Irak dziś i jutro- perspektywy rozwoju Dodaj komentarz
Napisano dnia 05 maja 2008, w Przemyślenia Globalne
Odkąd pięć lat temu wojska Stanów Zjednoczonych rozpoczęły operację „Iracka Wolność”, kraj ten nie uzyskał jak dotąd ani wolności, ani spokoju, ani obiecanej demokracji. Raczkująca wojna domowa między sunnitami a szyitami rozerwie kraj przy pierwszej nadarzającej się okazji, gdy tylko siły koalicji wykażą, choćby najmniejszą, oznakę słabości chęci odwrotu. Nasze, nieocenione w roli dezinformacji środki masowego przekazu, ukazują nam co pewien czas oblicze byłego folwarku Husseina, obowiązkowo pokazując trumny poległych żołnierzy lub płonące samochody pułapki, w zależności od koniunktury. W żaden sposób oczywiście nie powiększa wiedzy mas o obecnej sytuacji w Iraku, ani nie pomagając w poznaniu irackiej specyfiki. Co mogłoby się wydarzyć w Iraku w wypadku wycofania sił Koalicji na niemalże półmetku roku Pańskiego 2008?
Na takowe pytanie warto sobie odpowiedzieć, zwłaszcza w perspektywie ciągłego powracania do irackich zagadnień przy okazji kolejnych wyborów, koalicji i mniejszego lub większego poszukiwania tematów zastępczych. Polscy i zagraniczni mężowie stanu wypowiadają się regularnie na temat Iraku i Afganistanu, nie mając zazwyczaj nic ciekawego do powiedzenia. Nic dziwnego, skoro zawsze można uciułać w ten sposób kilka punktów procentowych w sondażach, a „ciemny lud to kupi”, woląc wojownicze pokrzykiwania berserków, miast realnych konkretów.
A realia są takie, że na natychmiastowe wycofanie żołnierzy z Iraku nie ma co liczyć, zaś domaganie się tego to czysty populizm. Irak to nie Wietnam, nie ma tam konkurującej z amerykanizmem ideologii, która mogłaby zespolić kraj. Wietnamskim lepiszczem był komunizm, który wyprowadził ten kraj z ruiny i nędzy i wprowadza go dziś na azjatyckie salony, a nawet Stany Zjednoczone muszą się z nim liczyć w regionie. Dla Iraku jest inna perspektywa- wojna domowa. Krok w tył Amerykanów oznacza krok naprzód feudalistów. Przed Irakijczykami nie rysuje się, jak w ww. przykładzie, koncepcja postępu i walki o sprawiedliwość społeczną, lecz koncepcja państwa religijnego, dżihadu i terroryzmu.
Nadzieją na ustabilizowanie sytuacji w Iraku jest armia iracka, od początku interwencji systematycznie organizowana przez rząd iracki, przy wsparciu okupanta. Jej liczebność obecnie to mniej więcej 40 000 żołnierzy sił bezpieczeństwa (w całym kraju po stronie rządu walczy 445 000 ludzi opłacanych z budżetu- żołnierzy, byłych lokalnych watażków i policjantów), składających się na 140 czynnych bojowo batalionów armii i policji. Nadzieja to płonna, gdyż w przypadku rozpadu Iraku, armia niewątpliwie pójdzie w ślady państwa i również rozpadnie się na trzy bastiony, których żołnierze pójdą za głosem religii lub dowódców. Ci niewątpliwie wykorzystają nadarzającą się okazję, będącą wynikiem osłabienia centralnego dowództwa. W tym kontekście armia iracka stanie się głównym przedmiotem targu i walk między siłami odśrodkowymi. Jej tworzenie wytłumaczyć można faktem poszukiwania wzmocnienia dla sił okupanta oraz uzasadnić chęcią odebrania rekruta feudalistom i powstańcom irackim. Nietrudno zauważyć, że irackie władze kują sobie kajdany, a raczej plotą sznur i szubienicę stawiają. Szubienicę, na której razem z nimi zawisłaby koncepcja wolnego i, co najistotniejsze, zjednoczonego Iraku.
Pierwszym etapem wojny domowej byłby zapewne rozpad państwa na wzór zauważalnego rozpadu Afganistanu- kraj podzieliłby się na dziesiątki małych obszarów pseudo-państwowych, w których formalną tylko władzę sprawowałyby lokalne rady starszych, uzależnione od miejscowych kapłanów i watażków. Władzę, co zrozumiałe, opartą na przemocy fizycznej, popartej oczywiście lokalnymi armijkami, złożonymi z wszelkiego rodzaju elementu przestępczego, zmarginalizowanego.
Te lokalne bandy połączyłyby się w końcu w większe byty państwo-podobne, w zależności od wyznania. I tak na północy mielibyśmy Kurdów, na zachodzie Sunnitów, zaś na wschodzie- Szyitów. Kurdowie iraccy zapewne dążyliby do zjednoczenia z Kurdami tureckimi, co sprowokowałoby pewny konflikt z Turcją (w kontekście niedawnych działań armii tureckiej na granicy z Irakiem), prowadząc do, w pełni zrozumiałej, interwencji Turków w Iraku. Konsekwencją tego byłoby zaostrzenie się sytuacji w Europie i konflikt na linii Unia Europejska- Turcja. Postawiłoby to w trudnej sytuacji państwa Unii, które udzieliły wsparcia Amerykanom, z uwzględnieniem najaktywniejszej pośród nich- Polski (nie ominęłoby to bynajmniej pozostałych krajów- okupantów, takich jak, np. Litwini). Groźba krytyki zamknęłaby usta polskiemu rządowi, co przeszkodziłoby mu w odgrywaniu „kluczowej roli w Europie”, do której to aspiracje Polacy zgłaszają od lat kilku (w tym kontekście takim Litwinom niewiele to zaszkodzi, gdyż są państwem o lokalnie ukierunkowanej polityce zagranicznej). Skutkiem całej awantury może być powstanie Kurdystanu- zaczynu dla przyszłych „azjatyckich Bałkan”, pełniącego tam rolę podobną dla bałkańskiego Kosowa, lub palestyńsko- żydowskiej Jerozolimy.
