Blog powstawał na przestrzeni wielu lat. Za marność starych tez nie odpowiadam:)

Szkolna Wigilia 6 komentarzy

Napisano dnia 16 grudnia 2008, w Ogólne

Miałem dziś przyjemność poświęcić w sumie siedem godzin na udział w przygotowaniu technicznego zaplecza dla naszej szkolnej wigilii. Teoretycznie praca łatwa i przyjemna- przytarganie kolumn, okablowanie sprzętu i nastawienie. W związku jednak ze świętem Matki Boskiej Pieniężnej zostaliśmy uraczeni trzema nowymi mikrofonami. Z początku radość była niemała, albowiem mikrofony były, obok kolumn, najbardziej wysłużonym sprzętem w naszej kolekcji. Dysponowaliśmy już nowiutkimi wzmacniaczem przenośnym, nowym sprzętem stałym na auli, więc wymiana mikrofonów i kolumn była ostatnim życzeniem, jakie mogliśmy jeszcze złożyć.

Podczas, gdy myśmy sprzęt sprawdzali- wszystko działało świetnie. Dwa z nowych nabytków to mikrofony klapowe wraz z nadajnikami na pasek i dodatkowym mikrofonem "słuchawkowym" (zakładanym na łepetynę), trzeci to klasyczny mikrofon dynamiczny. Problem pojawił się, gdy przyszło do próby części artystycznej. Zostałem wówczas sam, gdyż dwaj koledzy ze wsparcia technicznego udali się do swych domostw przyodziać stroje nieco odpowiedniejsze dniu świątecznemu. Nowiuśkie mikrofony zostały odrzucone, jedynie ów dynamiczny przypadł naszym Artystom do gustu. Jeden jednak to za mało, podłączyłem więc dwa starsze, zwijając uprzednio niepotrzebny sprzęt. Nowy nabytek oznajmił jednak, że on z byle starociami współpracować nie będzie. Zaczął buczeć, wydawać z siebie dość irytujące syki, po czym uraczył naszą salę gimnastyczną wraz z zawartością uroczym dźwiękiem stałym ala BORLANDC. Jeden z nabytków okazał się więc być nieużytecznym. Do łask powróciły mikrofony klapowe, które trzeba było na nowo rozpakować, popodłączać i wyregulować. Łatwo się domyślić, że już wówczas na naszych podwójnym stoliku skrzętnie ukrytym za sceną za choinką wkradł się dość znaczny nieporządek. Potęgowany wszędzie walającymi się kablami i zasilaczami. Gdy mikrofony klapowe podłączyłem, pojawił się problem ze wzmocnieniem dźwięku z nich. Nam wszystko działało, gdy mówiliśmy do mikrofonów. Gdy były one przypięte do koszuli- nie działało nic. By były słyszalne trzeba było tak kanał wzmocnić, by zapewnić sobie dość bolesne sprzężenie. I te mikrofony więc odpadły.

Nim były sprzątnięte, ktoś zażyczył sobie z powrotem nowego mikrofonu dynamicznego. Znowóż rozkładanie sprzętu, podłączanie, regulowanie, a wszystko z powtarzającym się "Kuba, czemu to nie działa???" w tle. Trud mój i irytacja ukulturalniających mnie Artystów został jednak nagrodzony! Nasz mikrofon ujawnił swą nieznaną nam wcześniej postać. Stał się on bowiem kolejnym instrumentem wśród bogatego zbioru skrzypiec, wiolonczel i pianin na scenie zalegających. Gdy podziałał on kilkanaście sekund (każdy instrument trzeba nastroić- ten nastraja się sam), można było urozmaicić nim grane utwory. Wytwarzał on bowiem wokół siebie coś na wzór pola magnetycznego. Gdy się owo pole zakłóciło (np "głaszcząc" powietrze wokół mikrofonu), wydawał on siebie specyficzne przydźwięki i... oczywiście dźwięk ala BORLANDC. Jednakże tym razem kojarzyło mi się to raczej z efektami dźwiękowymi z ekranizacji "Przygód Pana Kleksa", niźli z przygodami programistycznymi. Odpadł więc permanentnie.

Pakując mikrofony klapowe odkryłem zupełnie przypadkiem, iż ktoś powodowany atmosferą świątecznego miłosierdzia postanowił pożyczyć sobie jeden z nowych mikrofonów "słuchawkowych". Zbudowany tą postawą ucznia dzielącego się miłością z otoczeniem zastanawiałem się, czy za ową miłość nie przyjdzie mi zapłacić. Był to jednak ostatni z wrednych wypadków rzeczywistości, który tego dnia humor mi popsuł.


Czy było warto?
Zdecydowanie tak. Sama wigilia, zarówno występ artystyczny jak i późniejsze wypadki, były bardzo udane. Pomijając sam artyzm, który czuję się zobligowany opisać osobno, doświadczenie, jakim była dla mnie owa wigilia, jest zdecydowanie jednym z mych ważniejszych tegorocznych. Na wigilii, prócz grona pedagogicznego, obecni byli Kombatanci II Korpusu Polskiego (szkoła im. Bohaterów Monte Cassino) oraz uczniowie z samorządu szkolnego, klasowych i, ekhm, "ekipa techniczna":). Doświadczeniem dla mnie niezwykłym była możliwość podzielenia się opłatkiem i złożenia sobie w pełni zwyczajnych życzeń z osobami, którym niejednokrotnie bardzo wiele zawdzięczamy, a kontakt z którymi jest na codzień zamknięty w sztywnym gorsecie szkolnej poprawności. Brakowało mi, spośród nauczycieli, na tej sali szczególnie jednej osoby, której to wybitnie mam za co dziękować i równie wybitnie nie mam ku temu żadnej okazji. Mam jednak nadzieję, że przydarzy się takowa jeszcze nie raz.

