Blog powstawał na przestrzeni wielu lat. Za marność starych tez nie odpowiadam:)

Uwolnić Drogi 18 komentarzy

Napisano dnia 27 czerwca 2008, w Ekologia, Ogólne, Polityka

Od lat mówi się w Polsce, iż z naszymi drogami jest źle. Dziurawe, stare, nieliczne, niewygodne i ogólnie do niczego. Ale za to, gdybyśmy mieli 2000 km autostrad na przykład! Oj, jakież to by było życie!

Mało kto zwraca przy tym uwagę na to, iż, w kontekście rosnących cen nośników, energii, coraz większej liczny samochodów i niebezpiecznie wysokiej emisji CO2, sam wzrost liczby dróg ekspresowych i autostrad nie wystarczy. Polsce potrzebny jest kompleksowy, przemyślany i sensowny plan wzrostu efektywności sektora transportowego, spójny z lokalnymi i globalnymi projektami redukcji emisji dwutlenku węgla.

Oficjalne dane, dotyczące wydalonego CO2, mówią nam o emisji rzędu 28 miliardów ton dwutlenku węgla w 2005 roku. W związku ze znacznym wzrostem gospodarczym krajów BRIC/BIRC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny), wzrostem ilości samochodów, próbą przezwyciężenia narastającej recesji w USA za pomocą odrzucania norm ochrony środowiska (etc, etc), emisja obecna znacznie wzrosła. Nieoficjalne dane wahają się od 40 do 50 mld ton, a i są i bardziej niepokojące propozycje.

Czwarty raport IPCC z 2007 roku głosi, iż dla obniżenia wzrostu temperatury w wyniku obecnego ocieplenia do 2.5C (minimum bezpiecznie osiągalne), należy zmniejszyć emisję do 10 mld ton rocznie. Świat pozbywa się powoli złudzeń, iż da się to zrobić w sposób przyjemny i bezbolesny.

Ograniczenie to powinno nastąpić do 203, najpóźniej 2050 roku. Każdy kolejny rok zwłoki powoduje spadek skuteczności podejmowanych działań, a w konsekwencji wymusza ich zaostrzenie.

Nasz świat to świat energetycznych paradoksów. Z jednej strony dążymy do ograniczenia wydatków na coraz droższą energię, z drugiej zaś realizujemy oszczędności poprzez wzrost energochłonności gospodarki. W urządzaniu gospodarstw domowych łapiemy się często idiotycznych oszczędności, zaś to właśnie w naszych miejscach zamieszkania najczęściej marnotrawiona jest energia. Od zapalania świateł w kilku pokojach naraz, aż po takie błahostki, jak podgrzewanie jednego obiadu po kilkakroć.

* Czy polityk ma prawo kłamać? Czy powinien zawsze mówić prawdę? [KLIK!]

Znacznie bardziej paradoksalny i absurdalny jest nasz system transportu. W 2004 roku na świecie użytkowano ponad 670 mln samochodów, a emisja CO2 tego sektora wyniosła 6,4 mld ton rocznie. Obecnie samochodów jest ponad miliard, a emisję dwutlenku węgla sektora transportowego szacuje się na 10- 11 mld ton rocznie. Co jest w tym absurdalnego?

Ano to, że w Polsce jedynie 17% towarów przewozi się relatywnie oszczędnym transportem kolejowym, zaś 72% przypada na diabelnie energochłonny transport ciężarowy. Korzyści wynikających z transportu kolejowego jest mnóstwo- od niskiej energochłonności, poprzez masowość transportu, aż do niemal obojętnego wpływu na transport drogowy. TIR-y natomiast to paliwożerne bestie, wkradające się dzień w dzień w ludzkie siedliska, kradnące przestrzeń na drogach, parkingach, które hukiem swych kół i silników uprzykrzają życie tysiącom ludzi. I nie jednemu człowiekowi owo życie odebrały. To głównie TIR-om zawdzięczamy obecny, opłakany stan dróg.

Ograniczenie roli ciężarówek nie tylko zmniejszy ilość marnotrawionej energii, ale i wpłynie na poprawę ogólnej jakości życia społeczeństwa, spowolni dewastację dróg, zmniejszy ruch na drogach głównych i miejskich. Spowoduje to wzrost efektywności pozostałych gałęzi transportu (w tym osobowego), częściowo rozładuje korki, zwiększy bezpieczeństwo pieszych w mieście i zmniejszy ilość zanieczyszczeń emitowanych przy samych siedliskach ludzkich. Rzadziej tez będą się zdarzały sytuacje, jak sprzed kilku dni, kiedy to kierowcy ciężarówek protestowali przeciw cenom ropy i korkom na granicy wschodniej (których by nie było, gdyby nie tranzyt), jadąc z prędkością 20 km/h po głównych drogach. Mniej ciężarówek- mniejsza uciążliwość takich wyczynów grupy idiotów.

Nieracjonalny jest również transport osobowy. Niejednokrotnie jest tak, że korzystamy z samochodów na trasach, na których zdrowiej i po prostu wygodniej byłoby się przejść/przejechać rowerem. Bo jak kuriozalna musi być oszczędność czasu, wynikająca z pojechania do oddalonego o 200m sklepu po zgrzewkę piwa? Czy całej ulicy musimy zawsze pokazywać, że „tak, ja też jestem fajny, bo mam na brykę i na paliwo!”?

* Na czym polega ten cały Witz z OFE? [KLIK!]

Od lat możemy obserwować stopniowy spadek znaczenia kolei w przewozie ludzi. A ile razy korzystamy z samochodu, mimo, iż przejazd pociągiem byłby dużo korzystniejszy dla nas? Dlaczego jadąc np. na jakąś konferencję do Warszawy, wybieramy samochód, którym tłuczemy się przez pół nocy w poprzek kraju, zamiast pojechać pociągiem, który do tego zatrzymuje się pod samym hotelem? Podejście „ktoś jedzie koleją- jest biedny” jest podejściem strasznie ogólnym. Oczywiście nie bez znaczenia jest poziom świadczonych w Polsce usług kolejowych. Zmieni się to od 2010 roku, kiedy na nasz rynek wkroczą przewoźnicy zachodni.

Ostatnio propagowana była akcja podwózek sąsiedzkich, wyśmiewająca „jednoosobowe samochody”. Nie mniej ważne, od korzystania z tego, że człowiek to zwierzę stadne, jest nadanie owemu stadu wystarczających możliwości do samodzielnego przemieszczania się. Mam oczywiście na myśli dwie kwestie: komunikację miejską oraz ścieżki rowerowe.

W naszych miastach brakuje ścieżek rowerowych- to już truizm. A jeżeli już są, to albo prowadzą do nikąd, albo nie stanowią spójnej całości (prowadząc do nikąd). Tak długo, jak długo zmuszać będziemy naszych rowerzystów do korzystania ze zwykłych dróg, tak długo większość z nich wybierze samochód. Bo w słowniku kierowcy rowerzysta to: taki stworek, którego nie stać na samochód, tamuje ruch; rowerzystę można zazwyczaj unieszkodliwić trąbiąc nań, spychając z jezdni, bądź też zajeżdżając mu drogę. Kto będzie ryzykował starcie z „lepszym” uczestnikiem ruchu?

Nie bez znaczenie jest to, że dojechawszy do celu nie ma co z rowerem zrobić. Przypiąć do latarni? Jak wrócę, będzie sama rama. Nie ma stojaków na rowery, nie ma swoistych „rowerowych parkingów”, jakie funkcjonują np w Holandii. W kontekście tego, że miejsc parkingowych dla samochodów jest masa, można wprost powiedzieć, iż rowerzyści sa w Polsce dyskryminowani. Bo jaką stratę ponieśliby kierujący samochodów, gdyby na każdym parkingu zajęto 2-3 miejsca na stojaki rowerowe? Żadną. A dla kilkunastu rowerzystów byłaby to ulga i mniejszy lęk o przyszłość swej własności.

Elementem transportowej układanki jest także komunikacja miejska. Sprawna, czysta, nowoczesna- to raj dla miasta. Niestety, często zmuszeni jesteśmy do korzystania z przepełnionych, przestarzałych i spóźnionych autobusów/tramwajów. Jak to jest, że ja, aby przemierzyc Szczecin z jednego krańca na drugi komunikacją miejską potrzebuję minimum dwóch godzin i czterech linii autobusowych i tramwajowych, zaś samochodem całosć zajmie w najgorszym przypadku pół godziny?