Pozostałe dwa regiony Iraku wzięłyby się natychmiast za łby. Byłoby to konsekwencją różnic w wierze oraz dawnych zaszłości, takich jak chociażby niedawny zamach na Złoty Meczet w Samarze, czy prześladowań politycznych doby Husseina. Kluczowe dla przebiegu zmagań byłyby trzy kwestie:
- Ilość oraz liczebność batalionów armii i policji, które udałoby się przejąć poszczególnym stronom konfliktu. Również pozostałe czynniki, jak uzbrojenie i doświadczenie żołnierzy, nie pozostałyby oczywiście bez skutku. Ważne miejsce w rachunku bilansu sił stanowiłyby również wspomniane 445 000 „cywilnych żołnierzy”- obecnych współpracowników rządu w kwestii zwalczania powstańców, terrorystów, feudałów i opozycji
- Postępowanie Kurdów, którzy mogę nie poprzestać na aktywności w północnym Iraku i rozpocząć działania przeciw którejś ze stron konfliktu. Najbardziej jednak prawdopodobne, że walczyć będą przeciw obydwu grupom eks- współrodaków, na zasadzie lokalnych starć i wypraw łupieżczych pogranicznych watażków. W tym kontekście granica pomiędzy plemionami będzie dość umowna i zależna od chwilowego bilansu sił, zaś rejony przygraniczne i międzygranicznej „strefy niczyjej” będą najbardziej zniszczonymi, martwymi pasami w powojennym Iraku.
- Aktywność sąsiadów, którzy, w zależności od koniunktury, wesprą lub nie poszczególne grupy konfliktu. Niemal pewna byłaby wspominana interwencja Turków, która zapewne wyeliminowałaby Kurdów. Szyici liczyć mogliby na pomoc Iranu, którą i dziś licznie otrzymują oddziały Milicji Szyickiej oraz Hezbollahu 2800. Iran zapewne nie odważyłby się na jawną interwencją zbrojną, ale dostarczyłby broni, pieniędzy i ochotników, niezbędnych do dalszej walki.
Sunnici znajdowaliby się w trudniejszej sytuacji. Na pewno mogliby liczyć na moralne wsparcie opinii publicznej, która jednak nie przekłada się na ani centymetr kwadratowy opanowanego terenu. Pomoc mogliby uzyskać od Arabii Saudyjskiej, która jednak prawdopodobnie wolałaby zachować neutralność. Pro- sunnicka okazać mogłaby się Syria, której zdecydowanie nie zależy na zdemolowaniu układu sił w regionie. Podobnymi pobudkami kierowałby się Izrael.
Ów układ sił zapewniają póki co tylko i wyłącznie siły koalicji. Nie odmawiam racji bytu armii Irackiej- odmawiam racji bytu anarchii w Iraku. Stany Zjednoczone nawarzyły dużą beczkę piwa, która kosztowała ich już setki miliardów dolarów. Teraz próbują opchnąć tą beczułkę państwom regionu i nań zwalić odpowiedzialność za dzisiejszy stan Iraku. Imperlializm zaoceanicznego mocarstwa doprowadził do rozbicia poprzedniego układu sił na Bliskim Wschodzie, dlatego też utrzymywanie kontyngentu w Iraku jest amerykańskim moralnym obowiązkiem. Gdyby tylko USA kiedyś kierowało się moralnością....
pozdrawiam
KP
kuba.pak666@wp.pl
Dodaj komentarz do wpisu pt. “Irak dziś i jutro- perspektywy rozwoju”
Dodaj komentarz:
Dyskutujesz z ludźmi, a nie maszynami, odnoś się więc do nich z należnym im szacunkiem. Jeżeli chcesz odnieść się do merytorycznej zawartości bloga i komentarzy, podzielić się jakimś swoim spostrzeżeniem czy uwagą- rób to śmiało i się nie krępuj. Jeżeli zaś nudzisz się w domu i zależy Tobie tylko na powkurzaniu innych użytkowników sieci- wracaj do klocków.

Kuba Pakulski
Szczecinianin. Fascynat filozofii, historii i nauk społecznych. Piszący dla przyjemności i praktyki. Lewicowiec, umiarkowany anarchista, skrajny antynacjonalista. Antyklerykał, którego serce bije po lewej stronie. Dziewiątkowicz z pięcioletnim stażem. Od lat aktywny w mikronacjach. Słucha wszystkiego, co da się zamknąć w trójkącie Judas Priest- Enya- Miles Davis.
Kontakt:
e-mail: kuba.pak666 wp.pl
jabber: kuba.pak666 jabber.wp.pl
gg: 9933809
Szukaj
KATEGORIE
ARCHIWUM
- Lipiec 2010
- Czerwiec 2010
- Maj 2010
- Kwiecień 2010
- Marzec 2010
- Luty 2010
- Grudzień 2009
- Listopad 2009
- Październik 2009
- Wrzesień 2009
- Sierpień 2009
- Lipiec 2009
- Czerwiec 2009
- Maj 2009
- Kwiecień 2009
- Marzec 2009
- Luty 2009
- Styczeń 2009
- Grudzień 2008
- Listopad 2008
- Październik 2008
- Wrzesień 2008
- Lipiec 2008
- Czerwiec 2008
- Maj 2008
