Wybierzmy sobie samorząd!!! 4 komentarze

Napisano dnia 25 września 2008, w Ogólne

Czyli o tym, jak nas uczą demokracji słów kilka:)

W każdej szkole naszego wspaniałego państwa funkcjonuje samorząd uczniowski. Jak wiadomo Polska, będąc ostoją demokracji w Europie Środkowej, broniąc Europy przed zgubnym wpływem Wschodu a Wschód przed wpływem Zachodu, szerzy wśród młodszej części swych obywateli zasady współstanowienia o własnym kraju. Oświecone idee współczesnych form demokracji są szczególnie widoczne na ostatnim etapie edukacji przyszłych pełnoprawnych obywateli, czyli w liceach. To liceum jest ostatnią szkołą, do której młody obywatel Najjaśniejszej Rzeczypospolitej uczęszcza, nie mogąc jednocześnie wybrać swojego reprezentanta na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej. To liceum ma go do wyboru przygotować i mechanizm wyborów przekazać. No właśnie.

W naszym kochanym liceum wybory odbywały się oczywiście, jak co roku. Kandydata znałem od długiego czasu. Szkołę naszą zawsze postrzegałem jako zupełną nowość na swym uczniowskim szlaku. Była to pierwsza szkoła, w której samorząd był autentycznym samorządem, nie zaś tylko zestawem marionetek. Zasługą samorządu było min zorganizowanie w naszym przylicealnym gimnazjum referendum uczniowskiego ws. strojów jednolitych. Wcześniej dyrekcja szkoły zatroszczyła się o to, by mundurki wybrane zostały przez najbardziej zainteresowanych ich jak najmniej opresywną formą. Co prawda wybrać mogliśmy jedynie kolor ale... to już coś:) W porównaniu ze szkołami, w których i krój i kolor był odgórnie narzuconym nakazem, mogliśmy liznąć odrobinę samorządności.

Mechanizm wyborów pamiętałem z wcześniejszych wyborów. W pomieszczeniu zwanym w naszej szkole „Aulą” zbierała się w trakcie przerwy obiadowej równa sobie stanem brać uczniowska i wybierała ona spośród równych sobie stanem przedstawicieli. Po wejściu do pomieszczenia należało wyartykułować w formie zrozumiałej swe imię i nazwisko, zaś wybór tychże potwierdzić okazując skrawek papieru ze zdjęciem, znanym powszechnie jako „legitymacja”. Otrzymywaliśmy w zamian podobnych rozmiarów skrawek papieru, miejsce przy parapecie i długopis. Pośrodku pomieszczenia stała urna wyborcza, do której należało skierować nasze bezcenne głosy. Można było oczywiście pozostawić je na parapecie, czy przy drzwiach, ale wtedy straciły by one swój metafizyczny smaczek, ową niewycenialną wartość świadomej decyzji o wyborze swojego przedstawiciela. Brać uczniowska oddawała swe głosy, po czym wracała do relaksującego korzystania z daru przerwy półgodzinnej.

Przez ten rok nieco się w naszej szkole zmieniło. Nie ma już niestety naszego Dyrektora, nie ma też mundurków. Całe szczęście- samorząd jest. I wybory do samorządu również! Tego roczna kampania niemrawa jakaś była i marastyczna. W porównaniu z zeszłoroczną, praktycznie jej nie było. No ale nic, nie ważne są przecież fajerwerki, ważne jest szkolne święto demokracji. Na samym początku spotyka nas mała niespodzianka, wybory nie odbywają się na przerwie, lecz klasy kolejno są zabierane przez swoich wychowawców na głosowanie. Świetny pomysł, zwłaszcza dla klas pierwszych. Zawsze to pewna forma integracji klasy jako kolektywu z wychowawcą jako opiekunem.