Nasze tabory autobusowe i tramwajowe wymagają gruntownej renowacji. Nad liniami komunikacyjnymi trzeba przysiąść i zdobyć się na wysiłek umysłowy, czemu niektóre autobusy jeżdżą puste (hmm, może dlatego, że przyjeżdżają co 6 minut), a czemu do niektórych wsiąść się nie da (może jeden autobus na linii na całe osiedle to jednak troszkę za mało?).

Częstsze (ale sensowne) odjazdy, nowszy tabor, lepiej opłacani kierowcy i maszyniści (którzy za swą naprawdę nużącą pracę otrzymują grosze), spójny system komunikacji- to wszystko niesie ze sobą masę korzyści. Poprawa jakości usług spowoduje ich lepszą ocenę (czyli wzrost tzw. „szczęśliwości”) oraz przyciągnie większą ilość klientów. Trzeba sprawić, by ludziom bardziej się opłacało pojechać do pracy autobusem, niźli wyciągać z garażu samochód. Oczywiście zakłady komunikacji miejskiej napotkają wiele problemów na swej drodze (np korki, brak zysku), lecz wyzwolona reakcja łańcuchowa samoczynnie rozwiąże część problemów (mniej samochodów- mniejsze korki, więcej klientów- większe przychody). Odciążenie dróg znowóż poprawi ich stan i ułatwi dojazdy innym uczestnikom ruchu.

Coraz większym problemem staje się wysyp jeżdżących złomów na naszych drogach. Stare, zdezelowane samochody z Niemiec czy Francji jeżdżą po naszych miastach i trują. Jak to rozwiązać? Można pójść drogą Berlina i zakazać co starszym wjazdu do centrum, lub też sprzedawać pozwolenia na wjazd dla takowych samochodów (odpowiednio kosztowne). Dzięki temu udałoby się pozbyć znacznej części miejskich trucicieli. Oczywiście można wprowadzić pewną górną, niepłatną granicę pojemności skokowej silników (np 1 200 cm3), żeby nie odbierać środków transportu studentom, młodym matkom, czy ogólniej, mniej zamożnym ludziom.

Ostatnim, najbardziej absurdalnym (lecz czasem zrozumiałym...) elementem naszego systemu komunikacyjnego są samochody ala Hummer2. Na przykładzie jednej z mieszkanek naszego osiedla. Posiada samochód marki NISSAN. Pojemność skokowa 6,700 cm3. Wychodzę rano- stoi. Wracam wieczorem- stoi. Po co tej kobiecie taka bryka?

* Trzydziestolecie Heavy Metalu! [KLIK!]

Ano po to, by kiedy już wyjeżdża, pół dzielnicy o tym słyszało. Tego typu zakupy samochodów „na pokaz” są nie tylko nieracjonalne, ale głupie wręcz. Samochody palące 16-20 l/100 km nie dość, że trują miasto i niepotrzebnie marnują energię, niejednokrotnie tamują ruch, nie mogąc zmieścić się na swoim pasie. A z jakiej racji mam stać w korku, bo sąsiadka swym samochodem-kontenerem (w którym oczywiście siedzi tylko kierowca) nie zdołała zrobić łuku na skrzyżowaniu i stoi w poprzek drogi, nie wiedząc co zrobić?

Zakupu takiej zabawki oczywiście zabronić nie można, bo to by był jawny zamach na wolności obywatelskie. Można natomiast tego typu destrukcyjne i szkodliwe dla miasta praktyki odpowiednio zobrzydzić. Pewnym rozwiązaniem jest wprowadzenie podatku od samochodów osobowych 3 000cm3+ o kuriozalnej wartości (bo nie o pieniądze chodzi), którego jednak zapłacenie kosztowałoby godzinę-dwie postania w kolejeczce. Po kilku latach odwiedzin Urzędu Skarbowego, zastanawialiby się właściciele takich samochodów nad sensem ich dalszego posiadania.

Pozbawione sensu są na przykład podatki od większych wozów, wliczone w ich cenę. Bo to, że elitarny samochód za 220 tysięcy złotych zacznie kosztować 225 tysięcy sprawi tylko, że stanie się jeszcze elitarniejszy, jeszcze bardziej pożądany. A pięć tysięcy kupującemu wielkiej różnicy nie zrobi.

Kilka przedstawionych tu pomysłów nie ma być „młotem na posiadających”. Nie ma też zachęcać do „prześladowania” posiadaczy większych i droższych samochodów:). Ma zmuszać do refleksji nad obecnym kształtem miasta i nad pożądanym kierunkiem zmian.

* Wolność finansowa — ideał czy zagrożenie? [KLIK!]

Wyrzucenie TIR-ów z miast i ograniczenie ich roli w transporcie, wykorzystanie potencjału kolei, podniesienie sprawności komunikacji miejskiej, umożliwienie pełnego korzystania z alternatywnych środków komunikacji- to wszystko garść pomysłów, które mogą pomóc w nadaniu miastu ludzkiego oblicza. Miasto nie jest tylko miejscem ciągłej pracy, gdzie celem jest zysk, a środkiem jego osiągnięcia człowiek. „Buisness as usual” prowadzi w linii prostej do katastrofy, na spółkę z innymi formami degeneracji systemu polityczno-gospodarczego (wszelkiego rodzaju –izmy). Miasto to również miejsce naszej egzystencji, naszego codziennego życia (nie tylko pracy!) i odpoczynku.

Zielone miasto, w którym skwerek, plac zabaw, czy stare drzewo ma większą wartość, niż -naste Centrum Handlowe- to szczęśliwe miasto. Miasto, w którym słowo zysk przykryte przyćmione jest przez jaśniejący wyraz „człowiek”. Miasto zrehumanizowane.

 

Tak, wiem. Jestem Utopistą.

 

Tak, wiem. Jestem Lewakiem.

<<Poprzedni>> <<trackback>> <<Następny>>



18 komentarzy do wpisu pt. “Uwolnić Drogi”

John Cooper, 27 czerwca 2008 o godzinie 20:56:52:

  • Za długi tekst, nie lubić czytać długich notek, wybacz :P

KP, 27 czerwca 2008 o godzinie 20:57:30:

  • Cóż. Wymagająca notka.

kmitko, 27 czerwca 2008 o godzinie 21:20:25:

  • E, napisałbyś coś, z czym można by się nie zgodzić i napisać polemikę :).

    Doczepię się tylko do pierdółek typu "nastąpić do 203, najpóźniej 2050", "nie jednemu", "np" bez kropki, "ala" zamiast "a la" (a jeszcze lepiej "à la") czy "buisness" w miejscu "business".

KP, 27 czerwca 2008 o godzinie 21:23:08:

  • A ja oczekiwałem najazdu neoliberałów, a tu co ;P
    Tak, błędów jest dużo. Ale zwiazane to jest z historią tego wpisu, a raczej z jego przepisywaniem. Jak widać,jest nieco długi, a przepisywałem go wczoraj/dziś w nocy. Jak skończyłem, sprzęt mi się zawiesił i dwie godziny pracy w diabły poszło. Przepisałem raz jeszcze, ale późno było itd, więc jest trochę błędów składniowych i logicznych;)

kontybal, 27 czerwca 2008 o godzinie 22:06:28:

  • No cóż. Właściwe odpowiedziałeś już na to co chcę powiedzieć słowami "Tak, wiem. Jestem Utopistą." i "Tak, wiem. Jestem Lewakiem.". Nie wiem tylko dlaczego "lewak" i "utopista" pisane są wielką literą...

    Co do kilkukrotnego grzania obiadu, czy włączania światła w kilku pokojach, to myślę, że tego typu sytuacje nie zawsze są irracjonale, tylko są po prostu wynikiem potrzeb cywilizacji. Te potrzeby będą rosły i tego nie da się zmienić: rosła będzie liczba ludności, a ludność ta będzie chciała sprawić swoje życie łatwiejszym - tak jest teraz, tak było w czasach kamienia łupanego (choćby już samo łupanie kamienia jest wynikiem modernizacji życia ludzkiego) i tak będzie w przyszłości. Wracając do światła i obiadu, to światło jest w kilku pokojach, bo pomiędzy kilkoma pokojami się akurat przemieszczamy (a nie wiem, czy wiesz, że zapalenie żarówki pochłania tyle energii ile żarówka zużywa w ciągu siedmiu minut), a obiad jest podgrzewany, bo nie zawsze wiadomo, kiedy wróci do domu beneficjent tego obiadu.

