędzy ludźmi. Polityka, za pomocą środków perswazji, przymusu i przemocy, prowadzić ma do kompromisów służących ochronie ładu społecznego opartego na wzajemnych społecznych i gospodarczych zależnościach grup społecznych. Punktem wyjścia dla tak rozumianej polityki jest rzetelna ocena ekonomicznej i społecznej siły grup i dostosowanie swych działań do interesów tychże.
Współczesne definicje mają już czysto pragmatyczny charakter. Stephen Tansy definiuje politykę jako działalność, która „obejmuje szeroki wachlarz sytuacji, w których ludzie kierujący się odmiennymi interesami działają wspólnie dla osiągnięcia celów, które ich łączą, i konkurują ze sobą, gdy cele są sprzeczne”. Klasyczną zaś już podstawą tychże definicji stały się badania Maxa Webbera, który to pojmował politykę jako „dążenie do udziału we władzy lub do wywierania wpływu na podział władzy, czy to między państwami, czy też w obrębie państwa, między grupami ludzi, jakie to państwo tworzą” .
Odpowiedzialność polityki była i jest ściśle związana z dominującą definicją i rozumieniem polityki. Polityka jest odpowiedzialna za celowość, zasadność, trafność czy adekwatność podejmowanych przez siebie działań. Takie pojęcie odpowiedzialności politycznej oparte jest na prawnie bądź zwyczajowo przyjętej zasadzie, według której piastowanie danego urzędu jest w pełni zależne od poparcia i zaufania podmiotu mianującego. W związku z powyższym nie jest ona nierozerwalnie związana ze stanem prawnym polityka i złamaniem bądź nie prawa przez politykę. Nie obowiązuje tu zasada domniemania niewinności, bowiem i sankcje ograniczają się do utraty urzędu, nie zaś więzienia czy innych form restrykcji.
Problemem nierozerwalnie z takim politycznej odpowiedzialności rozumieniem jest zagadnienie podmiotu mianującego, odpowiedzialnym jest się bowiem „za coś” i „przed kimś”. Brak wyższej instancji etycznej był jednym z krytykowanych przymiotów tyranii, którą to rozliczali i Platon, i Arystoteles. Tę podstawę krytyki zachowają i rewolucjoniści francuscy, i inni „bojownicy o wolność”. Ideolodzy na przestrzeni wieków różne opcje instancji etycznej podawali- w starożytnych demokracjach bezpośrednich był nią lud, w monarchiach średniowiecznych Bóg, a w europie od przełomu XVII i XVIII stulecia ukształtowało się pojęcie odpowiedzialności parlamentarnej. Dziś funkcjonuje ona jako synonim odpowiedzialności politycznej.
Występuje również pojęcie odpowiedzialności przeniesione na wyższy poziom abstrakcji. Jedno z nich zaproponowała nam polska konstytucja kwietniowa, będąca w praktyce ucieczką od odpowiedzialności. Mianowicie jest to zapis o odpowiedzialności prezydenta jedynie przed „Bogiem i Historią”. Przenoszenie instancji na bardzo niedookreślony i zagmatwany poziom ma swe zastosowanie nie tylko w kontekście uciekania przed odpowiedzialnością, lecz również w przypadku odpowiedzialnego czynienia zadość politycznej powinności. Jest to widoczne szczególnie w kontekście archetypu polityka, polityka idealnego, który w obliczu bardzo trudnego wyboru dokonuje wyboru właściwego, będąc w pełni świadom, iż utraci on za to swój urząd.
Popełniwszy ten krótki wstęp do polityki i odpowiedzialności warto podjąć się próby klasyfikacji prawdy oraz scharakteryzowania jej w kontekście konkretnych epok filozoficznych. Klasyczna koncepcja prawdy głosząca, iż zdanie prawdziwe to zdanie pozostające w zgodzie z rzeczywistością, eliminuje możliwość „zwycięstwa fałszu”. Prawda bowiem, odnajdując swe źródła w rzeczywistości, nie może przegrać z czymś nierealnym. Fałsz zaś, który takowych korzeni nie ma, nie może wygrać z rzeczywistością. W związku z powyższym filozofowie starożytni nie traktowali na poważnie groźby zwycięstwa celowego fałszu, przedmiotem krytyki było raczej błędne mniemanie (doxa). Co więcej, Starożytni w ogóle niechętnie używali kategorii kłamstwa jako takiego, dużo częściej mówili o prawdach słabych bądź brzydkich- Twoja racja, Sokratesie, jest tak odrażająca, jak Twój wygląd.
