Reklama na Naszej Klasie 6 komentarzy
Napisano dnia 30 lipca 2008, w Ogólne
Aż się uśmiechnąłem;)

pozdrawiam
KP
Oświadczenie Kongresu ws. zwrotu majątku, a hisotriozoficznych urojeń kilka... 10 komentarzy
Napisano dnia 16 lipca 2008, w Ogólne, Przemyślenia Filozoficzne, Przemyślenia Globalne
Dziś słyszałem wypowiedź jednego z amerykańskich kongresmanów na temat projektu rezolucji ws. zwrotu żydowskich majątków. Prócz tego, jakie bzdury opowiadał on działaniach władz po wojnie wobec Żydów (którzy mieli, w porównaniu do reszty mieszkańców Polski, przynajmniej niegorsze warunki egzystencji), uderzyła mnie buta i bezczelność tegoż Pana. Abstrahuję od oceny samego zagadnienia zwrotu majątków, który jest wg mnie rzeczą absolutnie Żydom należną.
Irytują mnie sytuacje, gdy przeżywające swój zmierzch mocarstwo zabiera się za pouczanie swego mniejszego, słabszego partnera. Irytują i zmuszają do zastanowienia nad pewnych kołem historii. Cóż jest głównym zarzutem względem Polski Ludowej? Służalczość wobec Moskwy. Wszystkie ważniejsze decyzje, do połowy lat osiemdziesiątych, uzgadniane były z "centralą". To w Moskwie zapadały kluczowe dla nas decyzje, Moskwa doiła nas jak tylko mogła. Była naszym zwierzchnikiem militarnym i ekonomicznym. Moskwa stała się (i wciąż jest) dla Polaków synonimem zniewolenia. O wolność od Moskwy Polacy walczyli. I teraz uwaga. "Komunizm" upada. W kilka lat Polska jest już militarnie uzależniona od innego mocarstwa militarnego (za pośrednictwem NATO), kilkanaście lat później uzależnia się gospodarczo od mocarstwa ekonomicznego. Całkowicie abstrahuję w tej chwili od oceny tego zjawiska, jedynie zaznaczam tendencję.
Jeszcze ćwierć wieku nasz kraj był upominany przez zmierzchających "Władców Kremla". Dziś upominają nas pochylający się Amerykanie. Ćwierć wieku temu o kształcie naszej gospodarki decydowała niewydolna gospodarka Radziecka. Dziś decyduje o niej przeżywająca problemy i zbiurokratyzowana gospodarka unijna.
Poprzedni zwierzchnik militarny narzucał nam przekraczająca nasze możliwości zbrojenia. NATO wymusza na nas ciągłe udoskonalanie Armii po to, by wykrwawiać ją potem w górach Afganistanu i na Irackich pustyniach. Polska, mniej lub bardziej dobrowolnie, wysyła na misje kontyngenty, które dość zdrowo przekraczają nasze możliwości finansowe. Wyjeżdżają na kredyt, spłacany polską krwią.
O tym, ile naszego majątku pojechało za wschodnią granice w zamian za ruble transferowe, krążą w narodzie legendy. Jedni widzieli wagony węgla, inni wagony internowanych liderów "Solidarności", jadących na Sybir. Co opowieść, to bardziej mrożąca krew w żyłach wersja zdarzeń. Nie zmienia to faktu, że dla ZSRR byliśmy niejako państwem kolonialnym. Oczywiście otrzymywaliśmy w zamian surowce, umożliwiające nam przeżycie- ropę czy gaz. Ale to nie my dyktowaliśmy warunki, ropa i gaz były niejako jałmużną. Dziś to Bruksela dyktuje nam warunki. To Bruksela decyduje o tym, co możemy, a czego nie. Dzisiejszą jałmużną są unijne dotacje.
Sześćdziesiąt lat temu naród cieszył się z pomocy gospodarczej od Związku Radzieckiego. W oficjalnym języku stawiano na piedestale braterstwo broni żołnierza polskiego i radzieckiego. Dziś naród cieszy się, że jesteśmy w NATO (lub "Nacie", dla wielbicieli Andrzeja L.), bezpieczni, nietykalni. Naród cieszy się, że nasi żołnierze ćwiczą zagranicą. A że na Murzynach i Arabach, to już nikogo nie obchodzi.
Naród cieszy się z dotacji. Tak jak komunizm miał być sposobem na wyjście ze stosunków feudalnych, tak europejski kapitalizm ma pomóc wyjść w pełni z komunizmu.