    Co do "wyższości" kolei nad transportem drogowym (zarówno towarowym, jak i osobowym) - zgadzam się w zupełności, też nie rozumiem tego absurdu.

    Co do jazdy na rowerze zamiast samochodem, to chcę zauważyć, że nie da się przywieźć wspomnianej przez Ciebie zgrzewki piwa rowerem, dlatego potrzebny jest samochód, a nie - jak to zasugerowałeś - dla szpanu.
    Poza tym, nie wszyscy - na przykład ja - potrafią jeździć na rowerze. Ponadto (podobnie jak pisałem wcześniej) samochód jest próbą udogodnienia życia. Być może - jak Ty z kolei napisałeś - zmieniłoby się to, gdyby zaproponowano lepszą sieć komunikacji miejskiej, tyle tylko, że jeszcze nikt takiej nie wymyślił - mieszkańcy jeżdżą naprawdę w baaardzo różnych kierunkach i nie zawsze się da ustalić trasę autobusu, która dowiozłaby wszystkich i wszędzie.

    Co do stworzenia "rowerowych parkingów", to mam wrażenie, że miejsc parkingowych dla samochodów nie jest wcale, jak to napisałeś, masa. Dlatego usunięcie samochodowych miejsc parkingowych pogorszy sytuację. Miejsc jest często za mało, a byłoby jeszcze mniej, gdyby zlikwidowano Strefę Płatnego Parkowania (tak jak to chciała m.in. Lewica, głosując w radzie miasta za przeprowadzeniem referendum w sprawie zlikwidowania SPP - oni chcieli znieść opłaty, Ty chcesz wprowadzać nowe, więc chyba nie do końca, jak to ująłęś - "jesteś lewakiem").

    Co do podwyżek dla maszynistów i kierowców, to chyba nie mamy na to pieniędzy podobnie jak na "parkingi rowerowe" i wiele innych fajnych rzeczy, na które mają pieniędze samorządy np. we wspomnianej przez Ciebie Holandii.

    Co do braku ścieżek rowerowych, to myślę, że równie dużym problemem jest fakt, iż piesi często wchodzą na drogi dla rowerów. To chyba też znięcheca rowerzystów, prawda?

    Co do proponowanych przez Ciebie podatków od: wjazdu do centrum, starych samochodów, dużych samochodów, które byłyby ściągane w uciążliwy sposób, to myślę, że jest to dyskryminacja pewnych osób, które posiadają takie, a nie inne pojazdy. To ich sprawa, jakimi autami jeżdżą i nikomu nie wolno się so tego wtrącać. To, że starsze auto wydziela więcej CO2, nie oznacza, że nowsze auto w ogóle go nie wydziela, a tego nowszego jakoś nie chcesz opodatkować. Dlatego to dyskryminacja, a zarazem naruszenie artykułu 32. Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, który mówi, że "Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.
    Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny." Ponadto, ja nie widziałem, żeby jakieś auto terenowe wystawało poza pas ruchu. Zaś podatek od wjazdu do centrum byłby sprzeczny z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, z artykułem 52. ustęp 1., który mówi, że "Każdemu zapewnia się wolność poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej Polskiej". Co prawda ustęp 3. tego artykułu mówi, że wolność ta może podlegać ograniczeniom określonym w ustawie, ale jednostki samorządu terytorialnego (w tym wypadku rada miasta, która miałaby wg Ciebie zadecydować o ewentualnym podatku od wjazdu do centrum) nie wydają ustaw, a uchwały.

    Na koniec napiszę, że teza o "rehumanizacji" miasta i cały ostatni akapit pachnie nieco anarchoprymitywizmem - światopoglądem propagowanym m.in. przez amerykańskiego terrorystę Theodora Kaczynskiego.

    Sorry za tak ogromną krytykę, ale pociesz się, że zgodziłem się z Tobą bez poprawek w kwestii absurdu kolejowo-drogowego ;D

    Z poważaniem,
    SP

KP, 27 czerwca 2008 o godzinie 22:35:03:

  • >tylko są po prostu wynikiem potrzeb cywilizacji.

    Przykład, by trafił, musiał być sytuacją codzienną. Miałem na myśli taką sytuację, gdy siedzisz np w kuchni i jesz obiad, a w całym domu światła są pozapalane;)

    >nie da się przywieźć wspomnianej przez Ciebie zgrzewki piwa rowerem

    znów, jak wyżej. To był tylko przykład. Równie dobrze mógłbyś wieźć papierosy, tudzież marchewkę w kieszeni;)

    >samochód jest próbą udogodnienia życia

    Czasem absurdalną i idiotyczną.

    >oni chcieli znieść opłaty, Ty chcesz wprowadzać nowe, więc chyba nie do końca, jak to ująłęś - "jesteś lewakiem"

    Bez przesady, to, że wiążę się z okresloną orietnacją (nie: formacją) polityczną nie oznacza, że zgadzam się z frakcjami reprezentującymi tą orientację.

    >miejsc parkingowych dla samochodów nie jest wcale, jak to napisałeś, masa

    jak jest ich dużo, jak wiele miejsca zajmują, zorientowałbyś sie, gdyby nagle wszystkie samochody zniknęły z miasta i wszsytkie miejsca parkingowe byłyby wolne. Jak przeraźliwie puste musiałoby być takie miasto?

    >To ich sprawa, jakimi autami jeżdżą i nikomu nie wolno się so tego wtrącać

    Ale nie jest ich sprawą, co z tych samochodów pozostaje. Gdybym chodził po mieście i rozpylał wokół siebie kwas siarkowy, to też bys nie miał nic przeciwko? (w końcu to moja sprawa, ja to lubię na przykład).

    >Każdemu zapewnia się wolność poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej Polskiej

    A niech się porusza. Ale nie przestarzałym i trującym złomem.

    >światopoglądem propagowanym m.in. przez amerykańskiego terrorystę Theodora Kaczynskiego

    Cóż... pewna odmiana prawa Godwina?

    >Sorry za tak ogromną krytykę

    Ależ nic się nie stało. Krytyka zmusza do samodoskonalenia.

kmitko, 27 czerwca 2008 o godzinie 22:39:53:

  • "Co do proponowanych przez Ciebie podatków od: wjazdu do centrum, starych samochodów, dużych samochodów, które byłyby ściągane w uciążliwy sposób, to myślę, że jest to dyskryminacja pewnych osób, które posiadają takie, a nie inne pojazdy."

    Bzdura. Równie dobrze mógłbyś pisać, że VAT ta pieluchy (chyba jest?) to dyskryminacja rodziców, akcyza na benzynę to dyskryminacja kierowców itp.

    "To ich sprawa, jakimi autami jeżdżą i nikomu nie wolno się so tego wtrącać."

    Wolno. Drogi są publiczne, atmosfera należy do nas wszystkich. Jeśli zaczniesz jeździć u siebie w domu pod kloszem, to pełna zgoda - nikomu nie wolno będzie się wtrącać. Ale na razie żyjesz w społeczeństwie.

    "Zaś podatek od wjazdu do centrum byłby sprzeczny z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, z artykułem 52. ustęp 1., który mówi, że "Każdemu zapewnia się wolność poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej Polskiej"."

    Możesz wejść pieszo. Samochody nie są obywatelami, dlatego np. zakaz ruchu wszelkich pojazdów na rynku (tak jest w niektórych miastach) jest legalny.

KP, 27 czerwca 2008 o godzinie 23:12:27:

  • >Samochody nie są obywatelami, dlatego np. zakaz ruchu wszelkich pojazdów na rynku (tak jest w niektórych miastach) jest legalny

    Gdzie wprowadzenie zakazu wjazdu wokół obiektów takich jak krakowski Rynek czy szczeciński Pasaż Bogusława jest decyzją o tyle sensowną, co trudną i niepopularną.
    Właśnie to lubię w Krakowie- zakaz wjazdu dla samochodów wokół ścisłej starówki. Natomiast brak mi tam drzew w mieście, w ogóle nie czuć, że to teren wolny od spalin.