Epoka nowożytna i w tej materii przyniosła zasadnicze przewartościowania. Zdecydowanie rzuca się w oczy mnożenie prawd i ich relatywizacja, indywidualizacja. W tej epoce powstały zasadniczo trzy podziały prawd, klasyfikujące je ze względu na ich naturę, źródła i stosunek ludzi do nich. Autorstwo pierwszego z wymienionych podziałów przypisuje się Leibnizowi. Dzielił on prawdy na prawdy faktualne bądź racjonalne, w skład których wchodzą prawdy filozoficzne, matematyczno-aksjomatyczne i naukowe. Prawdy faktualne przedstawić można za pomocą zdań protokolarnych (same zdania protokolarne są wymysłem dopiero neopozytywizmu!!!), prawdy filozoficzne są to ciągi myślowe (np. teoria idei u Platona), prawdy matematyczno-aksjomatyczne są to aksjomaty i twierdzenia matematyczne (dwa punkty wyznaczają prostą) prawdy naukowe zaś to teorie naukowe (I Dynamika Arystotelesa chociażby).
Klasyfikacja ze względu na źródła opiera się na definicjach prawdy. Mamy więc prawdy rzeczowe (klasyczna definicja prawdy), prawdy pragmatyczne (pragmatyczna koncepcja prawdy), prawdy intuicyjne (oczywistościowa koncepcja prawdy) i prawdy logiczne (koherencyjna definicja prawdy). Trzecim podziałem jest podział autorstwa Hobbesa, który to dzielił prawdy na prawdy akceptowalne dla jednostki (nie godzą w jej interesy bądź stan posiadania, przeciwnie, czerpie on z ich tytułu jakieś korzyści),prawdy dla jednostki nieakceptowalne (godzą w jego interesy, godność, stan posiadania) i prawdy obojętne powszechnie akceptowalne (nie mają wpływu na status społeczny czy majątkowy nikogo). Hobbes zauważył, iż do prawd powszechnie akceptowalnych nalezą jedynie zdania aksjologiczne, jako niezagrażające nikomu.
Jaki jest jednak stosunek polityki do prawdy, kto odgrywa tu rolę pana, a kto sługi, kto jest narzędziem, a kto rzemieślnikiem? Jeżeli oprzemy się na obecnym, utylitarystycznym rozumieniu polityki, to polityka ma tak kształtować rzeczywistość, by jak najszersza ludzi była jak najbardziej szczęśliwa. Polityka przekracza więc swe kompetencje, gdy sprzeciwia się prawdzie wypływającej z rzeczywistości. Pozostaje jednak na swoim podwórku, gdy tak fałszuje rzeczywistość, by uzyskać wygodną dla siebie prawdę. Polityczny zamach na prawdę może mieć wielorakie skutki i konsekwencje. Nie będę nawet podejmował się próby odpowiedzenia na pytanie, czy można zbudować świat prawdy na kłamstwie. Zajmę się jednak możliwością rekonstrukcji prawd. Najpewniejszą i najtrwalszą prawdą jest prawda aksjomatyczna. Po pierwsze, nikt nie będzie podnosił ręki na nią (bo i po co?), po drugie zaś, nieważne, czy będę tego świadom, ale dwa punkty zawsze wyznaczą mi prostą, a gdy zbuduję kwadrat o boku dwa, to jego pole będzie zawsze pozostanie równe cztery. Ich znaczenie z punktu widzenia etycznego i społeczno-politycznego jest jedna mizerne, by nie powiedzieć- żadne. Znacznie większe znaczenie ma jednak prawda naukowa, która zasadniczo wpływa na jakość i sposób życia społeczeństwa. Podlega ona, ciężkiej po ciężkiej, rekonstrukcji. Przykładem niechaj będą Einstein i _luka_w_głowie_. Nawet gdyby trwale uniemożliwiono Einsteinowi publikację jego szczególnej teorii względności, to _luka_w_głowie_ zrobiłby to rok, czy dwa lata później. Innym przykładem niechaj będzie inkwizycja- mimo dziesiątek lat walki z ludźmi nauki nauka szła naprzód.
Jeszcze trudniejsza, niemal niemożliwa, do rekonstrukcji jest prawda filozoficzna. Jedynie przez przypadek można wiernie odtworzyć czyjś proces myślowy, zwłaszcza, gdy jest on wieloletni i dość złożony. Wystarczy zadać sobie pytanie, co by się stało z filozofią europejską, gdyby wziętego do niewoli Platona nie znalazł przez przypadek na targu niewolników jeden z jego dalekich krewnych i nie wykupił go? Trudno sobie wyobrazić, by ktoś odtworzył tak abstrakcyjny system filozoficzny. Co nie oznacza, iż jest to niemożliwe.
Jeżeli prawdy racjonalne są trudne do rekonstrukcji, to rekonstrukcja zatraconych prawd faktualnych jest praktycznie niemożliwa. Stąd ich odgórne zakłamanie jest znacznie łatwiejsze, niźli zakłamanie nauki czy filozofii. Raz zapomniany fakt nie da się już nigdy odtworzyć. Można doszukiwać się związków przyczynowo –skutkowych, ale tu już kłania się Hume…
Często jednak jest tak, że nawet rzeczywista prawda może doprowadzić do równie rzeczywistej zagłady społeczeństw. Uświadamia to starogrecka maksyma pytająca, czy należy czynić zadość sprawiedliwości, gdy istnienie świata jest zagrożone? Czy polityk zawsze MUSI trzymać się prawdy, nie zważając na zagrożenia z niej wypływające?