Po wojnie ograniczano w Polsce wolności obywatelskie, tłumacząc do imperialnym Zachodem, niemieckim rewizjonizmem. Dziś ogranicza się wolności obywatelskie, tłumacząc to walką ze zorganizowaną przestępczością, pedofilią, narkobiznesem. Po wojnie tłumaczono, iż jesteśmy częścią socjalistycznego świata. Dziś tłumaczy się, że jesteśmy znowuż w Europie.
Nie jest to pamflet na Unię Europejską i NATO. Sam jestem zwolennikiem dalszej integracji, z powołaniem własnych, niepodlegających Waszyngtonowi, sił zbrojnych. Napisałem to, by zaznaczyć niejako powtarzającą się historię. Czy tych, których dziś wynosi się na ołtarze za akces do Paktu Sojuszu Północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej, nie będziemy kiedyś przeklinać? Czy nasze dzieci, wnuki, nie będą się uczyły o Traktacie z Lizbony jako nowej Targowicy? Czy polski anarchizm nie rozwali kolejnego bloku militarno-gospodarczego? I czym wtedy będzie Polska? Niewiele liczącym się państwem "skądśtam", jak dziś, czy nowym centrum po raz kolejny "uwolnionej" Europy, nowym Paryżem i Berlinem? Czy może po zrzuceniu europejskiego jarzma będziemy kandydowali do Unii Północnoafrykańskiej? A może Azjatyckiej?
A wszystko to przez jedną deklarację Kongresu Stanów Zjednoczonych. Bezczelną i pełną buty, dodajmy.
pozdrawiam
KP
Warsztaty współczesnej gitary elektrycznej „Modern guitar” 6 komentarzy
Napisano dnia 15 lipca 2008, w Ogólne
Dwa tygodnie temu wpadła mi w ręce ulotka Klubu 13 Muz, informująca o rozpoczęciu trzydniowego letniego festiwalu muzycznego Music&Joy. W pierwszym jego dniu odbyć się miały warsztaty gitarowe, dotyczące podstaw muzyki współczesnej. Na ulotce czytamy:
Warsztaty przeznaczone są dla początkującej młodzieży muzykującej. Nie tylko pasjonatów gitary i muzyki gitarowej, ale też dla entuzjastów muzyki współczesnej. Warsztaty prowadzi Dariusz Kurman.
Fajnie, na gitarze grywam od roku ponad, coś z tego skorzystam. Nieco się bałem, iż poziom mnie przerośnie, bowiem uczyłem się zupełnie amatorsko i bez udziału nauczyciela. Dlatego też postanowiłem pozostawić moje, ciężkawe nieco, maleństwo w wygodnym futeraliku w domu, zaś na warsztaty wybrałem się sam.
Oczywiście odpowiednio wcześniej, bo warsztaty darmowe, więc pewnie się pół miasta zwali. Początek o 17:13, więc godzina piętnasta opuszczam swoje Królestwo, kierując się na odległy przystanek autobusowy. Pominę opis dojazdu, bowiem był on szablonowo szablonowy. Niedziałający kasownik, trochę marginesu społecznego w autobusach, spóźnione tramwaje... Miodzio:)
Do Klubu wpadłem w pół do piątej- wiadomo, zająć miejsce. Uprzejmy Pan odźwierny wskazał mi salę numer 13 (ach, czemuż nie jestem przesądny?) i życzył udanych warsztatów. Wszedłem doń, a w niej sam prowadzący, o dość wyraźnej posturze, oraz wsparcie techniczne. Nikogo więcej. Patrzą na mnie, jakbym się z choinki urwał. No tak- pomyślałem- chcą mieć ciszę na próbie. Siadłem sobie przy schodach, przemyślując tematykę mej nowej, joggerowej serii artykulików. Po dwudziestu minutach, gdy odgłosy z sali były już nazbyt uciążliwe, zabrałem swe jestestwo ze sobą i skierowałem się do tej sali. Znowuż nikogo, prócz prowadzącego i obsługi. „Wchodź, jeśli chcesz”. Mówisz masz. Na podłodze rozrzuconych była masa poduszek. Wybrałem sobie jedną, przystojniejszą, i siadłem nań, czekając na rozpoczęcie. Dopiero po siedemnastej zaczęły pojawiać się pierwsze osoby. Wszyscy z gitarami, prawie wszyscy z klasykami. Ja jeden bez niczego, bo przecież to ma być wprowadzenie w muzykę współczesną. cały festiwal jest jazz-funkowy, a te nurty szczególnie mnie interesują.