Aeth Rhiannios, 27 czerwca 2008 o godzinie 23:25:06:

  • Dobry, analityczny wpis. Ma się takie wrażenie, jakby się czytało jakiś raport na stronie internetowej KE, a nawet lepiej.
    Co się tyczy nadmiernej produkcji C02, to - chociaż wydaje mi się to dość bolesnym zdzierstwem i łamaniem zasad wolnego (równego dla wszystkich) rynku - jednymz lepszych rozwiązań są akcyzy na paliwa. Może nie teraz, nie za kilka lat, ale w końcu ktoś postanowi opracować inne źródło energii, przyjazne dla środowiska, miejmy nadzieję. A państwo dochód z tego dodadkowego świadczenia powinno w całości przeznaczyć na granty dla naukowców szukających takiego rozwiązania i ewentualnie szkolnictwo (także wyższe), żeby zwiększyć szansę na pojawienie się takiego geniusza. Ale to się raczej nie zdarzy, bo państwo woli utrzymywać różnie nieprzydatne własności, jak nierentowne stocznie czy kopalnie.

    Mam tylko jedno pytanie odnośnie wpisu. Mianowicie, ani razu do tej pory nie słyszałem o podatku od wjazdu do centrum, jak wywnioskowałem, coś takiego funkcjonuje w Szczecinie - jak to działa?

KP, 27 czerwca 2008 o godzinie 23:31:24:

  • >jednymz lepszych rozwiązań są akcyzy na paliwa

    Tu się nie zgodzę z Kolegą:) Ceny paliw idą w górę od długiego czasu, co w cale nie skutkuje spadkiem ich zużycia. I ten wariant rozważałem, ale nie wprowadziłem go do pracy z tego powodu, iż kolejne podwyżki nie przynoszą wymiernych korzyści, powodując jedynie napędzenie inflacji. Natomiast kiedyś może być przekroczona pewna delikatna granica, powyżej któreo społeczeństwo nie podoła opłaceniu np. ogrzewania, czy gazu do kuchenek. A co wtedy? Jaskinia? Drzewo? Iglo?

    >jak wywnioskowałem, coś takiego funkcjonuje w Szczecinie - jak to działa?

    Nie, nic takiego u nas nie funkcjonuje (niestety). Cały wpis jest czysto teoretyczny, to nie ma nic wspolnego z raportem, raczej z pobożnym życzeniem;)

kontybal, 28 czerwca 2008 o godzinie 01:17:06:

  • Chcę odnieść się do wpisów.

    >Przykład, by trafił, musiał być sytuacją codzienną. Miałem na myśli taką sytuację, gdy siedzisz np w kuchni i jesz obiad, a w całym domu światła są pozapalane;)
    >znów, jak wyżej. To był tylko przykład. Równie dobrze mógłbyś wieźć papierosy, tudzież marchewkę w kieszeni;)

    No tak, ale tym wykazałem, że twoja teza nie sprawdza się we wszystkich wypadkach, a jedynie w pewnej części. Dlatego też nie wolno pochopnie oceniać użytkowników samochodów. Nie wiadomo z jakich powodoów akurat używają auta.

    >Czasem absurdalną i idiotyczną.

    Tak, ale tylko w przypadku dalekobieżnych podróży, gdzie auto przegrywa z pociągiem. Tylko tu się zgadzam.

    >jak jest ich dużo, jak wiele miejsca zajmują, zorientowałbyś sie, gdyby nagle wszystkie samochody zniknęły z miasta i wszsytkie miejsca parkingowe byłyby wolne. Jak przeraźliwie puste musiałoby być takie miasto?

    Dobrze, ale samo ustanowienie rowerowych parkingów nie rozwiązuje sprawy, bo do tego potrzeba o wiele większej operacji. Równocześnie należałoby objąć siecią dróg rowerowych co najmniej 95% miasta, tak aby dróg rowerowych było tyle ile ulic. Dopiero wtedy zrezygnowanoby z aut. Jeśli wykonanoby tylko część prac, to nie przyniosłyby one nic innego jak wściekłości kierowców samochodów.

    >Ale nie jest ich sprawą, co z tych samochodów pozostaje. Gdybym chodził po mieście i rozpylał wokół siebie kwas siarkowy, to też bys nie miał nic przeciwko? (w końcu to moja sprawa, ja to lubię na przykład).

    Co innego rozpylanie kwasu siarkowego, a co innego posiadanie kwasu siarkowego. Tak samo co innego stwarzanie zagrożenia samochodem, a co innego posiadanie samochodu. Samo jeżdżenie samochodem nie stwarza jeszcze zagrożenia.

    >A niech się porusza. Ale nie przestarzałym i trującym złomem.

    Dlaczego nie? To jego samochód, a przecież nie stwarza on zagrożenia, bo przecież został zarejestrowany, prawda?

    >Cóż... pewna odmiana prawa Godwina?

    Być może, ale ja uważam, że takie porównania są dobre, bo pokazują, że pozornie atrakcyjne tezy, są w rzeczywistości niedobre i prowadzą do niedobrych czynów. Nikt tego nie zauważył, ponieważ tezy te zostały przedstawione pod atrakcyjną okładką. W sumie ja też mogę powiedzieć, że Twoje porównanie mojego zachowania do czegoś innego złego, to odmiana prawa Godwina.

    >Bzdura. Równie dobrze mógłbyś pisać, że VAT ta pieluchy (chyba jest?) to dyskryminacja rodziców, akcyza na benzynę to dyskryminacja kierowców itp.

    Nie, nie mógłbym, ponieważ podatki od paliwa, czy od pieluch, wszyscy konsumenci płacą po równo, zaś podatki od wjazdu do centrum, starych samochodów i dużych samochodów byłyby płacone tylko przez część kierowców i dlatego to dyskryminacja.

    >Wolno. Drogi są publiczne, atmosfera należy do nas wszystkich. Jeśli zaczniesz jeździć u siebie w domu pod kloszem, to pełna zgoda - nikomu nie wolno będzie się wtrącać. Ale na razie żyjesz w społeczeństwie.

    Owszem, drogi są publiczne, ale auta są prywatne. Jeżdżenie nimi też.

    >Możesz wejść pieszo. Samochody nie są obywatelami, dlatego np. zakaz ruchu wszelkich pojazdów na rynku (tak jest w niektórych miastach) jest legalny.

    Dobrze, ale zakaz ruchu na rynku, to próba zaprowadzenia porządku publicznego, a zauważ, że wjazd do centrum nie zagraża porządku publicznego. A jak mówi Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej w artykule 31, ustęp 3 „Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób.”

    >zapłacenie kosztowałoby godzinę-dwie postania w kolejeczce.

    Jakby stano godzinę-dwie w kolejeczce, to by z kolei narzekano, że państwo męczy obywateli i ustanawia niesprawny system ściągania podatków. Tak źle i tak niedobrze.

    Chcę też powiedzieć, że wiele jest w Szczecinie i okolicahc terenów zielonych, tylko nikt z nich nie korzysta. A szkoda, bo warto. Mam tu na myśli m.in. puszcze: Wkrzańską, Bukową, Goleniowską.

    Zgadzam się z Tobą Jakubie w zupełności w kwestii akcyzy. Już druga sprawa, w której się zgadzamy. ;D

    Z poważaniem,
    SP

Janusz Lis, 28 czerwca 2008 o godzinie 10:55:00:

  • Strasznie sie rozpedziles z ta notka. Pozwole sobie nie zgodzic sie z czescia zaprezentowanych w nim tez, chocby z racji tego, ze transport jest dziedzina bardzo mi bliska.