Wyobraźmy sobie następującą sytuację. Mamy trzy państwa- pierwsze, drugie i trzecie. Pomiędzy państwem pierwszym a drugim leży pas ziemi spornej, podzielonej po połowie. Państwo pierwsze jest militarną potęgą, państwo drugie jest znacznie słabsze, najsilniejsze jednak jest państwo trzecie. Jest ono jednak neutralne i nie będzie mieszać się w ewentualny konflikt pomiędzy państwem pierwszym a drugim, jeżeli wojna będzie uzasadniona. Państwo drugie zaczyna szybkie i masowe zbrojenia. Specjaliści od zbrojeniówki państwa pierwszego policzyli, iż nawet przy pełnej produkcji broni przez państwo pierwsze państwo drugie stanie się znacznie silniejsze w przeciągu pięciu lat. Państwo pierwsze postanawia więc napaść na państwo drugie, by uchronić się przed niebezpieczeństwem. Państwo drugie zaś chce postarać się o pięcioletni pakt o nieagresji. Spotykają się wiec dyplomaci obydwu z państw. Dyplomata państwa pierwszego mówi: nie chcemy podpisać paktu o nieagresji, bowiem jest on niepotrzebny; paktu nie było, a pokój był. Kłamie, bowiem nie chce podpisać paktu o nieagresji, by móc napaść państwo drugie. Dyplomata państwa drugiego mówi: chcemy podpisać pakt o nieagresji, bowiem jesteśmy narodem miłującym pokój! Też kłamie, bowiem chce jedynie wyczekać lepszej chwili na atak.
Co by było, gdyby obydwaj z dyplomatów powiedzieli prawdę?
Niewątpliwie, gdyby pierwszy dyplomata nie skłamał, to ściągnąłby na swoje państwo gniew państwa trzeciego, a w konsekwencji klęskę w wojnie. Gdyby drugi dyplomata nie skłamał, ściągnąłby na swoje państwo atak państwa pierwszego, a państwo trzecie patrzyłoby na niego mniej przychylnym okiem, być może nie dość przychylnym, by pomóc mu militarnie.
Czy w związku z powyższym obydwaj dyplomaci powinni kłamać, czy raczej powiedzieć prawdę?
6 komentarzy do wpisu pt. “Polityka a odpowiedzialność, prawda.”
Walker, 18 marca 2009 o godzinie 18:59:45:
Całkiem dobry artykuł.
KP, 18 marca 2009 o godzinie 21:54:12:
Dzięki :)
UDS, 19 marca 2009 o godzinie 10:35:52:
Fajny i ciekawy artykuł. Świeży punkt widzenia.
KP, 19 marca 2009 o godzinie 12:45:35:
Daleko temu do pamiętnych dzieł WKW w SAP-ie, ale mimo wszystko bardzo dziękuję:)
Radek, 19 marca 2009 o godzinie 19:59:27:
EXCERPT!!!!
KP, 19 marca 2009 o godzinie 20:46:28:
Dzięki, zapodział mi się przy formatowaniu:)
Dodaj komentarz:
Dyskutujesz z ludźmi, a nie maszynami, odnoś się więc do nich z należnym im szacunkiem. Jeżeli chcesz odnieść się do merytorycznej zawartości bloga i komentarzy, podzielić się jakimś swoim spostrzeżeniem czy uwagą- rób to śmiało i się nie krępuj. Jeżeli zaś nudzisz się w domu i zależy Tobie tylko na powkurzaniu innych użytkowników sieci- wracaj do klocków.

Kuba Pakulski
Szczecinianin. Fascynat filozofii, historii i nauk społecznych. Piszący dla przyjemności i praktyki. Lewicowiec, umiarkowany anarchista, skrajny antynacjonalista. Antyklerykał, którego serce bije po lewej stronie. Dziewiątkowicz z pięcioletnim stażem. Od lat aktywny w mikronacjach. Słucha wszystkiego, co da się zamknąć w trójkącie Judas Priest- Enya- Miles Davis.
Kontakt:
e-mail: kuba.pak666 wp.pl
jabber: kuba.pak666 jabber.wp.pl
gg: 9933809
Szukaj
KATEGORIE
ARCHIWUM
- Lipiec 2010
- Czerwiec 2010
- Maj 2010
- Kwiecień 2010
- Marzec 2010
- Luty 2010
- Grudzień 2009
- Listopad 2009
- Październik 2009
- Wrzesień 2009
- Sierpień 2009
- Lipiec 2009
- Czerwiec 2009
- Maj 2009
- Kwiecień 2009
- Marzec 2009
- Luty 2009
- Styczeń 2009
- Grudzień 2008
- Listopad 2008
- Październik 2008
- Wrzesień 2008
- Lipiec 2008
- Czerwiec 2008
- Maj 2008