Zajęcia rozpoczynają się. Kursantów- czterech, w tym jeden (ja) bez gitary. W przeciągu kilku minut pojawia się jeszcze kilkoro spóźnionych. Na wejście prowadzący Dariusz Kurman przedstawia zarys zajęć. Najpierw mały, półgodzinny występ, potem „część belfrowska”. Będzie dużo o harmonii, bo to podstawa, by móc zagrać więcej, niż przy ognisku. Super, harmonia jest mi bardzo potrzebna, bowiem nie rozumiem wielu podstawowych zagadnień. A tak mi to ktoś wytłumaczy.
W ramach koncertu wprowadzającego Kurman zagrał kilka coverów i „odrobinę własnej inwencji”, jak to nazwał. Nic szczególnego, trochę ze „Speed Kills” Michaela Angelo Batio, niektóre kawałki żywcem wyciągnięte z koncertu G3 w Denver, a dokładniej z solówki Steve’a Vai’a. Potem jeszcze dwa covery. Prowadzący przeinaczył tytuł jednego z nich, Lennonowskiej balladki. Na zamknięcie Santana. Fajnie pooglądać, jak ktoś gra czysto technicznie i szybko do tego, ale mnie interesują same warsztaty. Będzie dużo harmonii. I warsztaty zaczęły się. Zagadnienie pierwsze. Jak trzymać gitarę. K.....
Dziesięć minut ćwiczeń
Zagadnienie drugie. Co to jest kostkowanie naprzemienne. ************
Dziesięć minut ćwiczeń.
Jak trzymać palce na gryfie. ;( ;( ;(
Piętnaście minut.
„Spokojnie, zaraz przejdziemy do harmonii, bowiem bez harmonii to można przy ogniskach grać co najwyżej”. Prowadzący rzuca mało śmiesznymi, w kółko powtarzanymi żartami, które przypominają mi żarty pewnej osoby o robieniu jaskółki na wfie. Po kilkunastokrotnym powtórzeniu, że trzeba umieć ugiąć palce, choć przy ognisku to nie przeszkadza (niech obejrzy nagranie z warsztatów i zobaczy, jak on je zawodowo uginał, grając wstęp...), znalazł sobie inny śmiechowy żarcik o palcu środkowym. „Tym, no, od pozdrowień”. haha.
„Zaraz przejdziemy do harmonii”. Tya. Ludzie znudzeni, co niektórzy wychodzą, co niektórzy rozkładają się z gitarami elektrycznymi i grają sami dla siebie.
Co do towarzystwa- były tam może trzy-cztery osoby, co potrafiły się zachować. Jeden chłopak, może z dwanaście lat, udowadniał wszem i wobec, że on takich ćwiczeń robić nie będzie, bo już tzw. powerchordy (pryma i kwinta) na dwunastym progu utrzymać potrafi. A, że nic nie robi, to dwie godziny warsztatów uprzykrzał życie reszcie. Dwóch „samców” musiało udowadniać swej koleżance, że już potrafią zagrać „do-re-mi” na gitarze elektrycznej. Oczywiście wymagało to podłączenia jej to wzmacniacza, by obwieścić tą radosną nowinę całej sali.
Takie pierdółkowate ćwiczenia zajęły całe dwie godziny. Czekałem cały czas na tą nowoczesną harmonię. Niestety, spadła ona na mnie niczym huragan na plażujących frytkojadów. Dowiedziałem się o wielkim odkryciu Pana Kurmana. Pentatonika składa się, uwaga, z PIĘCIU TONÓW.
Zmarnowałem pięć godzin.
pozdrawiam
KP
Polski Antysemityzm 49 komentarzy
Napisano dnia 13 lipca 2008, w Ogólne, Polityka..., Przemyślenia Globalne
Po tym artykule doczekam się zapewne najazdu narodowego socjalizmu w wersji retro. Tytuł celowo taki, a nie inny, by tu jak najwięcej kolegów narodowców pościągać:) Profilaktycznie dziękuję wszystkim wcześniejszym życzliwym odwiedzającym, bowiem od teraz nie mogę być pewien jutra:) Danych kontaktowych tu nie podałem, ale kto wie, co przyniesie następny dzień?:)
Determinantą napisanie tych słów było przeczytanie wpisu na pewnym joggerze. Z początku myślałem, że to jakiś żart, lecz po lekturze całego wpisu i komentarzy zastanowiłem się, czy przypadkiem na joggerze nie powinno się wprowadzić limitu wielu od, powiedzmy, dziesięciu lat...
Gdybym miał cytować bzdury rodem z tamtej publikacji, to musiałbym zacytować całość. Już w pierwszym zdaniu autor udowadnia, że kwestie międzynarodowe są mu nieco obce, bowiem oskarża on Kongres Stanów Zjednoczonych o bycie naszym „największym sojusznikiem”. Panie Johny, proszę się złapać czegoś stabilnego. Kongres zawsze był największym hamulcowym naszego „sojuszu” ze Stanami, choć ja raczej użyłbym określenia „stosunku wasalnego”. To kongres blokował finansowe wsparcie, a raczej jałmużnę, dla naszej armii. „Sojusz” był zawsze kwestią prezydenta Busha.