    Po pierwsze, wierzysz w przewage transportu kolejowego nad transportem drogowym. Zacznijmy od przewozu ladunkow. Tak jak napisales, transport kolejowy jest transportem masowym. Ty uznales to za zalete, ja, oraz wiekszosc osob z ktorymi sie spotkalem twierdzi ze to wada. Wiekszosc przewozow generuja mali i sredni przedsiebiorcow. Niewielu jest rafineria, czy kopalnia i jest w stanie wypelnic caly sklad kolejowy. To przeciez kilkadziesiat wagonow. Jesli chesz przewiesc wagon jablek z punktu a do punktu b, to zanim doczekasz sie przewozu musisz poczekac, az zbierze sie jeszcze 30 wagonow jadacych w tym kierunku. Twoj wagon zatem moze podrozowac przez dwa-trzy tygodnie. Gdybys zaladowal jablka na tira dojechalyby wieczorem tego samego dnia. To pierwsza rzecz.
    Kolej ma szanse rozwijac sie, jesli zrobione zostana inwestycje w transport multimodalny. Obecnie w Polsce mamy doslownie kilka wozkow umozliwiajacych taki transport. W jednym z panstw europejskich zas transport mulitmodalny stanowi okolo 30% wszystkich przewozow koleja.
    Kolejna wada kolei, i to niezaleznie od tego czy przewozimy ladunek, czy ludzi, jest koniecznosc dojscia/dojazdu ze stacji do miejsca docelowego. W przypadku ladunkow, trzeba przeladowac go na ciezarowki i zawiesc odbiorcom. Ludziom trzeba zapewnic dojazd transportem miejskim do miejsca docelowego, w koncu malo kto bedzie wynajmowal samochod na dworcu. Transport drogowy zatem w tej kwestii jest znacznie wygodniejszy, a to wygode coraz bardziej sobie cenimy.
    Kolejny aspekt dotyczacy przewozu osob, sa ceny. Jakis czas temu chcialem pojechac do Budapestu. Nie pamietam juz ile dokladnie kosztowal bilet, ale wiem, ze koszt dojazdu byl drozszy, niz gdybym wzial dwoch znajomych i pojechal samochodem.

    Teraz kwestia emisji CO2. Problemem nie sa nasze, Polskie, czy europejskie, spaliny. Unia Europejska od lat sukcesywnie zmniejsza limity emisji CO2, co w skuteczny sposob wplywa na to, ze przedsiebiorcy ograniczaja emisje. Problemem sa Stany Zjednoczone i Chiny. Mozna pomyslec, ze USA to cywilizowany kraj, ale to bzdura. Jako jeden z niewielu nie zdecydowal sie na podpisanie protokolu z Kioto,a zatem moga sobie truc bez zadnych konsekwencji. Problemem Chin jest masa ludzi, ktorym kiedys wystarczala miska ryzu i lepianka, a teraz zaczna kupowac samochody, pralki, telewizory. To sie zle skonczy.

kmitko, 28 czerwca 2008 o godzinie 13:02:10:

  • "Nie, nie mógłbym, ponieważ podatki od paliwa, czy od pieluch, wszyscy konsumenci płacą po równo, zaś podatki od wjazdu do centrum, starych samochodów i dużych samochodów byłyby płacone tylko przez część kierowców i dlatego to dyskryminacja."

    Nie wszyscy płacą podatki od pieluch i akcyzę. Sęk w tym, że argument "skoro tylko część osób płaci podatek, to jest to dyskryminacja" prowadzi do wniosku, że każdy podatek jest dyskryminacją (bo zawsze istnieje grupa, która go nie płaci). Oczywiście, są ludzie, którzy uważają każdy podatek za kradzież (anarchiści i libertarianie), pozwolę sobie jednak mieć inne zdanie.

    Może dam inny przykład (nie wiem, na ile aktualny, ale jeszcze 2 lata temu tak było): VAT na kawę wynosi 22%, na capuccino - 7%. Czy to dyskryminacja? IMHO nie, choć różnica bezsensowna (ktoś zaliczył capuccino do napojów mlecznych).

    "Owszem, drogi są publiczne, ale auta są prywatne. Jeżdżenie nimi też."

    Twoja wolność (jeżdżenie samochodem) jest sprzeczna z wolnością innych (oddychanie świeżym powietrzem). Dodatkowo, korzystasz z własności wspólnej (dróg), a więc *musisz* dostosowywać się norm ustalanych przez właściciela dróg (społeczeństwo uosabiane przez urzędników państwowych). Dlatego argument o prywatnej własności samochodów jest bez znaczenia. Miałby znaczenie, gdyby twój samochód nie miał wpływu na innych ludzi i nie korzystałby z ich własności.

    @samochody w centrum

    Nikt nie odbiera Ci prawa do swobodnego poruszania się :). Chodzi o to, że miasto mocą uchwały może wprowadzić ograniczenia w ruchu kołowym - tego chyba nie kwestionujesz jako niezgodnego z konstytucją?

    @Aeth

    "ani razu do tej pory nie słyszałem o podatku od wjazdu do centrum"

    OIDP to w Londynie było coś takiego, bodajże pięć funtów od samochodu.

KP, 28 czerwca 2008 o godzinie 13:05:48:

  • >No tak, ale tym wykazałem, że twoja teza nie sprawdza się we wszystkich wypadkach, a jedynie w pewnej części

    Niewiele tez sprawdza się zawsze. A im bardziej chcemy je zuniwersalizować (jak ja, poprzez podanie codziennych i wszystkich dotyczących sytuacji), tym większa jest szansa na rafienie wyjątku od reguły. Problem sprawdzalności indukcji;)

    >Nie wiadomo z jakich powodoów akurat używają auta.

    No właśnie. Często oni sami też nie wiedzą, czemu wybierają samochód. Chodzi o to, by do ludzi docierać z przekazem "myśl, kiedy coś robisz". 99% naszych poczynań robimy bezrefleksyjnie, ale to jest problem poruszany od Sokratesa, wciąż nieskutecznie;)

    >Tak, ale tylko w przypadku dalekobieżnych podróży, gdzie auto przegrywa z pociągiem.
    >Kolejny aspekt dotyczacy przewozu osob, sa ceny

    No właśnie! I to do diabła trzeba zmienić! To są w końcu koleje państwowe. Dlatego czekam na wejscie Deutsche Bahn na rynek, odrobina konkurencji wymusi zmiany na naszym przewoźniku. A wtedy państwo nie powinno dotować całego molocha, lecz np. trasy regionalne. Kwota wsparcia publicznego dla PKP wynosiła ostatnio bodajże 6 mld złotych. Ile linii możnaby było za to utrzymać?

    >Dobrze, ale samo ustanowienie rowerowych parkingów nie rozwiązuje sprawy, bo do tego potrzeba o wiele większej operacji

    Dlatego całość jest utopią, która jak wszystkie utopie, poczeka sobie trzy-cztery stulecia na realizację swych idei;) Teraz możemy się pocieszyć tym, że "czas płynie szybciej" ;)

    >to nie przyniosłyby one nic innego jak wściekłości kierowców samochodów

    Dlatego trzeba jednocześnie prowadzić działania, które ułatwiłyby życie i im. Te, które opisałem w tekście to tylko część możliwych poprawek rzeczywistości.

    >Co innego rozpylanie kwasu siarkowego, a co innego posiadanie kwasu siarkowego

    Co innego jazda samochodem palącym 6 l/ 100km, a co innego 20l/ 100 km (przy założeniu takich samych katalizatorów, etc). Do diabła, nie chodzi tu o posiadanie samochodów, lecz o ich użytkowanie w centrach miast!;)

    >To jego samochód, a przecież nie stwarza on zagrożenia, bo przecież został zarejestrowany, prawda

    I tu jest kolejny krok- odmowa rejestracji samochodów, niespełniających norm ochrony środowiska. Oczywiście z wyjątkiem samochodów zabytkowych itd.

    >że pozornie atrakcyjne tezy, są w rzeczywistości niedobre i prowadzą do niedobrych czynów

    No bez przesady! Jeżeli ktoś, po przeczytaniu tego tekstu, odstawi samochód i wybierze rower, jeżeli poprawi się sytuację rowerzystów, to to są złe czyny? Czy jeżeli ludzie zaczną racjonalniej podchodzić do zużywania energii, to czy to będą złe czyny? Dlatego nie pisałem "likwidacja", lecz ograniczenie, by nie zostać posądzonym o ostracyzm innych "klas" :)

    >Nie, nie mógłbym, ponieważ podatki od paliwa, czy od pieluch, wszyscy konsumenci płacą po równo, zaś podatki od wjazdu do centrum, starych samochodów i dużych samochodów byłyby płacone tylko przez część kierowców i dlatego to dyskryminacja

    Równie dobrze można powiedzieć, że kupując książkę z 22% VAT-em (nie wiem, jaki funkcjonuje) jesteś dyskryminoany, bowiem za prasę sie VAT-u nie płaci. A literki takie same.