Kolejną nowością było miejsce. Niby szczegół, ale głosowanie na korytarzu nie ma już tego samego co głosowanie w konkretnym pomieszczeniu charakteru. Po dojściu na miejsce czekała mnie jednak największa niespodzianka, dotyczyła ona unowocześnionej formy demokracji pośredniej. Na wejściu powitano nas miło, po czym kazano nam się ustawić. Klucz był prosty: Każdy kto głosuje na (pada nazwisko jednego z kandydatów) staje po mojej lewej, reszta po prawej. No cóż, okazałem się być jedynym ‘prawicowcem’ (hehe). Lewą kolumnę policzono i... podziękowano jej. Ja zostałem zostawiony bez słowa, myśląc z początku, że mój głos równo olany został. Zbliżyłem się więc do miłego jegomościa stojącego przy pasującym kolorystycznie do naszej posadzki laptopie i zadałem mu proste pytanie: gdzie mogę zagłosować. Odpowiedź udzielona mi zdjęła mi łuski z mych oczu, rozszerzyła ma ograniczoną percepcję i oświeciła nieco zaśniedziały ostatnio umysł. ‘Tutaj’.

Nie pozostało mi nic innego jak wyjawić głęboko skrywaną chęć oddania wartościowego głosu. Po uczynieniu tego zostało mi zadane pytanie ‘na kogo chcesz głosować?’. Uderzyła mnie bezinteresowność tego szkolnego aktywisty, który to doceniając ogrom pracy rzucany uczniom na barki postanowił wyręczyć mnie z uciążliwego przyłożenia ręki do kształtowania naszego samorządu. Ledwo powstrzymując okrzyk zachwytu wyjawiłem nazwisko mego faworyta. Usłyszałem przemiłą odpowiedź ‘Nie, na niego nie zagłosujesz, on już ma dość głosów’. Słowa te wprawiły mnie w taką wyborczą euforię, że nieomal nie powiedziałem owemu społecznikowi co myślę o jego wyborczym doradztwie, uświadamiając go przy okazji gdzie może pójść ze swoim zmysłem politycznym. Zażądałem możliwości oddania głosu, a mym żądaniom po chwili stało się zadość.

Jak to szło? Tajne, równe, bezpośrednie?

 

pozdrawiam
KP

PS. To tyle po niemal dwumiesięcznej przerwie. Czas powrócić do pisania, brakuje mi tych komentarzy:)

<<Poprzedni>> <<trackback>> <<Następny>>



4 komentarze do wpisu pt. “Wybierzmy sobie samorząd!!!”

Walker, 25 września 2008 o godzinie 18:02:33:

  • Jak zawsze... prześmiewczo! Pisz dalej. :)

Piotr Eckhardt, 25 września 2008 o godzinie 22:01:25:

  • Rozsądnego samorządu w szkole ze względu na jej charakterystykę wybrać się nie da, dlatego trzeba uzyskiwać wpływy innymi drogami ;)

John Cooper, 26 września 2008 o godzinie 10:52:59:

  • Cieszy mnie Twój powrót.

KP, 01 października 2008 o godzinie 18:49:45:

  • >Rozsądnego samorządu w szkole ze względu na jej charakterystykę wybrać się nie da, dlatego trzeba uzyskiwać wpływy innymi drogami ;)

    Są tacy, którzy próbują:)

    >Cieszy mnie Twój powrót.

    Ja też się cieszę. Życie bez pisania niewiele jest warte.


Dodaj komentarz:

Dyskutujesz z ludźmi, a nie maszynami, odnoś się więc do nich z należnym im szacunkiem. Jeżeli chcesz odnieść się do merytorycznej zawartości bloga i komentarzy, podzielić się jakimś swoim spostrzeżeniem czy uwagą- rób to śmiało i się nie krępuj. Jeżeli zaś nudzisz się w domu i zależy Tobie tylko na powkurzaniu innych użytkowników sieci- wracaj do klocków.

Kuba Pakulski
Szczecinianin. Fascynat filozofii, historii i nauk społecznych. Piszący dla przyjemności i praktyki. Lewicowiec, umiarkowany anarchista, skrajny antynacjonalista. Antyklerykał, którego serce bije po lewej stronie. Dziewiątkowicz z pięcioletnim stażem. Od lat aktywny w mikronacjach. Słucha wszystkiego, co da się zamknąć w trójkącie Judas Priest- Enya- Miles Davis.

Kontakt:
e-mail: kuba.pak666 wp.pl
jabber: kuba.pak666 jabber.wp.pl
gg: 9933809


Szukaj


KATEGORIE

ARCHIWUM

Linki

META