Dalej spróbuję nieco ogólniej. Od czasów Kazimierza Wielkiego (dla Johny’ego: XIV wiek) Żydzi w Polsce odnajdywali oazę spokoju. Gdy w całej Europie Zachodniej władcy szaleli z edyktami przeciw Żydom, w Polsce stwarzano im warunki do spokojnej egzystencji. Oni potrzebowali Polski, by móc tu żyć, Kazimierz potrzebował ich, by zmniejszyć wpływy niemieckich kupców i bankierów.
Polska stała się europejskim fenomenem. Po przyłączeniu Rusi Halickiej wraz z przyległościami (1349-1366) w Polsce w miarę pokojowo koegzystowały trzy kultury: polska, ruska, niemiecka (lub zachodnioeuropejska) i żydowska właśnie. Oczywiście nie odbyło się bez zajść (tzw. pogromy), ale tego nigdy się nie uniknie. Byliśmy ewenementem.
Póki Polska była rzymskim wasalem w średniowiecznym tego słowa znaczeniu (co częściowo tylko ukróciły dopiero Stanisławowskie czasy...), póty wiele kluczowych dla gospodarki stanowisk (głównie bankowość) obsadzali Niemcy. Z punktu widzenia Króla Polskiego była to sytuacja o tyle niebezpieczna, że z naszym zachodnim sąsiadem często miewaliśmy konflikty. Żydzi, pozbawieni własnego państwa, byli neutralni i w tym kontekście znacznie bezpieczniejsi. Dzięki królewskim przywilejom, swej zaradności i znajomości europejskich trendów gospodarczych, szybko wykształciła się dość wąska, bogata elita finansowa, mająca w garści olbrzymią ilość zadłużonych u niej Polaków-ojców narodu, w tym panujących. Mimo wszystko trzeba podkreślić, że WIĘKSZOŚĆ ŻYDÓW ŻYŁA W BIEDZIE, zapewniając Polakom ogrom niezbędnych im do życia usług, głównie rzemieślniczych.
Właśnie owo zadłużenie u Żydów i niebywała zazdrość, jaką względem ich majątków żywili Polacy, było ważną przyczyną antyżydowskich zajść. Trzeba niestety oddać sprawiedliwość Kościołowi, który to od początku walczył z Żydami. Po pierwsze, nie podlegali oni jurysdykcji prawnej kościoła, lecz podlegali swym gminnym sądom- w Polsce biskup nie mógł wedle własnego widzi-mi-się spalić, kogo chciał, jak to z powodzeniem funkcjonowało np. w Kastylii, czy Aragonii. Ponadto kościelni nie mogli wydoić Żydów (jak to czynili z Polakami), oni odprowadzali podatek grupowo Królowi. Kościół od początku zwalczał Żydów, bowiem od początku był u Żydów zadłużony. Ciągle mnie zastanawia, ile złoceń z Bazyliki Świętego Piotra sfinansowano z pożyczki od jakiegoś zachodniego Żyda, którego potem spalono, twierdząc, iż śmiał głosić kulistość Ziemi.
Przenieśmy się w czasy międzywojenne. Żydzi Polscy stanowili jedną dziesiątą społeczeństwa. Dzięki swemu wkładowi w odbudowę powojenną (po I WŚ) Polski odzyskali znaczną pozycję ekonomiczną. Mimo ekscesów rodzimych faszystów pod wodza Dmowskiego pozostali w kraju pozostali w kraju i NA TEN KRAJ PRACOWALI. Gdy za czasów płk Koca i ozonu próbowano wytępić ekonomicznie Żydów, zaprzestano tej akcji po podliczeniu wpływów do budżetu od nich. Wynosiły one 25% całości. Wszystkim zajadłym narodowcom, oskarżających żydów o całe zło tego świata, proponuję jedno- gdy popatrzą na dochód narodowy w latach 36’-38’- odejmijcie odeń 12 mld złotych. Gdy popatrzycie na statystyki produkcji przedwojennej- zmniejszcie je o jedną czwartą. A od armii broniącej naszych granic we wrześniu odejmijcie ćwierć miliona walczących za żydowskie pieniądze.