    >Owszem, drogi są publiczne, ale auta są prywatne. Jeżdżenie nimi też

    Ale powietrze do dobro społeczne. A oddychanie nim to jedna z potrzeb, których człowiek pozbyć się nie może. Jeżeli ktos mu to dobro społeczne niszczy, ma prawo protestować i bronić się przed tym.

    >Jakby stano godzinę-dwie w kolejeczce, to by z kolei narzekano, że państwo męczy obywateli i ustanawia niesprawny system ściągania podatków.

    Męczy tych obywateli, którzy w nosie mają dobro wspólne.

    >Chcę też powiedzieć, że wiele jest w Szczecinie i okolicahc terenów zielonych, tylko nikt z nich nie korzysta. A szkoda, bo warto. Mam tu na myśli m.in. puszcze: Wkrzańską, Bukową, Goleniowską.

    Oj, bzdura! Pisałem ostatnio o terenach zielonych. Na Błonia- wejść się nie dało. Kasprowicza- pełen. Żeromskiego- pełen. Mieszkasz w okolicy puszczy Wkrzańskiej? Do niej czasem rowerem się pojechać nie da, tyle samochodów stoi przy drodze. Ja mieszkam na samym skraju tejże puszczy i widzę codzeń, ile osób tam idzie i ile osób stamtąd wraca. Szczecinianie korzystają ze swych terenów zielonych, czasem aż nadzbyt intensywnie (czego dowodem są walające się śmieci etc).

    >Zgadzam się z Tobą Jakubie w zupełności w kwestii akcyzy. Już druga sprawa, w której się zgadzamy. ;D

    Jestem zaszczycony;)

    >To przeciez kilkadziesiat wagonow. Jesli chesz przewiesc wagon jablek z punktu a do punktu b

    Dlatego pisałem "ograniczenie roli ciężarówek", nie ich "likwidacja" ;)

    >zanim doczekasz sie przewozu musisz poczekac, az zbierze sie jeszcze 30 wagonow jadacych w tym kierunku

    Obecnie- owszem. Ale przyznaj, jeżeli ilość towarów przewożonych koleją będzie rosła, a co za tym idzie sieć się zagęści, to czy nie łatwiej będzie trafić na pasującą nam linię? Czy przewozu nie można zamówić?

    >Kolej ma szanse rozwijac sie, jesli zrobione zostana inwestycje w transport multimodalny

    Dlatego, powtarzam, czekam na otwarcie naszego rynku za dwa lata.

    >Kolejna wada kolei, i to niezaleznie od tego czy przewozimy ladunek, czy ludzi, jest koniecznosc dojscia/dojazdu ze stacji do miejsca docelowego

    Tak, jej problemem jest to, że nie dowozi nas pod dom. Ale zauważ, że postulowałem również znaczącą poprawę funkcjonowania komunikacji miejskiej:). Poza tym, komunikacją podmiejską można dojechać do wielu ciekawych miejsc;)

    >trzeba przeladowac go na ciezarowki i zawiesc odbiorcom

    Tak, ale droga, która one pokonają (trując) będzie już znacznie mniejsza. A w przypadku miast nie muszą to być TIR-y, a VAN-y, lub mniejsza ciężarówki (jakie jeżdżą np dla sklepów meblowych, czy w trakcie przeprowadzki).

    >Teraz kwestia emisji CO2. Problemem nie sa nasze, Polskie, czy europejskie, spaliny

    Ale to nasze, polskie spaliny wpływają na to, jak żyje nam się tu i teraz. Spaliny samochodów szczecińskich odpowiadaja za Szczecin, warszawskich za Warszawę;)

    >Problemem sa Stany Zjednoczone i Chiny. Mozna pomyslec, ze USA to cywilizowany kraj, ale to bzdura

    wspominałem o tym, lecz nie chciałem się szerzej rospisywać o problemie emisji CO2 (trochę o tym napisałem, ale w sumie skreśliłem), bowiem temat brzmi "Uwolnić drogi";). Problem ze Stanami Zjednoczonymi jest taki, że "buissnes as usual" (pewnie znów błąd zrobiłem;) ) prowadzi do jednego- nieograniczonego parcia an zysk. A zysk ten realizowany jest kosztem pracowników, kontrahentów z biedniejszych krajów i środowiska. Bo po co wydawać n mln dolarów na instalacje energooszczędne i filtry, skoro można za te pieniądze otworzyć kolejną linię produkcyjną?
    Z Chinami jest natomiast ten "problem", że Chiny od pięćdziesieciu lat permamentnie wstają z kolan i domagają się os swoje miejsce w Świecie. Osobiście wolę, by sami sobie produkowali pralki i telewizory, niźli zeby organizowali krucjatę przeciw "państwom kaptalistycznym", bo świat wiecej na tym drugim wariancie straci.

    Pragnę zwrócić uwagę na to, iż to jest projekt, który ma sens tylko w całości. Bardzo łątwo jest wyrwać jego części składowe i wykazac ich bezsensowność. W całościowym spojrzeniu mają sens.

    Gdy pisałem pojawił się komentarz Przyjaciela Kmitko, część moich uwag traci przez to na świeżości, lecz je pozostawię. Wyjeżdżam na wieś, więc życzę Państwu owocnej dyskusji;) Wracam jutro wieczorem i napewno się do postawionych tez odniosę;)

kontybal, 28 czerwca 2008 o godzinie 17:37:23:

  • >Nie wszyscy płacą podatki od pieluch i akcyzę. Sęk w tym, że argument "skoro tylko część osób płaci podatek, to jest to dyskryminacja" prowadzi do wniosku, że każdy podatek jest dyskryminacją (bo zawsze istnieje grupa, która go nie płaci). Oczywiście, są ludzie, którzy uważają każdy podatek za kradzież (anarchiści i libertarianie), pozwolę sobie jednak mieć inne zdanie.
    >Równie dobrze można powiedzieć, że kupując książkę z 22% VAT-em (nie wiem, jaki funkcjonuje) jesteś dyskryminoany, bowiem za prasę sie VAT-u nie płaci. A literki takie same.

    Nie zrozumiałeś o co mi chodzi. Wszyscy konsumenci pieluch i paliwa płacą równy podatek. A tu jest tak, że część kierowców płaci podatek od swego samochodu, a część nie. To tak jakby np. część matek płaciła podatek od pieluch, a część nie. Tu jest ta dyskryminacja.

    >Twoja wolność (jeżdżenie samochodem) jest sprzeczna z wolnością innych (oddychanie świeżym powietrzem).
    >Ale powietrze do dobro społeczne. A oddychanie nim to jedna z potrzeb, których człowiek pozbyć się nie może. Jeżeli ktos mu to dobro społeczne niszczy, ma prawo protestować i bronić się przed tym.

    Dobrze, to w takim razie, dlaczego chcecie opodatkować tylko niektórych użytkowników samochodów, skoro każde auto emituje zanieczyszczenia?

    >Nikt nie odbiera Ci prawa do swobodnego poruszania się :). Chodzi o to, że miasto mocą uchwały może wprowadzić ograniczenia w ruchu kołowym - tego chyba nie kwestionujesz jako niezgodnego z konstytucją?

    Kwestionuję, ponieważ, tak jak już wcześniej pisałem, wjazd do centrum nie zagraża porządkowi publicznemu.

    >Niewiele tez sprawdza się zawsze. A im bardziej chcemy je zuniwersalizować (jak ja, poprzez podanie codziennych i wszystkich dotyczących sytuacji), tym większa jest szansa na rafienie wyjątku od reguły. Problem sprawdzalności indukcji;)

    Tak, ale ja myślę, że Twoja teza sprawdza się w mniejszości przypadków używania samochodu.

    >No właśnie. Często oni sami też nie wiedzą, czemu wybierają samochód. Chodzi o to, by do ludzi docierać z przekazem "myśl, kiedy coś robisz". 99% naszych poczynań robimy bezrefleksyjnie, ale to jest problem poruszany od Sokratesa, wciąż nieskutecznie;)

    Owszem, ale Ty zakładasz, że prawie zawsze używanie samochodu jest niepotrzebne, co według mnie nie jest prawdą, o czym pisałem już wcześniej.