Prócz grupy trzymającej władzę było oczywiście mnóstwo życzeń od współtowarzyszy uczniowskiej niedoli:). Parę ciekawych i wartościowych osób się poznało, z paroma się więzy zacieśniło. Ogólnie więc muszę zapisać dzień dzisiejszy jako niezwykle udany. Dziwił mnie jedynie trochę fakt, iż mimo czwartego roku praktykowanie ZSO6 (trzy lata gimnazjum +pierwszy rok liceum), nie było mi dane znać (choćby z opowieści) formy wigilii szkolnej. A może to i lepiej? Gdybym wiedział, czego się spodziewać, nie byłoby to dla mnie tak pozytywnym przeżyciem:)


A co do mikrofonu "słuchawkowego"... Właśnie drukuję ogłoszenie, iż miłosiernie nas okradający uczeń proszony jest o zgłoszenie się do sekretariatu po odbiór reszty zestawu, który dla nas stał się bezwartościowym. Szkoda, bowiem mógłby się przydać przy mniej oficjalnych okazjach...


<<Poprzedni>> <<trackback>> <<Następny>>



6 komentarzy do wpisu pt. “Szkolna Wigilia”

kontybal, 17 grudnia 2008 o godzinie 00:38:34:

  • Nigdy nie słyszałeś relacji z wigilii szkolnej? Hmmm, miałem wrażenie, że kiedyś Ci opowiadałem. No, ale jak piszesz, chyba lepiej, że nie wiedziałeś, bo nie zrobiłoby to wtedy takiego pozytywnego wrażenia.

    Nauczyciele jako "grupa trzymająca władzę" - dobre. Pamiętajmy jednak, że w innych szkołach jest naprawdę jeszcze gorzej i cieszmy się, że mamy (stosunkowo) miłych i przyjaznych nauczycieli - nie piszę tego dla przymilania się komukolwiek, naprawdę tak uważam (co nie oznacza, że ta szkoła nie ma absolutnie żadnych wad, jak chociażby niesprawna organizacja pracy czego dowodem jest np. opisana przez Ciebie historia z mikrofonami).

    Piszesz o nieobecnym nauczycielu, któremu chcesz szczególnie podziękować - domyślam się o kogo chodzi (choć nie jestem w 100% pewien), to faktycznie nieprzeciętna, wyjątkowa osoba.

    Ogólnie też uważam uroczystość za udaną, zorganizowaną lepiej niż rok temu, podobnie do wigilii sprzed dwóch lat. :)

KP, 17 grudnia 2008 o godzinie 11:03:58:

  • >Hmmm, miałem wrażenie, że kiedyś Ci opowiadałem.

    Bardzo możliwe, ale co innego słyszeć, co innego w tym uczestniczyć:)

    >Nauczyciele jako "grupa trzymająca władzę" - dobre. Pamiętajmy jednak, że w innych szkołach jest naprawdę jeszcze gorzej i cieszmy się, że mamy (stosunkowo) miłych i przyjaznych nauczycieli -

    Toć ja to w pełni sympatii doń napisałem:)

    >jak chociażby niesprawna organizacja pracy czego dowodem jest np. opisana przez Ciebie historia z mikrofonami)

    Ja mam nadzieję, że ktoś wziął je jedynie dla żartu. Bądź też "zapomniał" poinformować o pożyczeniu opiekunów sprzętu. Szkoda, szkoła coś dała, uczniowie się odwdzięczyli...

Trobin, 17 grudnia 2008 o godzinie 16:28:07:

  • Afera z mikrofonem na szczęście wyjaśniona ;) po prostu w zestawie był tylko jeden, więc nikt sobie nic nie pożyczył ;). A sama wigilia była znakomita. Mam nadzieję, że przyszłoroczna będzie równie udana ;).

KP, 17 grudnia 2008 o godzinie 16:56:53:

  • Pff, zostawili to na mojej głowie i nikt mi nie powiedział, że to dwa RÓŻNE zestawy...:P
    Bądź co bądź, dobrze, że poszedłem do sekretariatu dopytać się o sprzęt przed rozwieszeniem tych ogłoszeń...:P

MWalczak, 20 grudnia 2008 o godzinie 14:13:40:

  • Fajna relacja:) Taka w Twoim stylu. Mile przedstawione wigilijne perypetie;)

    Pzdr

KP, 20 grudnia 2008 o godzinie 16:39:34:

  • Dzięki bardzo!:)

    Pozdrawiam również!


Dodaj komentarz:

Dyskutujesz z ludźmi, a nie maszynami, odnoś się więc do nich z należnym im szacunkiem. Jeżeli chcesz odnieść się do merytorycznej zawartości bloga i komentarzy, podzielić się jakimś swoim spostrzeżeniem czy uwagą- rób to śmiało i się nie krępuj. Jeżeli zaś nudzisz się w domu i zależy Tobie tylko na powkurzaniu innych użytkowników sieci- wracaj do klocków.

SZUKAJ


Kuba Pakulski
Szczecinianin. Fascynat filozofii, historii i nauk społecznych. Piszący dla przyjemności i praktyki. Radykalnie umiarkowany czerwony liberał. Antyklerykał pełen życzliwości dla wierzących, którego serce bije po lewej stronie. Słucha wszystkiego, co da się zamknąć w trójkącie Judas Priest- Enya- Miles Davis.

Kontakt:
e-mail: jakub.pakulski małpka gmail.com
jabber: kuba.pak666 jabber.wp.pl
gg: 9933809