Formy represji były różne- od tzw. terroru ławkowego na studiach, aż po odmawianie wstępu do OZN (który to pełnił funkcję analogiczną do PZPR). Świetnym przykładem są dla mnie wiejskie sklepiki. Prowadzone z dziada-pradziada przez Żydów, dawały im utrzymanie i pozwalały przeżyć. Drogą represji ekonomicznych i wyroków sądowych odbierano je Żydom, bądź doprowadzano ich do ruiny. Przekazywano je Polakom, którzy po miesiąc-dwóch bankrutowali, nie umiejąc poprowadzić interesu i nie mogąc się utrzymać. Mojego komentarza- brak. Obejdzie się bez niego.
Mimo tych prześladowań Żydzi nie uciekali z Polski. Przyczyn było kilka- niewielką ich część było w ogóle stać na wyjazd, a poza tym nie za bardzo mieli gdzie uciekać. Na tle Hitlerowskich Niemiec Polska była rajem na ziemi. Kochali tą ziemię, na której od kilkuset lat spoczywali ich przodkowie. Często sami siebie nazywali mianem „Polaków wyznania mojżeszowego”. Byli Polakami i Polski we wrześniu bronili. Znaczna część, jak nie większość, polskiej elity naukowej, kulturalnej stanowiły osoby pochodzenia żydowskiego. Oni stali się częścią naszego narodu. Czy to się różnym onrom, czy innym plebejskim bandom podoba, czy nie, 99% z nas ma domieszkę „obcej” krwi. Co w przypadku mniej więcej połowy mogę udowodnić. Co teraz zrobią? Podpowiem, że transfuzja krwi nie wystarczy, by się „oczyścić”.
Teraz słówko o tym, jakim to cnotliwym narodem są Polacy. Na każdym kroku spotykamy się z obrazem narodu polskiego, jako wiecznie cierpiących Jedynych Sprawiedliwych. Ciągle zniewoleni, ciągle doznający niebywałych zbrodni, lecz nigdy ich nieczyniący. Polaków zawsze trzeba podziwiać, bo to wielki a naród, a krytykują nas tylko antypolacy, pederaści i rusofile (koniecznie rosyjscy agenci). W takim razie proszę Panów narodowców o odpowiedzenie na kilka pytań:
1) Skąd Niemcy w trakcie okupacji wiedzieli, że konkretna osoba to Żyd, nie Polak?
2) Co działo się z wielomiliardowym majątkiem Żydów, będących w obozach?
3) Co w Polsce działo się z Żydami po wojnie?
Ad.1. Gorzka prawda o Polakach. By wkupić się w łaski okupanta, by wyciągnąć kumpla z rąk Gestapo, lub by po prostu zemścić się na kimś, za to, że ma lepiej, Polacy wydawali ludzi, z którymi żyli, pracowali, bawili się i pili. Polskie podziemie przyzwalało na to, nie karząc takich konfidentów. Co trzeba zaznaczyć, analogiczne działania część Żydów prowadziła względem Polaków pod okupacją radziecką.
Ad. 2. Oczywiście, co wartościowsze rzeczy zabierali Niemcy. Ale to, co nie przedstawiało dla nich żadnej wartości (tańsze meble i inne elementy wyposażenia gospodarstw domowych) dla większości Polaków było luksusem, o którym przed wojną nie mogliby nawet pomarzyć. A teraz mogli to sobie bezkarnie UKRAŚĆ.
Ad 3. Wojnę przeżyło około ćwierć miliona Żydów. Na wielu Polaków padł blady strach, iż być może prawowity właściciel powróci i odbierze swój majątek, a oni znów pozostaną z niczym. Ponadto Żydzi, co zrozumiałe, traktowali Armię Czerwoną i komunizm jak wybawicieli, co uratowali ich od śmierci w obozie. Nic więc dziwnego, że aktywnie i z optymizmem brali udział we wprowadzaniu tego ustroju, który dawał im nadzieję na lepsze jutro i możliwość zemsty na donosicielach. Idę o zakład, że zdecydowana większość z tych „przypadkowych ofiar” stalinizmu (nie-wojskowych, nie-polityków- czyli osób niegroźnych dla systemu) to wojenni donosiciele, których ofiary nie zapomniały, kto sprawił, że prawie w obozie zgniły. Stąd wziął się ten silny opór Polaków względem tzw. „żydokomuny”, z czego może 10% czyniło to z przekonań światopoglądowych, a 905 z zazdrości o szybki awans społeczny „tych u władzy”. Stąd wzięły się tak zbrodnicze wypowiedzi, jak bp Kaczmarka (którego się dziś lansuje na ofiarę walki z komunizmem...) o Zagładzie i pogromie Kieleckim. Stąd wziął się właśnie ten pogrom, przeprowadzony pod błogosławieństwem proboszcza, który odbił się echem po całej Europie i który do dziś jest paskudnym wrzodem na naszej historii.