    >No właśnie! I to do diabła trzeba zmienić! To są w końcu koleje państwowe. Dlatego czekam na wejscie Deutsche Bahn na rynek, odrobina konkurencji wymusi zmiany na naszym przewoźniku. A wtedy państwo nie powinno dotować całego molocha, lecz np. trasy regionalne. Kwota wsparcia publicznego dla PKP wynosiła ostatnio bodajże 6 mld złotych. Ile linii możnaby było za to utrzymać?

    Zgadzam się! Im więcej konkurencji, i im więcej prywatnej własności, tym więcej wolnego rynku i tym więcej niższych cen! A faktycznie obecnie jeszcze jest tak, że podróże międzynarodowe kolejowe są czasem droższe niż samolot.

    >Dlatego całość jest utopią, która jak wszystkie utopie, poczeka sobie trzy-cztery stulecia na realizację swych idei;) Teraz możemy się pocieszyć tym, że "czas płynie szybciej" ;)

    A Ty zostaniesz męczennikiem ;)

    >Dlatego trzeba jednocześnie prowadzić działania, które ułatwiłyby życie i im. Te, które opisałem w tekście to tylko część możliwych poprawek rzeczywistości.

    Ułatwieniem dla kierowców byłoby zwiększenie liczby miejsc parkingowych. Ty chcesz zlikwidować część miejsc parkingowych na rzecz miejsc dla rowerów – jak to ze sobą pogodzić?

    >Co innego jazda samochodem palącym 6 l/ 100km, a co innego 20l/ 100 km (przy założeniu takich samych katalizatorów, etc). Do diabła, nie chodzi tu o posiadanie samochodów, lecz o ich użytkowanie w centrach miast!;)

    Ale to, że jedno auto jest bardziej skodliwe dla środowiska, to nie oznacza, że drugie jest dla niego całkowicie przyjazne. O tym też nie wolno zapominać, dlatego, tak jak mówiłem – opodatkować (jeśli już) wszystkich, a nie tylko niektórych.

    >I tu jest kolejny krok- odmowa rejestracji samochodów, niespełniających norm ochrony środowiska.

    Każde auto jest szkodliwe dla środowiska i to, że zlikwidujemy pewien odsetek, które są bardziej szkodliwe nie rozwiąże sprawy, bo tak jak Janusz Lis napisał, problemem są Chiny i USA. I fakt, że w mieście będzie mniej zanieczyszczeń, też niczego nie rozwiąże, bo one dalej będą. Czyste powietrze zaś będzie w lasach, bo od tego jest las, żeby tam było czyste powietrze.

    >No bez przesady! Jeżeli ktoś, po przeczytaniu tego tekstu, odstawi samochód i wybierze rower, jeżeli poprawi się sytuację rowerzystów, to to są złe czyny? Czy jeżeli ludzie zaczną racjonalniej podchodzić do zużywania energii, to czy to będą złe czyny? Dlatego nie pisałem "likwidacja", lecz ograniczenie, by nie zostać posądzonym o ostracyzm innych "klas" :)

    Ale ja nie mówiłem, że cały tekst jest zły, tylko ostatni akapit. I tak samo jak Ty to podawałeś – to był tylko przykład.

    >Męczy tych obywateli, którzy w nosie mają dobro wspólne.

    To zdanie opiera się na niesłusznej tezie, że duże i stare auta niszczą dobro wspólne. Bo jeśli chodzi o powietrze, to KAŻDE auto je zanieczyszcza.

    >Oj, bzdura! Pisałem ostatnio o terenach zielonych. Na Błonia- wejść się nie dało. Kasprowicza- pełen. Żeromskiego- pełen. Mieszkasz w okolicy puszczy Wkrzańskiej? Do niej czasem rowerem się pojechać nie da, tyle samochodów stoi przy drodze. Ja mieszkam na samym skraju tejże puszczy i widzę codzeń, ile osób tam idzie i ile osób stamtąd wraca. Szczecinianie korzystają ze swych terenów zielonych, czasem aż nadzbyt intensywnie (czego dowodem są walające się śmieci etc).

    Te parki, o których mówisz są w mieście, a ja mówię o lasach. Faktycznie wiele jest osób w lasach, ale wciąż mało. A potem są narzekania, że za mało jest parków.

    Cóż, to wszystko na razie. Do zobaczenia!

Claudia, 30 czerwca 2008 o godzinie 09:12:45:

  • Tu jest tyle mądrych rzeczy, że aż nie mam czasu aby się do wszystkich odnieść :)

    Powiem tylko tyle, że mi również doskwiera obecny stan dróg rowerowych w Szczecinie. Albo w ogóle ich nie ma, a jak są to absurdalnie umieszczone i prowadzące do nikąd ;/
    A po ulicach, włączając się w ruch samochodowy, nie da rady przemieszczać się na rowerze bezproblematycznie i bezpiecznie.

    KP - Ty będziesz kiedyś kimś wielkim xDD

Texassen, 12 września 2010 o godzinie 02:44:58:

  • Bóg umarł.


    Mam takie jedno samochodowe marzenie. Marzenie ma długą nazwę: Dodge Ram
    1500 5,7 Hemi 4x4 i nikt, absolutnie nikt- poza fascynatami- nie zada
    sobie zapewne trudu zapamiętania jej. Słusznie- bo i po co? I tak nie
    kupicie, ja zresztą też nie. Dlaczego? Wyjaśnimy zaraz w trymiga.

    Skąd się ono u mnie wzięło- nie mam pojęcia. Być może chciałbym mieć
    coś, co będzie jeszcze brzydsze, większe, mniej rozsądne i praktyczne
    nić ja. Możliwe. Więcej- prawdopodobne. Oczywiście, jako samo-
    proklamowany ekspert mógłbym zapluć sobie brodę próbując udowodnić, że
    chodzi o coś więcej, niż zachciankę, o jakąś zasadę, niezawodność,
    kaleko pojętą wolność osobistą, czy detale techniczne. Przejdźmy jednak
    do sedna.


    Mieszkam sobie radośnie za granicą- precyzyjniej- na łonie Matki Rzeszy.
    Mówcie, co chcecie: że jestem zgermanizowanym zdrajcą, niewdzięcznikiem
    wobec mojego (ha-ha, nomen- omen) własnego Vaterlandu, zaplutym karłem
    reakcji, czy splugawicielem krwi patriotycznych przodków.

    Prawda jest o wiele bardziej trywialna. Otóż Ojcowizna nie może mi
    zapewnić wykształcenia w pożądanym przeze mnie kierunku, tym bardziej
    później pracy zgodnej z magicznym zaklęciem wypisanym przed moim
    imieniem na papierku voodoo- zwącym się niniejszym dyplomem
    inżynierskim. Stąd też zrobiłem to, co Polacy umieją niezaprzeczalnie
    najlepiej- wyemigrowałem- i dlatego będę podawał wszystkie dane liczbowe
    w jewro, zwanym niniejszym Nowym Rublem Transferowym (NRT gwoli
    prostoty).


    Hipotetyczna sytuacja numer jeden: wygrywam sto tysięcy NRT na loterii.
    Ok, świetnie. Furka kosztuje około 38 tysięcy. Robimy z tego 40-
    wiadomo, opłaty rejestracyjne, ubezpieczenie (pełny pakiet, nie będę
    ryzykował, spełniam marzenie- i tak okaże się z czasem, że pełny pakiet
    mam według warunków umowy tylko wtedy, kiedy występuje koniunkcja Marsa
    i Jowisza, zaćmienie księżyca a samochód został uszkodzony przez
    klawesyn spadający z pogodnego nieba). Pozostaje 60 tysięcy. 20 odkładam
    sobie na fundusz inwestycyjny stabilnego wzrostu- system emerytalny w
    Europie epoki post- socjalnej nie należy do budzących zaufanie w
    przyszłość. Kolejne 20 pakuję w skarpetkę- po ukończeniu studiów jak
    znalazł na początek życia: jakąś tam kaucję pod wynajem mieszkania i
    podobne trata-tata. 10 tysięcy- 10% od wygranej- pakuję pod materac. Na
    wypadek wojny, ataku obcych, ciężkiej choroby, ataku kobiety chcącej się
    zaręczyć. Wymieniłem wszystkie plagi? Chyba tak. Zostaje ostatnie 10
    tysięcy gwoli utrzymania samochodu. Liczymy dalej (teraz zacznie się
    robić skomplikowanie). Zanim podejmę pracę i się rozruszam- miną ze trzy
    lata, stąd konsumował będę tylko w przybliżeniu pieniądze z loterii
    zgodnie z ich przeznaczeniem (pomijam koszty życia itp., które- jak
    dotąd- pokrywam i bez loterii). Załóżmy, że przez trzy lata „nawinę” 100
    tysięcy kilometrów. A co! Wymarzyłem, to i jeździł będę!


    Dobrze- 100 tysięcy przebiegu. Co 15 tysięcy wymieniamy olej. Czyli
    sześć razy. Koszt materiałów (optymistycznie zakładam, że za robociznę
    płacił nie będę, tylko sam znajdę zawsze trochę czasu, żeby pogrzebać):
    sześć razy jakieś 70 NRT- 420 jewro. Co 30 tysięcy- filtr powietrza.
    Trzy razy, co daje łączy koszt materiałów 30 NRT. Co 50 tysięcy-
    okładziny hamulcowe- dwa razy po 200 NRT, czyli- po trudnych rachunkach-
    400 NRT. Przy stu tysiącach przebiegu- tarcze i bębny też pójdą do
    wymiany. Do tego końcówki drążków kierowniczych, amortyzatory, łożyska w
    piastach, inne drobne elementy zawieszenia, elementy wydechu
    (przestańcie sypać solą, sadyści!). Ogółem totalny remont od spodu. 2000
    NRT lekką ręką. Kolejne 2000 NRT- komplet opon (małe nie są...). Po stu
    tysiączkach zajrzymy też pod maskę- świece zapłonowe (osiem sztuk,
    portfel się kurczy)- 400 NRT, kable świec (i znów osiem sztuk, cholera,
    potężny motor)- 160 NRT. Łokej. Tyle tytułem poważniejszych
    zaplanowanych rzeczy mechanicznych. Suma: 5410 jewro.


    Dodajemy roczny koszt kosmetyków automobilistycznych (tak, będę kochał
    to auto) pomnożony przez trzy. 300 NRT. Koszt polisy ubezpieczeniowej za
    pozostałe dwa lata po zakupie- 2000 NRT. Dalej: moi drodzy, to
    hamerykan. Nie łudźmy się. Drobiazgi będą się psuć, bezpieczniki i
    żaróweczki przepalać, klimatyzacja wymagać konserwacji, serwomotorki
    padać. W Dodge-u spodziewana jest także awaria pompki wspomagania
    kierowniczego. Zatem dodajemy 1500 NRT gwoli drażniących drobiazgów.
    Summa summarum: 9210 jewro. Dorzućmy płyny eksploatacyjne poza olejem i
    zróbmy okrąglutkie dziesięć koła. Niby wszystko cacy, ale... ale...
    Zapomnieliśmy o meritum! Sto tysięcy kilometrów przebiegu- znaczy, przy
    (optymistycznym, jak cholera) spalaniu 17 l/ 100 km pójdzie w atmosferę
    17 t, słownie siedemnaście ton, paliwa! Przy obecnym koszcie- 1,41
    jewro/ litr- wychodzi w rachunku 23 970 jewro. Przy założeniu, że nie
    będzie drożeć (to już nie optymizm, to czysta głupota). Dziękuję Wam,
    cholerni ekolodzy i socjaliści! 75% kosztu paliwa to akcyzy i
    ekopodatki! Dzięki Wam emerytura poszła mi w diabły! Pierścionek
    zaręczynowy też, ale to nieszczególnie mnie rusza.


    Dobrze. Zakładamy zatem scenariusz numer dwa: nie wygrywam na loterii.
    Powoli dorabiam się w lukratywnym zawodzie i mam w końcu kryzys wieku
    średniego (inaczej- syndrom zmęczenia babą, która zapewne do tej pory
    usiądzie mi na karku). Kupuję auto- dokładniej coś około roku... 2034.


    Moment. Mamy rok dwa tysiące trzydziesty czwarty. A ja chcę zakupić
    potwora z prawie sześcioma litrami pojemności- który po odpaleniu
    silnika robi wir w baku a po wyłączeniu odbija mu się radośnie. Do tego
    czasu zapewne ludzie przesiądą się na ekologiczne rowery, bądź coś
    rozmiaru kosiarki do trawy (i o podobnych żywotności i frajdzie z
    jazdy). A ja chcę zakupić hamerykańca. Słodki Panie! Dyć, do tego czasu
    nawet na ulicach San Francisco będzie jeździć coś, czego mało
    entuzjastyczne mamrotanie będzie ledwie słyszalne spod poświstu turbin!
    Benzyna będzie kosztowała za litr tyle, ile dziś paczka fajek z półki
    premium, a ubezpieczenie czegoś, co ma więcej pojemności, niż szalka
    Petriego będzie równie drogie, co trzymiesięczny urlop all- inclusive w
    pięciu gwaizdkach na Fidżi.

    Pomijając już fakt, że zostałbym pewnie zlinczowany publicznie za
    nieekologiczną beztroskę.


    Nie, nie da rady. Ale zemszczę się i zemszczę się srodze. Najlepsza
    zemsta jest na stare lata- co potwierdzają wielopokoleniowe sycylijskie
    vendetty. Właśnie wtedy wskrzeszę bestię- potwora z lat 50-tych, który
    pod maską mógłby pomieścić dziecinną wanienkę, a w bagażniku Smarta-
    jako kapsułę ratunkową. Znajdę największego pro- ekologicznego chyzia
    spośród moich sąsiadów i z pełną, złośliwą premedytacją będę stawiał mu
    tego Frankensztajna przed domkiem. Na biegu jałowym, niechaj ssie z
    destrukcyjnym apetytem benzynę z nalepką „premium” a produkty spalania
    wypluwa entuzjastycznie przez wydech z epoki, kiedy słowo „katalizator”
    nie mieściło się w słowniku inżynierów. I tak przez cenne godziny...
    minuty... sekundy...


    Mam do tego święte prawo! Zabiliście mi marzenie!


    Bóg umarł. Bóg wysokooktanowej...T

KP, 12 września 2010 o godzinie 14:15:12:

  • Drogi Texassenie!

    Na wstępie proszę Cię, byś uwzględnił fakt powstania tego wpisu ponad dwa lata temu. Niezmiernie cieszy mnie fakt, że trafia się tu jeszcze ktoś, kto jest w stanie przeczytać trzynaście pełnych wpisów (albo tyle razy poodświeżać strony). Winszuję! Ja bym nie dał rady tyle czytać siebie.

    Rzekłbym- mierz zamiary na możliwości. Skoro sam uczciwie przyznajesz, że wóz ten- o jakże romantycznej nazwie!- jest poza Twoim zasięgiem, to po cóż nad tym faktem rozpaczać?

    Na koniec pozwolę sobie na drobną hiperbolizację. Wyobraź sobie- o Texassenie!- że Twój- zacny zapewne!- sąsiad sprawia sobie małą lokomotywę (lokomotywkę) parową, zakłada na nią drogowe ogumienie, jakimś cudem ubezpiecza to cudo i codziennie dojeżdża tym do pracy. Nim ruszy- pół godziny rozpala piec. Pod Twoim- o Texassenie!- oknem. Czyż zabroniłbyś mu rozgrzewania lokomotywki przed wyjazdem do pracy? Czyż zabiłbyś jego marzenia i uśmiercił Boga, Boga węgla kamiennego...?


Dodaj komentarz:

Dyskutujesz z ludźmi, a nie maszynami, odnoś się więc do nich z należnym im szacunkiem. Jeżeli chcesz odnieść się do merytorycznej zawartości bloga i komentarzy, podzielić się jakimś swoim spostrzeżeniem czy uwagą- rób to śmiało i się nie krępuj. Jeżeli zaś nudzisz się w domu i zależy Tobie tylko na powkurzaniu innych użytkowników sieci- wracaj do klocków.

SZUKAJ


Kuba Pakulski
Szczecinianin. Fascynat filozofii, historii i nauk społecznych. Piszący dla przyjemności i praktyki. Radykalnie umiarkowany czerwony liberał. Antyklerykał pełen życzliwości dla wierzących, którego serce bije po lewej stronie. Słucha wszystkiego, co da się zamknąć w trójkącie Judas Priest- Enya- Miles Davis.

Kontakt:
e-mail: jakub.pakulski małpka gmail.com
jabber: kuba.pak666 jabber.wp.pl
gg: 9933809