Mimo wszystko jestem przeciwny zwracaniu TEGO majątku Żydom. Czemu? Ano temu, że nadrobili sobie straty materialne zajmując poniemieckie majątki. Autor komentowanego artykułu napisał w komentarzu, iż nie wie, co to „układ jałtański”. Ze swojej strony życzę mu pozytywnego ukończenia edukacji w zakresie podstawowym, bowiem w podręczniku do historii do szóstej klasy znalazłem adnotację o postanowieniach tejże konferencji. Pragnę jeszcze przypomnieć, iż było jeszcze coś takiego, jak konferencja w POCZDAMIE. Zapytaj się Johny autorów serwisu „Polonica”, co o tym układzie myślą. W nim to przyznano Polsce tzw. Ziemie Odzyskane (Pomorze Zachodnie, Ziemię Lubuską, Śląsk, Prusy), jako REKOMPENSATĘ ZA ZIEMIE WSCHODNIE I STRATY WOJENNE. Ich wartość finansowa była (i jest) wielokrotnie wyższa, niż całość ziem II RP razem wzięta. Do dziś poniemieckie budynki mają większy standard, niż podkieleckie chaty na wsiach. Prócz Wilna i Lwowa czego tam żałować? Bagien Pińskich? Wsi na poziomie późnego średniowiecza, góra wczesnego renesansu?
Żądanie odszkodowań od Rosji za Ziemie wschodnie, lub, o zgrozo, ich zwrotu, wywołuje u mnie uśmiech na twarzy i gęsią skórkę zarazem. Korzyści finansowe, biorąc pod uwagę trzydziestokrotny spadek wartości dolara, byłyby śmieszna (maksimum kilkanaście mld dolarów amerykańskich), względem strat, które ponieślibyśmy na arenie międzynarodowej. Ponadto podważylibyśmy wartość traktatów, zabezpieczających nasza zachodnią granicę. Nic nie stałoby na przeszkodzie, by Niemcy zażądali odszkodowań za Ziemie Zachodnie, których Polska NIGDY nie byłaby w stanie zapłacić.
Za w pełni uzasadnione uważam natomiast roszczenia Żydów, którzy po nagonce z 68’ roku uciekali z kraju. Bezprawnym warunkiem wyjazdu było zrzeczenie się praw do majątku. Wszystkim żyjącym właścicielom należy się pełna rekompensata w wysokości ówczesnej wartości majątku, przeliczonego po ówczesnych kursie na dolara amerykańskiego (jako powszechną walutę). Potomkom właścicieli należy się niewielka część (10%-15%) wartości w ww. wysokości. Przede wszystkim należy tym ludziom oddać sprawiedliwość, iż RZĄD POLSKI ICH OKRADŁ i przeprosić za to.
Względem Żydów stosuje się podobną taktykę, jak względem powiernictwa Pruskiego. Ludzie, którzy dochodzą swych praw przed naszymi sądami to nie Niemcy, lecz Polacy, którzy uciekli z kraju po wojnie. Rdzenni mieszkańcy „Ziem Odzyskanych”- Mazurzy, Kaszubi, Ślązacy i wszyscy Ci, którzy zamieszkiwali przed wojną te ziemie i uważali się za Polaków. Po wojnie byli traktowani przez państwo i społeczeństwo jak Niemcy, dlatego zrzekali się polskiego obywatelstwa i uciekali do Republiki Federalnej Niemiec. Warunkiem wyjazdu było zrzeczenie się obywatelstwa. Bezprawnym warunkiem zrzeczenia obywatelstwa- zrzeczenie się praw do majątku w kraju. Ci ludzie domagają się odszkodowań i mają do tego pełne prawo. Jak na Niemców, zbyt płynnie mówią po polsku...
Listy polityków pochodzenia żydowskiego skomentuję jednym twierdzeniem- każdemu z nas można znaleźć w drzewie genealogicznym kogoś pochodzenia żydowskiego. Jak nie w pierwszej- to w czwartej, czy siódmej linii. Stanowili zbyt liczną mniejszość, by móc ominąć ich w badaniu obecnego narodu polskiego. Poza tym nie rozumiem jednego- czego się w żydowskości wstydzić? Wskaż mi drugi taki naród, który przez tyle tysiącleci pozostał wierny swej tradycji i przetrwał do dziś.
Cytując jedno zdanie z komentowanego wpisu- „jeżeli ta lista jest zgodna z prawdą, to niezły pasztet”- mogę powiedzieć jedno. Jeżeli myślisz to, co piszesz, to niezły pasztet. Już wiem na jakiego pokroju inteligencji nadają redaktorzy serwisu „polonica”. Jeżeli czerpiesz taką podnietę z oświadczenia amerykańskiego Irlandczyka na temat oddania ofiarom pochodzenia żydowskiego tego, co im się należy, to już wiem, skąd te pożałowania godne artykuły na tym serwisie. A swoim wpisem nie udowodniłeś nic ponad to, że nie znasz elementarnych faktów z historii swego kraju i narodu. Jeżeli jeden serwis umysłowych i światopoglądowych jaskiniowców doprowadza Cię do formułowania takich tez, to pozdrów ode mnie kolegów z młodzieży wszechpolskiej. Czekam niecierpliwie, aż tu wpadną...
pozdrawiam
KP
Dwa miesiace Joggerowania Komentarze wyłączone
Napisano dnia 05 lipca 2008, w Ogólne
Dwa miesiące joggerowania...
04.05.08. Zakładam joggera.
Od tamtego momentu minęły dwa miesiące. W tym czasie doczekałem się 15 wpisów i 184 komentarzy (średnio 15.33 na wpis). Wszystie wpisy zawierają łącznie 11 939 wyrazów, 84 155 znaków. Razem z komentarzami zebrałoby się już na małą książkę.
Doczekałem się 593 odsłon, 1 188 odwiedzin i 374 niepowtarzalnych użytkowników. W czerwcu zrobiłem 200% normy z maja, z czego wynika, że za rok będę miał ponad trzy miliony użytkowników;). Nie będę wspominał, że przy wpisywaniu niektórych fraz jestem pierwszy w google, bo to joggerowa oczywistość:)
Czy osiągnąłem to, co zamierzałem dzięki temu joggerowi osiągnąć? W znacznej mierze tak, bowiem piszę obecnie tak dużo, jak jeszcze nigdy przedtem. Dużo i podobno coraz lepiej:)
No właśnie. Opinie. zebrałem różne- od porównań do Paulo Coehlo, aż po oskrażenia o chamstwo i takei sprawy:) Ogólnie pozostawione komentarze, oceniające jakość wypowiedzi, podniosły mnie znacznie na duchu. Cieszy to, że większosć z tych 184 komentarzy było jakościowo bardzo dobrych- poziom dyskusji z kolegami i koleżankami joggerowcami narzuca jednak pewną trudność:)
Plany "na zaraz" sa dosć obfite. Prócz wałkowanego tematu przygotowań do olimpiady (które masowo w końcu zacząć muszę), zaopatrzyłem się wczoraj w odrobinę materiału. To, co z niego wyniknie, powinno przypaść do gustu znawcom sieci- idę o zakład, iż 90% z Was od tej strny na internet jeszcze nie patrzyła:) Ale, wszystko przed nami. Myślę, iż w przeciągu tygodnia ukończę pierwszy rozdział;)
Czego pozostaje sobie życzyć na następne dwa miesiące? Hm, więcej osób już i tak tu wchodzić nie będzie, a ja mam dość spamowania ludziom gadu:D. życzę więc sobie i wszystkim, by było coraz mniej irytujacych problemów życia codzienego i bym musiał przerzucić się na pisanie powieści fantasy :)
pozdrawiam
KP
Dobro Społeczne. Znaczenie. Uzasadnienie. 60 minut. 22 komentarze
Napisano dnia 04 lipca 2008, w Ogólne, Przemyślenia Filozoficzne
Okręgowe Eliminacje pisemne XV OF
3. Jakie znaczenie ma pojęcie Dobra Wspólnego i jak próbuje je się uzasadniać?
"Dobro Wspólne"- tym pojęciem epatuje się nas przy wszelkiej możliwej okazji. Wszystko robimy "w imię Dobra Wspólnego". Zrozumienie go i jego uzasadnienia, okiełznanie wielorakich znaczeń i zastosowań tego terminu, umożliwi nam, partycypującym w owym "wspólnym", lepiej go bronić, jak też lepiej bronić siebie przed próbami manipulacji nami, "w imię Dobra Wspólnego".
Czym ono jest? Na pewno czymś, co jest wspólne, jest udziałem wszystkich. To, jak bardzo jest powszechnie dostępne, determinowane jest wielorakimi cechami konkretnego dobra- jego ceną, wartością, dostępnością, szkodliwością czy elementarną, życiową niezbędnością. W tym sensie "Dobrem Wspólnym" mogą być dobra publiczne (drogi, budynki użyteczności publicznej), dobra społeczne (powietrze, parki, lasy, rzeki), jak i dobra niematerialne (bezpieczeństwo i porządek społeczny, ludzka życzliwość i solidarność). "Dobrem Wspólnym" jest zarówno darmowy posiłek w jadłodajni miejskiej, jak i drzewo przy blokowisku, czy wykształcona młodzież. Wszystko, co przedstawia nam się jako przynoszące korzyść ogółowi.
I tu pojawia się problem. Żeby dobro było "wspólne", musi mieć doń dostęp)bądź złudzenie dostępu) znaczna większość obywateli. Niestety, wszelkie dobra są ograniczone, a zapotrzebowanie na nie wprost przeciwnie. Dlatego dostęp do "wspólnego" celowo jest ograniczany, lecz w sposób, który nie podważa złudzenia powszechności dóbr. "Służba zdrowia jest powszechna, a że musisz czekać pół roku w kolejce- to już inna sprawa". "Edukacja jest darmowa, a że nie masz na podręczniki dla dziecka, to już Twój problem". Gdyby wszystkie "dobra wspólne" rzeczywiście całkowicie uwspólnić, szybko okazałoby się, że jest ich za mało, choćby nawet dla połowy społeczeństwa.
Dlatego "Dobra Wspólne" koncesjonuje się konkretnym grupom społecznym. Gdy ich [dóbr] zabraknie- szuka się wspólnego wroga, na którego można by zwalić odpowiedzialność: stoicie w kolejkach, bo lekarzom nie chce się pracować; podręczniki są drogie, bo to spisek wydawców; nie macie co jeść, bo Amerykanie zrzucają nam stonkę na pola.
Oczywiście uzasadnić trzeba też sam fakt istnienia "dobra społecznego", nie tylko jego odbierania. Grupy społeczne, która są pominięte w czerpaniu zeń korzyści (np, bo stać ich na prywatną opiekę medyczną, edukację, czy ochronę), ściśle negują sens utrzymania powszechnych (a przez to drogich) świadczeń państwa na rzecz społeczeństwa. Jest to całkowicie zrozumiałe, bowiem te grupy zazwyczaj łożą na nieotrzymywane dobra.
To zmusza "rządzących" do wykazania się ekwilibrystycznymi wręcz umiejętnościami, dzięki którym zdobędą fundusze na utrzymanie "Dóbr Wspólnych" i zaspokojenie rosnących potrzeb społecznych. Niejednokrotnie po cichu likwidują elementarne (i kosztowne) świadczenia społeczne, w zamian za to kuriozalne (i tanie) korzyści społeczeństwu, które to rozdmuchuje się wszem i wobec, jako wielkie i znaczące "kroki naprzód". Uzasadnieniem tych kroków jest zawsze jedno- dobro i korzyść wspólna.
Wielkim błędem byłoby sprowadzenie tytułowego "Dobra Wspólnego" do, tylko i wyłącznie, dóbr materialnych. Pewne "Dobra Wspólne" są, z punktu widzenia korzyści społecznych, nieprzeliczalne na pieniądze. Jest to np. bezpieczeństwo, uczciwość i prawdomówność w życiu publicznym, wykształcenie. Są to dobra, o które społeczeństwo zawsze się troszczyć musi, które godne są walki o nie i ich obrony. W tej materii to właśnie społeczeństwo, a nie włodarze cywilni (państwo i jego organy), eschatologiczni (kościół i grupy wyznaniowe) ani światopoglądowi (media), decydować powinno. Bo jego to tyczy się bezpośrednio.
pozdrawiam
KP
« Wcześniejsze wpisy Późniejsze wpisy »

Kuba Pakulski
Szczecinianin. Fascynat filozofii, historii i nauk społecznych. Piszący dla przyjemności i praktyki. Lewicowiec, umiarkowany anarchista, skrajny antynacjonalista. Antyklerykał, którego serce bije po lewej stronie. Dziewiątkowicz z pięcioletnim stażem. Od lat aktywny w mikronacjach. Słucha wszystkiego, co da się zamknąć w trójkącie Judas Priest- Enya- Miles Davis.
Kontakt:
e-mail: kuba.pak666 wp.pl
jabber: kuba.pak666 jabber.wp.pl
gg: 9933809
SZUKAJ
KATEGORIE
ARCHIWUM
- Marzec 2010
- Luty 2010
- Grudzień 2009
- Listopad 2009
- Październik 2009
- Wrzesień 2009
- Sierpień 2009
- Lipiec 2009
- Czerwiec 2009
- Maj 2009
- Kwiecień 2009
- Marzec 2009
- Luty 2009
- Styczeń 2009
- Grudzień 2008
- Listopad 2008
- Październik 2008
- Wrzesień 2008
- Lipiec 2008
- Czerwiec 2008
- Maj 2008
